PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
MENU
Producent w Polsce to chłopiec do bicia (czasem dziewczynka i to coraz częściej). Zawsze przeceniany lub niedoceniany. Przeceniany za pieniądze, które zgarnął dla siebie, niedoceniany za wysiłki, które musiał poczynić.
Producent musi mieć naturę cierpliwej wody – nie tędy, to tędy. Przyczai się na chwilę, poszumi, poszumi i znajdzie w końcu dojście. Liczy się tylko skuteczność. A co to jest skuteczność w filmie? Ano to jest bracie podejmowanie ZAWSZE trafnej decyzji. Jeśli nie masz mocnej intuicji (górą producentki!), to jesteś w przysłowiowej… trudnej sytuacji.

Robota producenta to kruchy most na linach zawieszony w dżungli nad wielką wodą pełną krokodyli. Wybierasz temat filmu – wchodzisz na pierwszy stopień. To jest twoja najważniejsza decyzja. Już zawsze będziesz borykał się ze skutkami tego wyboru. Potem stąpasz na drugi stopień – kto to napisze, kto wyreżyseruje. Jeśli dobrze wybrałeś, idziesz dalej, jeśli źle – już szczebel pod tobą zaczyna trzeszczeć. Następne stopnie – zdjęcia, montaż, muzyka, grafika, efekty – spróbuj choć raz podjąć złą decyzję! Już krokodyle w dole wystawiają swoje paszczęki, udając troskę o twoje zdrowie rzecz jasna. Każdy ze szczebelków musi spasować się z innym, jeden zgrzyt i całość się wali. I nawet, jeśli jesteś na finiszu, film jest gotowy i wszem się podoba – to uważaj na jeden głupi szczebel na tym moście – a mianowicie – kto będzie kopiował. Bo na nic mordęga zespołu geniuszy, ich noce i dnie nad obrazem, korekcją barwną, czystością dźwięku, gdy „pan Ziutek”, który nawet nie jest szczebelkiem tej drabinki – oderwie się od kanapki i odłączy na chwilę kabelek w kopiarni!

Wszyscy znamy to z setek doświadczeń, dlatego zawsze sprawdzaj kopię, którą wysyłasz. A przecież wysyłasz pod presją czasu, bo w tej robocie wszystko jest na wczoraj. Gdy urodzisz film, wsiadasz na diabelski młyn. Pracujesz na sukces i dodajesz pary. Dobrany zespół ludzi w fazie promocji jest na wagę złota. A zwłaszcza jeden – AUTOR filmu. A także – jeśli to dokument – BOHATER historii. Więc jeśli masz najważniejszą cechę producenta – „nos do ludzi”, a do tego nie skłóciłeś się podczas produkcji, masz wszelkie szanse na dobrą promocję. Bo ona trwa miesiącami, a nawet latami (w dokumencie zwykle 2 lata) i zabiera czas, pieniędzy w zamian nie dając. Zaiste, wprost przeciwnie. Oferuje jednak coś, co autorzy lubią najbardziej – miodzik sławy.

Warto jednak omówić szczegółowo zasady, a najlepiej – spisać umowę. Bo pierwsze festiwale to jest wielka gratka, ale już kolejne stają się tylko uciążliwym balastem. Dlaczego napisałam „nie skłóciłeś się podczas produkcji?”. Jeden z naszych kolegów w zderzeniu z silną osobowością bohatera musiał od nas odejść. I to w najdosłowniejszym sensie. Rozmawiałam z tym wesołym, kochanym przez wszystkich producentem, bywalcem festiwali, w radosnym dniu jego premiery. Widziałam, że dzieje się źle. Na drugi dzień już go nie było. Tak bracie, tematy, które wybieramy, potrafią nas czasem pożreć. Porzućmy jednak smutki, kolej na technikalia. Gdy film się urodzi, natychmiast twórz vimeo, bez tego nawet kroku nie zrobisz. Pamiętaj o wersjach językowych, z których angielska jest oczywista. Pamiętaj, by wersje były luźno wybierane w tzw. CC, napisy nie powinny być na trwałe wtłoczone w obraz. Przejrzyj pod tym kątem materiał – gdzie masz jakie wizytówki, by napisy się nawzajem nie zasłaniały. Musisz mieć różne pliki w różnych formatach. Nie łudź się, że z góry przewidzisz, jakie będą potrzebne. Każdy festiwal życzy sobie czego innego. Pozostaje ci próba nadążania za tym dynamicznym procesem, mniej więcej jak operatorowi za rozwojem kamer. Najlepiej znaleźć młodziaka, ale już z doświadczeniem międzynarodowym. Domyślasz się zatem, że takich nie jest wielu, choć montażystów wydaje się – bez liku.

Dalej DCP – z kluczem czy bez klucza? – oto jest pytanie. Czemu służy klucz? Nie wszyscy dokumentaliści muszą zawracać sobie głowę nośnikiem DCP, który jest kopią pokazową do kina. W dokumencie przeważnie mamy pokazy w telewizjach i kanałach VOD, a tam potrzebne są inne nośniki. Klucz w DCP ma służyć zabezpieczeniu, by nie powstawały nielegalne kopie. Ale musisz sobie odpowiedzieć na pytanie uczciwie – ilu ludzi czyha na dystrybucję twojego filmu? Prawdopodobnie niewielu, by nie być niegrzecznym. Dokument nie jest przeważnie chodliwym towarem – choć są wyjątki. Klucz za to może (ale nie musi) sprawić pewne kłopoty, zwłaszcza, gdy twój film będzie pokazywany w innych strefach czasowych i wezmą się za niego w ostatniej chwili (nagminne!). Nagle odkrywają, że nie mogą otworzyć DCP, kontaktują się z tobą, ale ty, niczego nieświadomy – śpisz w najlepsze. Gdy robisz Blu-raya czy też DVD przypilnuj, by były na wszelkie strefy (all zone). Nie żałuj na projekt nadruku – musisz wyróżnić się z setek DVD. Nie kopiuj na domowym komputerze, wszelkie skąpstwo zemści się podwójnie. Płyta się nie otworzy i wywoła irytację, a zirytowany selekcjoner to stracona szansa.

Trailer czy teaser jest bardziej potrzebny aniżeli cały film. Bombardujesz nim, gdzie tylko się da. Jeśli masz ambicje międzynarodowe, musisz stworzyć stronę filmu, w tym na amerykańskim serwisie IMDB. Tam umieszczasz trailer, opisy, fotosy, plakaty, recenzje i nagrody. Jest to nieco skomplikowane, więc jeśli pozwolisz, wyjaśnię to next time. Film żyje w social mediach, więc oczy na zapałki i umieszczaj bez końca wszelkie ciekawostki, sukcesy i rekomendacje. W wersji oczywistej czyli – angielskiej, bo o polskiej nie wspomnę. Plakaty musisz mieć we wszelkich formatach, w tym otwarte do zmian. Wszystko pod ręką, przy sobie, gotowe w każdej chwili. Zanim pójdą do druku sprawdź je wielokrotnie. Literówki na plakatach to jak złośliwy wirus – nie było, a jest! Dlatego warto, by patrzyło wiele par oczu. I nie zrażaj się słowami „film has not been selected”, które przyjdzie 100 razy. Jeszcze będzie pięknie, jeszcze będzie normalnie. Takie czasy, bracie, takie czasy.


Masepa Stucks
"Magazyn Filmowy. Pismo SFP" 73, 2017
  25.02.2018
fot. Kuba Kiljan / Kuźnia Zdjęć
Film polski na eksport
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2018
Scroll