PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Film "Komisarz Blond i Oko sprawiedliwości" jako profesjonalny debiut. Z reżyserem Pawłem Czarzastym rozmawia Anna Kilian.

PortalFilmowy.pl: „Komisarz Blond i Oko Sprawiedliwości” to pana trzeci film, ale pierwszy, który trafił do kin.

Paweł Czarzasty: Istotnie, to mój profesjonalny debiut. Mój pierwszy film, „Licencja na zaliczanie”, właściwie amatorski, był jednym z pionierów kina offowego. Realizacja była ogromną frajdą i wiele się nauczyłem, ale z perspektywy czasu widzę, jak wiele mi brakowało. Kolejny - „1409. Aferę na zamku Bartenstein” - tylko współreżyserowałem, razem z Rafałem Buksem. Mimo iż realizowali go profesjonaliści, szybko okazało się, że musimy ze zbyt wielu rzeczy zrezygnować, więc o kinie trzeba było zapomnieć. „Komisarz Blond i Oko Sprawiedliwości” to pierwszy profesjonalny obraz, któremu nie brakuje niczego od strony technicznej.


"Komisarz Blond i Oko Sprawiedliwości", fot. materiały prasowe

PF: Jaki był budżet filmu?

PC: Porównując z poprzednimi filmami – ogromny, ponad milion złotych, choć na tle podobnych produkcji niewielki. Duży był wkład rzeczowy koproducentów, bardzo nas wspomógł zamek w Rynie, gdzie kręciliśmy.

PF: Czy otrzymał pan dofinansowanie z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej?

PC: Niestety, przy większym budżecie mielibyśmy więcej swobody. Ale „Komisarz Blond...” to kino gatunkowe, dalekie od autorskiego, jakie zazwyczaj wspiera PISF. Zresztą, jestem zadowolony, że nie ciążyła na mnie odpowiedzialność, wynikającej z korzystania z państwowych funduszy. Z drugiej strony presja ze strony prywatnych inwestorów, zaglądających od czasu do czasu przez ramię, mogła być nawet większa. Teraz wszystko zależy od widzów.

PF: Czy myślicie państwo o kontynuacji przygód komisarza Blonda?

PC: Życzę tego Mariuszowi Pujszo. Dopiero teraz miał okazję pokazania się szerokiej polskiej publiczności. Do tej pory widzowie kojarzą go z „Polisz kicz projekt”, nie znając francuskich filmów, w których wystąpił.

PF: Czy to pan decydował o obsadzeniu Mariusza Pujszo w głównej roli?

PC:
To on obsadził mnie w roli reżysera. Tak naprawdę trafiłem do projektu dzięki jego producentom, Piotrowi Reischowi oraz Rafałowi Buksowi. W obsadzie byli już Mariusz Pujszo, który jest pomysłodawcą filmu, i Paweł Deląg. Mogłem dobrać resztę obsady.

PF: W „Komisarzu Blondzie...” jest coś z komiksu. Jego bohater skojarzył mi się ze słynnym kapitanem Żbikiem…

PC: Ależ takie same skojarzenia, z kapitanem Żbikiem właśnie, były moją inspiracją dla klimatu filmu! „Komisarz Blond...” odnosi się estetycznie do lat 70., to świadoma stylizacja. Blond jest trochę jak porucznik Borewicz, myśleliśmy nawet, by jego fotos był w mieszkaniu Blonda.


"1409. Afera na zamku Bartenstein", fot. materiały prasowe

PF: W „1409. Aferze na zamku Bartenstein” obsada była świetna – Jan Machulski, Borys Szyc, Jerzy Bończak. Również w „Komisarzu...” zagrało wielu znanych aktorów. Nie miał pan kłopotów ze skompletowaniem tak znakomitej obsady?

PC: Scenariusz „Komisarza...” był na tyle interesujący, że nikogo nie musieliśmy specjalnie namawiać. Jedyny kłopot to niski budżet i inne zobowiązania naszych aktorów. Mieliśmy niewiele czasu, co wynikało z konkretnych terminów, wyznaczonych przez zamek w Rynie. Musieliśmy je dostosować do terminarzy aktorów. I to stanowiło spory kłopot, bo niekiedy wracaliśmy do tej samej lokalizacji kilkakrotnie z różnymi postaciami. To była produkcja w stylu: „jeśli się teraz nie uda, to już się nie uda”, więc robiliśmy, co było możliwe. Aktorzy chcieli u nas zagrać, choćby dlatego, że scenariusz proponował im postaci inne, niż ich dotychczasowe emploi. Anię Dereszowską zawsze wyobrażałem sobie jako dziewczynę Bonda – prawdziwą lady o zjawiskowej urodzie, jednak przed zdjęciami w „Komisarzu...” nie widziałem jej w takiej roli. Podobnie Marian Dziędziel jako minister - wreszcie w kreacji komediowej po serii poważnych ról. Świetnie się w niej odnalazł i co rusz zaskakiwał nowymi pomysłami.

PF: „Komisarz...” ma specyficzne poczucie humoru, jakby rodem z „Monty Pythona”...

PC: Dziękuję za komplement, bardziej jednak celowaliśmy w humor serii o Różowej Panterze, tak sugerował scenariusz.

PF: Rzeczywiście, gapowatość Blonda przypomina nieudolność inspektora Clouseau...

PC: Obok „Różowej Pantery” moją największą inspiracją była „Naga broń” i powaga, z jaką traktowane są tam nieprawdopodobne wydarzenia. Szalenie trudno zrobić komedię, która wszystkich usatysfakcjonuje, to chyba niemożliwe. Ale mam nadzieję, że w odczuciu widzów „Blond” będzie miłym uzupełnieniem tego, co proponują współczesne polskie komedie - romantyczne i gangsterskie.


Anna Kilian
Portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  4.09.2012
Zobacz również
W Warszawie powstaje nowe kino plenerowe!
Kinowe premiery tygodnia
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll