PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Z Andrzejem Goleniewskim* rozmawia Anna Serdiukow

Sieć Kin Studyjnych i Lokalnych ma wieloletnią tradycję. Jak dzisiaj SKSiL działa w ramach tej tradycji, jak ją łączy z wymogami współczesnego rynku?  


Bezpośrednie odniesienie do czasów, kiedy pojęcie kina studyjnego zaistniało w polskiej rzeczywistości jest niemożliwe. Mamy inne uwarunkowania. Kina studyjne pełnią inną funkcję na wykreowanym rynku dystrybucyjnym – prezentują propozycje alternatywne w stosunku do głównego nurtu, pojęcia kiedyś nieużywanego, a dziś wyznaczanego przez repertuar tzw. kin wielosalowych, w których dominuje repertuar komercyjny, przede wszystkim amerykański.      


Ale też sam podział na kina studyjne i lokalne nie jest chyba prosty?
Kiedy startowaliśmy kin było ok. 60, dziś w SKSiL jest ich ponad 200. Nie bez kozery zrobiliśmy zróżnicowanie na kina studyjne i lokalne. Zależało nam, by określenie „kino studyjne” odnosić do miejsc wyjątkowych pod względem repertuarowym, ale zdawaliśmy sobie sprawę, że pomocą trzeba objąć też ośrodki najmniejsze - tak, aby nie zanikały czy wręcz, by ich działalność została odtworzona. Oczywiście, kina te powinny umiejętnie łączyć funkcje edukacyjne z rozrywkowymi. Aby budować widownię – często chodzi o jedyne kino w mieście lub wielofunkcyjny dom kultury – nie mogą wyłącznie opierać się na najbardziej ambitnym repertuarze. Zastanawiamy się, czy nie wprowadzić jeszcze większego zróżnicowania. Chcemy i musimy odpowiadać na potrzeby poszczególnych kin i dobierać ofertę odpowiednio do charakteru każdego obiektu. Nazwa „kino studyjne” zobowiązuje. Chodzi o bycie wiernym tradycji, dla widza to pojęcie wciąż jest znaczące i powinno być platformą promocyjną takiego miejsca. W pozostałych kinach staramy się przede wszystkim zauważać problemy i wychodzić im naprzeciw.

Największe problemy to…?
Wyposażenie w sprzęt projekcyjny, zwłaszcza w epoce cyfryzacji. Nie mamy możliwości, by pomagać kinom w jego pozyskiwaniu, ale program jest wspierany i w znacznej części finansowany przez PISF. Instytut ogłosił program cyfryzacji dla małych kin należących do Sieci i od kilku lat cyfryzacja jest realizowana z bardzo dobrym skutkiem – w wielu miejscowościach ilość widzów wzrosła dwu- i trzykrotnie. Czasami po paru miesiącach frekwencja spada, najczęściej jednak stabilizuje się na poziomie umożliwiającym kinom funkcjonowanie, a nawet rozwój. W efekcie, kina studyjne i lokalne zaczynają zajmować coraz ważniejszą rolę na polskim rynku dystrybucyjnym. Duże kina widzą ich potencjał, co przejawia się działaniami często niezgodnymi z zasadami zdrowej konkurencji. 


Czyli…?

Stawiają dystrybutorom warunek wyłączności na danym terenie. Nasze kina mogą wtedy występować do właściwych urzędów o przeciwdziałanie praktykom monopolistycznym, ale trudno tu cokolwiek udowodnić. Uruchomienie procedury jest skomplikowane i w praktyce małe obiekty pozostają bezbronne. Dlatego tak istotne są zapisy w umowach między kinami i dystrybutorami, ale w tej sprawie jest nadal sporo do zrobienia. 


Podkreśla pan, że trzeba wykształcić tożsamości takiego obiektu. Jak ważny jest czynnik ludzki w prowadzeniu małego kina?
Z mojego punktu widzenia – zasadniczy. Dobre kino zaczyna się od dobrego gospodarza. To powinien być kiniarz z powołania. Z jednej strony dobry administrator, dbający o obiekt, jego czystość i wyposażenie. Z drugiej – zdecydowanie ważniejszej – musi to być miłośnik kina, potrafiący swe preferencje oddać w ofercie programowej; empatyczny w stosunku do widowni, a dzięki temu potrafiący zainteresować ją swoimi pomysłami.
 Ktoś, kto potrafi wytworzyć zbiorowość wokół kina? Tak, ale jest to zadanie – zwłaszcza przy silnej konkurencji „sieciówek” – wyjątkowo trudne. Tu nie ma schematów. Zdarza się, że koledzy, którzy osiągnęli sukcesy 10-20 lat temu, muszą dziś podglądać młodszych, którzy myślą o kinie inaczej i co najważniejsze – podobnie jak ich widzowie. Uczą się na innych wzorcach i często nas zaskakują wychodząc z inicjatywami, które okazują się na te czasy skuteczniejsze. My możemy jedynie inspirować kiniarzy, podsuwać im narzędzia, jak łatwiejszy dostęp do filmów studyjnych czy współudział w finansowaniu niektórych projektów.

Jakie to są środki?

Ok. 2 mln zł rocznie. To jest dofinansowanie z PISF. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w 2008 roku przestało nas wspierać, a były to środki w granicach 600 tys. zł kierowane wyłącznie na organizację edukacji filmowej w kinach studyjnych. Bardzo odczuwamy ich brak.
 A przecież wspieracie nie tylko kina, ale też dystrybutorów, którzy wprowadzają ambitne kino. To jest dwustronna korzyść: oni dostają wsparcie finansowe od SKSiL, a dla was to gwarancja, że udostępnią kopię małym ośrodkom. Na tym polega umowa. Dokładamy się do promocji, ale przede wszystkim finansujemy wykonanie kopii, które mogą być użyte wyłącznie w kinach SKSiL, a więc gwarantujemy, że kino poszukujące repertuaru studyjnego otrzyma go na „przyzwoitych” finansowo warunkach. Cyfryzacja bardzo tu pomaga. Rocznie wspieramy ponad 60 tytułów, tzn. współfinansujemy wymienione wcześniej koszty ich wprowadzenia na ekrany. Ilość pieniędzy, którą dysponujemy jest śmiesznie niska: pozwala na wsparcie pewnych tytułów w granicach ok. 20 tys. zł. Pamiętajmy, że wprowadzenie filmu do multipleksów z minimalną reklamą kosztuje ponad 200 tys. zł. Współpracujące z nami firmy, takie jak Vivarto, Aurora, Manana, Against Gravity i Spectator, wybierają „studyjny” model dystrybucji oparty na mniejszej liczbie kopii filmowych ze skromnym budżetem reklamowym. Dystrybucja kinowa to trudne zadanie i nasza pomoc w tym względzie jest ważniejsza niż wsparcie działalności kin. W przypadku większości dystrybuowanych w Sieci tytułów brak pomocy ze strony Filmoteki uniemożliwiłby ich wejście na ekrany. Składają się na nie filmy festiwalowe adresowane do tzw. „widza poszukującego”. Filmy te osiągają skromne wyniki frekwencyjne, w granicach od tysiąca do 20 tys. widzów. Można się zastanawiać, czy powinno się je w ogóle wspierać? My wychodzimy z założenia, że te kilka do kilkunastu tys. widzów każdego filmu studyjnego, to nasza największa wartość.



Andrzej Goleniewski, fot. SKSiL / FN


A jak wygląda współpraca z PISF?
W historii kin studyjnych od lat 90. do roku 2005 naliczyłem pięć różnych rozwiązań organizacyjno-finansowych. Merytorycznie były one ciekawe, ale co z tego, skoro co przez trzy-cztery lata podlegały modyfikacjom. Tymczasem działalność kin studyjnych wymaga długotrwałej pracy „u podstaw”, o ich sukcesie decyduje systematyczność. W tym kontekście ostatnie lata współpracy z PISF to krok naprzód – od ponad sześciu lat SKSiL działa stabilnie i efekty tego są widoczne zarówno pod względem ilościowym (Sieć zwiększyła przeszło trzykrotnie swoją liczebność), jak i jakościowym – imprezy, zwłaszcza programy edukacyjne w kinach SKSiL, w większości realizowane są na wysokim poziomie. W praktyce budżet Sieci zawiera trzy podstawowe pozycje, dwie najważniejsze to wsparcie dystrybucji i wsparcie działalności programowej kin, przede wszystkim programów edukacyjnych. Oddzielną pozycją, choć już zdecydowanie kwotowo niższą, jest wsparcie działań promujących kina (prowadzenie stron internetowych, wydawanie ulotek, plakatów, etc.). I choć marketing to również jeden z filarów działalności, to muszę przyznać, że wciąż musimy zachęcać kina do większej aktywności w tej dziedzinie.
Dlaczego? We wszystkich działaniach finansowych warunek jest jeden: naszemu zaangażowaniu musi towarzyszyć podobne finansowe zaangażowanie ze strony kin. Jedną z funkcji tego rozwiązania jest mobilizowanie kolegów prowadzących kina do większej kreatywności. A tymczasem w działaniach promocyjnych obserwujemy nadal dużą ostrożność. Wydaje mi się, że dużej grupie kolegów brakuje determinacji w walce o widza, co – paradoksalnie – jest związane z ich nadal bardzo słabą kondycją finansową. Wracając do wymienionych wcześniej grup kosztów Sieci, w ostatnich dwóch latach rozkładało się to mniej więcej tak: ok. 1,3 mln zł na wsparcie dystrybutorów, ok. 600 tys. zł na wsparcie edukacji i imprez, oraz ok. 150 tys. zł na wsparcie promocji kin.  

Kto decyduje o tym, jakie sumy komu przyznać?
Nasi eksperci. Jest ich ok. 20. Podzieleni zostali na trzy grupy: krytycy, kiniarze z Rady SKSiL i tzw. osoby zajmujące się upowszechnianiem kultury filmowej. Na sesjach pracują w składach 6-osobowych. Oglądają filmy, analizują wnioski, weryfikują kosztorysy – opiniują ich zasadność i proponują korekty. I choć część tej pracy eksperci wykonują samodzielnie, to ostateczna opinia jest efektem pracy zbiorowej. Reprezentatywność ekspertów staramy się utrzymać poprzez regularne zmiany w składzie grup.

Na czym polega działalność Rady SKSiL?
To regulaminowe ciało Sieci stanowiące reprezentację kin należących do SKSiL. Jej członkowie są wyłaniani w drodze wyborów organizowanych co dwa lata. Rada może wypowiadać się we wszystkich sprawach dotyczących funkcjonowania Sieci, pomagać w jej bieżącej i przyszłej działalności.

Jak są weryfikowane przyznane kwoty i ich użycie? Kto sprawdza, czy dany przegląd w kinie odbył się zgodnie z założeniami?
Narzędzia weryfikacyjne są określone w umowach podpisywanych z beneficjentami naszej pomocy – podstawą są dokumenty finansowe i sprawozdania. Kina raz w tygodniu przysyłają raporty dotyczące repertuaru, co konfrontujemy z informacjami uzyskanymi od dystrybutorów. Mamy też zagwarantowaną możliwość przeprowadzenia kontroli bezpośrednich, merytorycznych i księgowych. W wielu imprezach uczestniczymy, ale kontrole finansowe organizujemy rzadko. Szczególną wagę przykładamy do projektów edukacyjnych, wymagamy tu informacji zwrotnej od odbiorców programów: szkoły, które współpracują z kinami, potwierdzają realizację zadań, co ułatwia ich weryfikację i ocenę skuteczności użycia środków Filmoteki na poszczególne cele. 


Czy może pan wymienić wzorcowe kino lub kiniarza z inicjatywą?
Wolałbym użyć określenia „kino najaktywniejsze” i w tej chwili przychodzi mi do głowy działalność Roberta Skrzydlewskiego z Krakowa, który w zasadzie nie prowadzi tzw. normalnej dystrybucji. Wszystkiemu, co pokazuje w swoich kinach nadaje formę przeglądu lub wydarzenia. I to rozwiązanie na trudnym krakowskim rynku kinowym się sprawdza. To wersja ekstremalna modelu programowania, ale podobną strategię przyjmuje wiele kin. Wśród tych, którzy robią to z największymi sukcesami należy wymienić Kino Pod Baranami w Krakowie, Rialto w Poznaniu, Światowid w Katowicach, Awangardę w Olsztynie, oraz - od kilku lat zamykane, ale wciąż funkcjonujące - kino Neptun w Gdańsku. Od lat ikoną takiej aktywności jest Charlie w Łodzi, a kina Amok w Gliwicach i w Skierniewicach wyróżniają się szczególnie programami edukacyjnymi. Warto także wspomnieć o najstarszym w Sieci kinie Pionier w Szczecinie. Pamiętajmy jednak, że porównywanie jest ryzykowne. Kina lokalne w mniejszych ośrodkach muszą łączyć funkcje edukacyjne z rozrywkowymi. Znakomicie radzi sobie z tym np. Kasia Kubacka w Koninie, prowadząca dobre kino, świetną edukację filmową i działalność festiwalową na terenie województwa świętokrzyskiego. Innym godnym zauważenia przykładem jest działalność Bolesława Drochomireckiego z Opola, który oprócz kina edukacyjnego, prowadzi jedno z dwóch w Sieci Kin Objazdowych.

Ile kin jest nadal poza Siecią?
Definicja kina jest pojemna. Szacujemy, że będzie to grupa od 100 do 200 kin, nie licząc innych komercyjnych „sieciówek”. Ile z tych obiektów jest faktycznie kinami, a ile ma tylko w nazwie słowo „kino”, jako pozostałość po dawnej działalności, tego nie wiem.

Czy napływa dużo aplikacji w sprawie przynależności do SKSiL?
Sporo, mimo że kryteria przyjęcia do Sieci są wysokie, szczególnie jeśli chodzi o ilość seansów w ciągu roku.  
 Ile to seansów? To zależy od liczby mieszkańców w danym mieście. Założenie jest takie, że kino musi funkcjonować codziennie. Ale bywają sytuacje, w których kiniarz musi się wykazać odpowiednią ilością seansów za ostatnie pół roku, a tymczasem on dopiero otwiera kino. A otwiera kino, bo może dostać dofinansowanie na zakup sprzętu cyfrowego. Wówczas jest problem, ponieważ dofinansowanie można uzyskać pod warunkiem przynależności do SKSiL. W takich sytuacjach przyjmujemy kino na tzw. okres próbny.   


Zdarzyło się wykluczyć kino z SKSiL na podstawie weryfikacji działań?

To złożona kwestia. W ostatnim czasie wpadek nie było, co nie znaczy, że nie było problemów. Naszym celem jest utrzymanie kina w Sieci i pomoc w spełnianiu przez nie warunków programowych, dlatego wydalenie kina z Sieci to ostateczność. Zdarzało się to kilka razy, ale zawsze było poprzedzone działaniami motywującymi. Mamy system żółtych kartek, pamiętamy, że kinom przede wszystkim mamy pomagać. 


Co uważa pan za największy sukces SKSiL?
Całość naszych wspólnych z kinami działań dotyczących edukacji filmowej wśród dzieci i młodzieży (ostatnio coraz częściej adresowanej również do widzów starszych). Dziś ok. 30 kin włączyło się do programów związanych z edukacją filmową i są one regularnie prowadzone – przez cały rok szkolny młodzież uczęszcza na lekcje do kina. Cieszy mnie współpraca z nauczycielami. Za nasz sukces uważam też specjalną stronę internetową: www.edukacjafilmowa.pl, adresowaną do edukatorów filmowych, pomagającą im w przygotowywaniu profesjonalnych lekcji z filmem jako narzędziem edukacyjnym. To wyjątkowy portal, nagrodzony zresztą w tym roku nagrodą PISF. 


Jakie są najważniejsze bieżące cele?

W Filmotece Narodowej musimy popracować nad integracją kin w Sieci, to ważny i wciąż niewykorzystany potencjał. Chciałbym, aby zrzeszone u nas kina współpracowały ze sobą, aby było forum internetowe, na którym trwałyby dyskusje, wymiana poglądów i doświadczeń. SKSiL powinna być platformą porozumienia. Chcemy też by „studyjność” stała się synonimem jakości, swoistą marką, za którą stoi przyjazne i wartościowe kino. Uruchomimy portal: www.filmystudyjne.pl, który będzie promował repertuar studyjny, tak, by marka „studyjny” sprzyjała w większym niż dotąd stopniu osiąganiu dobrych wyników frekwencyjnych. Ja niezmiennie zapraszam wszystkich do kin studyjnych!

*zastępca dyrektora Filmoteki Narodowej ds. upowszechniania kultury filmowej

 
Anna Serdiukow
Magazyn Filmowy SFP, 30/2014
  17.03.2014
fot. Fot. Kuba Kiljan/SFP
W małym kinie. Raport z dużych miast
Box Office 2013. Ze zmiennym szczęściem
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll