PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
WYDARZENIA
  29.09.2012
W czasach PRL-u próbowano nam wmówić, że pierwszym polskim filmem były "Zakazane piosenki", przy okazji przekreślając – jako miałki i bezwartościowy - cały niemal wcześniejszy dorobek polskiego kina. Nie tylko dawne gwiazdy z Jadwigą Smolarską, Eugeniuszem Bodo czy Antonim Fertnerem, nie tylko festiwalowe wyróżnienia w Wenecji i Moskwie, ale i zjawiska tak wyjątkowe jak filmy w języku jidysz. Właśnie mija 75 lat od premiery  jednego z uznanych arcydzieł tego nurtu: "Dybuk" Michała Waszyńskiego wszedł na ekrany 29 września 1937 roku.

"Dybuk" to ekranizacja sztuki Szymona An-skiego (Szlojme Zajnwela Rapoporta) – żydowskiego pisarza i etnografa, który badał kulturę Żydów ze wschodnich kresów Rzeczypospolitej. Sztuka powstała  w 1914 roku, najpierw w wersji rosyjskiej, trzy lata później przełożona została na jidysz. Zrazu niedoceniona, doczekała się premiery dopiero po śmierci autora – najpierw w Warszawie (1920), a następnie w moskiewskim teatrze Habima, w inscenizacji wielkiego Jewgienija Wachtangowa (1922), zyskując z czasem respekt i uznanie. Dziś jest żelazną pozycją repertuaru teatrów żydowskich, zwłaszcza tych, które wystawiają sztuki w języku jidysz na całym świecie.
 
Kadr z filmu "Dybuk", fot. Film Poznań

W połowie lat 30. "Dybuk" był już sztuką na tyle znaną, że jego filmowa adaptacja budziła nadzieje na uratowanie studia filmowego przed bankructwem, co było zresztą zjawiskiem częstym w branży i nie dotyczyło wyłącznie małych firm. W listopadzie 1936 roku przebojowe otwarcie farsy „Teodora robi karierę” Ryszarda Bolesławskiego z Irene Dunne i Melvynem Douglasem uratowało przed plajtą takiego potentata jak Columbia, zarządzana żelazną ręką przez Harry’ego Cohna. Czemu więc nie mieli spróbować właściciele podupadającego Warszawskiego Biura kinematograficznego Feniks, Izydor i Fenicja Fenigsteinowie? Inna sprawa, że przygotowali się do tego niezwykle starannie. Jako scenarzystów zatrudniono dramaturga Altera Kacyzne oraz doświadczonego Marka Arnsztejna, ich pracę konsultował Anatol Stern, muzykę komponował Henoch Kon, zaś reżyserię zaproponowano Michałowi Waszyńskiemu. Waszyński, jeden z najpopularniejszych reżyserów międzywojnia ("Głos pustyni", "Czarna perła", „Dodek na froncie”,. "Znachor"), podszedł do sprawy niezwykle poważnie. Był to dla niego powrót do czasów dzieciństwa, spędzonego w żydowskiej rodzinie na Wołyniu, toteż starannie dobrał obsadę i z pietyzmem dla literackiego pierwowzoru rozpoczął zdjęcia w Kazimierzu nad Wisłą. Trwały wyjątkowo długo – aż pięć tygodni.

O „Dybuku” mówi się, że to żydowska wersja „Romea i Julii”. Dwaj przyjaciele obiecali sobie, że ich dzieci się pobiorą, ale kiedy przyszedł czas ślubu ojciec dziewczyny, Lei, uznał, że syn zmarłego przyjaciela, Chonen, jest zbyt biedny, by mógł ją poślubić. Zdesperowany chłopak postanawia szukać złota w alchemicznym eksperymencie, w wyniku czego tragicznie umiera. W dniu ślubu dziewczyna idzie na cmentarz, by oznajmić dobrą nowinę zmarłym. Tam duch zmarłego Chonena wstępuje w ciało Lei pod postacią dybuka, zbłąkanej duszy. Jest jeden sposób, aby dziewczyna uwolniła się od opętania – śmierć. Jest to zarazem sposób, by młodzi połączyli się ze sobą – w zaświatach.

"Dybuk" wyświetlany był w polskich kinach w języku jidysz, z polskimi napisami. Ma swoją legendę – wkrótce po premierze grający główne role Lili Liana i Leon Liebgold pobrali się i wyjechali do Stanów, unikając Zagłady, która dotknęła nie tylko zaangażowanych w realizację ludzi – zamęczonych w gettach i obozach koncentracyjnych, nie tylko kina w języku jidysz, ale i całego żydowskiego świata, którego rytuały – bo nie sama dość prosta fabuła – są treścią filmu Michała Waszyńskiego. Sam reżyser uniknął losu większości swojej ekipy, aktorów i wywodzących się z Kazimierza statystów. Trafił do armii Andersa, był w jej filmowej czołówce, a po wojnie nie wrócił do kraju. Osiadł w Hiszpanii, gdzie był, między innymi, jednym z producentów wielkiej wytwórni filmowej Samuela Bronstona, uczestnicząc w realizacji takich superprodukcji jak „Cyd” czy „Upadek Cesarstwa Rzymskiego”. A zawdzięczał to właśnie „Dybukowi”, dziś uważanemu za arcydzieło – najdojrzalsze osiągnięcie kina jidysz w jego historii.

Tę szczególną pozycję film zawdzięcza swemu nastrojowi, dominującemu nad całością klimatowi nieuchronności. O ile dla An-skiego sztuka miała być zapisem rytuału środkowoeuropejskich Żydów, film okazał się świadectwem świata, który uległ Zagładzie, a jednocześnie sposobem ocalenia go przed zapomnieniem. Jest też "Dybuk" „arką przymierza” dla języka jidysz, którym dziś mówi około 3-4 mln osób na całym świecie – w latach 30. w samej tylko Europie Środkowej liczba ta była czterokrotnie wyższa.


Konrad J. Zarębski
Portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  1.10.2012
Zobacz również
PEJA: Jesteśmy w kontrkulturze
Uroczysta premiera filmu "Piękne i bestia"
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll