PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
WYDARZENIA
  25.01.2013
Wprawdzie musical „Les Miserables” powstał we Francji, ale święcił triumfy na całym świecie, także na Broadwayu. Tam, gdzie zazwyczaj zaczyna się marsz wielkich widowisk muzycznych na światowe ekrany.

Broadway – znak firmowy amerykańskiego teatru rewiowego. Hollywood – okręt flagowy amerykańskiego kina. Pomiędzy dwiema potęgami przemysłu rozrywkowego rozciąga się trasa Nowy Jork-Los Angeles, a ich symbiozę zapoczątkował film Harry’ego Beaumonta„Melodia Broadwayu” (1928). Wprawdzie za tym pierwszym musicalem na ekranie nie stał jeszcze broadwayowski pierwowzór sceniczny, niemniej wokół sławnej nowojorskiej ulicy obracała się fabuła: zdolny artysta wodewilowy, jego narzeczona i jej siostra próbowali swych sił w rewii wystawianej właśnie na Broadwayu.


Kadr z filmu "Les Miserables: Nędznicy". Fot. UIP

Kulisy broadwayowskich przedstawień pojawiły się w amerykańskim kinie muzycznym jeszcze wielokrotnie. Na jego potrzeby sprowadzano początkowo z Broadwayu tamtejszych wykonawców, np. Jeanette MacDonald, która zadebiutowała na ekranie w „Paradzie miłości” (1929) Ernsta Lubitscha. Dopiero z czasem udało się filmowemu musicalowi wylansować własne gwiazdy, jak choćby Audrey Hepburn - rewelację filmowej wersji "My Fair Lady" (1964) w reżyserii George’a Cukora.


Julie Andrews w filmie "Dźwięki muzyki". Fot. materiały prasowe

W Hollywood szybko zorientowano się, że muzyczny Broadway to kopalnia pomysłów. W latach 30. zdarzało się, że na ekran trafiało rocznie ponad pięćdziesiąt nowych amerykańskich filmów muzycznych. Wiele z nich, choćby do dziś ceniona „Wesoła rozwódka” (1933)  Marka Sandricha z niezapomnianą parą Ginger Rogers-Fred Astaire, powielało sukces wersji broadwayowskie.

Fabryka snów zaczęła śmielej sięgać do skarbca, jakim był dla niej Broadway, gdy mogła wreszcie w pełni oddać rozmach i widowiskowość tamtejszych przedstawień, posługując się w tym celu udoskonaloną taśmą barwną (nierzadko 70mm), a rezultaty prezentując na szerokich ekranach i z dźwiękiem stereofonicznym. Większość słynnych wywodzących się z Broadwayu musicali filmowych z lat 50. i 60. – wśród nich "Oklahoma!" (1955)  Freda Zinnemanna"Dźwięki muzyki" (1965) Roberta Wise’a, „Zabawną dziewczynę” (1968) Williama Wylera czy „Hello Dolly!” (1969) Gene’a Kelly’ego (dwa ostatnie z popisowymi rolami Barbry Streisand) – tak właśnie nakręcono i pokazywano, oczywiście przenosząc przy tym część akcji w prawdziwy plener.

Skupmy się jednak na filmach, które przeszły do historii kina nie tylko za sprawą nowinek technicznych, ale dzięki przełamywaniu – w ślad za Broadwayem – fabularnych i estetycznych konwencji gatunku. Kamieniem milowym w jego rozwoju było niewątpliwie "West Side Story" (1961)  Roberta Wise’a i Jerome’a Robbinsa. W filmie tym, zamiast powielanej wcześniej w niezliczonych wariantach naiwnej opowiastki o tym jak to on kocha ją, ona jego, a oboje bardzo pragną wystąpić na Broadwayu i w końcu im się udaje, ujrzano inspirowaną Szekspirem tragiczną historię waśni gangów młodzieżowych, a zamiast dekoracji studyjnych – prawdziwe nowojorskie ulice i place. Również muzyka Leonarda Bernsteina brzmiała w swoim czasie niezwykle nowocześnie.


Kadr z filmu "Skrzypek na dachu". Fot. Ale Kino+

Bodaj żaden hollywoodzki musical nie był równie epicki i nie wykroczył tak daleko poza amerykański krąg kulturowy jak "Skrzypek na dachu" (1971) Normana Jewisona (1971). W tym wspaniałym filmie songi Jerry’ego Bocka – m.in. „Gdybym był bogaty” - współtworzą wskrzeszony na ekranie świat rosyjskich Żydów z początków ubiegłego stulecia. Świat pełen rubasznego humoru, skazany jednak przez władzę carską na wygnanie.

Chyba jeszcze większej sztuki dokonał Bob Fosse w genialnym „Kabarecie” (1972): pożenił musical z brunatną epoką nazizmu! Sztuka udała się dzięki zerwaniu z umownością konwencji musicalu polegającą na tym, że bohaterowie wyśpiewują treści w realnym życiu po prostu wypowiadane, a widzowie przyjmują ten wokalny sposób ekspresji za dobrą monetę. W filmie Fosse’a jest inaczej: numery muzyczne – poza złowieszczą piosenką „Tomorrow Belongs to Me”, śpiewaną przez młodziutkiego faszystę w kawiarnianym ogródku - mają miejsce wyłącznie w tytułowym kabarecie (antyhitlerowskim) i są wykonywane przez występujących w nim artystów. Nie odbiera się więc ich jako dysonans w stosunku do rzeczywistości, której film dotyka, bo niejako naturalnie wpisują się w jej realistyczny opis. No i ten błyskotliwy montaż, te zaskakujące zdjęcia, nie mówiąc już o rewelacyjnych rolach Lizy Minnelli i Joela Greya!


Liza Minnelli w filmie "Kabaret". Fot. Ale kino+

Do listy przełomowych filmów muzycznych z broadwayowskim rodowodem można dopisać kolejne. Bez wątpienia „Hair” (1979) Milosa Formana, przypuszczalnie „Chicago” (2002) Roba Marshalla według widowiska Boba Fosse’a. A dlaczego nie „Deszczową piosenkę” (1952) Stanleya Donena i Gene’a Kelly’ego? Bo ten najwspanialszy film muzyczny wszech czasów przeszedł drogę odwrotną drogę: powstał według oryginalnego scenariusza oryginalnego, by po sześćdziesięciu latach od premiery trafić – w przeróbce scenicznej – na Broadway, a stamtąd między innymi do Warszawy.


Andrzej Bukowiecki
Portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  25.01.2013
Zobacz również
Gwiazda Tygodnia: Naomi Watts
Sonia Bohosiewicz: absolutnie warto było się poświęcić
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll