PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
NIEPODLEGŁOŚĆ
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
Niepodległość
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Z Andrzejem Jakimowskim, reżyserem filmu „Pewnego razu w listopadzie…”, w nowym numerze „Magazynu Filmowego” (nr 11/2017), rozmawia Marcin Radomski. Oto fragment wywiadu, który w całości będzie można przeczytać na łamach pisma już 10 listopada.

Oglądając "Sztuczki" czy "Imagine", wydaje się, że dla pana kino jest snem. W „Pewnego razu w listopadzie…” staje się rzeczywistością. Dlaczego zdecydował się pan opowiedzieć o Warszawie 2013 roku?

Już w pierwszym filmie, czyli „Pogłosie” opowiedziałem o temacie społecznym. We wszystkich następnych również byłem zanurzony w realności. „Zmruż oczy” rozgrywało się w zniszczonym pegeerze. W „Sztuczkach” pokazałem do bólu prawdziwy Wałbrzych. Z kolei "Imagine" opowiada o niewidomych i technikach, których rzeczywiście używają. Moje kino lubi czerpać z rzeczywistości i dokumentalne zdjęcia dobrze się wpasowują. W szczególności w najnowszym filmie. Żywioł, jakim jest narodowa gorączka to niezwykle ciekawe zjawisko, ale nie da się go zainscenizować, bo nawet za miliony dolarów nie zbudujemy planu, gdzie statyści będą mieli prawdziwe emocje na twarzach. Realistyczne zdjęcia nie zabijają poezji, która pojawiała się w moich wcześniejszych filmach. To mój naturalny język.


Agata Kulesza i Grzegorz Palkowski w filmie "Pewnego razu w listopadzie...", fot. Kino Świat


Opiera pan „Pewnego razu w listopadzie…” na zdjęciach dokumentalnych z prawdziwych wydarzeń, działań agresywnych bojówkarzy.

Część tych zdjęć została nakręcona podczas zamieszek. Widzimy je z bardzo bliska. Nic nie zastąpi takiej perspektywy. Spotykamy się spojrzeniem z ludźmi, którzy mają twarze zasłonięte kominiarkami. Tylko wtedy rozumiemy, co się tam działo. W czasie tych zdjęć Tomas Rafa dostał kostką brukową w głowę i miał dziurę w kasku. Prawda detalu jest niezwykle ważna. Kiedy potem pokazujemy obrazy całego śródmieścia w epickiej skali, lepiej rozumiemy, co przedstawiają.

 

Ogromna siła maszerujących skonfrontowana jest z bezsilnością anarchistów mieszkających w squocie.

Nie tylko anarchistów – widzimy też niezaangażowanych przechodniów, a także naszych bohaterów, Mamusię i Mareczka, który tego dnia jest gościem na squacie. Tak, chcemy skonfrontować skalę zdarzeń. Rozpiętość między prawdziwymi emocjami w zbliżeniach ludzi a żywiołem i emocjami wielotysięcznego tłumu – to temat filmu.

 

Czy taka perspektywa jest pana wizją rzeczywistości?

Pokazuję to, co widziałem na własne oczy. To nie jest jakaś moja wizja. To fragment rzeczywistości utrwalony dokumentalnie. Rzeczywistość stawia nas przed wielkimi wyzwaniami. Podobnie, jeśli chodzi o głównego bohatera filmu – Mareczka. On musi dojrzeć i stać się facetem, żeby stawić temu czoła.

Marcin Radomski
„Magazyn Filmowy” (nr 11/2017)
Ostatnia aktualizacja:  2.11.2017
Zobacz również
fot. materiały prasowe
Kinokozetka: „Beksińscy. Album wideofoniczny”
Nabór na warsztaty ze Sławomirem Idziakiem
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll