PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Ze Sławomirem Grünbergiem – reżyserem, operatorem, producentem filmowym i telewizyjnym – w nowym numerze „Magazynu Filmowego” (nr 2/2018), rozmawia Anna Michalska. Oto fragment wywiadu, który w całości będzie można przeczytać na łamach pisma już 12 lutego.

Co skłoniło pana do opuszczenia Polski?

Powodem był film „Anna Proletariuszka” o Annie Walentynowicz, który zrealizowałem wspólnie z Markiem Ciecierskim. To był ostatni tytuł zrobiony w łódzkiej Szkole Filmowej. Ukończyłem go w październiku 1981 roku. W Stanach byłem 1 listopada i czekałem na kopię, która miała zostać wysłana na premierę do Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku. Okazało się, że została zamknięta na kłódkę w Szkole i nigdy nie wyleciała z Polski. Potem wprowadzono stan wojenny i film został uznany za antykomunistyczną propagandę. Nie było po co wracać.

 

Jak młodemu filmowcowi z Polski udało się zaistnieć na rynku amerykańskim?

To było trudne dla emigranta. Musiałem się nauczyć Ameryki. Rok po przylocie sam zacząłem uczyć, najpierw fotografii i filmu, potem filmu i telewizji. Przez osiem lat byłem wykładowcą na czterech uniwersytetach położonych w różnych częściach Stanów Zjednoczonych. Dzięki kontaktom ze studentami poznałem kraj, ludzi, nauczyłem się reżyserować w taki sposób, by trafić do widza amerykańskiego. Jakieś 10 lat później moje pierwsze obrazy znalazły się w PBS (amerykańskiej telewizji publicznej), w prime time’ie, w serii POV (skrót od point of view), poświęconej niezależnym dokumentom. Na tym kanale zostały wyświetlone dwa moje tytuły: „Modlitwa szkolna” i „Linia graniczna”, które wyselekcjonowano z ogromnej liczby zgłoszeń. „Modlitwa szkolna” po emisji została zgłoszona do nagrody Emmy i ją zdobyła. Pierwsze filmy robiłem za własne pieniądze. Powoli zaczęły przychodzić granty, fundusze z różnych instytucji, do których aplikowałem. Zrealizowałem już bardzo wiele tytułów, ponad 45, ale do każdego nowego projektu podchodzę tak, jakbym zaczynał wszystko od początku. Według mnie, po prostu liczą się dobre pomysły i dobre filmy.

 

Wyobraźmy sobie, że jest pan twórcą, który chce zrealizować film w Stanach za amerykańskie pieniądze.

Jeżeli to kolejny dokument po pierwszym, który odniósł sukces i został dostrzeżony na festiwalach, to jest oczywiście łatwiej, co nie znaczy, że łatwo. W Stanach istnieje szereg instytucji, które dają pieniądze na filmy. Granty są dostępne, oczywiście bardziej dla twórców, którzy tam żyją i mają już dorobek amerykański. Mniej jest możliwości dla ludzi, którzy przyjeżdżają np. z Europy. Jest kilku polskich realizatorów, którzy otrzymują amerykańskie pieniądze z różnych źródeł, ale musieli na to bardzo ciężko zapracować.

 

Jaka jest różnica między realizacją filmu w USA i w Polsce?

W Polsce jest PISF, telewizja publiczna i kilka innych instytucji, które finansują filmy. W Stanach nie ma pomocy państwowej. Tam istnieją prywatne fundacje, a właściwie duże korporacje z wielkimi fundacjami, takie jak Ford, MacArthur czy Guggenheim. Niektóre z nich wspierają tylko ukończenie produkcji, a nie dają pieniędzy na start czy fazę realizacji. Inne z kolei wybierają projekty zgodne z preferowanymi przez nie tematami. Trzeba włożyć duży wysiłek w każdą aplikację, a konkurencja jest ogromna. Startuje się czasem z wiedzą, że ze 150 złożonych wniosków tylko trzy do pięciu będą dofinansowane.

Anna Michalska
„Magazyn Filmowy” (nr 2/2018)
Ostatnia aktualizacja:  11.01.2018
Zobacz również
fot. materiały prasowe
Nie przegapcie przeglądu "Orłów"!
Składy stałych komisji eksperckich PISF
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll