PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Po blisko siedmiu latach nieobecności do kin powraca Piotr Trzaskalski. W Gdyni odbył się pierwszy pokaz jego najnowszego filmu, "Mój rower", opowieści o więzi łączącej i dzielącej trzy pokolenia mężczyzn z jednej rodziny. Obraz bierze udział w rywalizacji o Złote Lwy. W trakcie przedpołudniowej konferencji prasowej o produkcji opowiadali sami twórcy.

- Myślę, że ta przerwa była mi potrzebna, żeby zebrać siły i potencjał - Piotr Trzaskalski wyjaśniał swoje długie filmowe milczenie. - I'm back - dodawał jednak z uśmiechem.  Powrócił w gronie starych znajomych, stałych współpracowników. Scenariusz napisał wspólnie z Wojciechem Lepianką, stworzenie scenografii powierzył Wojciechowi Żogale, a pieczę nad koncepcją wizualną przekazał Piotrowi Śliskowskiemu. - Staram się pracować z moją filmową rodziną, która nigdy mnie nie zawiodła. Uważam, że filmy trzeba robić z przyjaciółmi i zawsze w jakimś celu, bo to gwarantuje odpowiednie napięcie i prawdę życiową - mówił. - To grono gwarantuje mi jakość i oddanie, których nie można spotkać, jeżeli się kogoś nie szanuje i nie lubi. Sztuka filmowa musi polegać na intymności, przyjaźni i szacunku. Nasza grupa jest bezkompromisowa i zawsze mówimy sobie prawdę, co przenosi się na efekt końcowy.


Piotr Trzaskalski, fot. M. Gąsecka

"Mój rower" opowiada spotkaniu trzech pokoleń mężczyzn z jednej rodziny. Barbara (Anna Nehrebecka) opuszcza męża, dansingowego klarnecistę Włodka (Michał Urbaniak). Do schorowanego mężczyzny przyjeżdżają jego syn, światowej sławy pianista Paweł (Artur Żmijewski) i wnuk Maciek (Krzysztof Chodorowski). Dawno się nie widzieli, Włodek nie potrafi dogadać się z Pawłem, Paweł z Maćkiem. Dzielą ich pretensje, ale łączą nie tylko więzy krwi, ale i charakter. Skąd temat? - Być może jesteśmy w takim momencie życia, że zaczynamy zadawać ważne pytania. Intuicyjnie zwracamy się w stronę ojca - w czasie konferencji mówił Lepianka. - W tej relacji interesowała mnie międzypokoleniowa wędrówka cechy, której się nienawidzi, która w pewnym momencie dzieciństwa zaczyna walkę, rodzi konflikt, ale potem okazuje się, że jest, być może, najpotężniejszym orędziem, które ojciec może przekazać synowi. Ojciec albo matka. Ten przekaz dotyczy obu płci - uzupełniał Trzaskalski. - U źródeł rodziny rodzi się społeczeństwo. Siłę do walki w życiu lub jej brak wyprowadzamy z rodziny.

- Ci faceci, choć zarzekają się, że są inni, są jednak bardzo podobni. Mają ten sam defekt - kontynuował Trzaskalski. - Myślę, że istnieje pewien rodzaj wrażliwości autorów, która przenosi się na wrażliwość postaci. Trudniej byłoby mi nakręcić film, w którym cały czas się strzela i tylko strzela, niż taki, jaki zrobiłem. Problemy są tu bardzo męskie, bardzo radykalne, co nie wyklucza, że to samo nie mogłoby stać się w linii żeńskiej.


Krzysztof Chodorowski i Michał Urbaniak, fot. M. Gąsecka

Na plan Trzaskalski zaprosił Michała Urbaniaka, Artura Żmijewskiego i Krzysztofa Chodorowskiego. Choć Urbaniak, legenda polskiego jazzu, saksofonista i skrzypek jazzowy, kompozytor i aranżer, nie po raz pierwszy stanął przed kamerą, to nigdy wcześniej jego rola nie była tak duża. - To było wielkie wyzwanie i muszę za nie podziękować Piotrowi, który mi uwierzył i zaufał - mówił muzyk w Gdyni. - Aktorstwo w praktyce okazało się pięknym i trudnym zawodem. Trema pojawiła się, gdy na planie zjawił się Artur Żmijewski. Wystraszyłem się go. Grał nienawidzącego mnie syna. Tygodniami uczyłem się tekstów, a on przychodził i pytał: "Co dziś gramy?". Spoglądał na kartkę: "Aha!". Zdębiałem. Potem przekonywał mnie: "Ty to wszystko umiesz, tylko odpowiadaj na pytania". (Jestem jednak przekonany, że) aktorstwo, tak jak i muzyka, nie znosi kłamstwa. Mogę być tylko sobą albo postacią, w którą się wcieliłem. A ta postać była mi bardzo bliska. Włodek mógłby być moim kumplem z dzieciństwa.

Pewną tremę na początku zdjęć odczuwał również Krzysztof Chodorkowski. - Z panem Michałem nawiązałem taki kontakt jak z dziadkiem, a z panem Arturem… Tu panował większy dystans. Z panem Michałem od samego początku w przerwach między zdjęciami chodziłem na ping-ponga, a panu Arturowi mówiłem "Dzień dobry" - opowiadał młody aktor, którego udział w filmie zbiegł się z rozpoczęciem studiów aktorskich. - W końcu pan Artur zabrał mnie na rozmowę. Przekonał mnie, że nie powinienem się bać, że też mam tu coś do powiedzenia.

Premiera kinowa "Mojego roweru" zaplanowana jest na 23 listopada. Dystrybucją zajmie się firma ITI Cinema. Po Gdyni film trafi na kolejne festiwale. Na pewno pojedzie do Toronto. Ma być też pokazany w Wenecji.


Dagmara Romanowska
portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  20.06.2012
Zobacz również
Gdynia: Jak Syd Field uzdrowi polski scenariusz
Gdynia: Hoffman i Kawalerowicz w pracy (relacja z wernisaży)
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll