PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Bohaterem nowego numeru „Magazynu Filmowego” (nr 32/2014), który ukaże się 10 kwietnia, jest Piotr Dumała, znakomity reżyser filmów animowanych. Oto fragment wywiadu, który z artystą przeprowadziła Anna Wróblewska.
Byłeś wykładowcą na Harvardzie. Nie jest to fakt powszechnie znany.

Pewnego dnia dostałem list ze Stanów, z nadrukiem „Harvard University”. A w nim propozycję, czy nie zechciałbym uczyć studentów. Wtedy miałem mieszane uczucia. Czułem się niepewnie jako nauczyciel, wątpiłem też w swoją znajomość angielskiego. Odmówiłem. Ale oni byli wytrwali, pisali jeszcze cztery czy pięć razy przez kolejne lata, a ja wciąż się wykręcałem. Zdecydowałem się w bardzo trudnym momencie życia. Wyjechałem tydzień po pogrzebie matki. Uczyłem przez semestr. Potem zaprosili mnie jeszcze dwukrotnie. Wyczerpałem w ten sposób limit statusu visiting lecturer. Pracowałem tam ze wspaniałymi studentami. Z ponad 60 osób duża część studiowała na innych kierunkach –  informatyce, geografii, fotografii, malarstwie. Jeden z najlepszych, Hindus Raj Kottamasu, studiował mitologię i filozofię. Niekoniecznie wszyscy z nich byli wybitnie uzdolnieni plastycznie, co dało mi do myślenia. Po prostu chcieli wziąć udział w eksperymencie i stworzyć film animowany. Ale niektórzy już przy tym zostali, bo odkryli w sobie talent. Raj przyjechał potem na pół roku do Szwecji, na wydział animacji Konstfacku, gdzie też mógł być moim studentem. Potem dostał się na CalArts… Był to jeden z najszczęśliwszych okresów życia.

Brzmi jak bajka.

Bo to była bajka. Mieszkałem w maleńkim pokoiku starej willi w Cambridge, uniwersytet dał mi do dyspozycji pracownię, wspaniałą, wysoką na kilkanaście metrów, ze szklanym sufitem. Zamykałem za sobą wielkie stalowe drzwi i zostawałem sam ze sztalugami. W ciągu tych trzech semestrów zrobiłem kilkaset obrazów i rysunków. Do dziś pamiętam zapach tej pracowni i wspaniale wyposażonych sklepów z materiałami dla plastyków. Cambridge to piękne, spokojne miasto, pełne młodych ludzi, studiujących w dziewiętnastu szkołach wyższych. Miałem tam swoją ulubioną księgarnię – Harvard Bookstore, gdzie godzinami przesiadywałem oglądając albumy. Inspirowały mnie na równi ze snami, mijanym codziennie krajobrazem ulic, drzew, domów, twarzami ludzi i filmami oglądanymi w kinie Harvard Film Achieve. W przerwie od pracy szedłem do kawiarenki Toscanini na czekoladę lub do John Harvard Pub. Przy szklance piwa, jedząc frytki oglądałem ligę koszykówki. Potem wracałem do pracowni, żeby dalej rysować. Na Harvardzie po raz pierwszy zetknąłem się z systemem oceniania wykładowców przez studentów. Był 2001 rok, w Polsce było to nie do pomyślenia.

Ale teraz to norma.

Dzisiaj w Szkole Filmowej w Łodzi dostałem wyciąg z opinii studentów. Ich ocena jest dla mnie motywująca. Podobnie było na Harvardzie. Jeśli ktoś ci pisze: „To najlepszy wykładowca, jakiego spotkałem w życiu”, jest to chwila wielkiego szczęścia. Widzę wśród studentów w Łodzi wiele utalentowanych osób. Coś się ruszyło, jest dobry trend w animacji. Tomek Popakul, Anita Kwiatkowska-Naqui czy Izumi Yoshida robią naprawdę ciekawe rzeczy. Wcześniej moimi studentami byli, m.in. Izabela Plucińska, Wojtek Wawszczyk i Kamil Polak.
 
Dzisiaj pierwsza liga. Ale sam nie zacząłeś swojej edukacji od filmu.

Ukończyłem konserwację rzeźby na Akademii Sztuk Pięknych. A filmy zawsze chciałem robić. Zwróciłem się więc do prof. Daniela Szczechury, żeby przyjął mnie do siebie do pracowni na wydziale grafiki. Byłem już wtedy po trzecim roku studiowania konserwacji.

Czy to prawda, że najpierw odmówił?

Tak. Pojawiłem się o rok za późno na specjalizację i byłem z innego wydziału. Ale chyba też chciał wyczuć, czy moje zainteresowanie filmem jest poważne. A ja byłem zdeterminowany. Potem bardzo mi pomógł zadebiutować w „Se-Ma-Forze”. Przyjaźnimy się do dzisiaj.

Anna Wróblewska
Magazyn Filmowy SFP
Ostatnia aktualizacja:  20.03.2014
Zobacz również
fot. Claire Xavier
Warsztaty wirtualnej produkcji filmowej w Berlinie
„Półkownicy” rysunkowi
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2021
Scroll