PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
WYDARZENIA
  26.11.2011
Łatwo wybaczam.  Z Pawłem Wendorffem rozmawia Aleksandra Różdżyńska

Portal Filmowy: W filmie "Nie ten człowiek" pokazujesz bohaterów pełnych wad, ale jednocześnie widać, że ich lubisz…

Paweł Wendorff: To chyba wynika z mojego podejścia do ludzi w ogóle, łatwo wybaczam. Dlatego szybko zapominam też o niepowodzeniach moich bohaterów. Koncentruję się na jasnych stronach. Nie lubię drwiny ani kpiny, wolę ciepłą ironię, absurd i surrealizm. Bohaterów spotykają trudne sprawy, ale jakoś się bronią. Na tym to właściwie polega. W konsekwencji sprawiają wrażenie ludzi trochę może śmiesznych, ale nie nieprzyjemnych typów.



Paweł Wendorff, fot. Anima-Pol

Twój film bardzo się podoba w Stanach. Dostał tam w krótkim czasie aż trzy nagrody, ciągle jeździ po festiwalach. Myślisz, że amerykańscy widzowie mają podobny sposób rozumienia świata?

Okazało się, że tak. Przyznam, że jestem tym zaintrygowany. To dla mnie bardzo miłe. Publiczność festiwalowa to widzowie wyrobieni i szukający filmów trochę innych niż te, które mają w kinach na co dzień. 

Film jest tam porównywany do filmów Jarmuscha, kina czeskiego, u nas do „Rejsu”. Gratulacje. Ale ty tego nie lubisz...

Nikt chyba nie lubi. Ale znoszę to z pokorą i się nie obrażam, bo myślę, że to naturalna sytuacja. Film, który jest dość nietypowy dla współczesnej kinematografii, ludzie próbują z czymś porównać, jakoś zidentyfikować. To taki odruch, żeby przyjrzeć się filmowi i skonsumować go przez pryzmat tego, co już się zna. Wtedy jest po prostu łatwiej. Jeśli to komuś pomaga, to jak najbardziej powinno się tak robić. Choć oczywiście nie mogę odpowiadać za to, co się komu z czym skojarzy.

Porównanie do „Rejsu” jest prawdopodobnie przede wszystkim dowodem na to, że dość długo nie było w Polsce takiego filmu i ludzie sięgając pamięcią wstecz, muszą iść aż do niego. Tak duża jest ta wyrwa.

Ale jest to też ogromny komplement.

Co ciekawe, w Ameryce film był także porównywany do filmów sięgających daleko w przeszłość, obrazów Buñuela i Jacques’a Tati. Więc znów - odświeżamy sferę, która nie funkcjonowała w kinematografii dość długo. Może tylko ten Jarmusch trochę to wszystko uwspółcześnia. Nie mogę się wzbraniać, to przecież wybitny twórca. Próbowałem zebrać to wszystko i jakoś nazwać na własny użytek. Doszedłem do wniosku, że wszyscy ci twórcy traktują humor dość serio. Emanuje on u nich z dość poważnych rzeczy.

Czy ci reżyserzy, do których twórczości porównuje się twój film, byli kiedyś dla ciebie inspiracją, wpłynęli jakoś na ciebie?

Tak. Pojawia się tylko pytanie, skąd to się bierze. Czy to my mamy taką wrażliwość, że podoba nam się jakiś twórca, czy raczej on i jego dzieła wywierają wpływ na wrażliwość młodego człowieka. Myślę, że i jedno i drugie, to sprzężenie zwrotne.
Ja na pewno lubię klimaty absurdu, groteski i surrealizmu, w filmie i literaturze - gdzie z kolei mamy Kafkę, Bułhakowa, Gogola. Piszą rzeczy śmieszne, ale na poważne, na sucho. To mi się podoba.

"Nie ten człowiek" jest też bardzo wyrazisty wizualnie. Czarno – biały i specyficznie sfotografowany. Jesteś z wykształcenia operatorem i autorem zdjęć do tej produkcji. Czy wpłynęło to jakoś na twoją pracę, myślałeś obrazami?

Tak, to odegrało znaczącą rolę. Połączenie idei filmu – tego, że składa się on z wielu subtelnie połączonych ze sobą wątków, z moim wyobrażeniem tego, jak najlepiej będzie pokazać tę historię.

W filmie każda scena - a trwają one czasem i po osiem minut - jest zrobiona w jednym ujęciu. Pracę kamery stylizowałem trochę na reportaż lub film amatorski. Jest więc z ręki, trochę nieporadna, co też moim zdaniem wzmacnia prawdziwość tego filmu. Wszystko to zabiegi celowe. W momentach najbardziej groteskowych opowieść jest wyrazista, bo kontrastuje właśnie ze zwykłym, neutralnym obrazowaniem. Myślę, że to też jest jakieś osiągnięcie formalne, którego znaczenie było zresztą bardzo podkreślane na festiwalach w Stanach. Widzowie to zrozumieli i docenili, uznali za bardzo trafione.

Ta niestandardowość w twoim filmie przywodzi na myśl amerykańskie kino niezależne. Miałeś, jak podkreślasz, ekipę nastawioną bardziej entuzjastycznie, niż przy innych produkcjach, zastosowałeś nietypowe rozwiązania formalne. Masz wrażenie, że robisz kino trochę w kontrze do innych produkcji?

Tak, w kontrze do naszych standardowych produkcji. I też trochę w kontrze do kina autorskiego. Czyli niejako do dwóch głównych nurtów polskiej kinematografii. Ale to chyba efekt uboczny, bo nie kombinowałem, żeby się ustawić w kontrze do wszystkiego.

Sądzę, że jak ma się taką naturę, żeby zrobić coś mocniejszego, to nie ma co się bać. Myślę, że się udało. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że może pojawić się grupa ludzi, która nie będzie mnie akceptować już za samą próbę eksperymentu.

Na pewno natomiast nie robiłem filmu w kontrze do publiczności. Cały czas przyświecało mi założenie, żeby obraz, który będzie przefiltrowany przez moją wrażliwość, był jednocześnie ciekawy i się podobał. Żeby docierał do wrażliwości intelektualnej i poczucia humoru widza. Jeśli on tego nie kupi, to mogę jedynie przeprosić.

Następny film też w kontrze?

Chciałbym, żeby też był taką poważną komedią. Teraz przygotowuje trochę bardziej klasycznie skonstruowany scenariusz ale chcę ocalić moje ulubione motywy, humor na granicy groteski i absurdu.

 
Aleksandra Różdżyńska
Ostatnia aktualizacja:  29.11.2011
Zobacz również
Piękne kadry z nowej "Śnieżki"
Julia Roberts miała zagrać w "Niebiezpiecznej metodzie"?
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2021
Scroll