PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
W drugą rocznicę śmierci Janusza Morgensterna, w łódzkim Muzeum Kinematografii odbyło się spotkanie z Krystyną Cierniak-Morgenstern oraz prezentacja wydanego przez Telewizję Kino Polska boksu z filmami „Kuby”. Spotkanie prowadził Andrzej B. Czulda. Wieczór zakończył się projekcją „Jowity” (1967).

O Januszu Morgensternie podczas spotkania mówiono z wielką serdecznością i szacunkiem. Agnieszka Łapińska (Telewizja Kino Polska) przestawiła wydany przed kilkoma miesiącami box: - W filmach po rekonstrukcji cyfrowej doskonale widać, jak niesamowicie współczesne są  obrazy Janusza Morgensterna. Za każdym razem, kiedy je emitujemy w Telewizji Kino Polska, widzowie podkreślają, że się wcale nie zestarzały. Widać też wspaniały warsztat reżyserski. Operator Lechosław Czołnowski dowodził: - "Jowita" i „Do widzenia, do jutra...” to ponadczasowe tytuły o miłości. Byłem nimi zafascynowany. Myśmy się na tych filmach wychowali. Staliśmy z kolegami pod kinem i o nich długo rozmawialiśmy. To między innymi dzięki tym filmom zdawałem do szkoły filmowej.


Agnieszka Łapińska, Andrzej B. Czulda i Krystyna Cierniak-Morgenstern. Fot. Anna Michalska


Potem głos zabrała Krystyna Cierniak-Morgenstern. Oto fragmenty jej wypowiedzi (tytuły od redakcji):

Nieobecność „Kuby”
Nie lubię słuchać, że nie ma go między nami. Ale on jest ze mną. Odwiedzam miejsca – festiwal w Międzyzdrojach, „Dwa Brzegi” w Kazimierzu, Muzeum Kinematografii w Łodzi – w których wspólnie bywaliśmy. Niby wszystko jest tak samo, ale inaczej. Inaczej, bo w pojedynkę. W Kazimierzu serce mi biło z radości, kiedy widziałam tłum ludzi, którzy przychodzili na pokazy jego filmów. Taka ilość ludzi, szczególnie młodych, oglądających filmy sprzed ponad 50. lat – byłam tym zachwycona.
Dziś jest szczególny dzień, druga rocznica śmierci, o której można już zapomnieć, pominąć. Ale znowu, tak jak w ubiegłym roku, spotykamy się w muzeum. Bardzo się cieszę, że jestem tu dziś.

Nagroda im. Janusza „Kuby” Morgensterna
Po śmierci męża postanowiłam, że zrobię w Gdyni nagrodę jego imienia. W pierwszym roku nagrodę dostał Adrian Panek (za film "Daas"). W ubiegłym roku Bodo Kox (za film "Dziewczyna z szafy") i Maria Sadowska (za film "Dzień kobiet"). Teraz jadę w poniedziałek, żeby wyszukać kolejnego kandydata. Mam nadzieję, że znajdę odpowiedniego. Mówię „ja”, choć przecież jest kapituła, ale to ja wymyśliłam nagrodę. 16 listopada, w urodziny męża, będę ją wręczała w kinie Kultura w Warszawie. Wszystko po to, żeby był – tak, jak ja go czuję w domu – obecny w kinematografii.

Cyfryzacja
17 września odbędzie się pokaz cyfrowej wersji filmu "Potem nastąpi cisza". Jeszcze powinien być cyfryzowany "Ambulans". Byłam w ubiegłym roku w Izraelu, w Jad Vashem, i okazuje się, że mąż jest tam bardzo popularny właśnie przez "Ambulans", krótki metraż, który jest ciągle wyświetlany. Mąż się kiedyś bardzo dziwił, że tam go tak hołubią. Bardzo czekam na cyfrową wersję „Ambulansu”, filmu niemal w Polsce nieznanego.

Książka
Dostałam propozycję od Wydawnictwa Literackiego, żeby napisać książkę. Zaczęłam pisać ołówkiem, normalnie, bez komputera. Zbieram głównie wspomnienia z lat 60. i 70. Nie tylko dotyczące mnie i męża, ale naszego życia ogólnie, w tym czasie. Już mam 3/4 tekstu. Jeszcze miesiąc zajmie mi pisanie, potem muszę jeszcze ułożyć zdjęcia. Pod koniec roku praca powinna być gotowa.


Głos zabrała Krystyna Cierniak-Morgenstern. Fot. Anna Michalska

Szpieg, który robi szpiegowskie filmy...
Ostatnio dziennikarz z Newsweeka dał mi materiały z IPN-u, z okresu realizacji „Stawki większej niż życie”. Czytałam o mężu (bo o mnie było mało ciekawie), z zapartym tchem. To były bez sensu wydane państwowe pieniądze. Ubecy dopisywali różne wydarzenia, np. że mąż był szpiegiem amerykańskim, bo byliśmy zaproszeni na przyjęcie z Amerykanami. Wszędzie instalowali „pluskwy”. Po czym wściekali się, bo nic nie mogli znaleźć. W trakcie realizacji filmu, kiedy mąż był co chwila w różnych hotelach, uparcie węszyli – znajdowali w pokojach tylko same filmowe scenariusze. W czasie kręcenia szpiegowskiej „Stawki” równocześnie odbywało się polowanie na niego jako szpiega. Czytałam i czytałam. To była dobra literatura szpiegowska, ale niepotrzebnie kosztowna.

Ja wiem, że to on. On wie, że to ja.
Dziewczyny go podrywały, bardzo, szczególnie na planie. Reżyser jest „pierwszy po Bogu” i po prostu trzeba go poderwać. Dlatego nie przychodziłam na plan. Musiałam uruchomić swoją prywatną reżyserię, żeby móc wspólnie przeżyć ponad 50 lat.
Jeszcze zanim się poznaliśmy, Kuba napisał w zeszycie, że jego żona musi mieć na imię Krystyna, być studentką ASP, blondynką, najlepiej z kokiem. Widział mnie na przystanku tramwajowym, przelotnie. Złapał mnie na Akademii, gdzie przyjechał wybrać najładniejsze dziewczyny do zdjęć. Schodzę po schodach jako jedna z kandydatek. On czeka na dole, w kożuchu. Ja wiem, że to on. On wie, że to ja. Jeszcze jak byliśmy narzeczeństwem, grałam epizod w filmie. Kręciliśmy zdjęcia na Hali Gąsienicowej. Kuba, jak usłyszał, że operatorem jest Mieczysław Jahoda, słynny Don Juan, wsiadł w pociąg – a jechał z planu, ze Szczecina – i kilka godzin później był u mnie. Za chwilę musiał wsiadać w pociąg powrotny, ale jechał już uspokojony.
 
„Kuba”
Janusz – był zawsze oficjalnie używany, tak miał w papierach. „Kuba” – już rodzice tak na niego mówili. To imię po prostu do niego pasowało. Tak się zwracał do niego każdy, kto bliżej go poznał.


Anna Michalska
Portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  8.09.2013
Zobacz również
Spotkanie z kinem Janusza Morgensterna
Wajda: Bardzo mi zależy, żeby świat zobaczył ten film
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll