PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Rozmowa z Izabelą Kiszką-Hoflik, agentką sprzedaży i producentką filmową
 o


Fot. Marcin Oliva Soto


Pani firma IKH Pictures Promotion zajmuje się produkcją i sprzedażą filmów. Nietypowe połączenie jak na polskie realia.
Taki profil jest podyktowany z jednej strony zmianami zachodzącymi na rynku audiowizualnym, a z drugiej doświadczeniem nabytym w czasie wieloletniej współpracy z Polskim Instytutem Sztuki Filmowej. Praktycznie rzecz biorąc, weszłam w sprzedaż z tego względu, że takich firm brakuje w Polsce. New Europe Sales Jana Naszewskiego ma największe doświadczenie w tym zakresie, ale oni działają też z filmami zagranicznymi, ja zamierzam skupić się na razie na projektach polskich. Rodzimi filmowcy potrzebują wsparcia sprzedażowego na świat. Jest to u nas nisza, którą nie tylko można, ale wręcz trzeba wypełnić. Wiąże się to wreszcie z moją wizją siebie jako producentki – od dawna wiedziałam, że chcę produkować, zatem firma działa od początku dwutorowo, by element producencki istniał w symbiozie ze sprzedażowym.

Któryś z elementów będzie przeważał, czy akcenty rozłożą się raczej pół na pół?

Chciałabym, żeby kształtowało się to elastycznie. Produkcja jest długim i wymagającym procesem, tym bardziej jeśli chce się rozwijać projekty od zera, formować w każdym aspekcie i pracować od razu nad strategią sprzedażową. A ja chcę. Wiele osób odradzało mi taką działalność, mówiąc, że powinnam zdecydować się na jedno albo drugie, ale prawda jest taka, że na świecie powstaje coraz więcej podobnych firm. Niektóre podejmują się też dystrybucji własnych treści, żeby mieć większą kontrolę i lepiej projekty monetyzować. Ja takich ambicji nie mam, ponieważ nigdy się nie specjalizowałam w dystrybucji, znam natomiast wartość fachowców. Mam w firmie osoby, które specjalizują się w social mediach, festiwalach oraz innych obszarach, które są nieodzownymi elementami zarówno dzisiejszej produkcji filmowej, jak i sprzedaży treści na rynki światowe.

Mówiąc o sprzedaży polskich filmów na rynki światowe, ma pani na myśli też dystrybucję w Azji i obu Amerykach? Czy na razie to głównie Europa i obieg festiwalowy?
Cały świat. W Japonii – dla przykładu – jest ogromne zainteresowanie polskim kinem, szczególnie filmami wojennymi. Nasze produkcje są tam wyczekiwane. Z kolei "Supernovą" Bartosza Kruhlika udało nam się sprzedać do Meksyku, do regularnej dystrybucji kinowej. Mały, znakomity projekt, który zainteresował widzów treścią i mimo ograniczonych środków promocyjnych, udało się go świetnie spozycjonować. Dlatego, że to obraz uniwersalny, „nasz” w treści i wydźwięku, i zarazem niepolski, zrozumiały na każdej szerokości geograficznej. W Polsce niesłusznie rozumie się film uniwersalny jako taki, który uśmiecha się do każdego i jest wyprany z lokalnego kolorytu. Nic bardziej mylnego. Powinien być charakterystyczny dla danego kraju, ale opowiadać o tematach, które można zrozumieć, nie znając tego kraju. Oglądamy przecież kino z Indii, Korei, Brazylii, nie znając wszystkich zależności kulturowych i społecznych tych regionów, bo filmy prezentują je na tyle wymownie, że dowiadujemy się niezbędnego minimum potrzebnego do emocjonalnego i intelektualnego przyswojenia historii. Tę uniwersalność da się wpisać w każdy projekt, jeśli się odpowiednio wcześnie zacznie. Agent sprzedaży może w tym zdecydowanie pomóc.

Od kiedy zatem agent sprzedaży powinien być z filmem?
To bardzo dobre i zbyt rzadko zadawane pytanie. A moja odpowiedź brzmi: nigdy nie jest zbyt wcześnie, ale bardzo często bywa za późno. Zdarza się, że dostaję pytanie, czy zajmę się filmem, który jest już po premierze na jakimś festiwalu i ma zaplanowaną dystrybucję w kraju, co oznacza, że zostały wykonane poważne kroki, które mocno ograniczają pole działania. Więc odmawiam. Tak się szczęśliwie składa, że ostatnio pracuję z projektami już na etapie developmentu, na rok lub dwa lata przed produkcją. To bardzo ważne, tylko wtedy razem z moją ekipą możemy prawdziwie pomóc film kształtować. Aplikujemy z producentami do rozmaitych programów, zgłaszamy scenariusz na pitchingi, monitorujemy progres, planując potencjalną ścieżkę festiwalową. Etap developmentu jest niestety ciągle etapem luksusowym, ale coraz więcej producentów zauważa, jak bardzo agent sprzedaży może się wtedy przydać.

Dlaczego współpraca z agentami sprzedażowymi jest w Polsce wciąż tak mało popularna, a samych agentów sprzedaży tak mało?
Nie wiem, ale to faktycznie świetna nisza do zagospodarowania, zwłaszcza na obszarze filmów dokumentalnych. Ich producenci często pytają, czy poprowadzę ich filmy, ja niestety odmawiam, ponieważ wyspecjalizowałam się w innym obszarze i stworzenie sieci kontaktów oraz pogłębienie wiedzy o tym środowisku zajęłoby mi zbyt dużo czasu. Jeśli jednak ktoś z żyłką biznesową i minimalnym branżowym doświadczeniem chciałby spróbować, myślę, że teraz jest najlepszy czas. Podobna sytuacja jest z krótkimi metrażami, producenci szukają wszelkiego wsparcia, żeby przebić się na arenie międzynarodowej. Bo kim jest agent sprzedaży? Abstrahując od tego, że może kompleksowo wspomagać rozwój projektu, to – na poziomie podstawowym – jest osobą, która ma dotrzeć do odpowiednich osób, które zakupią dany w film w celu dystrybucji.

Przy takiej ilości już istniejących i nieustannie produkowanych treści musi być dość trudno przebić się, prawda?
Jedyną prawdą jest ta, że wszyscy chcemy, żeby nasze filmy były pokazywane, a rynek zmienia się dosłownie na naszych oczach. Dokumenty i krótkie metraże – w dystrybucji kinowej od dawna marginalizowane – teraz mają nie tylko festiwale i telewizje, ale również sieci VOD/SVOD i inne opcje. Swoją usługę uruchomiły ostatnio Nowe Horyzonty. Wróżę im duży sukces, bo pokazują nie tylko coś, czego nigdzie indziej praktycznie nie ma, ale także ambitniejsze treści dla dzieci i młodzieży. Co więcej, dystrybutorzy też szukają ciekawych opcji. Zostałam kiedyś poproszona przez japońską firmę o ułożenie programu krótkich filmów pod kątem jeżdżących metrem ludzi, którzy mają 15-20 minut, żeby obejrzeć coś interesującego. Świat stoi otworem. Trzeba nauczyć się po prostu z tego korzystać. Odważnie, bez kompleksów.

Innymi słowy, każdy film da się sprzedać, trzeba tylko znaleźć odpowiedni sposób?
Zgadzam się z tym stwierdzeniem. Kluczem jest czas poświęcony na dany projekt. Zabieram się razem ze swoją ekipą za tyle filmów, ile wiemy, że jesteśmy w stanie obsłużyć, wypracować dla nich dobre strategie. Sama ścieżka festiwalowa to miesiące pracy. Pandemia zmieniła oczywiście branżę na wiele sposobów, zmusiła do modyfikacji ścieżek promocyjnych i dystrybucyjnych, ale akurat festiwale chyba dość dobrze ten okres przetrwały. Albo zmieniły terminy i odbywały się w zwiększonym reżimie sanitarnym pomiędzy kolejnymi falami, albo przeszły na formułę online, albo stały się hybrydowe, łącząc wersję stacjonarną z online. I mimo to nie straciły widzów, lecz wręcz ich zyskały. Jak Millennium Docs Against Gravity oraz Krakowski Festiwal Filmowy. Co nie znaczy, że festiwale są koniecznością – agent sprzedaży i producent muszą być elastyczni i wybrać dla projektu najlepszą drogę.

Rozmawiał Darek Kuźma


Darek Kuźma
"Magazyn Filmowy SFP" 119/2021
  28.12.2021
61. KFF. Forum Dokumentu Animacji. Co dalej? Co teraz?
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2022
Scroll