PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
WYDARZENIA
  18.09.2012
Z Kimem Nguyenem rozmawia Anna Kilian.

Portalfilmowy.pl: "Wiedźma wojny" to w oryginale „Buntowniczka”. Już w swoim debiucie, dramacie fantastycznym „Le marais” (2002), sportretował pan bohaterów podobnych do Komony. Ceni pan takie postawy?

Kim Nguyen: Pociągają mnie, ponieważ sam wiodę zwyczajne, bardzo spokojne życie w Kanadzie, kraju bezkonfliktowym. Nigdy nie miałem większych problemów. Myślę, że ciekawe historie mają bohaterów toczących walkę. Właśnie w takich postaciach poszukuję tego, czego sam nie zaznałem.


Kadr z filmu "Wiedźma wojny", fot. Against Gravity 

PF: Dlaczego główną bohaterką nowego filmu uczynił pan dziewczynę?

KN: Początkowo myślałem o filmie o chłopcu. Przeczytałem o takim, z Birmy, który pewnego dnia obudził się i stwierdził, że jest inkarnacją boga. Poprowadził stuosobową armię. Jednak w toku dalszych badań nad dziećmi-żołnierzami moje zainteresowania przesunęły się geograficznie na zachód, w rejon Afryki subsaharyjskiej. Najtragiczniejsza wydała mi się sytuacja dziewczynek-żołnierzy, wykorzystywanych dodatkowo jako niewolnice seksualne. Bardzo poruszyło mnie, że zarówno w Afryce, jak i w innych częściach świata zgwałcone kobiety obarcza się winą za gwałt. Bliscy oraz społeczność, w której żyją, wymierza im karę. To wręcz tragiczne. Dlatego taką bohaterkę zapragnąłem pokazać na ekranie.

PF: Afryka pojawiła się w pańskim dorobku już wcześniej,  dwa lata temu zrealizował pan w Tunezji „Miasto cieni” z Jean-Markiem Barrem.

KN: Kraje Maghrebu różnią się od reszty Afryki. „Miasto cieni” miało być kręcone na południu Włoch, ale byłoby to zbyt drogie. Znaleźliśmy tańsze plenery na południu Tunezji. Świetnie się czuję w Afryce. Od czasu zdjęć w Kinszasie czuję silną więź z tym kontynentem. Kiedy czyta się „Jądro ciemności” Conrada, odnosi się wrażenie, że Kongo jest krajem wyjątkowym. Innym od pozostałych w tym regionie. A wspaniała rzeka Kongo jest dla mnie symbolem naszej podświadomości, jakkolwiek tandetnie to brzmi. Wystarczy ją zobaczyć, by zrozumieć, o czym mówię.

PF: Trudno było realizować film w Kongu?

KN: Otrzymanie pozwolenia na zdjęcia było bardzo złożonym procesem. Spotkaliśmy się z wielką otwartością, ale każdy z nas miał do wykonania trudne zadania. Na szczęście, mieliśmy świetnego kierownika do spraw logistyki, Sébastiena Maître`a, który załatwiał wszystkie pozwolenia i dbał o nasze bezpieczeństwo.


Kadr z filmu "Wiedźma wojny", fot. Against Gravity

PF: W Kongu kwitnie korupcja. Czy realizacja została okupiona licznymi łapówkami?


KN: Ujmę to tak – by cały proces nie utknął gdzieś na pewnym etapie, trzeba było coś zrobić dla dobra sprawy...

PF: Od pomysłu do premiery filmu "Wiedźma wojny" minęło dziesięć lat...


KN: Z wielu powodów. Choćby kwestia zażyłości z moimi bohaterami. Wiedziałem, że Czarownik musi zginąć i miałem z tym problem. Jak wszyscy mieszkańcy współczesnej Ameryki próbujemy negować śmierć. Chcemy wierzyć, że jesteśmy nieśmiertelni.

PF: Stąd taka popularność książek i filmów o wampirach!

KN: Właśnie! Tymczasem w Afryce śmierć jest częścią życia. Gdy już oswoiłem się z odejściem Czarownika, musiałem spędzić wiele czasu na badaniach i podróżach, by postać Komony stała się wiarygodna i prawdziwa. Kiedy zaczynałem pisać scenariusz, miałem 27 lat. Wielu ludzi, z wrodzonym talentem, kończy szkołę filmową i są wirtuozami. Mój przypadek był inny – musiałem się wiele nauczyć. Byłem jak mnich cierpliwie odmawiający codzienne modły. Zdolności to w moim przypadku tylko 10 procent, resztę stanowi ciężka praca, poznawanie życia i ludzi, rozmawianie i upijanie się z nimi i przede wszystkim ćwiczenie się w tym, by ich nie osądzać. A gdy się ma 27 lat, to niemal niemożliwe.

PF: Za rolę Komony Rachel Mwanza została najlepszą aktorką nowojorskiego Tribeca Film Festival a przede wszystkim otrzymała Srebrnego Niedźwiedzia w Berlinie. Dlaczego porzucili ją rodzice?

KN: Czasem rodziców nie stać na wychowanie dziecka albo mentalnie się do tego nie nadają i wiedząc o tym, oddają je komuś, kto może im zapewnić lepszą przyszłość. W przypadku Rachel przyczyną było i jedno, i drugie. Babcia też nie miała pieniędzy, by ją utrzymać, więc Rachel jest właściwie dzieckiem ulicy. Przetrwała, ponieważ jest bardzo odporna.


Rachel Mwanza w filmie "Wiedźma wojny", fot. Against Gravity

PF: Czy Kongo, w którym codziennie policja i wojsko zabijają lub porywają dzieci żyjące na ulicach, jest „jądrem ciemności”?


KN: Demokratyczna Republika Konga pasuje do metafory Conrada, ale dla mnie ta ciemność nie jest straszna. Reprezentuje to, co skrywa się pod strukturami naszego dobrze zorganizowanego życia. To raczej synonim podświadomości i tego, co musimy odzyskać w naszym nowoczesnym społeczeństwie – duszy i wiary. Rozumiemy świat, odbierając go pięcioma zmysłami, ale to nie wszystko. Świat to znacznie więcej niż zdołamy dostrzec.

PF: Afrykańczycy rzeczywiście są tak uduchowieni czy też używają owej duchowości instrumentalnie?

KN: I jedno, i drugie. Wielu ludzi w Kongu nadużywa wiary i zarabia na niej. Ale przyjeżdżają tam też amerykańscy kaznodzieje i licząc sobie po cztery dolary za wstęp na ich spektakl religijny wywożą ich stamtąd tysiące, powiększając fortunę kosztem ubogich. Uważam, że korporacje obiecujące raj na ziemi i hollywoodzcy aktorzy, pragnący pozostać młodymi aż do śmierci, to także rodzaj wiary w duchy. W Ameryce wiara jest po prostu bardziej zinstytucjonalizowana i zbiorowa, ale poza tym nie różni się od tej w Kongu.


Anna Kilian
Portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  19.09.2012
Zobacz również
Park Chan-wook wyrusza na Korsykę
Koszmarne nastolatki znów w natarciu
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2021
Scroll