PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Z Ronem Diamondem rozmawia Dagmara Romanowska

Gość zakończonej w czwartek Etiudy&Animy, Ron Diamond, założyciel Acme Filmworks, współzałożyciel i przewodniczący Animation World Network oraz producent nominowanych do Oscara "Nibbles" (2003) i "Drawn From Memory"  (1995), rozmawia z nami o sytuacji animacji w Stanach Zjednoczonych, a także o polskich animatorach. Może mamy szansę na Oscara?




Portal Filmowy: Animacja "komercyjna" w Stanach ma się całkiem dobrze. Coraz więcej długometrażowych filmów odnosi olbrzymi sukces finansowy. W telewizji króluje "Miasteczko South Park". A jak ocenia Pan sytuację animacji krótkometrażowej, artystycznej? Czy istnieją programy rządowe, które wspierają tego typu przedsięwzięcia?

Ron Diamond: Praktycznie każdy animator musi sam zainwestować w realizację swojego filmu. Istnieją pewne fundusze, ale jest ich bardzo mało. Koszt ich pozyskania może okazać się wyższy niż sam grant. Nikt specjalnie nie wspiera niezależnej animacji, gdyż nikogo ona nie interesuje. Nie istnieje w telewizji. Praktycznie nie trafia do kin, może poza kilkoma kandydatami do Oscara. Choć mamy wiele imprez filmowych, to żadna z nich nie koncentruje się na animacji. Pojawia się ona tylko w pojedynczych blokach. Jeżeli więc ktoś chce to robić, musi sam wyłożyć pieniądze. Sytuacja jest naprawdę trudna.

A kina "art house"? Internet?


Nawet tam. W internecie zderza się tak wiele przedsięwzięć, iż zamienia się to w hałas. Nikt tego nie słyszy, nie widzi. Nie ogląda. Wielu ludzi nigdy nie dowie się, że powstało tyle fantastycznych filmów.
 
 Popularność animacji komercyjnej nie tworzy dobrego klimatu dla innych jej form?

Nie w Stanach Zjednoczonych. Brak dystrybucji przekłada się na to, że animacja nie trafia do widzów, nie są oni na niej wychowywani. Internet to za mało. Nie chcę brzmieć tak pesymistycznie, ale to bardzo trudna dziedzina. Nawet PBS nie jej nie wspiera. W Stanach nie mamy żadnego odpowiednika programu Media.

Innymi słowy w Europie sytuacja jest lepsza?

Na pewno pod względem finansowym. W Stanach do wszystkiego podchodzi się kapitalistycznie: jeżeli coś na siebie zarabia, warto, by istniało. Jeżeli nie daje rady, nie powinno egzystować. Biedni ludzie nie powinni istnieć. Ludzie, którzy są chorzy i nie stać ich na leki - nie powinni istnieć. Sztuka nie powinna istnieć…


"Nibbles", reż. Chris Hinton, prod. Ron Diamond

To już brzmi niczym teza wyjęta z filmów Michaela Moore'a…

Jeżeli sztuka nie może na siebie zarobić, też nie powinna istnieć. Nie chcę brzmieć gorzko, to dla mnie również bardzo smutne, gdyż podziwiam krótkie filmy, artystyczne projekty. Co roku pojawia się wiele wspaniałych obrazów, inspirujących. Największym problemem jest brak punktu zaczepienia. Widzów prosi się o to, aby zaakceptowali coś na ślepo. Tymczasem amerykańska publiczność chce mieć pewność, iż idzie do kina na coś dobrego. Nie chce inwestować w coś, czego nie jest pewna. Zajmuję się tym już od ponad 30. lat. Próbuję przebić skorupę telewizji, kin, edukacji. Jednak jest to bardzo ciężkie.

Prowadzi Pan firmę, w której powstają animowane reklamy. Czy animacja w takiej formie nie jest pewnym sposobem na jej "przemycenie" do głowy widza?

Praca nad reklamą pomaga animatorom na uzyskanie swobody finansowej i możliwości pracy nad własnymi projektami. Nie w każdym przypadku, ale tak się zdarza.

A na takich festiwalach jak Etiuda&Anima szuka Pan…?

Jeżdżę na festiwale, szukając nowych talentów. Pracuję z wieloma polskimi animatorami: Robertem Prochem, autorem "Galerii", Michałem Sochą, Aleksandrą Korejwo, Piotrem Dumałą, przyjaźnię się z Tomkiem Bagińskim, Jerzym Kucią, Damianem Nenowem, który zresztą moim zdaniem ma szansę na Oscara dzięki filmowi "Paths of Hate". Bardzo cenię sobie polską animację. Uważam, że jest inspirująca, ciekawsza niż wiele dobrych animacji z Francji, Wielkiej Brytanii. Twórcy podejmują spory wysiłek, aby snuć historie, często skomplikowane. Młodzi, utalentowani, energetyczni - to przywilej z nimi pracować. Staram się znaleźć dla nich szanse.



Dagmara Romanowska
Ostatnia aktualizacja:  26.11.2011
Zobacz również
Podlaska ŻUBROFFKA tuż tuż!
"Młyn i krzyż" i "Sponsoring" na Les Arcs
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2021
Scroll