PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
BLOGI
Jerzy Armata
  8.04.2013
Podczas jednego z marcowych weekendów w warszawskim Iluzjonie, poświęconego dorobkowi –  niestety już nieistniejącego – krakowskiego Studia Filmów Animowanych, zaprezentowano kilkanaście animacji Kazimierza Urbańskiego, Jerzego Kuci, Krzysztofa Kiwerskiego, Alexandra Sroczyńskiego oraz braci Antoniszczaków – Juliana, zwanego Antoniszem, oraz Ryszarda. Filmy tego ostatniego przypomniały o legendarnym zespole Zdrój Jana, którego muzyka często je wypełniała, z fantastycznym "Żegnaj paro! – polskim odpowiednikiem "Żółtej łodzi podwodnej" – na czele.


Zdrój Jana, fot. archiwum zespołu

Początki Zdroju Jana sięgają 1965 roku, kiedy to Julian Józef Antoniszczak, późniejszy znakomity twórca noncamerowych filmów animowanych, oraz jego przyjaciel Franciszek Miecznikowski założyli w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych literacko-bigbeatowy kabaret Zdrój Jana. Rok później do kabaretu doszlusowali: Jacek Ukleja i Ryszard Antoniszczak, młodszy brat Juliana, przekształcając go w grupę rockową, lecz nietypową, bo kładącą duży nacisk na warstwę literacką i plastyczną. Tym miał się zająć głównie Antoniszczak, Ukleja – choć również artysta plastyk – odpowiadał za stronę muzyczną (nawiasem mówiąc, był on laureatem tzw. złotej dziesiątki pierwszego Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie, obok m.in. Karin Stanek, Heleny Majdaniec, Czesława Niemena, Wojciecha Gąssowskiego, Wojciecha Kordy). Niebawem zespół okrzepł, a jego stan personalny się ustabilizował. Poza Ukleją (śpiew, gitara, skrzypce), Antoniszczakiem (instrumenty perkusyjne) Zdrój Jana tworzyli: Paweł Andrzej Partyka (gitara basowa), Piotr Walewski (fortepian), Rafał Marchewczyk (fortepian), Jerzy Wójcik (gitara) i Marek Wilczyński (perkusja). Grali muzykę na naszym gruncie prekursorską – połączenie psychodelii, trochę spod znaku Vanilla Fudge, Byrds czy Grateful Dead, z czymś, co wiele lat później nazwano punk rockiem. Na równi z muzyką dla członków Zdroju Jana ważne było jej sceniczne podanie: gra świateł, elementy parateatralne, ożywiona plastyka, kostiumy, ruch sceniczny. Zbliżało to nieco krakowskich artystów do performerskich muzyczno-plastycznych poczynań Franka Zappy.

Zdrój Jana pomimo braku oficjalnych nagrań szybko zdobył popularność, zwłaszcza w alternatywnych kręgach artystycznych, dostał kilka nagród, zagrał wiele świetnych koncertów i w 1972 roku... zawiesił działalność. Nagrania radiowe, z których miała powstać pierwsza płyta, nie zostały zrealizowane zgodnie z artystyczną wizją grupy, wobec czego jej członkowie zrezygnowali z nagrania i zajęli się swymi sprawami. Ryszard Antoniszczak poszedł w ślady starszego brata, zaczął robić filmy animowane, a także pisać książki (w Polsce i Szwecji). Jacek Ukleja znalazł zatrudnienie w krakowskim Studiu Filmów Animowanych, ponadto dał się poznać jako scenograf teatralny. Marek Wilczyński poświęcił się głównie komponowaniu muzyki filmowej (jest autorem muzyki do ponad 300 filmów krótkometrażowych). Paweł Partyka związał się z filmem… duńskim. Piotr Walewski znalazł się w zespole Piwnicy pod Baranami, gdzie skomponował muzykę m.in. do słynnej "Dezyderaty", a Rafał Marchewczyk stał się chóralnym dyrygentem (aktualnie prowadzi Chór Krakowskiej Młodej Filharmonii). W tym właśnie składzie – wzmocnieni Jackiem S. Szepanem (bas, tam-tam) oraz śląskim gitarzystą Grzegorzem Gregiem Jędrzejowskim – zebrali się przed dwoma laty, by wreszcie nagrać swą debiutancką płytę. Zabrakło Jerzego Wójcika, którego zabrała w 1989 roku choroba cukrzycowa.

I nagrali – po blisko czterdziestu latach – wspaniała płytę. Nie nazwali jej "Longplayem", jak kiedyś zamierzali, a – wszak czas zrobił swoje – "cd". Nie ma na niej niegdysiejszych przebojów: "Anuncjaty", "Ballady o Nutrońcach", "Bioprądów", "Sonetu" czy szczególnie przeze mnie ulubionego songu "Kiedy będę żałował" (możecie je Państwo wysłuchać  na stronie: www.ryszardy.pl/zdrojjana.html). Są utwory premierowe, bo muzycy nie spotkali się ponownie – jak to się czyni najczęściej w takich sytuacjach – by "odgrzewać stare kotlety", choć były one smakowite i trudno dostępne,  a przygotowali dania nie mniej atrakcyjne.


Zdrój Jana, fot. archiwum zespołu

Zdrój Jana to nie tylko mądre teksty, perfekcyjna, dopracowana w każdym szczególe, ale niezatracająca przy tym spontaniczności muzyka, to również – przy zachowaniu szlachetności prostoty brzmienia – pewna barokowość stylu, którą zapewnia szerokie, niekiedy egzotyczne instrumentarium. Obok tradycyjnych gitar, klawiszy, basu, bębnów pobrzmiewają na płycie m.in.: mandolina, akordeon, lira korbowa czy tam-tamy. I jeszcze ta radość grania, która im pozostała sprzed czterdziestu lat.

Słyszałem ich kiedyś – będąc na pierwszym roku studiów – w krakowskim klubie studenckim Pod Ręką. To był jeden z ostatnich koncertów przed rozwiązaniem, które – tak naprawdę – okazało się blisko czterdziestoletnim zawieszeniem działalności. Występ był fantastyczny, a liczba bisów niemal dorównała czasowo jego części zasadniczej! Marzy mi się, by zorganizować im teraz, po latach, jeden, jedyny koncert, może na którymś z festiwali filmowych, wszak niemal wszyscy muzycy Zdroju Jana byli lub są związani także z X Muzą. Może na poznańskim Animatorze albo na Krakowskim Festiwalu Filmowym, który ostatnio coraz bardziej otwiera się na muzykę. Rozmawiałem z Markiem Wilczyńskim, mejlowałem  z Jackiem Ukleją, muzycy nie mówią nie.


Jerzy Armata
www.portalfilmowy.pl
Zobacz również
Box Office. Kwietniowy wysyp premier
Box Office. Rekordowo słabe święta w kinach
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll