PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Operator dźwięku, mikrofoniarz, autor zdjęć filmowych, dostawca i konstruktor sprzętu dźwiękowego. Do listy specjalności Jerzego Murawskiego można dopisać fotosistę, asystenta operatora dźwięku i asystenta operatora obrazu. Murawski jest więc filmowcem wszechstronnym, a wszystko robi ze znawstwem i zaangażowaniem. Z pasją.
Urodzony w 1956 roku Jerzy Murawski pracuje w branży filmowej prawie czterdzieści lat. Początkowo związany z dźwiękiem, wrócił do niego po przejściowym aliansie z obrazem. Zatem historia zatoczyła koło. A zaczęła się w jego rodzinnym Nowym Dworze Mazowieckim, gdzie uczęszczał do technikum mechanicznego, w którym nauczali wykładowcy Wojskowej Akademii Technicznej, a więc poziom nauczania i wymagania były bardzo wysokie. „Z 47 uczniów, którzy rozpoczęli naukę w tej świetnej szkole, ukończyło ją 23, wśród nich i ja, chociaż trochę leserowałem i chodziłem na wagary” – mówi Jerzy Murawski.

Już w pierwszej klasie odpadł jego kolega, który przejawiał wybitne uzdolnienia humanistyczne,
ale do technikum się nie nadawał. Marzył o pracy w filmie. Poznał pomocnika rekwizytora, a ten skontaktował go ze swoim wujkiem – kierownikiem Wydziału Dźwięku w Wytwórni Filmów Dokumentalnych w Warszawie. Na rozmowę kwalifikacyjną ów humanista poszedł z Murawskim jako osobą towarzyszącą. Pracy nie dostał, bo okazało się, że nie miał pojęcia o dźwięku. Nieoczekiwanie zatrudnienie znalazł natomiast… Murawski. „Wprawdzie o kinie nic nie wiedziałem, ale na pytania związane z dźwiękiem, na których poległ mój kolega, udzielałem poprawnych odpowiedzi. A to dlatego, że w technikum wraz z kilkoma kolegami fascynowałem się jazzem. Odtwarzaliśmy nagrania tej muzyki z najlepszego sprzętu, jaki był wtedy – w latach 70. – dostępny w Polsce. Próbowaliśmy ją grać i w tym celu, z pomocą zaprzyjaźnionych z nami pracowników Zakładów Radiowych im. Marcina Kasprzaka, sami budowaliśmy sobie wzmacniacze, kolumny głośnikowe itp.” – opowiada pan Jerzy.

Więcej niż mikrofoniarz
W Wydziale Dźwięku WFD Murawski przez rok pracował za biurkiem, ale często zaglądał do serwisu technicznego, poznał wszystkich operatorów dźwięku i mikrofoniarzy, interesował się sprzętem, jakiego używali. Był dociekliwy – kiedy brał do ręki mikrofon czy magnetofon, musiał wiedzieć o nim wszystko: jak jest zbudowany, jak działa, do czego służy.
I coraz silniej ciągnęło go na plan zdjęciowy. Kiedy nadarzyła się okazja, by tam trafić, skorzystał z niej, przydzielony najpierw do ekipy filmu dokumentalnego. „Pierwszym ważnym filmem fabularnym w moim dorobku jest Z dalekiego kraju Krzysztofa Zanussiego. Kręciliśmy go w 1981 roku. Wiesława Dębińska realizowała dźwięk, Kazimierz Kucharski był głównym mikrofoniarzem, ja drugim. Wzorowałem się na Kaziu i jeszcze jednym wspaniałym mikrofoniarzu, Tadziu Wosińskim. Zwłaszcza Kazia mogę nazwać moim mistrzem. Zawsze perfekcyjnie przygotowany do pracy, znający cały scenariusz filmu i każdą scenę z osobna na pamięć, zżyty z reżyserami i aktorami, stał się legendą. Przy Kaziu naprawiłem błędy młodości: już nie leserowałem i nie wagarowałem, jak w technikum. Nabrałem pokory, nauczyłem się sumiennego wykonywania swoich obowiązków, co sprawiło, że chcieli ze mną pracować, podobnie jak przedtem z nim, najlepsi operatorzy dźwięku: Dębińska, Andrzej Bogdanowicz, Lech Brański, Krzysztof Grabowski, Małgorzata Jaworska, Halina Paszkowska, Jan Szmańda, Nikodem Wołk-Łaniewski, Leszek Wronko i jego syn Marek, z którym na zdjęciach do filmów Juliusza Machulskiego spotykam się do dziś” – wylicza Murawski.
„Mikrofoniarz to bardzo odpowiedzialne zajęcie. Kto zna się na tej robocie, zwiększa szansę na dobrą realizację dźwięku w filmie. Kto nie ma do niej smykałki, może obrócić wniwecz wysiłki najlepszego dźwiękowca” – uważa pan Jerzy. Śmieszą go zachwyty dzisiejszą techniką, która zmierza ku wyręczeniu człowieka w pracy inteligentnymi maszynami. „Żadna maszyna nie pokieruje tyczką z mikrofonem tak umiejętnie, jak zdolny mikrofoniarz” – ucina spekulacje entuzjastów robotyzacji. „Sądzę, że szło mi w tym fachu dobrze, dlatego dla operatorów dźwięku byłem kimś więcej niż mikrofoniarzem. Uważali mnie za partnera, dzielili się ze mną swoją wiedzą, dzięki czemu potem sam zostałem operatorem dźwięku” – podsumowuje wczesny etap kariery zawodowej. Jako mikrofoniarz udzielał się wówczas m.in. przy "Krzyku" Barbary Sass, "Gwiezdnym pyle" Andrzeja Kondratiuka, "C.K. Dezerterach" Janusza Majewskiego. W późniejszych okresach też nie stronił od tej profesji i nie stroni do dziś, a na dowód można przytoczyć: Superprodukcję Juliusza Machulskiego, Pogodę na jutro Jerzego Stuhra, "Plac Zbawiciela" Joanny Kos Krauze i Krzysztofa Krauzego czy "Panie Dulskie" Filipa Bajona.

W stronę obrazu
Pan Jerzy wspomina swojego ojca, który pięknie fotografował. Syn odziedziczył po nim tę umiejętność, wyniósł z domu rodzinnego wrażliwość na sztuki wizualne, operujące obrazem. Dlatego, kiedy został mikrofoniarzem, starał się pracować przy tych filmach, do których zdjęcia robili wybitni operatorzy: Andrzej Adamczak, Jacek Bławut, Sławomir Idziak, Edward Kłosiński, Dariusz Kuc, Grzegorz Kuczeriszka, Ryszard Lenczewski, Jacek Petrycki, Krzysztof Ptak, Wiesław Zdort i wielu innych. Z czasem doszedł do wniosku, że skoro poradził sobie z dźwiękiem, powinien nie ograniczać się do niego i spróbować sił w obrazie.
Tak się złożyło, że kiedy w 1988 roku był mikrofoniarzem na planie "Dekalogu" Krzysztofa Kieślowskiego, WFD zakupiła dwie pierwsze w swojej historii kamery elektroniczne i chciała, by Murawski został asystentem filmujących nimi operatorów. „Miałem dylemat, gdyż z Kieślowskim łączyły mnie świetne relacje i nie chciałem ich popsuć, schodząc z planu. Jednocześnie korciło mnie, żeby zmierzyć się z nowinką techniczną, jaką były wówczas reporterskie kamery elektroniczne. Zwierzyłem się z moich rozterek Kieślowskiemu, a on dał mi wolną rękę i dodał, że mogę wrócić kiedy zechcę, nawet jeszcze do Dekalogu”– mówi pan Jerzy.
Ze swoją wiedzą i o elektronice, i o dźwięku, który nowe kamery rejestrowały samoczynnie, bardzo przydał się ich operatorom, a wkrótce został jednym z nich. Zrobił zdjęcia do kilkunastu filmów dokumentalnych, współpracując z tak znanymi reżyserami, jak Elżbieta Dzikowska, Irena Kamieńska, Paweł Łoziński czy Piotr Morawski. Ponadto przez dwa lata pracował dla telewizji austriackiej.

Powrót do dźwięku
Na początku lat dwutysięcznych kinematografia polska przeżywała kryzys. Filmów fabularnych i dokumentalnych powstawało rocznie mniej niż zazwyczaj. „Pomyślałem sobie, że w tej sytuacji, będąc operatorem samoukiem, nie mogę zabierać chleba kolegom, operatorom wykształconym w Szkole Filmowej; im praca należała się bardziej niż mnie” – wyjawia Jerzy Murawski. Zdecydował się wrócić do dźwięku. „Doszedłem do przekonania, że u w Polsce ta strona realizacji filmu ciągle kuleje. Producenci skąpią na nią środków finansowych, a sprzęt dźwiękowy, w przeciwieństwie do zdjęciowego, odbiega od standardów zachodnich. Postanowiłem to przynajmniej częściowo naprawić i założyłem firmę, która udostępnia sprowadzane z zagranicy urządzenia wysokiej klasy” – tłumaczy Murawski. „Sam też skonstruowałem na przykład wózki dźwiękowe” – dodaje.
Nie zrezygnował z pracy w charakterze operatora dźwięku. Tu jego dorobek jest obfity zwłaszcza, gdy chodzi o filmy dokumentalne. Obejmuje ponad pięćdziesiąt tytułów, w tym wiele głośnych, m.in. Lekcję polskiego kina Andrzeja Wajdy, Gadające głowy II Krzysztofa Wierzbickiego, Jak to się robi Marcela Łozińskiego. Jest także wśród nich piękny dokument Katarzyny Maciejko-Kowalczyk Benek Blues.
Gdyby zliczyć wszystkie filmy, przy których pracował Murawski, uzbierałoby się ich ponad dwieście!  „Bo moja praca jest moją pasją i nie umiałbym bez niej żyć” – wyznaje pan Jerzy.

Andrzej Bukowiecki
Magazyn Filmowy 3/2016
  24.02.2017
fot. Olaf Tryzna
Machulski: Nie robię filmów na festiwale
Preisner – między Skrzyneckim a Kieślowskim
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll