PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
DOKUMENT
  21.04.2014
Gianfranco Rosi był gościem Strefy Scenarzysty – cyklu seminariów, przygotowanego z myślą o ludziach związanych z branżą filmową, zajmujących się pisaniem i oceną scenariuszy, dziennikarzach i producentach.
W ramach bloku mogliśmy zapoznać się z metodyką pracy nad scenariuszem, proponowaną przez niekwestionowany autorytet w dziedzinie scenopisarstwa, Lucy Scher (relacja>>>), a także mieliśmy okazję poznać oryginalny sposób pracy nad filmem pozbawionym scenariusza, jaki preferuje reżyser nagrodzonej Złotym Lwem w Wenecji „Rzymskiej aureoli”, Gianfranco Rosi. Reżyser z typowo włoskim temperamentem i nonszalancją opowiadał o powstaniu tego oryginalnego projektu.

Rosi jest szczerze przekonany, że pisanie scenariusza dla dokumentu skazuje go na śmierć. Wzorem swoich nauczycieli twierdzi, że pomysł na dobry film nie powinien zajmować na piśmie przestrzeni większej niż pudełko zapałek, a więc 3-4 linijki. To jest esencja filmu i jego początek. O reszcie decyduje zastana rzeczywistość: miejsce i ludzie. Kiedy zaczyna robić film nigdy nie wie dokąd go to zaprowadzi. Jako twórca zapewnia sobie podobną wolność co pisarz, malarz, poeta. Gdyby miał wskazać osobę odpowiedzialną za śmierć dokumentu, byłby nią Michael Moore, którego filmy są przewidziane, a więc równocześnie zakłamane od początku do końca.

Dokumentalista stoi zawsze przed tym samym dylematem: utrzymaniem równowagi pomiędzy prawdą a potrzebą dramaturgii. Praca nad „Rzymską aureolą” była pod tym względem ogromnym wyzwaniem, ponieważ film pozbawiony jest struktury narracyjnej: początku, środka, końca. Nie przybliża też bohaterów, widz nie zna ich historii. Poproszony o opisanie swego sposobu pracy Rosi wskazał 3 podstawowe operacje: a) subtraction - rezygnacja z dodatkowych informacji, b) transformation – przekształcenie prezentowanego miejsca, c) structure - nadanie zebranemu materiałowi odpowiedniego porządku podczas montażu. Dopiero wtedy przegląda sfilmowane sytuacje. Nie powtarza ujęć, gdyż uważa je za zdarzenia unikatowe. Nie zadaje swoim bohaterom pytań, nie prowokuje odpowiedzi. Pracuje sam, gdyż tylko dzięki temu jest w stanie wejść w osobistą relację z bohaterami, uzyskać zaufanie i zaproszenie w intymne sfery ich życia. Kino autorskie i niezależne od producentów pozwala mu zachować swobodę, ale także zapewnia oszczędność wydatków, gdyż jak sam twierdzi, koszt produkcji jego filmów równy jest kosztom utrzymania jego samego.


Gianfranco Rosi, fot. mat. prasowe

Gabriela G. Urbańska: Jesteś gościem Strefy Scenarzysty, ale paradoksalnie jako dokumentalista uważasz, że scenariusz uśmierca film dokumentalny.
Gianfranco Rosi: Podczas pracy nad filmem nie potrzebuję scenariusza. Zaczynam pracę od czegoś bardzo małego - od pomysłu. Udaje się w wybrane miejsce, spotykam ludzi, przebywam z nimi i „piszę” film za pomocą kamery. To jest moje narzędzie pisarskie. Czerpię sugestię z rzeczywistości, podążam w kierunku jaki wyznacza sytuacja. Dlatego też zrobienie filmu zajmuje mi tak wiele czasu. Lubię ten sposób pracy.

Sposób w jaki prowadzona jest narracja w „Rzymskiej aureoli” jest analogiczny do charakteru bohaterki tego filmu – obwodnicy. Pozbawionej początku i końca.
- Tak, dlatego, że w filmie posługuję się abstrakcją. Relacjonowanie rzeczywistości mnie nie interesuje. Rzeczywistość staje się interesująca w momencie, gdy udaje się ją przekształcić w coś innego. Gdy rodzi się dramaturgia. To wymaga czasu. Musze mieć pomysł na ludzi, na miejsce.  Kiedy sięgam po kamerę wiem, co chcę sfilmować i w jaki sposób.

Skąd wobec tego pomysł na zrobienie filmu o GRA?
- Zostałem zaproszony do tego projektu. Opierałem się ponad rok aż wreszcie życie zmusiło mnie do podjęcia tego tematu. Ale postawiłem warunki: nie chcę waszego scenariusza, żadnych informacji, za to chcę mieć czas. Rok spędziłem w Rzymie na spotkaniach z ludźmi, z miejscem. Następnie sięgnąłem pustki by przekształcić GRA – ten okrutny element Rzymu - w pomysł. Stworzyłem mentalną mapę miejsca. Starałem się przekształcić to koło w nieskończona linię i ukazać film o niewidzialnych elementach tej drogi, o ludziach. Nigdy nie chciałem by obraz mojego miasta był kojarzony z Rzymem. Wyzwanie stanowiło zrobienie filmu o miejscu, ale to miejsce było tylko pretekstem do spotkania z ludźmi. Gdybyś poprosiła mnie o zrobienie filmu o tej restauracji, odparłbym ok - to jest moje terytorium, o którym zaczynam robić film. Zacząłbym przychodzić codziennie, może nawet bym tu zamieszkał na rok, poznawał ludzi, obserwował: kobietę, która zawsze siedzi sama, barmana, który przy bliższym poznaniu okazałby się psychopatą, złodziejem,  prowadzącym podwójne życie (śmiech).
 
Nigdy nie pociągała Cię praca nad fabułą?
- Znudziłbym się. W momencie kiedy zacząłbym kręcić, znienawidziłbym cały film. Produkcje fabularne mają za dużo etapów. W pewnym momencie miałbym już pomysł na kolejny film. Gdy wszystko jest zaplanowane nudzę się. Lubię ciągle rzucać sobie wyzwania. Nie mam pojęcia jak ludzie spędzają 2-3 lata pisząc scenariusz, a potem mają jeszcze energię by go realizować.

Zdobywając Złotego Lwa Twój film dowiódł, że dokument nie musi być traktowany po macoszemu, może śmiało konkurować z fabułą.
- Potrzebujesz dobrego pomysłu, bohaterów, historii i dialogów. Kiedy kręcę film nie jest to dokumentalna fikcja. Chce zgłębiać konstrukcję bohatera, jak robi to reżyser w filmie fabularnym, tyle że mój bohater jest prawdziwy. Potrzebny jest konkretny dialog, poetyka.  Robiąc film lubię myśleć o rapsodii, o poezji. W wierszu jest tak wiele warstw do interpretacji. Podobnie jest z rzeczywistością.

 

Nie potrzebujesz fikcji.
- Zupełnie nie. Głupcy twierdzą, że rzeczywistość jest nudna, mniej zaskakująca niż fikcja. Tymczasem rzeczywistość jest o wiele bardziej złożona.

Teoretycy scenariopisarstwa twierdzą, iż istnieje wzór na udany scenariusz, struktura, która zapewni mu sukces.
- Nie wierzę w to. W „Rzymskiej aureoli” nie ma żadnej struktury i kiedy go oglądasz nie masz pojęcia dokąd zaprowadzi cię ta historia.
 
Ale bardzo czekasz na TEN konkretny punkt!
- Tak, ale kiedy obejrzysz film drugi raz poczujesz się inaczej. Nie będziesz miała oczekiwań i zaczniesz dostrzegać składowe.

Korzystając z Twojej obecności na Wiośnie Filmów, młodzi polscy filmowcy mieli możliwość omówienia z Tobą swoich kolejnych projektów. Co sądzisz o tych pomysłach, o polu ich zainteresowań?
- Mogę Ci zdradzić, że jedna z historii jest bardzo interesująca i w przeszłości miałem podobny pomysł na film. Mając już pewne doświadczenia starałem się podsunąć autorowi narzędzia, które mogą okazać się pomocne w konstruowaniu dramaturgii, zasugerowałem mu zastosowanie konstrukcji ramowej dla opowiadania, nie liniowej. Dla mnie samego rama jest istotna z punktu widzenia kompozycji.

Odnoszę wrażenie, że od dokumentalistów oczekuje się zaangażowania w problemy natury społecznej, politycznej.
- Tak. To bardzo ograniczający czynnik. Nie potrzebujemy go. Taką misję spełnia już telewizja i internet. Dla mnie wyzwaniem jest nie informacja, ale pozostawienie miejsca dla interpretacji. Wcześniej dokument pełnił funkcję wychowawczą, informatywną. W tej chwili dysponujemy pełną informacją i nie widzę potrzeby robienia filmu o tym, co się zdarzyło. Liczy się dla mnie kreowanie świata i indywidualność. Współpraca z producentem, koprodukcje telewizyjne zabijają indywidualność, bo oczekują konkretnego typu filmów, które mają sens tylko na papierze.


Gabriela G. Urbańska
materiał własny
Ostatnia aktualizacja:  22.04.2014
Zobacz również
fot. mat. prasowe
Off Plus Camera: dobre praktyki w regionie
Nabór na DOK.Restart przedłużony!
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2021
Scroll