PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
BLOGI
Jerzy Armata
  9.06.2013

Zbliża się 50. edycja Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Kiedyś ta impreza cieszyła się ogromną popularnością, zwabiając przed telewizory czy do radioodbiorników prawdziwe  tłumy. O stanie polskiej piosenki – podobnie jak o piłce nożnej, medycynie i pogodzie – wypowiadali się wszyscy. Była to dziedzina, na której nie wypadało się nie znać.

Dziś o zbliżającej się jubileuszowej edycji opolskiego festiwalu słychać mało, trudno się zorientować w jego programie, dobiegają raczej informacje, kto nie wystąpi, kto się obraził czy „gorące newsy”, że np. pewna gwiazda nie godzi się być supportem innej gwiazdy. Dawniej tych problemów nie było, występ w Opolu traktowano jako swego rodzaju nobilitację, nie kolejną chałturą. To na tym właśnie festiwalu zdobywali laury artyści tej klasy, co Anna German, Ewa Bem, Hanna Banaszak, Edyta Geppert, Wojciech Młynarski, Czesław Niemen, Marek Grechuta i Anawa, Jonasz Kofta, Andrzej Zaucha, Jacek Kaczmarski, Grzegorz Turnau, Skaldowie, Maanam, Republika, Hey. Czasy się zmieniły, muzyki niegdysiejszych opolskich laureatów w radiu, a zwłaszcza w telewizji – coraz mniej. Króluje sformatowany plastik, unifikując – z małymi wyjątkami, którym jeszcze „nie jest wszystko jedno” – radiowe stacje i telewizyjne kanały emitujące muzykę.

Zygmunt Konieczny w Muzeum Kinematografii. Fot. Anna Michalska

Czy do pomyślenia jest dzisiaj, że podczas pierwszej edycji Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu, która odbyła się przed półwieczem – w 1963 roku – główne nagrody zdobyli… Ewa Demarczyk za wykonanie – jak czytamy w werdykcie jury – „piosenki estradowo-artystycznej” (chodziło o „Czarne anioły” z tekstem Wiesława Dymnego) oraz Zygmunt Konieczny za kompozycję i aranżację piosenek „Karuzela z madonnami”, „Taki pejzaż” oraz „Czarne anioły” („Karuzela…” to był wiersz Mirona Białoszewskiego, „Taki pejzaż” – Andrzeja Szmidta).

Psy kulawe
stroją drogi
diabeł dziewkom
plącze nogi
ptaki drzewom
kwiaty czernią
po marzeniach
trupy biegną

taki pejzaż
taki pejzaż…

Pamiętacie Państwo? I ta transowo-pulsująca muzyka Koniecznego, i niezwykły drżący wokal – od szeptu do krzyku – Demarczyk.  W tej chwili nie do wyobrażenia tego typu „produkcja” na festiwalowej scenie… Opolskie laury były dla młodego krakowskiego kompozytora, niedawnego studenta Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej, od kilku lat związanego z Piwnicą pod Baranami, swego rodzaju kluczem do przyszłej kariery. Podobnie dla Ewy Demarczyk. Ten tandem twórczy był chyba najwybitniejszym tandemem w dziejach polskiej muzyki rozrywkowej, żałować trzeba tylko, że ich współpraca trwała zaledwie kilkanaście lat.

Danuta Szaflarska i Anna Dymna w filmie "Dolina Issy". Fot. KinoRP

Zygmunt Konieczny do Piwnicy przyszedł w 1958 roku. Wtedy z muzyków był tam tylko... Krzysztof Litwin, który grał na gitarze. Aby się dostać do Piwnicy, musiał – jak wspomina – napisać dwie piosenki dla Mieczysława Święcickiego. Szybko stał się nadwornym piwnicznym kompozytorem, wypracowując sobie własny, niepowtarzalny styl. Ta stylistyka, w której niezwykle ważne jest słowo, a muzyka jej nie ilustruje, lecz interpretuje, była wówczas w Polsce nieznana. To właściwie Konieczny jest ojcem polskiej piosenki literackiej. To on jako pierwszy zaczął komponować do wierszy, próbując je muzycznie zinterpretować. Raz nawet doszło do swoistej nadinterpretacji. Otóż przepiękny song „Przychodzimy, odchodzimy” z tekstem Janusza Jęczmyka, napisany pod koniec lat 50., który szybko stał się piwnicznym hymnem, był przez poetę traktowany jako... poodwilżowa satyra na temat ówczesnej władzy („Przychodzimy, odchodzimy, cichuteńko, na paluszkach...”). To muzyka Koniecznego i wykonawcza interpretacja sprawiły, że piosenka nabrała całkowicie innego sensu. Właśnie interpretacja. Jest ona dla Koniecznego ważna niemal tak samo jak napisanie utworu. Po pierwsze, stara się pisać zawsze dla konkretnego artysty. Po prostu zna jego możliwości wykonawcze. „Dla aktorów trzeba pisać tak – wyznaje – żeby mieli możliwość wyartykułowania ekspresji, która określi właściwą, współczesną treść tekstu”. Konieczny zatem to nie tylko pionier polskiej piosenki literackiej, ale i aktorskiej.

Jest kompozytorem wszechstronnym. Pisze piosenki, ale i szersze formy muzyczne, komponuje dla filmu i teatru. To dzięki jego muzyce do wierszy m.in. Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej („Pocałunki”),  Juliana Tuwima („Tomaszów”, „Grande valse brillante” ), Krzysztofa Kamila Baczyńskiego („Deszcze”, „Wiersze wojenne”), Bolesława Leśmiana („Garbus”) zdobyła olbrzymią popularność i uznanie Ewa Demarczyk, zwana Czarnym Aniołem Piwnicy pod Baranami, a później Anna Szałapak, zwana Białym Aniołem, która zasłynęła przede wszystkim songami ze „Sztukmistrza z Lublina” („Grajmy Panu”). W dorobku krakowskiego kompozytora są także utwory eksperymentalne (kiedyś bardzo marzył o Warszawskiej Jesieni) czy hymn ulubionego klubu sportowego Garbarnia. Wiele satysfakcji i trofeów przyniosła Koniecznemu muzyka teatralna i filmowa. A współpracował z najlepszymi reżyserami, m.in. z Konradem Swinarskim, Andrzejem Wajdą, Wojciechem Marczewskim, Tadeuszem Konwickim, Janem Jakubem Kolskim, Andrzejem Warchałem. Muzyka do „Lawy” Tadeusza Konwickiego, „Pogrzebu kartofla” Jana Jakuba Kolskiego i „Ucieczki z kina Wolność” przyniosła mu nagrodę na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni (1990), podobnie jak do „Pornografii” (2003), kompozycje zaś do „Jańcia Wodnika” Jana Jakuba Kolskiego, także „Pornografii” oraz "Jasminum" – statuetki Orła (1998, 2004, 2007), a płyta ze ścieżką dźwiękową z „Prymasa” Teresy Kotlarczyk figurkę Fryderyka (2000). Ma na swym koncie wiele nagród i wyróżnień na festiwalach piosenki (Sopot, Opole). „W Piwnicy zająłem się piosenką literacką, a więc piosenką, w której muzyka interpretuje tekst. Muzyka teatralna czy filmowa wyrasta z takich samych założeń, ma zinterpretować treści podane obrazem czy słowem, jest więc pewnym dalszym ciągiem. Swym studentom doradzam, by najpierw zajęli się właśnie piosenką, by poczuli tekst poprzez muzykę. Poczuć inny element – tekst, obraz – poprzez dźwięki. Główną zasadą muzyki filmowej czy teatralnej jest współzależność z innymi elementami – obrazem, słowem, reżyserską wizją. Piosenka jest sztuką pewnej kondensacji. W krótkim czasie – trzech, czterech minut – trzeba wiele powiedzieć. I tylko tekst pomaga. W wypadku muzyki teatralnej czy filmowej jest jeszcze reżyser. Pomaga, ale i – w pewnym sensie – ogranicza” – stwierdza krakowski kompozytor.

Kadr z filmu "Ta nasza młodość". Fot. Kino Polska

Najlepiej rozumiał się – jak często podkreśla – z Andrzejem Warchałem, kolegą z Piwnicy pod Baranami, scenarzystą i reżyserem krakowskiego Studia Filmów Animowanych. W niektórych filmach Warchała można było odnaleźć ów charakterystyczny piwniczny klimat. Dobrym tego przykładem „Ta nasza młodość”, krótka etiuda oparta na słynnej pieśni Tadeusza Śliwiaka i Zygmunta Koniecznego. „Nim zachorował, był pogodny i wesoły, miał wspaniałe poczucie humoru, co było przecież widać w tekstach, jakie pisał dla Piwnicy pod Baranami. A jego filmy były bardzo poważne, najczęściej o śmierci. Były bardzo długie, czasem nawet za długie, ale muszę przyznać, że silnie mnie inspirowały. Miały charakterystyczny język, w którym niezwykle ważna była powtarzalność”  – wspomina Konieczny. Jego filmy,  m.in. „Dotańczyć mroku”, „Szpital polowy”,  „Amfilada”, „Powolny dojazd do centrum miasta” – wszystkie z muzyką Koniecznego –  nie zawierają w sobie akcji w tradycyjnym rozumieniu tego słowa, stają się esejami kontemplującymi sprawy dla nas najistotniejsze. Najważniejszy – i najgroźniejszy – jest czas, który ciągle płynie, zabierając z sobą nasze doznania, wypalając uczucia.

Ta nasza młodość z kości i krwi
Ta nasza młodość co z czasu kpi
Co nie ustoi w miejscu zbyt długo
Ona co pierwszą jest potem drugą
Ta nasza młodość ten szczęsny czas
Ta para skrzydeł zwiniętych w nas…

 

Jerzy Armata
Portalfilmowy.pl
Zobacz również
Polacy na kacu
W Dzień Dziecka animacja na topie
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll