PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU

O pustej przemocy w zgniłym moralnie świecie można opowiadać albo z przymrużeniem oka, albo z pozycji totalnego nihilizmu. Nie można być po środku. To jest główny powód porażki "Zabić, jak to łatwo powiedzieć" i triumfu "7 psychopatów".

Nigdy nie lubiłem określania filmów hasłami: „tarantinowski, nowy Tarantino, Tarantino spotyka…” Trudno wyobrazić sobie bardziej prymitywny sposób na reklamowanie własnego filmu niż nachalne podczepianie go pod styl innego filmowca. Quentin Tarantino jest na tyle specyficznym artystą, że nie da się go podrobić. Każda taka próba kończyła się fatalnie dla próbujących. Q wyznaczył jednak specyficzny styl w kinie, jak Martin Scorsese tworząc „Ulice Nędzy”. Pod tym względem można więc powiedzieć o pewnym tarantinowskim duchu niektórych filmów. W ostatnich dwóch tygodniach na ekranach naszych kin zagościły dwa filmy uznane za „tarantinowskie”. Na ich przykładzie można przekonać się jak łatwe jest wyłożenie się w takim rodzaju kina. 

"7 psychopatów". Fot. materiały prasowe

O ile "7 psychopatów" Martina McDonagha nie mają wiele wspólnego z Tarantino, o tyle "Zabić, jak to łatwo powiedzieć" krąży wokół stylu złotego dziecka kina niczym rekin u Spielberga. Z jakim rezultatem oba filmy wchodzą w postmodernistyczne kino? 

Pisałem już w swojej recenzji "7 psychopatów", że McDonagh jest w pewnym stopniu pionierem w kinie. Daje on nam coś zupełnie nowego, ale ulepionego z znanych nam schematów. Oglądając "7 psychopatów" miałem wrażenie, że zatapiam się w świat będący połączeniem „Przekrętu” z „South Parkiem” i „Team America”. Do tego wyczuwałem w nim klimat z niebezpiecznie pociągającego „Californication”, które jest połączone z „Adaptacją” Jonza. Gdyby nie kunszt i młodzieńcza bezczelność McDonagha, podejrzewam, że wyszłaby z tego filmu nieznośna komedyjka. Reżyser umiejętnie jednak balansuje na bandzie, powodując na dodatek, że widz nawet przez chwilę nie ma wrażenia, iż z niej może spaść. U McDonagha, który zrzucił mocnym kopniakiem z filmowego piedestału Guya Ritchiego, największą siłę stanowią dialogi. McDonagh dowiódł, że można w erze przeżucia wszystkiego przez mass media, tworzyć błyskotliwe riposty, które wejdą do powszechnego języka. Wbrew pozorom nie jest to łatwe zadanie w dzisiejszym kinie, które już wszystko pokazało. 

Bard Pitt w filmie "Zabić, jak to łatwo powiedzieć". Fot. Monolith Films

Z drugiej strony mamy "Zabić, jak to łatwo powiedzieć"- pretensjonalny, banalny, infantylny film oparty na powieści „Balzaka Bostonu” George'a V. Higginsa. Film Andrew Dominika to na dodatek antykapitalistyczny manifest na poziomie oburzonych młodzieńców, którzy walczą z burżuazją, biegając po ulicach w bucikach Nike’a. Film jest reklamowany jako nowe „Pulp Fiction”, albo nawet "To nie jest kraj dla starych ludzi". Niestety, obraz Dominika jest daleki nie tylko od klasyków postmodernistycznego kina, ale nie zbliża się nawet do "7 psychopatów". Dialogi "Zabić, jak to łatwo powiedzieć" nie mają nic z lekkości Tarantino, ani nie przejawiają chuligańskiego błysku McDonagha. Ba, można śmiało napisać, że są one irytujące nie tylko z uwagi na swoją banalność, ale również sztuczne napuszenie. Dominik jest lata świetlne za Cormakiem McCarthym, który potrafił zdiagnozować wypaczoną duszę Ameryki. Jaka jest diagnoza Dominika? Jest ona skwitowana dziecinnym monologiem bohatera granego przez Brada Pitta, który, mając w tle przemawiającego do narodu prezydenta elekta Baracka Obamę, opowiada, że nawet Thomas Jefferson był hipokrytą, i liczyła się dla niego kasa, a nie wolność i ideały Konstytucji. Oglądając Brada Pitta wygłaszającego z poważną miną takie życiowe „prawdy” parsknąłem w kinie śmiechem. Czy taki był zamiar Dominika? Naprawdę w to wątpię.
Coś, co powinno być siłą scenariusza opartego na powieści „Balzaka Bostonu”, zanika między bezsensownymi aktami przemocy. "7 psychopatów" również spływa krwią. Jednak przemoc u McDonagha jest wzięta w pewien cudzysłów, czego brakuje u Dominika. Oczywiście, oba filmy mają bardzo prostą strukturę. Drobne cwaniaczki zderzają się z bezwzględną mafią, która ich eksterminuje. Podczas, gdy Dominik w swoim filmie idzie w szkolną publicystykę, McDonagh bawi się konwencjami i ośmiesza swoich poważnych bohaterów. Właśnie to powoduje, iż mimo komediowego stylu postacie McDonagha są wielowarstwowe (oscarowa rola Christophera Walkena), a u Dominika mamy do czynienia z wydmuszkami (może za wyjątkiem postaci granej przez Jamesa Gandolfiniego).
Czy w takim razie McDonagh znalazł receptę na bycie nowym geniuszem czarnych jak smoła komedii? Podejrzewam, że duży wpływ na jego sukces ma wrodzony dystans człowieka wychowanego na Monthy Pytonie. Brakuje tego Dominikowi, który idzie w stronę okropieństwa znanego ze sztuki "Killer Joe"Tracy Letts. Jednak nawet przy szokującej ekranizacji sztuki przez Williama Friedkina, "Zabić, jak to łatwo powiedzieć" pozostają w tyle. Dlaczego? Wygląda na to, że o pustej przemocy w zgniłym moralnie świecie można opowiadać albo z przymrużeniem oka, albo z pozycji totalnego nihilizmu. Nie można być pośrodku. To jest główny powód porażki "Zabić, jak to łatwo powiedzieć" i triumfu "7 psychopatów".

Łukasz Adamski
Portalfilmowy.pl
Zobacz również
Box Office. Świąteczna animacja na topie w Mikołajki
Box Office. „Atlas chmur” wdrapał się na szczyt
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll