PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
MENU
WYDARZENIA
  25.12.2013
Jerzy Antczak, reżyser teatralny i filmowy, twórca niezapomnianych „Nocy i dni”. Podczas tegorocznego festiwalu w Gdyni został uhonorowany Platynowymi Lwami.

W uzasadnieniu takich specjalnych nagród podaje się zazwyczaj formułkę: „za całokształt twórczości”. Jej zdawkowość może razić, a nawet niepokoić, bo przecież chciałoby się, żeby nagradzani w ten sposób twórcy jeszcze nie raz obdarowali nas swoimi filmami. Tegoroczny wybór nie budził niczyich wątpliwości. Antczak to przecież twórca filmu, który od kilkudziesięciu lat nie schodzi z ekranów telewizyjnych, i towarzyszy kolejnym pokoleniom Polaków. "Noce i dnie", adaptacja powieści Marii Dąbrowskiej, ma swoje niezniszczalne miejsce w historii polskiego filmu. Jestem przekonany, że większość z nas nigdy nie przeczytała w całości monumentalnej tetralogii powieściowej Dąbrowskiej, choć była to kiedyś lektura szkolna, za to prawie wszyscy znają film kinowy i jego serialową wersję telewizyjną. Barbara i Bogumił Niechcicowie już na zawsze będą mieli twarz Jadwigi Barańskiej i Jerzego Bińczyckiego, a walc Waldemara Kazaneckiego już osiągnął status evergreenu.


"Noce i dnie", fot. SF Kadr


"Noce i dnie" powstały w roku 1975, a dwunastoodcinkowy serial telewizyjny o tym samym tytule dwa lata później. Akcja powieści i filmu rozgrywa się w latach 1863–1914, a więc w czasie, kiedy Europa i świat stawały się zarzewiem rewolucji społecznych i wojen narodowowyzwoleńczych, a w końcu - I wojny światowej. Antczak z pomocą prozy Dąbrowskiej sportretował polską inteligencję i ziemiaństwo z przełomu XIX i XX wieku. Wersja kinowa ma charakter retrospektywny. Oto Barbara Niechcic wyjeżdża z Kalińca, spalonego przez wkraczające wojska niemieckie, z kilkoma zaledwie tobołkami i wspomnieniami z całego życia. Stary Żyd, Szymszel, podwozi ją rozklekotanym wozem, ciągniętym przez wychudzoną szkapę do Borowa, posiadłości Józefa Tolibowskiego, który był niespełnioną miłością Barbary. Z tamtego pełnego namiętności i emocji uczucia pozostał jej tylko ciągle wspominany obraz nenufarów. Barbara Niechcic powraca zatem myślami do przeszłości, która przecież zawsze jest niespełnieniem. Może dlatego film wzrusza do dziś, bo bardzo intymnie i delikatnie dotyka każdego człowieka.

 

Serial telewizyjny ma charakter chronologiczny, nie ma w nim alinearności z filmu kinowego. Oglądamy dziś te dwanaście odcinków po raz kolejny, niewiadomo już który, i dostrzegamy tym boleśniej przepaść między współczesnymi telenowelami telewizyjnymi a artyzmem i mistrzostwem aktorskim, takich dzieł jak "Noce i dnie". Kinowa wersja została w 1976 roku nominowana do Oscara w kategorii: najlepszy film nieanglojęzyczny.

 

Jerzy Antczak mówił kilka lat temu w wywiadzie dla Telewizji Kino Polska, że dla niego zawsze najważniejszy był zapach przyrody: zmieniające się pory roku, kwiaty, tajemniczość przestrzeni kresowych (reżyser urodził się we Włodzimierzu Wołyńskim), siła natury, może dlatego potrafił bez problemów wytrzymywać czterdziestostopniowe zimy. „Pojmowałam świat jako wielką bajkę” – opowiada. Ulubiony obraz z dzieciństwa to okna, na których mróz rzeźbił piękne wzory. Ojciec reżysera był oficerem, a sam Jerzy przyszedł na świat w koszarach.

 

Antczak mówi o sobie: „Działam najpierw instynktem, a nie szarymi komórkami, do szkoły aktorskiej poszedłem tylko dlatego, żeby poznać tajemnicę aktorstwa, bo ja uważam, że prawdziwy aktor <umiera> przed kamerą. Posiadam absolutny respekt dla widowni, ale uważam, że realizując moje przedsięwzięcia artystyczne robiłem to zawsze dla jednego widza, dla takiego jak ja. Wierzę głęboko, że nie może być inaczej, nie ma masy widzów, każdy jest prototypem i każdy odbiera sztukę inaczej, nie sposób zadowolić każdego, i dlatego ja filtruję wszystko przez siebie. Uważam, że to jest jakaś uczciwość, nigdy bym nie zrobił niczego, czego sam nie chciałbym oglądać, a czy to jest dobre, to już widz musi powiedzieć. Powtarzam: mam wielki respekt dla decyzji jednostki, ponieważ nie istnieje coś, co się nazywa masowa kultura i nie istnieje coś, co się nazywa masowa opinia. Uważam, że w sztuce musi istnieć z jednej strony wielka pokora, a z drugiej nie pycha, ale pewność – bo inaczej nie może być – że zrobiłem wszystko, żeby mój film był jak najlepszy. Sztuka jest czymś okrutnym, my musimy cierpieć, nas musi boleć, nas musi zakłuć”.

 

Jerzy Antczak był jedną z najważniejszych postaci nie tylko polskiej kinematografii, ale także teatru, wszak w latach 60. i 70. ubiegłego wieku pełnił funkcję reżysera naczelnego Teatru Telewizji. To jemu zawdzięczamy najlepsze lata tej „narodowej” sceny. Sam zresztą jest autorem wielu znakomitych spektakli. Wystarczy wymienić niektóre z nich: „Zegarek” Jerzego Szaniawskiego, „Kordian” Juliusza Słowackiego, „Wspólny pokój” Zbigniewa Uniłowskiego, „Mistrz” według scenariusza Zdzisława Skowrońskiego (również w wersji filmowej) ze słynną kreacją Janusza Warneckiego, „Jubileusz” Antoniego Czechowa ze znakomitymi rolami (wcieleniami) Jadwigi Barańskiej, „Trzy siostry” i „Oświadczyny”. Do historii przeszedł „Epilog norymberski”, wstrząsający spektakl z roku 1970, po raz pierwszy tak szczegółowo i obiektywnie pokazujący, jak na ówczesne możliwości „cenzuralne”, proces zbrodniarzy hitlerowskich. Reżyser w roli narratora obsadził Karola Małcużyńskiego, który był jedynym polskim sprawozdawcą prasowym z tego procesu. „Epilog…” powstał także w wersji filmowej.

 

Warto też przypomnieć „Hrabinę Cosel”, adaptację filmową powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego, zrealizowaną podobnie jak „Noce i dni” w dwóch wersjach: kinowej i trzyczęściowego serialu telewizyjnego. Film nie został nigdy należycie doceniony, traktowano go jako kostiumowy romans, a więc gatunek – podobno – gorszy. Tymczasem jest to chyba jedyny polski obraz o początkach XVIII wieku. W roku 1704, a więc w czasie wojny północnej, król szwedzki Karol XII pokonuje wojska Augusta II Wettina, zwanego Mocnym. Sejm polski skwapliwie wykorzystuje sytuację. Ogłasza detronizację  przegranego i „obcego” króla Polski, wybiera zaś Stanisława Leszczyńskiego. To ważny moment w polskiej historii, a że wszystko dzieje się w atmosferze dworskich spisków i namiętności, to przecież nic dziwnego, taki był obraz najbliższego otoczenia saskiego króla. Dramat Anny Hoym, tytułowej hrabiny Cosel, zapamięta każdy widz dzięki wielkiej roli Jadwigi Barańskiej.

 

Pod koniec lat 70. ubiegłego wieku reżyser wyemigrował wraz z żoną, Jadwigą Barańską. Mieszka w USA, gdzie został wykładowcą (z tytułem profesora) na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles, na Wydziale Filmu i Telewizji. Od początku lat 90. Antczakowie dzielą swój czas między naszym krajem a Stanami. Dzięki temu powrotowi, już do wolnej Polski, Jerzy Antczak zrealizował dwa filmy: „Dama kameliowa” i "Chopin. Pragnienie miłości", a także dwa spektakle w Teatrze Telewizji. A minister kultury odznaczył go Złotym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis.

 

Jerzy Antczak pozostaje w mojej pamięci także dzięki programowi „Sam na sam”. Jako młody chłopak oglądałem w drugiej połowie lat 70. pierwszy program cyklu Janusza Rolickiego, w którym przez prawie dwie godziny spotykaliśmy się z wybitnymi twórcami. Antczak starł się wtedy z „prokuratorem” Zygmuntem Kałużyńskim i „adwokatem” Aleksandrem Jackiewiczem. Trzy osoby mogły wtedy przez dwie godziny kłócić się o sztukę. Nie idealizuję tamtych podłych czasów, ale warto pamiętać to, co było dobre.

 

Jerzy Antczak 25 grudnia obchodzi urodziny.

Ks. Andrzej Luter
Magazyn Filmowy SFP (Nr 28/2013)
Ostatnia aktualizacja:  28.12.2013
TVP ABC od lutego?
Przedświąteczna odwilż
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2018
Scroll