PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
MENU
WYDARZENIA
  15.09.2012
Beatnicy, miłośnicy jazzu i narkotyków, wagabundzi, nonkonformiści i poeci, pojawili się na scenie amerykańskiej kultury na przełomie lat 40. i 50, i od tego momentu tak naprawdę nigdy z niej nie zeszli.

Okres ich działalności przypadł przede wszystkim na lata 50. Później przekształcili się w hipisów, a jeszcze później – w legendy, ikony określonego stylu życia, symbole wiary w ludzką wolność i indywidualizm. W kinie pojawiają się regularnie, a ostatnie lata przyniosły pewne zagęszczenie poświęconych im filmów. Niedawno gościliśmy na polskich ekranach „Skowyt” (2010)  Roba Epsteina  i Jeffreya Friedmana, teraz przyszedł czas na „W drodze” (2012) Waltera Sallesa, a na realizację czekają dwie kolejne poświęcone beatnikom produkcje: „PedałSteve'a Buscemiego i „Kill Your DarlingsJohna Krokidasa. Oglądając portretujące ruch filmy, można niestety odnieść wrażenie, że coś, co w literaturze – zarówno tej pozostawionej przez beatników, jak i im poświęconej – jest fascynujące i inspirujące, na celuloidzie często przeistacza się w kicz i banał.


"W drodze", fot. materiały prasowe

Sama figura beatnika jest już dziś stereotypem, czymś, co bardzo trudno oddzielić od faktycznego stanu rzeczy. Do zbudowania tego stereotypu przyłożyło się także kino, które od samego początku pokazywało powstałą na gruncie rozczarowania amerykańskim stylem życia grupę w sposób przerysowany, wręcz sensacyjny. Prawdopodobnie pierwszym filmem, w którym możemy zobaczyć jej przedstawicieli, jest kryminał „D.O.A.” (1950) Rudolpha Maté . W jednej ze scen bohaterowie, elegancko ubrani, ale szukający niekoniecznie eleganckich wrażeń, udają się do jazzowego baru. Tam trafiają w sam środek burzy: spoceni muzycy szaleją z saksofonami, a znajdujący się pod sceną młodzi ludzie skaczą i machają rękoma, powtarzając słowo „cool” i krzycząc coś o oświeceniu.

W latach swojej świetności członkowie bohemy dla wielu porządnych i miłujących spokój Amerykanów wydawali się zagrożeniem. W paszkwilanckim i śmiesznym w niezamierzony sposób filmie „Beatniks” (1960) Paula Freesa  pokazani są jako zwykli chuligani. Głównym bohaterem jest tu obdarzony głosem godnym Elvisa młodzieniec, który dostaje szansę zostania gwiazdą, ale na drodze ku jego karierze stają zawistni znajomi z beatnikowskiej ferajny. Te lęki przed młodą bohemą radośnie groteskowego rozmiaru nabierają w „A Bucket of Blood” (1959)  Rogera Cormana. Pewien ciamajda, zasłuchany w wygłaszane w poetyckiej kawiarni slogany o artystycznej transgresji, postanawia robić rzeźby z pokrytych gliną trupów – najpierw zwierząt, a potem ludzi. Zanim jego twórcza metoda zostaje ujawniona, makabryczne figury cieszą się pośród cyganerii wielkim uznaniem.

Zdarzało się, że współczesne beatnikom kino spoglądało na nich nieco łaskawszym okiem. W „Podziemnych” (1960) Ranalda MacDougalla , niezbyt dobrej ekranizacji powieści będącego jednym z wieszczów swojej generacji Jacka Kerouaca, dominuje fascynacja przełamana pewnym moralnym niepokojem. Wyraża to już pojawiająca się w pierwszej scenie plansza, na której beatnicy zostają opisani jako grupa skrajnie ambiwalentna: „niszczącą i tworząca”, „dobra i zła”, „genialna i głupia”. Również sami zainteresowani starali się polepszyć nieco swój filmowy PR. W wyreżyserowanej przez Roberta Franka i Alfreda Lesliego, napisanej przez Kerouaca i obsadzonej przez kilka innych twarzy ruchu –  Allena Ginsberga,  Gregory'ego Corso i Petera Orlovsky'ego – krótkometrażówce „Pull My Daisy” (1959) beatnicy jawią się jako beztroscy i spontaniczni psotnisie.

 
 "Pull My Daisy", fot. materiały prasowe

Z biegiem lat ci wszyscy „wykluczeni”, „pobici”, „podziemni” ludzie znaleźli się w panteonie kultury. Dokument Chucka WorkmanaThe Source” (1999) pokazuje, jak kolejni związani z ruchem pisarze – Allen Ginsberg, Jack Kerouac i William S. Burroughs – z gorszycieli i buntowników zmienili się w żywych klasyków, zapraszanych na uniwersytety i do telewizji. W kinie fabularnym też w końcu przyszedł czas na mitologizację. Dwa oparte na historii życia Kerouaca i jego znajomych filmy, „Bicie serca” (1980) John Byrum ">Johna Byruma i „Życie na krawędzi” (1997) Stephena Kaya , okazują się niechlujnymi (być może ich twórcy woleliby określenie: jazzowymi) zlepkami anegdot i stereotypów. Młodzi ludzie palą tam w hurtowych ilościach papierosy, kultywują promiskuizm i żyjąc w obskurnych klitkach, marzą o podróży przez wielkie przestrzenie Ameryki.

Wyzwaniem dla kina jest wciąż adaptacja napisanych przez beatników utworów literackich, eksperymentalnych, dzikich i zazwyczaj nieprzystających do hollywoodzkich wzorców narracyjnych. Celująco z tego zadania wywiązał się David Cronenberg w zrealizowanej w 1991 ekranizacji „Nagiego lunchuBurroughsa . Materiał wyjściowy, stanowiący zapis narkotykowych majaków, zostaje tu zainscenizowany w plastyczny do bólu żołądka sposób i dopełniony historią o tych majaków autorze. Burroughs jawi się w „Nagim lunchu” jako ktoś z dziurą w sercu, którą na zmianę zasypuje używkami i rozdrapuje w poszukiwaniu pisarskiej inspiracji. Podobnie skonstruowany – to znaczy: mieszający adaptację dzieła z legendą jego powstania – jest wspomniany już "Skowyt". Widzimy tam animowane wizualizacje tytułowego poematu Ginsberga, historię procesu sądowego, który wokół niego się toczył, i quasi-dokumentalne wstawki z twórcą wypowiadającym się do kamery. W tym wypadku niestety eksperyment przegrywa z pretensją – wygenerowana w komputerze poezja jest nie ekstatyczna, tylko kiczowata, a większość postaci pokazano w sposób tak jednowymiarowy, że aż karykaturalny.

 
"Podziemni", fot. materiały prasowe

Na nasze ekrany wchodzi właśnie "W drodze", adaptacja najsłynniejszej książki Kerouaca, będącej opowieścią o jego i jego przyjaciół podróży przez USA i Meksyk. Pierwsze recenzje donoszą, że reżyser Walter Salles warstwę fabularną oddał dość wiernie. Pytanie tylko: czy kanoniczną historię o pogoni za szczęściem i wolnością warto dzisiaj ekranizować w sposób dosłowny? W czasach, kiedy beatnicy z ikon zmienili się w zwykłe klisze, dużo bardziej twórcze byłoby postąpienie jak  Andrea Arnold przy „Wichrowych wzgórzach” (2011), czyli przełożenie akcentu z opowieści na próbę oddania samego nastroju książki, jej energii i hiper-zmysłowości. Wtedy istniałyby mniejsze szanse, że zamiast autentycznej podróży dostaniemy tylko wyblakłą pocztówkę.
Piotr Mirski
Portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  15.09.2012
Zobacz również
Animowane ビール (Bīru) w Piwotece Narodowej
[foto] Amerykańska koleżanka po fachu Agaty Przybysz
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2024
Scroll