PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
DOKUMENT
  1.08.2012
Refleksja przyszła w trakcie Krakowskiego Festiwalu Filmowego: rodzimy film dokumentalny, który przez dekady budował swoją renomę na opisie polskiej rzeczywistości i szukaniu w niej mechanizmów, mających odbicie w zjawiskach zachodzących na całym świecie, zaczął odwracać się od spraw stricte polskich. Twórcy rozjechali się po świecie, by wrócić do kraju z reportażami z innych krajów i kontynentów, które pokazują problemy innych ludzi i społeczności. Dlaczego tak się dzieje? Czyżby zabrakło polskich spraw, na którymi warto się pochylić? O odpowiedź na nasze pytania zwróciliśmy się do grona twórców i producentów filmów dokumentalnych.

Dla Andrzeja Fidyka, który kieruje Redakcją filmów dokumentalnych telewizyjnej Jedynki, nie ma problemu. Jego zdaniem, wybór należy do twórcy – liczy się temat i jakość filmu, a także rachunek ekonomiczny, miejsce realizacji ma znaczenie drugorzędne, ważne, by film był dobry, bo tylko taki produkt przebije się do odbiorcy. Na pytanie, dlaczego sam kręci filmy za granicą, odpowiada: „bo przed laty nikt w Polsce tego nie robił”. Fidykowi wtóruje Krzysztof Gierat, dyrektor krakowskiego Festiwalu: w wyborze polskich twórców zwracających kamery w stronę świata, nie widzi nic niepokojącego, dopóki realizowane dzieło spełnia kryterium jakości. Z kolei Piotr Bernaś, twórca wielokrotnie nagradzanej etiudy "Paparazzi", dotyka – jak się zdaje - sedna zagadnienia: twórcy, zwłaszcza młodemu, łatwiej zdobyć środki na temat zagraniczny niż krajowy, chociaż bariera kulturowa w zasadzie uniemożliwia pełną analizę opisywanych zjawisk.


"Argentyńska lekcja", reż. Wojciech Staroń, fot. materiały prasowe

Artur Liebhardt, twórca i dyrektor festiwalu Planete+ Doc Review, gdzie dominują światowe dokumenty, ma nadzieję, że ucieczka dokumentu z Polski jest tendencją przejściową, wszak Polska wydaje się naturalnym tematem filmów naszych twórców. Natomiast Marcin Bortkiewicz nie uważa, by szukanie tematów poza krajem było naganne, apelując jednocześnie o wolność wyboru. Inne zdanie ma Józef Gębski, który kręcił swoje filmy zarówno w kraju, jak i za granicą, trzymając się jednak tematyki polskiej, bowiem obraz świata, nawet oglądany w sposób charakterystyczny dla dzisiejszych czasów – a więc najczęściej na ekranie telewizora, bez polskiego kontekstu będzie niepełny. Przeciwko ucieczce dokumentu z Polski oponuje publicysta Łukasz Adamski – jego zdaniem, nasz kraj wcale nie jest nudny, przeciwnie – jest zagłębiem interesujących tematów, trzeba tylko ich poszukać.

Adamskiemu sekunduje Krzysztof Koehler, stawiający pytanie retoryczne: a dlaczego nie kręcić filmów w Polsce? Czy istotnie nasz kraj jest mniej ciekawy niż, na przykład, Afryka, w której stronę (między innymi) kierują kamery filmowcy? Kohlerowi pośrednio odpowiada Eliza Kubarska: trudno – zwłaszcza młodym – nabrać dystansu do polskich spraw, realizacja filmu za granicą wydaje się nie tyle łatwiejsza, ile bezpieczniejsza. Z drugiej jednak strony – uważa Wojciech Kasperski – liczy się nie tyle miejsce realizacji, ile ciekawy temat lub bohater, za którego pośrednictwem można przekazać coś istotnego: sukces dokumentu zależy od wagi tego przesłania, nie zaś od tego, czy bohater jest Polakiem. Producent Krzysztof Kopczyński myśli podobnie – dobry film może powstać zarówno blisko, w kraju, jak i daleko – na drugim końcu świata, liczy się wrażliwość twórcy.


"Tato poszedł na ryby", reż. Grzegorz Pacek, fot. materiały prasowe

Z kolei Sławomir Rogowski, członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i realizator filmów dokumentalnych, konkretyzuje, dotykając kluczowej kwestii rynku zamówień: filmy dotyczące spraw polskich nie powstają, bowiem nie ma gotowych do ich realizacji producentów, być może sprawę rozwiąże planowane uruchomienie przez telewizję publiczną kanału tematycznego TVP Dokument, gdzie znalazłoby się miejsce na stare i nowe dokonania polskich dokumentalistów. Publicysta i producent telewizyjny Maciej Pawlicki, powołując się na historyczne dokonania polskich filmowców, dowodzi, że szukanie tematów za granicą jest ni mniej, ni więcej tylko eskapizmem: Polska potrzebuje dokumentalistów, którzy potrafią opisać polskie sprawy, dać analizę współczesności na miarę swych wielkich poprzedników.

Zdanie Pawlickiego podziela Janusz Chodnikiewicz, który w ucieczce dokumentalistów od problematyki polskiej widzi słabość rodzimego mecenatu – brak środków na rozwijanie produkcji dokumentalnej sprawia, że młodzi twórcy wyruszają po tematy, które mogą zainteresować międzynarodowy rynek mediów. Wojciech Szczudło dostrzega, oczywiście, odwracanie się od tematyki polskiej, ale – jego zdaniem – kluczem do ciekawego filmu jest uniwersalny temat, a to, gdzie się go znajdzie, jest kwestią drugoplanową. Andrzej Titkow należy do tych dyskutantów, którzy podzielają opinię o niedostatecznej trosce mecenatu o rozwój polskiego dokumentu. Dariusz Gajewski, szef Studia Munka, z jednej strony widzi w ucieczce dokumentu z Polski zaletę – wszak pozwala to rozszerzyć horyzonty, z drugiej zaś strony wadę: być może przyczyną tej ucieczki jest nieumiejętność opisu polskiej rzeczywistości, nazbyt skomplikowanej, by dała się zamknąć w formule filmowego dokumentu.


"Gdzie jest Sonia", reż. Radka Franczak, fot. materiały prasowe

Marcin Sauter stawia na wolność wyboru: jeśli temat jest tego warty, można uciekać, sęk w tym, by gotowy film tę ucieczkę uzasadnił. Podobny pogląd wyraża Marta Mironowicz: jeśli gotowe dzieło pokazuje cząstkę prawdy o człowieku i jego otoczeniu, to to, czy powstał on daleko czy blisko, przestaje być ważne. Kinga Gałuszka, zajmująca się polskimi koprodukcjami – także dokumentalnymi – w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej, kontynuuje myśl młodych realizatorów: wybór tematu i – co za tym idzie – miejsca realizacji pozostaje kwestią wrażliwości filmowców, a już niejednokrotnie polskie kino dokumentalne dało się poznać jako ciekawe narzędzie opisu współczesnego świata. Jako ostatni głos w dyskusji zabrał A. Marek Drążewski, przewodniczący Sekcji Filmu Dokumentalnego SFP. Jego zdaniem, ucieczka dokumentu z Polski jest faktem, zaś przyczyna tego stanu rzeczy leży w słabości bazy produkcyjnej. Innymi słowy, powraca kwestia mecenatu: rozwiązałoby ją uruchomienie kanału tematycznego TVP Dokument – aby ramówka stała się atrakcyjna, potrzebne będą nowe filmy, a to zmusi publiczną telewizję do uruchomienia środków na produkcję.

Czas na podsumowanie naszej dyskusji. Z jednej strony ilość polskich filmowców penetrujących świat w poszukiwaniu wielkich tematów powinna cieszyć, to znak otwarcia na sprawy świata, wychodzenia z zaścianka, wreszcie - okrywania obszarów przez dekady niedostępnych, by nie powiedzieć – z różnych powodów skrywanych. Z drugiej jednak strony niepokoić powinien brak zainteresowania problematyką polską – tą konkretną, rozgrywającą się tu i teraz. Nie zastąpi jej ani wielość telewizyjnych kanałów informacyjnych, ani rosnące jak na drożdżach archiwa portali, patronujących tzw. dziennikarstwu obywatelskiemu. Film dokumentalny to nie telewizyjny news, zadowalający się obrazem powalonego przez huragan lasu. To forma szczególna – z jednej strony niosąca jasny i klarowny przekaz, analizę zdarzeń, a nie ich relacjonowanie, z drugiej zaś dzieło sztuki, rządzącej się bardzo rygorystycznie przestrzeganymi zasadami. Wystarczy drobne zaniedbanie jednego z elementów tej formy, by dzieło stało się ułomne. Kiedy w połowie lat 80. telewizje całego świata zamieniły taśmę światłoczułą na magnetyczną, zanim nie opracowano skutecznych metod archiwizowania tych materiałów, archiwa zamieniły się w składowiska błyskawiczne blaknących taśm. Szczęśliwie, udało się opracować technologię, która tę sytuację zmieniła.

Ale film dokumentalny to nie tylko zapis otaczającej nas rzeczywistości. To także sposób myślenia – o świecie, ale także o Polsce. Jeśli nie będziemy realizować filmów o nas i sami zwolnimy się z obowiązku dania świadectwa naszym czasom to w konsekwencji możemy przestać rozumieć samych siebie.


"18 kg", reż. Kacper Czubak, fot. materiały prasowe

Brzmi mocno? Bynajmniej. O kłopotach, jakie trapią twórców filmów dokumentalnych, środowisko dyskutuje od dawna. Zniknął podstawowy kanał dystrybucyjny, jakim była kinowa dystrybucja dokumentalnych dodatków przed seansem filmu fabularnego. Sytuację mogła uratować telewizja, ale szybko okazało się, że stacje komercyjne nie są zainteresowane produkcją dokumentalną, mając do wyboru znacznie tańczy zakup licencji na emisję filmów zagranicznych. Potem w telewizji publicznej skurczyły się środki na produkcję własną, a wkrótce także na zakupy u innych producentów. Zaczęły znikać pasma dokumentalne – i to w sytuacji, kiedy wśród widzów pojawiła się moda na dokumenty: tak powszechna, że można je kupić na płytach DVD i to dodawane jako inserty do kolorowych czasopism.

Ta moda wśród widzów zbiegła się, niestety, z inną modą, rozwijającą się wśród filmowców, modą szukania tematów za granicą. Z jednej strony wynika ona z pragnienia uatrakcyjnienia telewizyjnej ramówki, z drugiej zaś – ze złudnego mniemania, że polski dokument na światowe tematy zainteresuje rynek międzynarodowy. Okazało się jednak, że - z całym szacunkiem dla dokonań polskich filmowców – nie zainteresował, z drobnymi może wyjątkami. A tymczasem w kraju zabrakło mechanizmów, które potrafiłyby ochronić polski film dokumentalny, jego oryginalną poetykę i skupienie na rodzimych problemach. Skupienie, które przed laty było jego siłą i źródłem sukcesów.

Nadeszła pora, by ponownie skierować uwagę na polski dokument, jeszcze raz uwierzyć w jego potencjał i sprawność analizowania polskich spraw, jeszcze raz dać mu szansę rozwoju. I trzeba działać szybko! By za chwilę nie okazało się, że nowootwartego (oby!)  kanału TVP Dokument nie ma czym wypełnić i trzeba go chyłkiem zamknąć…Żeby nie było wstydu.

Konrad J. Zarębski
Portalfilmowy.pl
Ostatnia aktualizacja:  1.08.2012
Zobacz również
TVP czeka na dokumenty
Dokument ucieka z Polski. Drążewski: kanał tematyczny to ostatnia szansa
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll