PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Pod koniec 2016 roku Studio Miniatur Filmowych obchodziło jubileusz 60-lecia. W grudniowym „Magazynie Filmowym” poświęciliśmy sporo miejsca najnowszej historii Studia, jego obecnym produkcjom i perspektywom na przyszłość. Uznaliśmy wówczas w redakcyjnym gronie, że historia „Miniatur” jest tak bogata, że należy poświęcić jej osobny rozdział.

Włodzimierz Matuszewski, fot. archiwum prywatne


Korzenie warszawskich „Miniatur” sięgają… Bielska-Białej. W 1956 roku ze Studia Filmów Rysunkowych przyjechała do Warszawy grupa zdolnych animatorów: Leszek Kałuża, Mieczysław Poznański, Witold Giersz, tworząc Grupę Produkcyjną, która dwa lata później została przekształcona w samodzielne już Studio Miniatur Filmowych. W kinach królowały filmy polskiej szkoły filmowej, umiejscowione pod tym samym adresem, co Studio, Zespoły Filmowe zaczęły się właśnie rozkręcać, gdy tymczasem w niewielkiej pracowni „Miniatur” reżyserzy wypracowywali własny, nowoczesny, oryginalny styl, który chwilę później okazał się światową marką.

„W zapisywanych w grubych kajetach wykazach produkcji SMF pod rokiem 1958 odnotowano siedem filmów” – zauważył Marcin Giżycki w katalogu naszego słynnego przeglądu „55 lat polskiej animacji”. – „Z tych siedmiu trzy to pozycje wybitne: Zmiana warty Haliny Bielińskiej, Szkoła Waleriana Borowczyka oraz Uwaga Stefana Janika. Wspomnieć jeszcze warto Przygody marynarza Giersza: film dla dzieci o wartkiej akcji, pozbawiony nadmiaru dydaktyki, miła odmiana po socrealistycznych bajkach o kolektywach zwierzątek!”. Jak zwraca uwagę Giżycki, te pierwsze warszawskie obrazy współbrzmiały z atmosferą czasów odwilży. A był to okres szczególnie sprzyjający animacji, sztuce metafory i skrótu.

Wiatr odnowy wiał. Także estetycznej. Młodzi reżyserzy, jak Lenica, Borowczyk czy Giersz, odrzucając powszechnie przyjętą estetykę Disneyowską, poszukiwali inspiracji w sztuce współczesnej, malarstwie, plakacie, grafice. Po przełomowym 1956 roku animacja stała się bardziej mroczna, sięgneła do teatru absurdu, satyry, surrealizmu. Na przełomie lat 50. i 60. Studio odwiedził Norman McLaren. Jak czytamy w biografii Witolda Giersza, jego eksperymenty wizualne (m.in. non-camera, czyli rysowanie i malowanie bezpośrednio na taśmie filmowej) oraz dźwiękowe zrobiły na reżyserze – jak sam przyznaje – ogromne wrażenie. Jan Lenica, jak go określa Giżycki, mistrz przejrzystej metafory, zrealizował Nowego Janka Muzykanta i Labirynt, niezwykłe filmy, które dały początek tzw. szkole filozofującej w animacji.

Nowatorstwo treściowe, podejmowanie tematów filozoficznych, politycznych, społecznych zestawione z ambitnymi poszukiwaniami artystycznymi zaowocowało powstaniem nurtu animacji autorskiej, która aż do upadku komunizmu stała się znaczącym – także na tle kina światowego – nurtem w polskiej kinematografii. Do nurtu tego zaliczamy najsłynniejsze filmy „Miniatur” z pierwszych dwóch dekad istnienia Studia, jak m.in. Apel Ryszarda Czekały, Bankiet Zofii Oraczewskiej, Czerwone i Czarne oraz Mały Western Witolda Giersza, Droga, Klatki i Wiklinowy Kosz Mirosława Kijowicza.


"Czerwone i czarne", fot. SMF


„We wszystkich tych placówkach praktyka autorska była uprawiana bardziej bezwzględnie niż w wytwórniach filmów fabularnych, gdyż na planie animator mógł pełnić kilka funkcji jednocześnie, a w skrajnym wypadku – realizować projekt samodzielnie” – ocenia wybitny znawca animacji Paweł Sitkiewicz. – „A ponieważ studia zajmujące się animacją nie były restrykcyjnie kontrolowane przez władze, panowała w nich dużo większa swoboda niż w zespołach. W konsekwencji polski film animowany stał się – zwłaszcza w oczach zachodniej publiczności – wiarygodnym głosem zza żelaznej kurtyny”. Specjalnością filozofującej szkoły animacji stał się żart z uniwersalistycznym podtekstem, choć w istocie, jak podkreśla Giżycki, podtekst ten często dotyczył bardzo konkretnej, socjalistycznej rzeczywistości, a „umowna forma nadawała mu polor uniwersalnej metafory”.

Wśród twórców trwale, etatowo związanych z „Miniaturami” należy wymienić m.in. Alinę Maliszewską, Stefana Szwakopfa, Stefana Janika, Bogdana Nowickiego, Leszka Komorowskiego, Teresę Badzian, Leszka Gałysza, Romana Huszczę, Jerzego Kalinę, Krzysztofa Dębowskiego, Leonarda Pulchnego. Obecnie trudno to sobie wyobrazić, ale ich filmy były powszechnie znane szerokiej, bynajmniej niefestiwalowej widowni. Animacja znalazła sobie miejsce w coraz popularniejszej telewizji, regularnie gościła także na ekranach kin w charakterze dodatku, o ile oczywiście udało się jej przejść przez kontrolę cenzorską. Ciekawym „efektem ubocznym” rozwoju Studia było pojawienie się nowej formacji artystycznej, skupionej w krakowskiej filii SMF. Sześć lat później Studio Filmów Animowanych w Krakowie było już samodzielną instytucją, z którą związani byli tacy indywidualiści, jak Kazimierz Urbański, Julian Antoniszczak (Antonisz), Ryszard Czekała, Jan Janczak, Krzysztof Raynoch i Jerzy Kucia (dołączyli do nich później m.in. Ryszard Antoniszczak, Krzysztof Kiwerski, Andrzej Warchał).

Powstanie Studia Miniatur Filmowych szczęśliwie zbiegło się z rozwojem filmu dla dzieci i młodzieży. Początkowo, jak zauważa Jerzy Armata, przyzwyczajeni do wolności estetycznej reżyserzy „Miniatur” „bardziej sobie folgowali w budowaniu formy przyszłego dzieła, lecz nie orientując się zbytnio w specyfice percepcji dziecięcej, tworzyli dzieła plastycznie oryginalne, lecz mało komunikatywne”. Ale i wśród wielu zbyt formalnych prób zdarzały się dzieła wybitne i ponadczasowe, takich reżyserów, jak Witold Giersz (Neonowa fraszka, Mały western), Piotr Paweł Lutczyn (Bibi; Bibi sportowcem) i Alina Maliszewska (Krawiec Niteczka; Przygoda w paski). 

W latach 60. nadal powstawało sporo filmów dla dzieci, które następnie pokazywane były na niedzielnych porankach. Wkrótce jednak miała nadejść epoka serialu telewizyjnego, a co za tym idzie – także serialu animowanego. Jacek Śpioszek, pierwszy polski serial animowany powstał w 1962 roku w „Miniaturach” – realizowany przez najlepszych reżyserów, cieszył się wielkim powodzeniem i doczekał się kontynuacji. Wśród warszawskich produkcji tego typu warto wymienić Baśnie i waśnie, Dziwne przygody Koziołka Matołka, a także zjawiskową, do dzisiaj popularną – Proszę słonia Witolda Giersza. Wyraźnie autorski charakter miały dwa świetne tytuły: Tajemnice szyfru Marabuta (plus kontynuacja jako Fortele Jonatana Kota) i Piesek w kratkę Zofii Ołdak. Można śmiało rzec, że ciekawe, oryginalne artystycznie, przyjazne, a noszące autorskie piętno seriale dziecięce stały się specjalnością SMF. To właśnie w „Miniaturach” powstały w latach 70. i 80. tak znane tytuły, jak m.in. Pomysłowy Dobromir, Wędrówki Pyzy, Tajemnice Wiklinowej Zatoki. Jeżeli zaś można mówić o serialu „kultowym”, to na pewno jest nim niezwykła adaptacja prozy Makuszyńskiego O dwóch takich co ukradli księżyc Leszka Gałysza z drugiej połowy lat 80. (plus film Jacek i Placek z początku lat 90.) z niezapomnianą ścieżką dźwiękową Lady Pank. „To właśnie serie dla dzieci, tworzone za pomocą klasycznych technik animacji; rysunkowej i lalkowej, pozwoliły rozrosnąć się Studiu w przedsiębiorstwo zatrudniające etatową ekipę, nie tylko reżyserów, animatorów, pracowników produkcji i operatorów, ale również malarki, konturzystki, pracowników mikserni farb i działu programowego (redakcji) oraz administracji” – czytamy w historii Studia.

W latach 80. w Studiu Miniatur Filmowych pojawili się twórcy nowego pokolenia, poszukujący nowych form wyrazów, często też eksperymentujący z techniką filmową, jak m.in. Marek Serafiński (Koncert, Wyścig) czy Piotra Dumała (Łagodna, Franz Kafka). Ożywiona produkcja z tego okresu zahamowała po 1989 roku.


"O dwóch takich, co ukradli księżyc", fot. SMF

W 1991 funkcję dyrektora Studia objął Włodzimierz Matuszewski, owszem, związany ze Studiem, ale wówczas jako specjalista do spraw literackich. Studio, z dnia na dzień pozbawione dotacji państwowych, było w tragicznej sytuacji. „Nawiązałem kontakty z różnymi kontrahentami z zagranicy. Pierwszy poważny kontrakt obejmował serial Dwa koty i jeden pies. W latach 1995-1996 SMF, jako jedyne Studio spoza krajów Unii Europejskiej (wraz z innymi studiami z Francji, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Hiszpanii i Belgii), uczestniczyło w realizacji wysoko ocenionego serialu Billy the Cat. Udało się załatwić kilka produkcji międzynarodowych. Studio przetrwało”.

Ambitne seriale dla dzieci były i pozostały mocną marką „Miniatur”. Wśród produkcji ostatniego 20-lecia należy wymienić takie tytuły, jak Film pod strasznym tytułem, realizowany wspólnie z JiP Studio Leszka Gałysza, znakomity serial Agnieszki Sadurskiej Podróże na burzowej chmurze i opisywane już w pierwszej części artykułu Hip-Hip i Hurra oraz Mami Fatale. W 2001 roku na ekrany kin wszedł Tryumf Pana Kleksa Krzysztofa Gradowskiego – połączenie fabuły i animacji. Niezależnie od coraz bardziej dominującej w Studiu produkcji serialowej, nadal swoje miejsce w warszawskich „Miniaturach” znajdowali twórcy filmów autorskich. Tytuły takie, jak Ślub krawca Elżbiety Wąsik, Marka Serafińskiego Zawodowiec i Narodziny, Wyspa R.O. Jana Lenicy, Oaza oraz Warzywniak 360° Andrzeja Barańskiego z oprawą plastyczną Edwarda Dwurnika i Lucky Day Forever Alka Wasilewskiego, a przede wszystkim Łaźnia Tomka Duckiego przyniosły „Miniaturom” zasłużone laury na festiwalach filmowych.

„Komputery, nowe nośniki analogowe i cyfrowe bardzo szybko odsunęły w cień tradycyjne narzędzia. Zmianie uległy wszystkie elementy produkcji, nie tylko twórcze, ale także organizacyjne. Poklatkowa technika tworzenia animacji odeszła do lamusa, wtedy gdy komputer stał się podstawowym sprzętem w pracy animatora. Działający pod szyldem SMF twórcy, chociaż nie zamierzają zrywać z tradycją filmu autorskiego, skupiają uwagę głównie na produkcjach dla najmłodszych widzów tworzonych w technologii 2D” – czytamy na stronach Studia. „Nie zapominamy o swoich korzeniach” – zapewniają twórcy i producenci „Miniatur”. I tu wypada się zgodzić. Choć zmieniają się ustroje, warunki polityczne, gospodarcze i społeczne, choć otoczenie technologiczne zmieniło się zasadniczo – „Miniatury” trwają, nadal produkując świetne seriale dla dzieci oraz filmy autorskie.


Anna Wróblewska
"Magazyn Filmowy. Pismo SFP" 66, 2017
  31.03.2018
43. FPFF. Telewizje nie boją się ryzyka i poszukują odważnych projektów
Ewelina Gordziejuk o animacjach dla dzieci
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll