PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
NIEPODLEGŁOŚĆ
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
Niepodległość
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
„Ten Orzeł (S. Chęciński jest laureatem Orła za osiągnięcia życia - przyp. red.) bardzo dużo dla mnie znaczy, bo dostaję go od kolegów” – mówi mi Sylwester Chęciński. – „W naszym środowisku kłębią się różne uczucia: przyjaźń, ciekawość, szacunek, czasem niechęć i lekka zazdrość. Więc odczuwam wielką satysfakcję, że członkowie Akademii na mnie zagłosowali”.
Przed laty zapytany w radiowym programie o marzenie zażartował: „Chciałbym przestać być reżyserem Samych swoich”. I coś w tym jest, bo w świadomości widzów Chęciński funkcjonuje głównie jako twórca trylogii o Kargulach i Pawlakach. A przecież jest artystą o różnorodnym dorobku. W czasach, gdy polskie kino hołubiło głównie rozliczenia z historią i dramaty pełne aluzji do politycznej sytuacji, on nie stronił od kina gatunku. Gdy twórcy ze szczyptą pogardy wypowiadali się o „komercji”, zawsze podkreślał, że zależy mu na tym, by wartości artystyczne filmów połączyć z popularnością u publiczności.

„Przystępując do pracy, najpierw zadawałem sobie pytanie: czy ludzie będą chcieli taki film zobaczyć” – przyznaje. A przecież jednocześnie był bacznym obserwatorem polskiej rzeczywistości.

Urodził się w 1930 roku w Suścu koło Tomaszowa Lubelskiego. Latem 1939 roku rodzina przeniosła się do Zamościa. Tam ojciec chciał wybudować dom. Pierwszego września marzenia te legły w gruzach. Sylwester Chęciński, jak wszyscy z jego pokolenia, zachował w dziecięcej pamięci traumę wojny. I kolejnych przeprowadzek. Najpierw ucieczkę ze Wschodu pod Częstochowę, a potem, już po roku 1945  – po nowe życie, na Ziemie Zachodnie. Skończył liceum w Dzierżonowie. Na Dolnym Śląsku, gdzie obok siebie mieszkali Żydzi, uciekinierzy z Kresów, ale też ci, którzy szukali przygody i lepszego startu, zrozumiał czym jest społeczeństwo wielokulturowe. I pokochał sztukę. Czas stalinizmu przetrwał w oazie łódzkiej Szkoły Filmowej, a po absolutorium wrócił na Dolny Śląsk. Dziś mówi, że nigdy tej decyzji nie żałował, a Wrocław nazywa „swoim miejscem na ziemi”.


Sylwester  Chęciński na Festiwalu Filmowym w Gdyni, 2014 rok, fot. T. Kamiński / Pomorska Fundacja Filmowa

Zadebiutował filmem dla dzieci – Historią żółtej ciżemki – baśnią, którą razem ze scenografami Jerzym i Lidią Skarżyńskimi zamknął w kształt gotyckiego malarstwa. Jego znakiem firmowym jest rzeczywiście komedia. Trylogia Sami swoi, Nie ma mocnych i Kochaj albo rzuć o dwóch zwaśnionych rodzinach ze Wschodu, które osiedliły się na Ziemiach Odzyskanych i zawzięcie walczą o miedzę, stała się serią kultową. Kargul i Pawlak doczekali się pomnika w Toruniu i muzeum w Lubomierzu, gdzie powstały zdjęcia i gdzie co roku odbywa się Ogólnopolski Festiwal Filmów Komediowych. Do tego gatunku Chęciński wrócił też w 1991 roku, gdy z perspektywy dekady spojrzał na stan wojenny. W Rozmowach kontrolowanych razem ze Stanisławem Tymem zburzył martyrologiczne stereotypy, w krzywym zwierciadle pokazał zarówno sprawców stanu wojennego, jak tych, których ten czas wytrącił z normalnego życia, pozbawiając nadziei.

Swoją sprawność warsztatową potwierdził też w kinie sensacyjnym. Pod koniec lat 60. nakręcił szpiegowski dramat Tylko umarły odpowie, a na początku lat 80. porwał widzów pasjonującą i niemoralizatorską historią karcianego szulera – Wielki Szu przyciągnął do kin ponad 2 mln widzów.

Ale są też w filmografii reżysera dramaty obyczajowe i psychologiczne, jak choćby Roman i Magda, historia rozpadu małżeństwa opowiedziana dwukrotnie – z punktu widzenia mężczyzny i kobiety. Jest Legenda – obraz, w którym oczami trójki młodych bohaterów patrzył na wojnę. I Agnieszka 44, gdzie w niesztampowy sposób opowiedział o skazie, jaką ta wojna pozostawiła w ludziach. Jego twórczość dawała się jednak sprowadzić do wspólnego mianownika: nie bez powodu nazwano go „malarzem polskich charakterów”.

  Ostatnie ćwierćwiecze nie było dla Chęcińskiego łaskawe, jak wielu artystom starszego pokolenia trudno mu było wpisać się w nowy czas. Pracował dla małego ekranu: wyreżyserował kilka spektakli Teatru Telewizji, kilka odcinków serialu Z pianką czy bez, wreszcie film Przybyli ułani z cyklu „Święta polskie”. Ale nie wyjechał na plan kinowej fabuły. Gdy o to pytam, odpowiada: „Za wcześnie jeszcze, by o tym filmie mówić, ale myślę o nim. Może zdążę go zrobić...”.
Barbara Hollender
"Magazyn Filmowy. Pismo SFP" 68, 2017
  31.03.2018
Agata Chodyra: wśród dźwięków filmu
Jerzy Stawicki – warsztat i talent
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll