PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
MENU
Wizjonerskie zdjęcia Andrzeja J. Jaroszewicza w "Na srebrnym globie" i wspomnienia o Andrzeju Żuławskim. Za nami kolejne spotkanie w Kulturze w ramach "Filmowych obrazów". Inicjatorem cyklu poświęconego twórczości autorów i autorek sztuki operatorskiej jest Grzegorz Kędzierski.
Początek współpracy z Andrzejem Żuławskim. Trzy seanse "Trzeciej części nocy"

To była właściwie nagroda za to, że obejrzałem "Trzecią część nocy". (...) Pomyślałem sobie: zobaczę, co ten facet, postrzegany jako bawidamek z Zachodu, zrobił. Poszedłem do kina, poszedłem drugi raz, poszedłem trzeci raz. Po trzecim razie pani kasjerka powiedziała: "dzisiaj to już pan za darmo idzie, bo pan ogląda tyle razy". (...) Byłem wstrząśnięty. To był film, który, głęboko mną poruszył.Po pierwsze dlatego, że to był zupełnie inny film o ludziach, zupełnie inny film o wojnie, zupełnie inny film w sensie obrazowania i jak gdyby myślenia językiem filmowym - zdradził zebranym w kinie Kultura Andrzej J. Jaroszewicz. - Pewnego dnia okazało się, że ten wielki reżyser zobaczył materiały robocze z filmu "Uciec jak najbliżej". To były takie ujęcia, kiedy przesiadałem się z bagażnika samochodu z kamerą do jadącego tramwaju. Dość trudne ujęcia - dla mnie łatwe - ale wszyscy wtedy uważali, że to było lekkie szaleństwo - opowiadał. - Żuławski widać dowiedział się, że jest taki maniak, który biega z kamerą i zaproponował mi pracę przy "Na srebrnym globie".

Kiedy Andrzej Żuławski zadzwonił do mnie i powiedział, że chce się ze mną spotkać, to dla mnie już było szczęście i już czułem się wyróżniony. To było dla mnie po prostu święto - mówił Andrzej Seweryn. - Potem reżyser pokazał mi scenariusz i powiedział: "Co chcesz grać w tej historii?" Ja oczywiście, nie będziecie państwo zaskoczeni, odpowiedziałem: największą rolę - wspominał.

Andrzej J. Jaroszewicz ocenił, że "aktorzy byli uczestnikami tego niezwykłego świata, niezwykłych zdarzeń". -  Tego nie można było zrealizować inaczej. Oni wnieśli dodatkową wartość do tego, co było warstwą literacką. Warstwą poznawczą w budowaniu pewnej struktury funkcjonowania tych dziwnych, nienormalnych światów, które były tak naprawdę streszczeniem tego, co było. Tego, co może być w przyszłości i takim spojrzeniem trochę z krzywym, krzywym zwierciadłem - dodał.




Wspomnienia Xawerego 

Z "Na srebrnym globie" wiąże się dużo moich wspomnień, ja z tym filmem również dojrzewałem. Pamiętam lata osiemdziesiąte, mieszkałem wtedy z ojcem w Paryżu i on nagle mówi: "Słuchaj, ja muszę jechać do Polski, bo może coś będzie z tym filmem". W związku z tym jeździł do Polski przez rok i kończył ten mityczny "Na srebrnym globie". Znałem legendę tej produkcji, byłem też na planie jak miałem sześć, siedem lat. Mam jedno zdjęcie z tego momentu, jak moi rodzice są jeszcze razem, na tym planie. (...) Pamiętam jednak tę awanturę, która wywiązała się później; właściwie przez ten film ojciec pojechał do Francji, aby już do Polski nie wrócić - opowiadał Xawery Żuławski.          

Generalnie trochę nie miałem wyboru w życiu. Mama Małgorzata Braunek i tata Andrzej Żuławski, i co ja teraz mam w życiu robić? Mogę, no mogę próbować coś innego, ale chyba dość szybko zrozumiałem, że oni oboje są dla mnie inspiracją, jako osoby żyjące w zupełnie odrębnych światach i w tych światach miałem okazję po prostu przebywać - przyznał przyszły reżyser "Chaosu", "Wojny polsko-ruskiej", "Mowy ptaków", "Apokawixy" i "Kuleja. Dwóch stron medalu".  

GALERIA ZDJĘĆ:
fot. Adam Burakowski East News/SFP          

Nowatorstwo zdjęć Andrzeja J. Jaroszewicza

"Na Srebrnym globie" wyróżnia się wyjątkową, niespotykaną paletą kolorów. - To była jakby techniczna sztuczka trochę, dzięki temu, że ja odrobinę znałem technologię i technikę. Ta kolorystyka, szczególnie filmowej części Jerzego, wiązała się z tym, że to był mój debiut fabularny jako operatora. W związku z tym na projekcji materiałów wstępnych, panowie z komisji - wtedy były zespoły filmowe - powiedzieli Żuławskiemu: "Nie martw się, my te kolory poprawimy. Jaroszewicz jest amatorem na razie, jeszcze nie zrobił debiutu, więc nie martw się".
Andrzej wyszedł po projekcji, mówi: "Zrób coś", żeby ci, tu padły brzydkie wyrazy, "nie mogli ruszyć tego obrazu". Chodziło mu szczególnie o część Jerzego, która była gdzieś tam, spadła z nieba, miała być czymś innym. Miała być innym przekazem, nie przekazem filmowym, tylko w jakiś sposób utrwalonym na różnych materiałach, których myśmy jeszcze jak gdyby nie znali.
W związku z tym, część zdjęć robiłem przez filtr używany do fotografii czarno-białej, żółto-zielony film, filtr Praten jedenaście. Nie dał się potem zlikwidować i pozostał jako taka dominanta. (...) Pewna monochromatyczność została. Część Marka natomiast była robiona przez innego rodzaju filtry i przy pomocy takiego specjalnego, wtedy unikalnego obiektywu, który był wtedy jeden w Polsce. Do dzisiaj jest zresztą w Szkole Filmowej w Łodzi. I dlatego ta część Jacka jest jak gdyby inna. Część końcowa miała być z kolei normalnym opowiadaniem, takim zwyczajnym filmem - mówił Andrzej J. Jaroszewicz

Aktorstwo niezwykle zaangażowane

Wszyscy mieliśmy świadomość, że uczestniczymy w czymś wyjątkowym. Pamiętam rozmowy z Heniem Talarem, myśmy kochali, że od nas tyle się wymaga, że nas stawia się w krańcowych sytuacjach. To było niezwykle zaangażowane aktorstwo. - Zajmowałem się tekstem, zajmowałem się kamerą. Andrzej J. Jaroszewicz uczył mnie aktorstwa, o czym niekoniecznie do dziś wie. Bo to, żeby pracować z poruszającą się kamerą, było dla mnie lekcją. Ja oczywiście byłem wychowankiem Teatru Telewizji, który był fenomenalną szkołą aktorską, ale świadomość, która kamera pracuje, szczególnie jak to było na żywo, to było coś niezwykłego. Wszyscy powinni nam zazdrościć, żeśmy mogli przejść przez taką szkołę - podkreślił Andrzej Seweryn. - Tam nie można było powiedzieć zdania na chłodno, z dystansem. (...) To było coś fenomenalnego, ale ja też miałem poczucie bezpieczeństwa. Wiedziałem, że Andrzej jest pewien, że po to, aby moja rola była taką, jaką trzeba, należy wyciąć moje brwi, trzeba i wtedy twarz będzie zupełnie inna. Jaką on musiał mieć wyobraźnię, jaką musiał mieć inteligencję, spostrzegawczość - wspominał pracę z Andrzejem Żuławskim.

Aktorzy byli uczestnikami tego niezwykłego świata, niezwykłych zdarzeń. Tego nie można było zrealizować inaczej. Oni wnieśli dodatkową wartość do tego, co było warstwą literacką. Warstwą poznawczą w budowaniu pewnej struktury funkcjonowania tych dziwnych, nienormalnych światów, które były tak naprawdę streszczeniem tego, co było. Tego, co może być w przyszłości i takim spojrzeniem trochę z krzywym, krzywym zwierciadłem - dodał Andrzej J. Jaroszewicz.

fot. 35mm.online

O filmie "Na srebrnym globie" Andrzeja Żuławskiego:

Opowieść o grupie badaczy kosmosu, którzy uciekając z umierającej Ziemi, rozbijają się na nieznanej, nadającej się do życia planecie. Jedyny ocalały z katastrofy mężczyzna, Jerzy, staje się dla potomstwa swoich towarzyszy Starym Człowiekiem – mitycznym patriarchą i półbogiem. Z biegiem pokoleń społeczność dziczeje, tworząc prymitywną, opartą na okrutnych rytuałach cywilizację, która toczy krwawe wojny z rdzennymi mieszkańcami planety – skrzydlatymi potworami zwanymi Szernami. Po latach na planetę przybywa kolejny wysłannik z Ziemi, Marek. Zostaje on uznany przez zdegenerowane społeczeństwo za oczekiwanego Mesjasza, który ma ich wyzwolić spod jarzma Szernów. Marek podejmuje tę rolę, co prowadzi do krwawej krucjaty, a ostatecznie do jego własnego upadku i symbolicznego ukrzyżowania.

fot. 35mm.online

*****

Inicjatorem cyklu Filmowe obrazy jest Grzegorz Kędzierski, członek Zarządu Koła Operatorów Obrazu Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Bohaterami cyklu byli do tej pory Zygmunt Samosiuk, Piotr Sobociński, Edward Kłosiński, Witold Adamek, Arkadiusz Tomiak i Sławomir Idziak. Organizatorem wydarzenia w kinie Kultura jest Stowarzyszenie Filmowców Polskich.

RJ
SFP
Ostatnia aktualizacja:  4.03.2026
Zobacz również
„Bałtyk” Igi Lis z premierą w Grecji
Premiera „Macochy” i mocna reprezentacja Studia Munka SFP na ZOOM-ZBLIŻENIA
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2026
Scroll