PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
W tropikalnym, wakacyjnym klimacie powoli dobiega końca 13. edycja wrocławskiego święta kina, które mimo swojej schyłkowej atmosfery nadal dostarcza mocnych filmowych przeżyć.

Niektóre z nich znajdziemy w nowohoryzontowym konkursie, który jak zwykle budzi emocje i polaryzuje publiczność. Jednym z takich tytułów była "Krivina" Igora Drljačy, Bośniaka mieszkającego od kilkunastu lat w Kanadzie. Film zanurzony w spokojnych krajobrazach bośniackiej prowincji proponuje ciekawe i nietypowe spojrzenie na społeczeństwo mierzące się ze śladami wojny. W swoim portrecie opuszczonej przed laty ojczyzny Drljača skupia się bowiem głównie na kwestii pamięci – zarówno tej osobistej, jak i zbiorowej. Czerpiąc inspirację z własnej biografii, głównym bohaterem filmu uczynił mężczyznę, który wyjechał w czasie wojny z kraju i aktualnie mieszka w Toronto. Gdy dowiaduje się, że jego dawny, prawdopodobnie zaginiony przyjaciel, został oskarżony o zbrodnie wojenne, postanawia wrócić do Bośni i wyjaśnić tę sytuację. Wyrusza w podróż po dawnej ojczyźnie zamieszkanej przez widma przeszłości i ludzi obciążonych wspomnieniami. W historii jego wędrówki fabuła przeplata się z dokumentem, a gorzkie obrazki emigracji – z równie dojmującą wizją współczesnej Bośni. Społeczeństwo wyłaniające się z "Kriviny" stoi na zakręcie, z trudem budując swoje życie na nowo.


"Krivina", reż. Igor Drljača, fot. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty

Podobny bezruch powraca w innej, nieco mniej ciekawej propozycji konkursowej – meksykańskim "Nigdy nie umrzeć" Enrique'a Rivery. Autor świetnego "Parque via" punktem wyjścia dla historii również uczynił temat trudnego powrotu w rodzinne strony. Tym razem główną bohaterką jest kobieta, która przyjeżdża do domu z powodu ciężkiej choroby swojej matki. Wspólnie z nią przygotowuje się do nadchodzącej śmierci – próba pożegnania z bliską osobą oznacza jednocześnie rozstanie z dotychczasowym życiem, symboliczne porzucenie tego, co było wcześniej i rozpoczęcie wszystkiego od nowa.


"Nigdy nie umrzeć", reż. Enrique Rivero, fot. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty

Podróż zmieniająca życie bohatera stanowi też jeden z tematów znakomitego "Berberian Sound Studio" Petera Stricklanda, który już zdążył zrobić furorę m.in. na festiwalu w Locarno i Edynburgu. Nowy film autora znanego wrocławskiej publiczności za sprawą "Katalin Vargi" prezentowany jest w tegorocznej Panoramie. Ten osobliwy horror z Tobym Jonesem w roli głównej stanowi smakowitą zabawę gatunkiem w klimacie włoskiego giallo – roi się w nim od nawiązań do dzieł takich klasyków tego nurtu, jak m.in. Mario Bava i Dario Argento. Głównym protagonistą historii jest inżynier dźwięku, który na specjalne zlecenie filmowego studia specjalizującego się w kinie grozy przyjeżdża z Wielkiej Brytanii do Włoch. Jego praca nad udźwiękowieniem horroru niejakiego Santiniego zamienia się w prawdziwą drogę przez mękę. Bohater nie tylko nie może poradzić sobie z niesforną ekipą o gorącym, południowym temperamencie, ale też staje się ofiarą własnych obsesji i lęków, zacierających w jego głowie granicę między filmem i rzeczywistością.


"Berberian Sound Studio", reż. Peter Strickland, fot. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty

W Panoramie znalazł się też nowy film innego reżysera znanego już świetnie publiczności tego festiwalu. Mowa o czterogodzinnym "Norte, koniec historii" Lava Diaza, określanego ojcem chrzestnym współczesnego filipińskiego kina. W najnowszym dziele azjatycki reżyser nieco odchodzi od estetyki, jaką proponował dotąd w swojej twórczości. Różnice widać nie tylko w warstwie czysto formalnej (kolorowe zdjęcia, krótszy metraż), ale też fabularnej – mniej tu poetyckiej metafory, więcej soczystej, precyzyjnie opowiedzianej historii. Mniej też niż dotąd jest tu eksperymentu – nadal jednak głównym bohaterem kina filipińskiego autora pozostaje rzeczywistość pokazywana w skali jeden do jednego. Narracja osnuta jest wokół tematu zbrodni i kary – to właśnie on splata losy kilku bohaterów, którzy mierzą się z własnym sumieniem. "Norte, koniec historii" jest bez wątpienia pozycją obowiązkową dla fanów nowhoryzontowego kina, podobnie zresztą jak znakomite "White Epilepsy" Philippe’a Grandrieux, również dobrze znanego widzom wrocławskiej imprezy. Nowy obraz francuskiego artysty trudno postrzegać i interpretować w kategoriach tradycyjnie rozumianej fabuły. Mroczne i hipnotyzujące dzieło prezentowane w ramach pokazów specjalnych stanowi nie tyle filmową opowieść, ile fascynującą audiowizualną medytację nad granicami cielesności, w której jesteśmy uwięzieni.


"Norte, koniec historii", reż. Lav Diaz, fot. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty

Ludzkie ciało jest też jednym z głównych motywów obrazu "Shirley – wizje rzeczywistości" Gustava Deutscha – jednego z najgłośniej zapowiadanych wydarzeń tegorocznej edycji. Choć od strony czysto wizualnej ten inspirowany malarstwem Edwarda Hoppera film zachwyca, to niestety rozczarowuje na wszystkich innych poziomach. Narracja dopisana do statycznych kadrów wzorowanych na obrazach amerykańskiego realisty jest błaha i niezajmująca – zarówno jako portret tytułowej kobiety, jak i podróż przez pewną epokę. Brak też filmowi Deutscha emocji, które budzić mogą obrazy amerykańskiego malarza – nie znajdziemy tu ani melancholii, ani doświadczenia pustki, wpisanych na stałe w twórczość artysty. Pozostaje żal, że szansa na udany filmowy eksperyment nie została w pełni wykorzystana. Szybko po seansie pojawia się też świadomość, że duszy Hopperowskiego malarstwa zdecydowanie nie da się przenieść na ekran.


Magdalena Bartczak
www.portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  30.07.2013
Zobacz również
Nowy cykl dokumentalny w TVP
[Foto] Nowe Horyzonty: Trzaska mówi movie
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2021
Scroll