PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
MENU
W Kinie Kultura odbył się przegląd z cyklu "Człowiek z filmu", którego bohaterem jest Grzegorz Królikiewicz. Organizatorem wydarzenia jest Stowarzyszenie Filmowców Polskich.
Pierwszego dnia przeglądu spotkanie otworzył filmoznawca Michał Dondzik, który określił wydarzenie mianem momentu historycznego. - Grzegorz Królikiewicz, który był w dosyć dużym konflikcie nie tylko ze środowiskiem filmowym, ale również ze Stowarzyszeniem Filmowców Polskich (...) doczekał się przeglądu swoich trzech - moim zdaniem - niewątpliwych arcydzieł kina polskiego. Stowarzyszenie przyłożyło rękę do tego, żebyśmy je mogli zobaczyć na dużym ekranie w Kinie Kultura - powiedział. 

"NA WYLOT"

Odwaga jako alternatywa dla kompromisu

Prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich Grzegorz Łoszewski podkreślił unikalność języka filmowego bohatera przeglądu z cyklu "Człowiek z filmu": - Jeśli możemy mówić o filmowej awangardzie, to na pewno Grzegorz Królikiewicz należy do tej wąskiej bardzo grupy ludzi, którzy przyszli z własnym językiem wbrew modom światu, tworząc jakąś własną ścieżkę niezwykłą, wydaje mi się, że bardzo aktualną. Wskazał na bezkompromisowość jako kluczową cechę twórcy, która powinna być szczególnie ważna dla młodych filmowców. - To, co było i jest niezwykłego w nim i w jego twórczości, to odwaga. To jest właśnie taki niesamowicie ważny przekaz dzisiaj, zwłaszcza dla młodych, żeby się nie bali, że droga do rzeczy niezwykłych prowadzi przez odwagę. Odwagę twórcy, odwagę ryzykowania, szukania własnego języka - dodał.

„Polski Kubrick”

Autor zdjęć filmowych Bogdan Dziworski podzielił się wspomnieniami z pracy nad stroną wizualną filmów Królikiewicza, nazywając go wizjonerem. - To jest taki "polski Kubrick", czyli człowiek, który miał swój charakter pisma - podkreślił. Królikiewicz w jego ocenie był także świetnym montażystą, człowiekiem pełnym pomysłów. Dziworski wspomniał również o swojej technicznej innowacji wprowadzonej podczas realizacji "Na wylot", która wyprzedzała epokę: - Wymyśliłem oświetlenie jarzeniowe, które dopiero po wielu latach zaczęto. produkować już seryjnie. (...) W tym czasie był to ewenement w skali właściwie światowej, bo nikt tego nie stosował. - Królikiewicz dał mi wolną rękę, a ja bez wolnej ręki nie umiałem pracować. (...) Myślał bardzo plastycznie, nie było dubli, tylko po prostu były warianty - dodał 

Franciszek Trzeciak o wielkiej przyjaźni z Królikiewiczem

21 września 2017 roku skończyła się nasza 60-letnia przyjaźń. Umarł mój mistrz, mój przyjaciel, ale zdążyliśmy zrobić cztery dobre filmy. Wybitne - wspominał ze wzruszeniem. Trzeciak przytoczył również treść poruszającego listu Andrzeja Wajdy do Królikiewicza, w którym mistrz polskiego kina pisał o „Na wylot”: „Zobaczyłem rzecz doskonałą w swojej bezinteresowności. Wielki, piękny film. (...) Nasze kino było też zdolne do wysiłku intelektualnego i artystycznych poszukiwań”

fot. Wojciech Olkuśnik East News/SFP

Zawsze w kontrze

Dla reżysera Korka Bojanowskiego kino Królikiewicza jest ciągłym wyzwaniem rzucanym istniejącym formom filmowym. - Wszyscy byliśmy pod niesamowitym wrażeniem tego, jak to jest świeże kino i na jakiej energii ono powstało. (...) Za każdym razem jest to rzucanie wyzwania istniejącej formie. Bojanowski dodał, że jego "relacja z Królikiewiczem zaczęła się z dosyć nietypowej strony, ze strony jego tekstów analitycznych. Ta bezkompromisowość, która z nich biła i takie ciągłe bycie w kontrze do tego, jak te filmy były czytane wcześniej, to było niesamowicie inspirujące".

"TAŃCZĄCY JASTRZĄB"

Prof. Piotr Marecki zwrócił uwagę na bezkompromisową metodę pracy Grzegorza Królikiewicza, który w sytuacjach zawodowych i prywatnych często wybierał drogę konfliktu, co przekładało się na gęstą atmosferę jego filmów. Podkreślił, że mimo znajomości jego pełnometrażowych dzieł, Królikiewicz pozostaje twórcą niepoznanym, a na jego dorobek składa się ogromna liczba widowisk, teatrów telewizji i dokumentów - Podczas przygotowań do książki, wspólnie z Piotrem Kletowskim, przejrzeliśmy blisko 50 płyt z nagraniami twórczości Królikiewicza - wspominał. Zdaniem Mareckiego był on reżyserem w pełnym tego słowa znaczeniu, który spajał ideologię, historię literatury, prawa oraz nowatorski montaż w potężny projekt filmowo-literacki. - Grzegorz Królikiewcz posiadał gigantyczną, uniwersytecką wiedzę, a jego praca była ciągłym nawiązaniem do wielkich tekstów kultury polskiej, które kształtowały narodową tożsamość - podkreślił.

Polski "Obywatel Kane"

W ocenie prof. Piotra Kletowskiego struktura "Tańczącego jastrzębia" jest świadomie zbliżona do Obywatela Kane'a Orsona Wellesa. - Królikiewicz przepisał to arcydzieło na język i wrażliwość polskiej kultury, korzystając z literackiego pierwowzoru Juliana Kawalca, który z kolei czerpał z literatury amerykańskiego Południa, w tym Williama Faulknera - mówił. Fascynacja Kletowskiego Grzegorzem Królikiewiczem zaczęła się nie od filmów, lecz od lektury jego analiz z tzw. „srebrnej serii”, gdzie autor badał dzieła takich mistrzów jak Kurosawa czy Bresson. - Zachęcam do szukania takich nawiązań i tropów filmowych - od Bressona, przez Kurosawę, aż po Felliniego - w "Tańczącym jastrzębiu" - zakończył.

"Wierność". Wspomnienie o kapitanie Raginisie

Projekcję "Tańczącego jastrzębia" poprzedził pokaz "Wierności", krótkometrażowego filmu dyplomowego Królikiewicza, w którym reżyser po raz pierwszy zastosował technikę psychodramy, pracując z prawdziwymi żołnierzami, obrońcami Wizny z września 1939 roku.

"PRZYPADEK PEKOSIŃSKIEGO"

To jest pokaz premierowy filmu w pięknej kopii w 2K. Zobaczycie państwo absolutnie perełkę i film, który wygląda lepiej niż w chwili premiery - rozpoczął Michał Dondzik. Prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich Grzegorz Łoszewski zwrócił uwagę na to, jak kino reżysera rezonuje z nowym pokoleniem. - Kino (...) należy do tych sztuk, które szybko się starzeją – ale nie wszystko. Jest bardzo wiele filmów, które odkrywamy po latach, te rzeczy wracają i okazuje się, że są niezwykłe. Ich język, wrażliwość, czułość na świat. Myślę, że to jest kino Królikiewicza. Młodzi ludzie (...) faktycznie zobaczyli w Królikiewiczu kogoś bardzo współczesnego - zauważył.
     
Człowiek stworzony przez system

Romuald Karaś
, autor reportażu o Bronisławie Pekosińskim opisał dramatyczne okoliczności pierwszego spotkania z bohaterem: „Była jesień, plucha. Patrzę, że ktoś w rowie leży, jakiś stwór. Podszedłem, poruszał się, podałem mu rękę, nie chwycił. Ja chwyciłem go za rękę. Dźwignąłem go, otworzył oczy i powiedział: Nazywam się Pekosiński”. Wyjaśnił także, że tożsamość Bronisława była całkowicie urzędową kreacją. - Nazywano go tak od Polskiego Komitetu Opieki Społecznej – Pekosu. Wszystko zostało w jego życiu stworzone sztucznie. Nic nie wiedział o sobie. (...) Był taki sędzia sądu opiekuńczego pan Bolesław Kozyra, który dał mu Zamość jako miejsce urodzenia, dał mu nazwisko. 1 września Bronisław wymyślił mu rodziców - opowiadał Karaś. 

Szachownica jako scena życia 

Romuald Karaś wspominał niezwykły talent szachowy Pekosińskiego, który służył mu do zdobywania środków na alkohol: „Miał on talent niebywały, szachowy. (...) Grał symultany z zawiązanymi oczami do 10 przeciwników z większością wygrywał. Po co mu były pieniądze? Na wódkę. Wódka była jego największą przyjaciółką”. Przywołał też opinię arcymistrza szachowego o stylu gry Bronka: „To nie jest szachista, to jest żaden szachista. (...) To jest pisarz, on rozgrywa na szachownicy akcje swojego życia”. W jego ocenie autentyczność głównego bohatera była kluczem do sukcesu filmu. - Pekos naprawdę był utalentowanym aktorem. Stał się po prostu nosicielem tego filmu. Bez niego nie ma filmu, a film staje się niezwykle oryginalny i wykreowany - dodał Franciszek Trzeciak

Odwaga, która zmienia rzeczywistość

Jacek Raginis-Królikiewicz
porównał ewolucję twórczą ojca do drogi jednej z ikon światowej muzyki. - Grzegorz Królikiewicz robiąc ten film miał 53 lata (...) Każdy z jego filmów był zupełnie inny. On  był trochę jak David Bowie – każda płyta jest inna i każda płyta wystawia na próbę jego fanów - wyjaśnił. Zwrócił też uwagę na głęboko humanistyczny wymiar pracy reżysera. - Ojciec wyprowadził Pekosa z ciężkiej fazy alkoholizmu. Doprowadził do tego, że miasto Zamość doceniło Bronisława Pekosińskiego. Udało się załatwić problemy mieszkaniowe Pekosa, zdobyć rentę. To był taki przykład, że film zmienia życie - podkreślił. Bogna Janiec (córka Grzegorza Królikiewicza) zaznaczyła etyczny wymiar twórczości ojca: „Tata nigdy nie był reżyserem, który używa, w sensie pejoratywnym, aktorów. Relacja z Bronisławem Pekosińskim wykraczała poza plan filmowy i miała dla taty charakter szczególny".

GALERIA ZDJĘĆ:
fot. Wojciech Olkuśnik, Anita Walczewska East News/SFP

Organizatorem wydarzenia w Kinie Kultura było Stowarzyszenie Filmowców Polskich.
RJ
SFP
Ostatnia aktualizacja:  22.04.2026
Zobacz również
Nabór. Gdyński Fundusz Filmowy 2026/1
SFPitch #10. Wystarczy pół strony i wiara w pomysł
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2026
Scroll