PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Znany od niedawna dramat Małgośki Szumowskiej „W imię…” (2013) i „Płynące wieżowce” Tomasza Wasilewskiego (2013), które właśnie wchodzą na ekrany, nie są pierwszymi filmami polskimi poruszającymi problem miłości homoseksualnej. Nie zawsze jednak nasze kino ukazywało to uczucie w sposób tak dojrzały, jak w nich.
Warszawa, rok 1972. Tydzień Filmów Angielskich. Na ekranie "Ta przeklęta niedziela" Johna Schlesingera („Sunday Bloody Sunday”, 1971), wyświetlana na tym przeglądzie pod tytułem „Niedziela, przeklęta niedziela”. Odtwórcy głównych ról, Peter Finch i Murray Head, najpierw dzielą się przeciągłym pocałunkiem, a potem uprawiają ze sobą seks. Szok! Polska publiczność nie oglądała przedtem takich scen, chociaż motywy homoseksualne, bardziej czy mniej zawoalowane, znała z pokazywanych najpierw (albo, niestety, wyłącznie) w ramach innego przeglądu – legendarnych „Konfrontacji” – arcydzieł Federico Felliniego („Satyricon”, 1969) i Luchino Viscontiego ("Śmierć w Wenecji", 1971), a także z pionierskiego pod tym względem „Smaku mioduTony’ego Richardsona (1961).


Kadr z filmu "Płynące wieżowce", fot. Film Point Group

Stopniowo, zwłaszcza w latach 90. i 2000-nych, oswoiliśmy się poważnym traktowaniem przez filmowców z Zachodu i zza oceanu związków homoseksualnych. Wystarczy przytoczyć przykłady „FiladelfiiJonathana Demme’a (1993), głośnego „KsiędzaAntonii Bird (1994), „Dzikich trzcin” André Téchiné (1994), nie mówiąc już o „Tajemnicy Brokeback Mountain” Anga Lee (2005).

W tonacji żartu i kpiny

W rozchwytywanej swego czasu książce Marii Kornatowskiej „Eros i film” (Łódź 1986) można było, w rozdziale poświęconym homoseksualizmowi w sztuce filmowej przeczytać słuszną konstatację autorki: - (…) Rzadko (…) [kino polskie] wkracza (…) w rejony zakazane, sięga po tematy drażliwe, kusi się o analizy uczuć skomplikowanych, niekonwencjonalnych, trudnych do wyartykułowania (…).

Faktycznie, homoseksualizm był wówczas w Polsce jednym z tematów „trudnych do wyartykułowania”, chociaż z drugiej strony w tym samym roku, w którym ukazała się praca Kornatowskiej, powstał bodaj nasz pierwszy śmiały film o zauroczeniu mężczyzną przez mężczyznę, notabene piękny i znakomity – "Zygfryd" Andrzeja Domalika (1986, prem. 1987), osnuty na opowiadaniu Jarosława Iwaszkiewicza, nie bez racji stawiany obok wspomnianej „Śmierci w Wenecji” Viscontiego.


Kadr z filmu "W imię...", fot. Kino Świat.

Wcześniej jednak bohaterowie homoseksualni, jeśli pojawiali się w filmach polskich, to na dalekim planie i w charakterze „egzotycznej ciekawostki” towarzyskiej, traktowanej przez twórców, a w konsekwencji i widzów, z przymrużeniem oka, by nie powiedzieć ze szczyptą ironii, czy wręcz kpiny. Takim zabawnym indywiduum był podstarzały, zniewieściały pederasta – konsument w restauracji z „Zaklętych rewirów” Janusza Majewskiego (1975), zresztą zagrany kapitalnie przez Czesława Wołłejkę. W podobny sposób potraktowano panów kochających inaczej w skądinąd rewelacyjnym „WodzirejuFeliksa Falka (1977), a pierwsze wyraźniejsze aluzje do nich uczyniono w naszym kinie chyba w etiudzie studenckiej Romana Polańskiego "Gdy spadają anioły" (1959), następnie w komedii Stanisława Wohla „Tysiąc talarów” (1960), w telewizyjnym „OjcuJerzego Hoffmana (1967) i „Polowaniu na muchy” Andrzeja Wajdy (1969).

Mądrzej, głębiej, poważniej

Maria Kornatowska, pisząc „Eros i film”, nie mogła znać przełomowego „Zygfryda”. Omawia natomiast dwa nieco starsze filmy polskie, „Wśród nocnej ciszy” Tadeusza Chmielewskiego (1978) i „Limuzynę Daimler-Benz” Filipa Bajona (1981), w których homoseksualizm przestał być „atrakcją”, stając się istotnym elementem podłoża fabuły oraz przedmiotem analizy psychologicznej. W swoim wybitnym dramacie kryminalnym Chmielewski ukazuje chłopięcą przyjaźń ocierającą się o granicę dwuznaczności jako przeciwwagę autorytarnego modelu wychowania, który preferuje główny bohater, komisarz policji, ojciec jednego z dwóch lubiących przebywać w swoim towarzystwie chłopców. Bajon, zarówno w „Limuzynie…”, jak i w późniejszym „Magnacie” (1986), umieszcza miłość homoerotyczną w dekadenckim pejzażu epoki międzywojennej, jako jeden z rysów obyczajowości: mieszczaństwa (w pierwszym z tych filmów) i arystokracji (w drugim). Podobny, dekadencki wymiar nadał homoseksualizmowi Mariusz Treliński w „Pożegnaniu jesieni” (1990), najlepszej z filmowych adaptacji twórczości Witkacego. Mówiliśmy o „Zygfrydzie”. Adaptacją innego opowiadania Iwaszkiewicza, „Młyna nad Utratą”, jest pierwsza część telewizyjnego mini-serialu Jerzego Domaradzkiego „Trzy młyny” (1984). I tu, ponownie jak w swoim filmie Domalik, reżyser odniósł się z szacunkiem do uczucia łączącego dwie osoby tej samej płci. Nie szydził z niego, lecz
je, w ślad za pisarzem, niejako zaakceptował. W „Zygfrydzie” starzejący się intelektualista i koneser sztuki (Gustaw Holoubek) ulegał fascynacji młodzieńczą urodą przyjezdnego cyrkowca (Tomasz Hudziec). Domaradzki opowiedział o podobnej parze. W jego filmie główne role zagrali Jerzy Zelnik i Jan Jankowski.


Kadr z filmu "Lejdis", fot. ITI Cinema

Panie kochające inaczej

Wbrew pozorom, nawiązań do związków homoseksualnych w wydaniu męskim mieliśmy w kinie polskim nie tak znów mało, jeśli do podanych już przykładów dodać komiczne, tragikomiczne, bądź mające budzić odrazę, przeważnie epizodyczne postaci gejów, rozsiane po różnych filmach, od  „Dzięcioła” Jerzego Gruzy, poprzez "Krzyk" Barbary Sass (1982), telewizyjny „Urok wszeteczny” Krzysztofa Zanussiego (1996), ze świetnym Zbigniewem Zapasiewiczem, po „Lejdis” Tomasza Koneckiego i Andrzeja Saramonowicza (2008). W obecnym stuleciu, nie licząc wymienionych na wstępie najnowszych filmów Szumowskiej i Wasilewskiego (zwłaszcza ten drugi można uznać za polski akcent w new queer cinema), najgłębiej motyw uczucia tlącego się między mężczyznami został naświetlony w „Kochankach z Marony” (2005), znowu według Iwaszkiewicza, w reżyserii Izabeli Cywińskiej. Kobietom kochającym inaczej kino polskie poświęciło dotąd znacznie mniej uwagi. Rewelacyjne kreacje aktorskie Jadwigi Jankowskiej-Cieślak i Grażyny Szapołowskiej w węgierskim filmie Károly’ego Makka „Inne spojrzenie” (1981), w którym miłość kreowanych przez nie głównych bohaterek została zderzona z represyjnym systemem stalinowskim, nie zachęciły naszych filmowców do podjęcia tematu. Wprawdzie ciekawe, dwuznaczne sytuacje damsko-damskie pojawiły się w „Debiutantce” Barbary Sass (1982; na kartach „Erosa i filmu” opisała je Maria Kornatowska), a Wiesław Saniewski, we wstrząsającym „Nadzorze” (1983), pokazał zdawkowo, choć nie bez współczucia, miłość lesbijską jako element subkultury więziennej i chyba też rozpaczliwy akt desperacki kobiet nie mogących za kratami zaspokoić swoich potrzeb intymnych z mężczyznami, ale te przyczynki nie miały następstw.

Wygląda więc na to, że z prawdziwego zdarzenia film polski o kobiecej relacji uczuciowej jest dopiero przed nami. Tym filmem będzie dramat Jana Kidawy-Błońskiego, według scenariusza Macieja Karpińskiego „W ukryciu”. Rzucenie wątku homoseksualnego na tło okupacyjne i powiązanie go z kwestią polsko-żydowską zapowiada dzieło odważne, a obsadzenie w rolach protagonistek Magdaleny Boczarskiej i Julii Pogrebińskiej jest wielce obiecujące z artystycznego punktu widzenia.


 

Andrzej Bukowiecki
SFP
Ostatnia aktualizacja:  14.12.2013
Zobacz również
Camerimage. Do Festiwalu dołączają Sheridan, Bayer, Cox
Witold Giersz na Etiudzie & Animie
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll