PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Jednym z najważniejszych wydarzeń Wielkiego Finału Pierwszego Ogólnopolskiego Festiwalu Polskiej Animacji O!PLA 2013 było spotkanie z mistrzem animacji Witoldem Gierszem w Muzeum Kinematografii. Prowadził je Piotr Kardas, organizator O!PLA.

Gościem O!PLA był jeden z najważniejszych i najwybitniejszych twórców w historii światowej animacji. Wieczny eksperymentator, którego filmy w latach 60. i 70. stanowiły flagowe pozycje niemal każdego festiwalu filmowego, niejednokrotnie zdobywając najwyższe laury i wyznaczając nowe szlaki technicznych rozwiązań w sztuce animacji. Witold Giersz to także organizator warszawskiego Studia Filmów Rysunkowych (1956), filii Studia Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej, które po usamodzielnieniu w 1958 roku otrzymało nazwę Studio Miniatur Filmowych. Autor filmów animowanych, z których najbardziej znane to: "Neonowa fraszka" (1959), "Mały western" (1960), "Oczekiwanie" (1962), "Czerwone i czarne" (1963), "Koń" (1967), "Kaskader" (1972), "Pożar" (1975), "Gwiazda" (1984).


Witold Giersz. Fot. Anna Michalska

Podczas spotkania artysta opowiadał o początkach Studia Miniatur Filmowych w Warszawie, swojej drodze twórczej i właśnie kończonym filmie „Signum”. Dawał także rady młodym twórcom.
Poniżej fragmenty rozmowy Witolda Giersza z publicznością łódzkiego Kinematografu:

Prapoczątki Studia Miniatur Filmowych w Warszawie
Delegowano mnie z Bielska-Białej do Warszawy, żebym zorganizował studio i zrobił tu pierwszy film. Władysław Nehrebecki, któremu pierwszemu proponowano wyjazd z Bielska do Warszawy – odmówił. Ja wówczas byłem animatorem u Leszka Marszałka, i postanowiłem przyjąć wyzwanie. W Bielsku krążyła wówczas opinia o mnie, że tracimy dobrego animatora, a zyskujemy słabego reżysera. W Warszawie musiałem zbudować ekipę animatorów. Pracowałem w tym okresie prawie 20 godzin na dobę. W ciągu pół roku powstał pierwszy film. Choć pracowałem bardzo ciężko, to nie byłem z niego zadowolony. Powiedziałem sobie wówczas, że ważne jest, żeby pokazać coś nowego w animacji.


Kadr z filmu "Mały western". Fot. SMF

Próby szkicowe, kolorowe mazuchy i inne eksperymenty
Pewną biegłość w animacji osiągnąłem w ciągu lat pracy w Bielsku. Z czasem chciałem realizować filmy nieco inaczej, niż mnie uczono. Podpatrzyłem, że animatorzy robią najpierw próby szkicowe, zanim przystąpią do właściwych rysunków i uznałem, że te swobodne „przymiarki” dają lepszy efekt, niż sztywne, uładzone wersje końcowe. Tej metody postanowiłem użyć w swoich animacjach. Pierwsza taka próba była w „Neonowej fraszce”, jeszcze nieco nieśmiała. Za to w „Małym westernie” zastosowałem kolorowe mazuchy. W następnych filmach – "Koń", "Czerwone i czarne" – już był rysunek w farbach, które dawały większą swobodę działania.

 „Signum” artysty
W tej chwili kończę pracę nad nowym filmem. Jest oparty na malarstwie jaskiniowym, które mnie fascynowało od zawsze. To malarstwo jest dla mnie bardzo inspirujące i głębokie. Każda postać, zwierzę, są dynamiczne, często malowane w fazach ruchu. Artyści podkreślali złudzenie ruchu. Animacja to próba nadania życia rysunkowi. Bałem się, żeby nie spłycić rozdynamizowaniem animacji statyczności scen z jaskiń. Pracując, próbowałem zrekonstruować to malarstwo, które przez wieki utraciło swą intensywność, barwy. Postanowiłem posłużyć się ich warsztatem – malowałem na kamieniu, prostymi farbami, osiągając efekty bliskie tym, jakie uzyskiwali prehistoryczni artyści. To dość trudna technika animacji – rysowanie i malowanie na kamieniu, potem trzeba to usunąć, jak najdokładniej, choć czasem zostaje jakiś ślad, cień, który też później ma znaczenie, i nanieść nowy, kolejny ruch postaci.
Film nosi tytuł „Signum”, czyli znak, bo bardzo często w jaskiniach pojawiają się ślady rąk, znaki artysty, jak gdyby aerografem odciśnięte na skale. Ponieważ w moim filmie tez występują ślady rąk, to stąd pretekst do użycia tego tytułu.
Nad tym filmem pracuję od czterech i pół roku i jestem na etapie udźwiękowienia. Dopóki nie skończę filmu i nie skonfrontuję go z odbiorcą, jestem pełen obaw, niepokoju. Przecież zawsze efekt ekranowy jest zaskakujący.


Kadr z filmu "Czerwone i czarne". Fot. SMF

Film animowany wczoraj i dziś
40, 50 lat temu nie mieliśmy żadnych kłopotów finansowych z realizacją filmów animowanych. System był prosty: jeśli wytwórnia założyła wyprodukowanie 20 filmów animowanych w ciągu roku i zgłosiła to do ministerstwa, to tyle filmów powstawało. Kiedyś rząd komunistyczny sprawował mecenat nad sztuką, chciał się tym pochwalić na Zachodzie. Nam to było bardzo na rękę. Natomiast były problemy ze scenariuszami, jeśli pojawiły się w nich treści niepolityczne. Chociaż cenzura bardzo ostro przeglądała nasze scenariusze, to mimo wszystko udawało się czasem przemycić jakąś treść nie po ich myśli – jakby animacja była mniej groźna, niż fabuła. "Sztandar" [Mirosława] Kijowicza, "Labirynt" Jana Lenicy – te filmy miały dla nas wielką wartość, były głosem, który się sprzeciwiał rzeczywistości. Rozmawiałem niedawno z Ernestem Bryllem, który mówił, że nie ma o czym pisać – nie ma żadnych ograniczeń, nie ma z czym walczyć, wszystko wolno. Brakuje czegoś, z czym człowiek brałby się za bary.
Teraz liczy się każdy grosz. Za to łatwiej jest robić filmy. Dzięki sprzętowi cyfrowemu każdy plastyk obdarzony wrażliwością jest w stanie stworzyć dzieło oryginalne. Przytoczę tu przykład Mariusza Wilczyńskiego, który w tej chwili jest już uznanym twórcą, ale jeszcze kilka lat temu uczył się, szukał języka dla swoich filmów. Nie oglądał się na starych mistrzów, chciał wszystko odkryć sam, zacząć całkowicie od zera. Poszukiwał na oślep. I tak, po pewnym czasie jego prymitywny warsztat wzbogacił się o nowe, ciekawe środki wyrazu.


Piotr Kardas i Witold Giersz w Muzeum Kinematografii. Fot. Anna Michalska

Na zakończenie spotkania Piotr Kardas wręczył twórcy honorowy dyplom krainy animacji O!PLA. Witold Giersz, który od 60 lat pracuje w filmie animowanym, został wreszcie oficjalnie przyjęty do krainy nieograniczonych możliwości.


PortalFilmowy.pl jest patronem medialnym festiwalu O!PLA



Anna Michalska
Portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  30.12.2013
Zobacz również
Tłumy walczą o indeksy łódzkiej Filmówki
Polacy w Annecy
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll