PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Joanna Brodzik długo zabiegała o karierę filmową. Okazało się jednak, że telewizja, mimo iż dysponuje mniejszym ekranem, paradoksalnie otwiera przed nią dużo większe możliwości.

Anegdota powiada, że Brodzik zaczęła istnieć w masowej wyobraźni wraz z momentem, gdy z brunetki stała się blondynką. Kolor włosów wydaje się jednak tylko początkiem przemiany, za którym poszedł wizerunek modelowej „dziewczyny z sąsiedztwa”, kochanej przez miliony widzów. Właśnie kimś takim była bohaterka serialu „Kasia i Tomek”, stworzonego na bazie kanadyjskiego formatu „Un gars, un fille”. Kasia, ciepła, zabawna i z dystansem odnosząca się do absurdów codzienności, szybko stała się wzorem i lustrem dla Polek. Była jedną z nich, radosną, acz czasami narzekającą. Zakochaną, choć nie raz swojego rycerza z bajki strofującą. Energiczną, ale raz na jakiś czas lubiącą się rzeczywistości baczniej przyjrzeć. W Kasi był luz i typowo serialowy brak życiowej prozy w wydaniu szarym, nudnym i nieciekawym. Nic dziwnego, że rola przylgnęła do Brodzik i nie opuściła jej właściwie do dziś. Kreowana przez nią bohaterka zawładnęła masową wyobraźnią. Przebić ją mogło tylko jedno: postać jeszcze bardziej wyrazista.


Joanna Brodzik, fot. AKPA

Czy taką była Magda Miłowicz, wiodąca bohaterka serialu „Magda M.”? Można wątpić, ale chyba tylko, dlatego że sam serial choć cieszył się niegasnącą popularnością, nie miał w sobie tej samej oryginalności, która stanowiła o fenomenie „Kasi i Tomka”. Nie zmienia to jednak faktu, że Brodzik z powodzeniem kontynuowała w nim postać graną przez nią wcześniej, rozwijając wizerunek tak ciepło przyjęty przez publiczność. „Magda M. na moich oczach stała się istotnym elementem rzeczywistości. Komentowanym, przetwarzanym przez codzienność, kiedy np. jej ukochane sukienki w kropki czy krzywa grzywka, którą sama sobie obcięłam, nagle masowo zaczęły być kopiowane w całej Polsce! To było niezwykłe doświadczenie i bardzo fajny kawałek mojego życia, intensywny, absolutnie poświęcony temu, co – dla mnie, wówczas trzydziestoparolatki – było najważniejsze” – mówiła aktorka. A liczby to potwierdzały gorliwie. Według przeprowadzanych wówczas ankiet Brodzik była najpopularniejszą Polką. Sześćdziesiąt dwa procent kobiet chciało wyglądać tak, jak ona, sześćdziesiąt pięć procent mężczyzn uważało ją za ideał kobiety. „Jakoś nieszczególnie przekładam to na siebie” – komentowała te wyniki. - Myślę, że gdyby te Polki wiedziały jak rzeczy się mają, to na pewno nie chciałyby wyglądać jak ja, zwłaszcza w sobotni poranek”.

Po takich rolach, powrót dla kina okazał się nie mieć dla niej większego sensu. Zresztą nie za bardzo było do czego wracać. Brodzik zanim jeszcze na dobre weszła na kinowy ekran, zagrawszy zaledwie kilka epizodów, wygrała konkurs zorganizowany przez miesięcznik „Cinema”. Akcja miała na celu wypromowanie młodych, zdolnych polskich aktorek, zaś główną jego nagrodą był wyjazd na festiwal do Cannes, gdzie mogły się one zetknąć z luksusowym światem kina. Namaszczona zwycięstwem Brodzik, po powrocie, siłą rzeczy, zwracała na siebie uwagę. Jednak po wygranej, jej kariera wyglądała niemalże tak samo jak przed. Była po prostu serią epizodów. Najpierw w „Dniu wielkiej ryby” (1996), potem w „Dzieciach i rybach” (1996), następnie w „Gabinecie terapii ogólnej” (1998) i „Złocie dezerterów” (1998). Kolejne lata też nie przyniosły nic więcej. Drobną rólkę w "Ogniem i mieczem" (1999), „Dobrej robocie” (1999), „Córce konsula” (2000), „Pianiście” (2002). W tym ostatnim, Joanna Brodzik zagrała zaledwie przez kilka sekund, ale trudno było jej nie zauważyć. Wyrazista brunetka o szlachetnej twarzy. Chłodna i czuła zarazem.


Joanna Brodzik w serialu "Kasia i Tomek", fot. Comedy Central

Film Polańskiego, jeden z nielicznych dramatów w karierze aktorki, poprzedził dotychczas największy sukces Brodzik w kinie. Rozrywkowe "Nigdy w życiu!" (2004) Ryszarda Zatorskiego, ekranizacja bestsellerowej powieści Katarzyny Grocholi, wiele zmieniła w życiu zawodowym paru osób. Danucie Stence otworzyła drzwi do grania w komediach. Arturowi Żmijewskiemu pozwoliła wyjść z przyrośniętej do niego roli szarmanckiego doktora Jakuba Burskiego z serialu „Na dobre i na złe”. Janowi Fryczowi umożliwiła odkrycie przed widownią zupełnie innej, mniej poważnej twarzy. A Joannie Brodzik? Otóż, karierę Joanny Brodzik "Nigdy w życiu!" mogło już wtedy co najwyżej przyklepać i mocniej utwierdzić. Od dwóch lat aktorka prowadziła drugie życie – w telewizji. Dużo bogatsze, bardziej intensywne i wykraczające daleko poza ramy ekranu.

Film nie był w stanie tego jej telewizyjnego życia przebić pod żadnym względem. Nawet pokaźna i wymagająca rola w „Jasnych błękitnych oknach” – niemrawym filmie wyreżyserowanym przez Bogusława Lindę – mignęła gdzieś na marginesie jej dokonań. Zamiast głębi, "Jasne błękitne okna" preferowały prześlizgiwanie się po poważnym temacie niczym w najpłytszym tasiemcu. Drętwe, udręczone sztucznością dialogi nie wspierały aktorki, która na ekranie sprawiała wrażenie niepotrafiącej znaleźć w sobie cienia doświadczenia zadanego jej do zagrania. Powierzona Brodzik rola Sygity Barczuk, przyjaciółki głównej bohaterki, która zdecydowała się szukać szczęścia w rodzinnym miasteczku miała jej do zaoferowania jedynie szereg kiepsko napisanych, naciąganych dramatów. Nie uratowałaby ich chyba nawet mistrzyni pokroju Meryl Streep.


Joanna Brodzik nad Rozlewiskiem, fot. Krzysztof Świeżak/Zoom

Nic więc dziwnego, że gdy kino nie wiedziało, gdzie umieścić jej talent – między aktorkami komediowymi czy dramatycznymi – Brodzik wróciła do telewizji. Tu od trzech lat występuje w ekranizacji „Domu nad rozlewiskiem” jako Małgorzata Jantar. Na pierwszych zdjęciach promujących tę produkcję widnieje kobieta z pazurem, bardzo sensualna. Z każdym następnym sezonem Małgosia łagodnieje. „Nie da się ukryć, że natura ma na nas i na naszych bohaterów duży wpływ. Staram się, aby to miało przełożenie także w obrazku. Zawsze, gdy zbliża się moment kolejnego rozpoczęcia zdjęć do "Rozlewiska" proces poszukiwania Małgosi uruchamia się we mnie w sposób naturalny. Drzemiąca przez zimę bohaterka odzywa się i dopomina się o siebie. To dla mnie niesamowite i bardzo miłe przeżycie” – mówi aktorka o serialu oglądanym przez ponad trzy miliony Polaków. Jednak mimo, że jako jedna z nielicznych polskich aktorek stworzyła w ostatnich latach postać-ikonę telewizji, Brodzik zachowuje skromność. „Gdy mówią o mnie gwiazda to odpowiadam, że gwiazda to Rolling Stones” – śmieje się w jednym z wywiadów.


Urszula Lipińska
Portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  29.12.2012
Zobacz również
Oskarżeni są winni? Niewinni? A może nie da się tego ustalić?
Łódź: 2 mln zł na seriale i fundusz filmowy
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll