PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Jurorzy Festiwalu Filmowego Pięć Smaków piszą o filmie: "Wojownicy tęczy: Seediq Bale" w reżyserii Wei Te-shenga. Historyczna epopeja ukazująca złożone dzieje Tajwanu wzbudza mieszane uczucia - z jednej strony zachwyca realizacyjnym rozmachem, z drugiej rozczarowuje nieprzejrzystością wątków splecionych w opowieść o Seediq Bale - prawdziwych mężczyznach.

 
"Wojownicy tęczy", fot. mat. prasowe

Robert Mróz

Wielkie widowiska produkcji azjatyckiej często trafiają na europejskie ekrany w specjalnie przygotowanych, krótszych wersjach. Łatwo zrozumieć logikę kryjącą się za postępowaniem dystrybutorów – wielogodzinne filmy mogłyby okazać się zbyt trudne w odbiorze dla widzów z zupełnie innego kręgu kulturowego.

Zdarza się jednak, że tego typu zabiegi skutkują  zubożeniem dzieła, czego najlepszym przykładem jest tajwańska produkcja Wojownicy tęczy: Seediq Bale. Film, w oryginale trwający 4,5 godziny i opowiadający historię powstania Aborygenów przeciwko Japończykom z lat 30. XX wieku, został przycięty do 154 minut. Tę imponującą zwięzłość osiągnięto rezygnując z fabularnej spójności, logiki wydarzeń i rozbudowanej psychologii postaci. Pozostawiono za to niekończące się sceny batalistyczne, w których z biegiem czasu coraz trudniej się połapać, oraz, charakterystyczne dla wysokobudżetowych epopei, patetyczne przemowy o honorze i wierności zasadom.

Wojownicy tęczy nawet na chwilę nie zbaczają z utartego szlaku wyznaczonego przez filmy typu "Braveheart" czy "Apocalypto", krok po kroku  powielając wszystkie możliwe klisze. Głównym bohaterem jest wódz jednego z aborygeńskich plemion, Mouna Rudo, w młodości – spędzonej pod surowym, ale czułym okiem ojca, w czasach, gdy o Japończykach na Tajwanie jeszcze nikt nie słyszał – porywczy i nierozważny, ale po doświadczeniu okupacji, przeobrażony w prawdziwego, dalekowzrocznego męża stanu. Rudo musi poskromić gwałtowność nastoletnich wojowników, zjednoczyć zwaśnione plemiona i poprowadzić garstkę nieustraszonych mężczyzn do samobójczej walki z najeźdźcą.

Film niczym nie zaskakuje,  ale nie musi go to jeszcze dyskwalifikować w oczach widza. Główną wadą jest  nieudolna realizacja, za którą, jak można podejrzewać, odpowiadają skracający film spece od montażu. Miejsca cięć są widoczne jak na dłoni – przemiana i działania Mouny Rudo i innych postaci nie są w żaden sposób umotywowane, a wątki poboczne pojawiają się znikąd tylko po to, by zniknąć nierozwiązane pod rosnącym stosem ucinanych co chwilę głów. Brak logiki nie tylko  umniejsza przyjemność z oglądania filmu, który mógł być naprawdę wielkim widowiskiem, ale także powoduje, że wszystkie potencjalnie interesujące konteksty – antropologiczny, historyczny i polityczny – stają się niemożliwe do odczytania.


"Wojownicy tęczy", fot. mat. prasowe

Karina Filak


W filmie Wei Te-shenga pt. "Wojownicy tęczy: Seediq Bale" zachwycić nas może prawie wszystko - począwszy od przykuwającej uwagę, pełnej zwrotów akcji historii, pięknych krajobrazów, poruszającej muzyki aż po starannie dopracowane kostiumy i grę aktorską.

Obraz utrzymany jest w konwencji historycznego widowiska ze zgrabnie wplecioną baśniową poetyką. Sceny niezwykle doniosłe - a jest ich w filmie sporo - zyskują na sile poprzez towarzyszące im pieśni, stanowiące dodatkowy komentarz do obserwowanych zdarzeń.
  Przedstawiona historia przybliża nam okoliczności japońskiej inwazji na Tajwan, ukazuje ścieranie się różnych kultur. Plemienni mieszkańcy Tajwanu nazywani przez najeźdźców  "barbarzyńcami" urzekają swoją sprawnością, pomysłowością w walce z przeciwnikiem, kultywowanymi tradycjami i przywiązaniem do własnej ziemi.


Postać głównego wodza Mouny Rudo jest intrygująca - poznajemy go jako młodego mężczyznę wyróżniającego się męstwem i odwagą. 25 lat później - pod panowaniem Japończyków - jest on ostoją powściągliwości, stara się łagodzić konflikty i utarczki zdając sobie sprawę z militarnej przewagi okupanta. Obserwowanie procesu jego wewnętrznych zmagań i dojrzewania do trudnej decyzji o powstaniu przeciwko wrogowi jest jednym z ciekawszych wątków filmu. Dlaczego ostatecznie decyduje się na walkę? Pozostawię to w tajemnicy, zachęcając  do obejrzenia filmu.


PEOPLE'S JURY
Podczas tegorocznego Festiwalu Filmowego Pięć Smaków obraduje People's Jury - złożone z młodych pasjonatów kina azjatyckiego wyłonionych na drodze konkursu. W tym roku to właśnie oni wskażą najlepszy film festiwalu, prezentowany w sekcji Nowe Kino Azji.


Edyta Jarząb/Iwona Cegiełkówna
portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  29.10.2012
Zobacz również
Festiwal Filmów Dokumentalnych dokumentART
Camera Obscura po raz dziewiąty
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll