PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Podczas tegorocznego Festiwalu Filmowego Pięć Smaków obraduje People's Jury - złożone z młodych pasjonatów kina azjatyckiego wyłonionych na drodze konkursu. W tym roku to właśnie oni wskażą najlepszy film festiwalu, prezentowany w sekcji Nowe Kino Azji.

Prezentujemy pierwsze recenzje filmów przygotowane przez jurorów.


"Songlap", fot. mat. prasowe

"Songlap"
Sławomir Wasiński


Songlap – w malezyjskim slangu termin oznaczający zabranie czego w całości, jest kojarzony głównie z oszustwami, „praniem” brudnych pieniędzy. To także tytuł drugiego pełnometrażowego filmu duetu – Effendee Mazlana i Farizy Azliny Isahak. Historia dwóch braci, w której dobro i zło oraz walka o lepsze jutro są zanurzone w tyglu wielokulturowości. Ad oraz jego starszy brat Am mają na świecie tylko siebie, by się utrzymać biorą udział w procederze sprzedaży noworodków. Porzuceni przez matkę-prostytutkę, która już nie jest ich w stanie rozpoznać, wsiąkają w brutalną rzeczywistość Kuala Lumpur. Am zapewnia utrzymanie im obu, podczas gdy Ad swoje krótkie chwile wolności spędza na pokazach tańców ulicznych oraz marzeniach o wygraniu konkursu tancerzy. Młodszy z braci próbuje zbliżyć się do matki, tym samym spełnić choćby jedno z marzeń, którym jest bliskość ukochanej osoby. Ciągłe pasmo niepowodzeń budzi w nim bunt, czego konsekwencją jest próba wyrwania się z brutalnej rzeczywistości.

Wspomniana już wielokulturowość stała się dla twórców solidnym fundamentem całego opowiadania, inspirowanego artykułem prasowym na temat problemu, jakim jest handel dziećmi w Malezji. Proceder ten nie omija również innych krajów tego regionu świata. Autorzy jednak nie starają się moralizować, zabierać głosu w dyskusji, są tylko i wyłącznie niemymi obserwatorami zdarzeń. Płaszczyzna wielu kultur jawi się nie na poziomie religijnej odmienności, a do pewnego stopnia, na pochodzeniu jako takim, czego częstym odzwierciedleniem staje się status materialny i społeczny. Niższe klasy, do których należą bohaterowie, w celu przetrwania imają się różnych, również nielegalnych zajęć. Stąd ukazanie, w prosty i jednocześnie sprawny sposób, ich dylematów moralnych, skazanych na niepowodzenie prób zmiany swego przeznaczenia. Każdy z braci wybiera własną drogę, każda z dróg naznaczona zostanie kolejnymi porażkami. Mimo niejednoznacznego zakończenia przyszłość Ada maluje się w ciemnych barwach. W końcu Kuala Lumpur to miasto, w którym spoglądając w górę nie można dostrzec gwiazd.

***
Monika Pomijan


Gdyby „Songlap” nakręcił Polak, do ścieżki dźwiękowej idealnie nadawałby się ostatni krążek Marii Peszek, a przynajmniej kawałek „Ludzie psy”. Film, który epatuje beznadzieją wielkomiejskiej rzeczywistości, jest bowiem równie niewygodny, co ta piosenka.

Drugi film Effendee’ego Mazlana to technicznie rzecz biorąc świetne współistnienie tematyki, obrazu i muzyki, gdzie dodatkowo wszystko osadzone jest w artystycznych doświadczeniach reżysera. Jest on bowiem basistą malezyjskiego zespołu punk rockowego, a jego nonkonformistyczne nastawienie do świata ma swoje przełożenie zarówno na warstwę wizualną, jak i fabularną. Z zastaną rzeczywistością nie zgadzają się bowiem obaj protagoniści, chociaż każdy na swój sposób. Ten brutalny, boleśnie gorzki dramat jest pesymistycznym odzwierciedleniem wielkomiejskiej społeczności, gdzie każdy radzi sobie na własną rękę.  Tragizm głównych bohaterów i poetyka kina akcji „Songlap”  mogą kojarzyć się  z „Kiedy łzy przeminą” Wong Kar-Waia w. Charakterystyczny jest zresztą dla tych dwóch filmów również liryzm ukryty w neonowych, często monochromatycznych, acz pulsujących barwami zdjęciach, i próby  szlachetnych gestów ze strony  bohaterów.

„Songlap” opowiada o dwóch braciach zamieszanych w handel noworodkami i kobietami, którzy nie są  z natury źli -  po prostu starają się radzić sobie z wrogą rzeczywistością. Młodszy, Ad, próbuje odtworzyć namiastkę rodziny nawiązując kontakt z trudniącą się prostytucją matką, która nawet nie wie, kim jest. Starszy, Am, dba, żeby w domu było co jeść i  chce wyjść z długów. Dla obu wszystko zmieni się wraz z pojawieniem się w ich życiu ciężarnej Hawy, siostry przyjaciela Ada. Obaj bracia staną przed niełatwymi wyborami i będą musieli zadać sobie pytania o miłość, lojalność i szlachetność.

Maria Peszek mogłaby tu zaśpiewać Ej wy/ ludzie psy/ mokra wasza sierść/ będziemy dziś smutek łyżkami jeść."Jednak ten smutek czasem zbyt przytłacza, jak eksploatowanie tematu nielegalnego handlu noworodkami i dziwnej relacji między Hawą a jej ojcem. Film traci tempo grzęznąc w szalonych staraniach bohaterów, próbujących ratować się przed zatraceniem się w przemocy. Liryzm zostaje tylko w zimnych, czasem mglistych, innym razem nasyconych mocnymi barwami nocnych neonów zdjęciach. Może więc dlatego relacja Ad - Hawa traci na wiarygodności, nabierając irytującego, melodramatycznego wydźwięku? O wiele ciekawszym wydaje się śledzenie zmian, jakie zachodzą w braciach, prowadzących do konfrontacji i decyzji, która wydaje się niemożliwa do podjęcia. Reżyser podejmuje temat braterskiego zaufania konfrontując  go z bezwzględnym prawem gangsterskiego światka. Na pytanie, czy są w stanie poświęcić dla siebie wszystko, nie daje łatwej odpowiedzi, a finalna scena filmu wcale nie przynosi ukojenia.

Kundle, odmieńcy/ śmieci, wariaci/ obywatele, degeneraci/ ej, duszy podpalacze/ róbmy dym – śpiewa Maria Peszek i wydaje się jakby faktycznie śpiewała po trosze o społeczności odszczepieńców z Kuala Lumpur. To ludzie bez przeszłości i bez przyszłości, resztkami sił próbujący zachować człowieczeństwo, uwikłani w los, który wydaje się nie należeć do nich. Jednak wyzierająca z „Songlap” beznadzieja bardziej przytłacza aniżeli zmusza do refleksji. Reżyser pokazuje zdegenerowany świat w kontraście ze szlachetnością, ale nie udaje mu się wyciągnąć z tej tematyki nowych wniosków. 



"Król świń", fot. mat. prasowe

„Król świń”
Monika Pietrzyk


Mroczna animacja Sang-ho Yeona to opowieść o niemożności oderwania się od przeszłości, która ma nieustanny wpływ na dalsze życie.

Dwójka szkolnych kolegów spotyka się po 15 latach. Kyung-min jest tonącym w długach  biznesmenem, Jong-suk nie może zrealizować się jako pisarz. Obaj nie odnajdują się w otaczającej ich rzeczywistości, reagując na nią agresją. Spotkanie wydaje się zbiegiem okoliczności, ale Kyung-min zaplanował je bardzo dokładnie, bowiem to, co dzieje się z bohaterami ma swój początek w ich szkolnych latach. Obaj, jako nastoletni chłopcy, byli gnębieni i poniżani przez szkolny gang, w skład którego wchodzili bezkarni i zamożni uczniowie. Przemoc fizyczna i psychiczna była na porządku dziennym, a bohaterowie nie potrafili się z niej wyrwać. Tytułowe świnie pojawiają się jako symbol czerpania korzyści ze swojej pozycji i nieopanowania. Ofiary znajdują swojego wybawcę w osobie agresywnego Chula, również pochodzącego z uboższej warstwy społecznej. Jego receptą na sytuację jest odkrycie w sobie skłonności do zła i poddanie mu się w stopniu większym niż czynią to wrogowie. Jednak okazuje się, że chłopiec (tytułowy król) ma w sobie tę samą słabość co Jong-suk i Kyung-min.

Przemoc, z jaką spotykają się postacie generuje jej kolejną falę, od której nie ma ucieczki. Rzutuje także na dorosłe życie i dotyka otaczających ich osób: żona Kyung-mina nie żyje, a Jong-suk projektuje swoje obsesje bijąc mieszkającą z nim dziewczynę. Pogardzani także w pracy, nie potrafią oderwać się od przypiętych w dzieciństwie etykiet ofiary, fajtłapy i biedaka.

W swojej konstrukcji „Król świń” przypomina „Oldboya” Park-chan Wooka - w obu przypadkach bieżące wydarzenia są efektem przeszłości. Kyung-min zaplanował spotkanie z dawnym kolegą w podobny sposób, w jaki Woo-jin obmyślił zemstę na Dae-su. Nieświadomość postaci, które odtwarzają założony schemat, jest bardzo zbliżona, a budowane stopniowo napięcie, wybucha w finale, nie przynosząc bohaterom wyzwolenia. Również  ścieżka dźwiękowa obu filmów jest podobnie skonstruowana. Sang-ho Yeon przyznaje się do inspiracji Satoshi Konem, jednak różni go nie tylko zdecydowanie prostszy i mniej ekspresyjny styl wizualny, ale także ścisłe trzymanie się realizmu, z kilkoma onirycznymi wyjątkami obrazującymi obsesje i sumienie chłopców. Z Konem łączy go natomiast równie mroczna atmosfera, od której nie ma ucieczki.

„Król świń” opisuje nie tylko dychotomiczny podział na biednych i bogatych, słabych i silnych, pokazując, że zło napędza obie grupy. Wydarzenia przeszłości stają się traumą na całe życie czyniąc z ofiar - oprawców. To uniwersalna opowieść o człowieczeństwie, a raczej momentach, w których się je zatraca.

***
Robert Mróz

Dzieci potrafią być okrutne – to twierdzenie zakrawa na truizm. Reżyser animowanego "Króla świń", Yeon Sang-ho, przekonuje, że sytuacje, które znają Europejczycy, są niczym w porównaniu do tego, co dzieje się w Korei Południowej. Opowiadając historię dwóch mężczyzn spotykających się po 15 latach od ukończenia szkoły i wspominających dawne czasy, twórca wrzuca widza w sam środek piekła i nie daje mu nawet odrobiny wytchnienia.

W szkole, do której trafili Kyung-min i Jong-suk panowała ściśle określona hierarchia, utrwalana przez tortury fizyczne i psychiczne doświadczane przez każdego, kto ośmielił się ją naruszyć. Bici i poniżani, niejednokrotnie w naprawdę obrzydliwy sposób, nieśmiali bohaterowie szybko zostaliby zmuszeni do całkowitego posłuszeństwa, gdyby nie Chul – tajemniczy chłopak z rozbitej rodziny, który drogę przez życie toruje sobie pięściami i nożem, wyznając zasadę, że zło pokonać można tylko większym złem. Chul staje się ich opiekunem i mentorem, swoją siłą i nieokiełznaną brutalnością wzbudzając podziw, ale i autentyczny strach – nie tylko u bohaterów, ale i u widzów, którzy zachodzą w głowę, jak to możliwe, że jedyne środki wyrazu znane tym chłopcom to wyzwiska i ciosy.

Reżyser nie sili się na uniwersalne diagnozy, skupiając się raczej na studium przypadku, ale odpowiedź, jakiej udziela na powyższe pytanie, jest jednym z najciekawszych elementów filmu. Dosadnie ukazuje bowiem patologię całego systemu, w którym przemoc fizyczna jest karana przez nauczycieli przemocą fizyczną, przynosząc tylko jeden skutek – jeszcze większą brutalność. Pokazuje też, jak traumatyczne przeżycia z dzieciństwa pozostawiają nieusuwalną bliznę na osobowości człowieka, co w przypadku Kyung-mina i Jong-suka prowadzi do tragedii, będącej niejako lustrzanym odbiciem wstrząsających wydarzeń sprzed 15 lat. Diagnoza jest tu bardzo bolesna – jeśli bohater raz dał się zaszczuć, raz został „świnią” i słabeuszem, to będzie nim przez całe życie.

Mimo wspomnianego braku socjologicznego zacięcia, Yeon od czasu do czasu próbuje wpisać rówieśniczy konflikt w ramy klasowej walki bogatych z biednymi i są to momenty, w których w jego wizji pojawiają się pęknięcia. Jak każda ideologiczna interpretacja, także i ta jest niepełna. Przyczyn zjawisk przedstawionych w filmie jest potencjalnie bardzo wiele i sprowadzanie ich jedynie do walki klas jest zwyczajnym pójściem na łatwiznę. Na szczęście to tylko kilka fragmentów.

Zamysł reżysera najlepiej widać w wyglądzie animowanych postaci. Bohaterowie dysponują w zasadzie dwoma zestawami min – albo są przerażeni, albo wpadają w furię. Nie ma półcieni, nikt nie stara się różnicować charakterów. Inne fizyczne charakterystyki również schodzą na dalszy plan. Pokazuje to, że Yeon próbował stworzyć w Królu świń wizję prawdziwego piekła na ziemi – nie interesuje go wysublimowany opis świata, a jedynie wywołanie u oglądających jak najsilniejszych emocji. Dlatego film ani na chwilę nie przestaje być mroczny i brutalny, a postaci oprawców wydają się być raczej wcieleniami demonów niż ludźmi z krwi i kości. Wrażenie to potęgowane jest przez obecność duchów oraz przerażające narkotyczne wizje. Tym samym Król świń staje się raczej hiperbolą niż obrazem rzeczywistości. Koncepcja ta realizowana jest nadzwyczaj konsekwentnie, można jednak się zastanawiać, czy w ostatecznym rozrachunku nieznośny ładunek przemocy nie prowadzi nas do uspokajającej w gruncie rzeczy konkluzji – „cóż, to okropne, ale trudno mi uwierzyć, że życie może wyglądać aż tak jednoznacznie źle”.


Teksty powstają pod okiem redaktorki miesięcznika KINO - Iwony Cegiełkówny oraz redaktorki serwisu portalfilmowy.pl Edyty Jarząb.

EJ
portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  6.11.2012
Zobacz również
Oni powalczą o Nagrodę im. Andrzeja Munka
Bulbamovie po raz drugi
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll