Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Danuta Adamska-Strus, Magdalena Dipont, Małgorzata Przedpełska-Bieniek, Ryszard Jaworski i Andrzej Sołtysik, to laureaci tegorocznej edycji Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Te specjalne wyróżnienia przyznawane są przez Zarząd Główny Stowarzyszenia filmowcom, których praca przyczyniła się w wyjątkowy sposób do rozwoju polskiej kinematografii.
Gościem specjalnym Gali Rozdania Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich była Marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska. – Opowieści, że z polskim kinem coś jest nie tak są nieprawdziwe. Widać tu wielką siłę i energię. Wyczuwam pośród was wiele pomysłów na dobre i ciekawe filmy – mówiła Kidawa-Błońska. Marszałek Senatu wspomniała również o trwających pracach legislacyjnych, w tym o ustawie o mecenacie dla kultury, wyrażając przekonanie, że nadchodzący rok przyniesie twórcom „oddech bezpieczeństwa” i możliwość realizacji marzeń.
Marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska, fot. East News
Maciej Wróbel, sekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, zapowiedział, że przyszły rok będzie dla branży czasem przełomowym pod względem legislacyjnym. Minister podziękował filmowcom za ich wkład merytoryczny, zaznaczając: – Jesteśmy silni waszą siłą, waszą wiedzą i waszą determinacją.
Maciej Wróbel, sekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego
fot. East News
Najważniejszym punktem wystąpienia ministra była decyzja dotycząca prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich, Grzegorza Łoszewskiego. Maciej Wróbel przyznał, że choć na pierwszym posiedzeniu zespołu ds. rozwoju kinematografii zabrakło prezesa SFP, to szybko zrozumiano, że jego obecność jest tam niezbędna. – Nie uzgadniając tego z nim wcześniej, dzisiaj powołuję go nieoficjalnie do składu stałego zespołu ds. rozwoju kinematografii, a oficjalnie zrobię to niebawem – ogłosił ze sceny Maciej Wróbel, dodając, że entuzjastyczna reakcja sali świadczy o przyjęciu tej decyzji „przez aklamację”. Wiceminister podkreślił, że Grzegorz Łoszewski wykonał „tytaniczną pracę”, by przybliżyć politykom specyfikę sektora audiowizualnego i konieczność jego wzmocnienia.
Gala Rozdania Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich stała się także okazją do zapowiedzi przyszłorocznych obchodów 60-lecia Stowarzyszenia Filmowców Polskich, których głównym punktem będzie uroczysty wieczór połączony z koncertem polskiej muzyki filmowej.
Grzegorz Łoszewski - Prezes SFP, fot. East News/SFP
Oficjalną część wieczoru zamknął prezes SFP Grzegorz Łoszewski, składając zgromadzonym życzenia świąteczne. Zaapelował o wzajemną uważność w nadchodzącym czasie. – Życzę nam wszystkim, żebyśmy w tym czasie spotkań próbowali pozostawać w tej czułości, otwarciu na innych. Może to dobry początek na kolejny rok – podsumował prezes SFP, zapraszając gości do tradycyjnego dzielenia się opłatkiem.
W 2025 roku Nagrody Stowarzyszenia Filmowców Polskich za wybitne osiągnięcia artystyczne i wkład w rozwój polskiej kinematografii otrzymali:
Andrzej Sołtysik
Kierownik produkcji, członek Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Mówi żartem, że jest filmowcem analogowym, gdyż drogę zawodową przeszedł przed przełomem cyfrowym. Pojawiły się jednak na niej głośne filmy czołówki polskich reżyserów, m.in. Bajona, Falka, Machulskiego, Marczewskiego, Pasikowskiego czy Różewicza.
Danuta Adamska-Strus
Twórczyni filmów animowanych, członkini Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Artystka skupiająca w swych rękach reżyserię, scenariopisarstwo, animację, scenografię, opracowanie plastyczne. Jej ulubionym tworzywem stała się plastelina. Szereg filmów zrealizowała z mężem Eugeniuszem Strusem, w tym popularny serial „Plastelinki”.
Magdalena Dipont
Scenograf, dekorator wnętrz, członkini Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Po pierwszej wizycie na planie filmowym zarzekała się, że nigdy nie będzie pracować w kinematografii. Po latach pracy w kinematografii, m.in. z Wajdą i Kieślowskim, jest laureatką m.in. czterech Orłów – Polskich Nagród Filmowych – za najlepszą scenografię.
Małgorzata Przedpełska-Bieniek
Autorka opracowań muzycznych, konsultant muzyczny, reżyser dźwięku, członkini Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Po tym, jak opracowała muzycznie francuską wersję „Pana Tadeusza” (Polska/Francja 1999) Andrzeja Wajdy, czemu sami Francuzi nie sprostali, koproducentka filmu, Margaret Ménégoz, powiedziała do niej: „Takiego fachowca to my we Francji nie mamy”.
Ryszard Jaworski
Autor zdjęć filmowych, członek Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Przez wiele lat związany z TVP, pracował też dla telewizji zagranicznych, głównie amerykańskiej ABC. Operator ponad 70 filmów dokumentalnych, fabularnych i seriali. W dorobku ma także dokumenty, które zrealizował według własnych scenariuszy.
Andrzej Sołtysik
Kierownik produkcji, członek Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Mówi żartem, że jest filmowcem analogowym, gdyż drogę zawodową przeszedł przed przełomem cyfrowym. Pojawiły się jednak na niej głośne filmy czołówki polskich reżyserów, m.in. Bajona, Falka, Machulskiego, Marczewskiego, Pasikowskiego czy Różewicza.
Danuta Adamska-Strus
Twórczyni filmów animowanych, członkini Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Artystka skupiająca w swych rękach reżyserię, scenariopisarstwo, animację, scenografię, opracowanie plastyczne. Jej ulubionym tworzywem stała się plastelina. Szereg filmów zrealizowała z mężem Eugeniuszem Strusem, w tym popularny serial „Plastelinki”.
Magdalena Dipont
Scenograf, dekorator wnętrz, członkini Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Po pierwszej wizycie na planie filmowym zarzekała się, że nigdy nie będzie pracować w kinematografii. Po latach pracy w kinematografii, m.in. z Wajdą i Kieślowskim, jest laureatką m.in. czterech Orłów – Polskich Nagród Filmowych – za najlepszą scenografię.
Małgorzata Przedpełska-Bieniek
Autorka opracowań muzycznych, konsultant muzyczny, reżyser dźwięku, członkini Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Po tym, jak opracowała muzycznie francuską wersję „Pana Tadeusza” (Polska/Francja 1999) Andrzeja Wajdy, czemu sami Francuzi nie sprostali, koproducentka filmu, Margaret Ménégoz, powiedziała do niej: „Takiego fachowca to my we Francji nie mamy”.
Ryszard Jaworski
Autor zdjęć filmowych, członek Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Przez wiele lat związany z TVP, pracował też dla telewizji zagranicznych, głównie amerykańskiej ABC. Operator ponad 70 filmów dokumentalnych, fabularnych i seriali. W dorobku ma także dokumenty, które zrealizował według własnych scenariuszy.
Nagrody Stowarzyszenia Filmowców Polskich przyznawane są od 2007 roku. Ich powstaniu towarzyszyła obowiązująca do dziś idea, by statuetki trafiały w ręce nie tylko tych przedstawicieli filmowych zawodów, którzy stoją na pierwszej linii – reżyserów, scenarzystów, operatorów – ale także tych, którzy pozostając nieco w cieniu, mają ogromny wpływ na ostateczny kształt dzieła filmowego - dźwiękowców, montażystów, scenografów czy charakteryzatorów. Nagrody Stowarzyszenia Filmowców Polskich przyznawane są za całokształt dokonań artystycznych. Ludzie, którzy ją otrzymali, kształtowali oblicze polskiego filmu.
Pośród ponad 120 dotychczasowych laureatów Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich znajdują się: Agnieszka Bojanowska, Witold Giersz, Zygmunt Adamski, Stanisław Jędryka, Tadeusz Chmielewski, Halina Paszkowska, Tadeusz Konwicki, Jerzy Kucia, Lidia Zonn, Jerzy Płażewski, Wiesław Zdort, Andrzej Wajda, Barbara Pec-Ślesicka, Wojciech Marczewski, Józef Hen, Marcel Łoziński, Franciszek Pieczka, Henryk Bielski, Jerzy Skolimowski, Irmina Romanis, Marek Drążewski, Agnieszka Holland i Ewa Braun.
Autorką statuetek Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich jest Dorota Dziekiewicz-Pilich.
Pośród ponad 120 dotychczasowych laureatów Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich znajdują się: Agnieszka Bojanowska, Witold Giersz, Zygmunt Adamski, Stanisław Jędryka, Tadeusz Chmielewski, Halina Paszkowska, Tadeusz Konwicki, Jerzy Kucia, Lidia Zonn, Jerzy Płażewski, Wiesław Zdort, Andrzej Wajda, Barbara Pec-Ślesicka, Wojciech Marczewski, Józef Hen, Marcel Łoziński, Franciszek Pieczka, Henryk Bielski, Jerzy Skolimowski, Irmina Romanis, Marek Drążewski, Agnieszka Holland i Ewa Braun.
Autorką statuetek Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich jest Dorota Dziekiewicz-Pilich.
Tegoroczna uroczystość wręczenia Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich odbyła się 3 grudnia 2025 roku w warszawskim hotelu Hilton.
Laureaci Medali „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” oraz Maciej Wróbel, sekretarz stanu w MKiDN,
fot. East News/SFP
fot. East News/SFP
Podczas tegorocznej Gali Rozdania Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich, Maciej Wróbel, sekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego wręczył Medale „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Trafiły one do członków SFP w dowód najwyższego uznania dla bogatego dorobku twórczego oraz zaangażowania w rozwój i promocję polskiej kultury.
Złote Medale „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”:
Marek Piestrak - reżyser, scenarzysta
Stanisław Zawiśliński - dziennikarz, pisarz, reżyser i scenarzysta filmów dokumentalnych
Srebrne Medale „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”:
Jerzy Łukaszewicz - operator filmowy, reżyser, scenarzysta
Marek Nowicki - reżyser, scenarzysta, operator filmowy, pedagog
Jacek Prosiński - operator filmów dokumentalnych i fabularnych
Brązowe Medale „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”:
Wiktor Skrzynecki - reżyser, scenarzysta, operator filmowy
Waldemar Szarek - reżyser, operator filmowy, fotografik i kompozytor
Kazimierz Tarnas - reżyser, scenarzysta
Złote Medale „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”:
Marek Piestrak - reżyser, scenarzysta
Stanisław Zawiśliński - dziennikarz, pisarz, reżyser i scenarzysta filmów dokumentalnych
Srebrne Medale „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”:
Jerzy Łukaszewicz - operator filmowy, reżyser, scenarzysta
Marek Nowicki - reżyser, scenarzysta, operator filmowy, pedagog
Jacek Prosiński - operator filmów dokumentalnych i fabularnych
Brązowe Medale „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”:
Wiktor Skrzynecki - reżyser, scenarzysta, operator filmowy
Waldemar Szarek - reżyser, operator filmowy, fotografik i kompozytor
Kazimierz Tarnas - reżyser, scenarzysta
Sylwetki laureatów:
Danuta Adamska-Strus, fot. Ewa Strus
Danuta Adamska-Strus
Twórczyni filmów animowanych, członkini SFP
Artystka skupiająca w swych rękach reżyserię, scenariopisarstwo, animację, scenografię, opracowanie plastyczne. Jej ulubionym tworzywem stała się plastelina. Szereg filmów zrealizowała z mężem Eugeniuszem Strusem, w tym popularny serial Plastelinki.
Danuta Adamska-Strus pochodzi z Rzeszowa. W szkole podstawowej została wytypowana przez nauczycielkę rysunku na przyszłą uczennicę Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych im. Stanisława Wyspiańskiego w Jarosławiu. W 1966 roku ukończyła studia na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. „Uczyłam się też w Pracowni Rysunku Filmowego na Wydziale Grafiki, którą kierował Kazimierz Urbański, wspaniały nauczyciel. Tak zaczęła się moja przygoda z kinem animowanym” – mówi Danuta Adamska-Strus.
W latach 1967-1968 odbyła staż w Studiu Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej. W roku 1969 poślubiła Eugeniusza Strusa. W 1972 została reżyserem filmów animowanych dla dzieci w Studiu Małych Form Filmowych „Se-Ma-For” w Łodzi. Pracowała w nim – często z mężem –18 lat. W „Se-Ma-Forze” zadebiutowała jako reżyser filmem Przygody kreski (1972). Ożywały w nim narysowane przez dzieci na piasku sylwetki dziewczynki i chłopca. „Pierwszymi tworzywami, jakie animowałam w swoich filmach, m.in. w Trzech kreskach (1972), były materiały sypkie, takie jak piasek czy sól. Budzą one skojarzenia z budową świata z atomów i nadają się do kształtowania różnych form wypowiedzi plastycznej” – mówi Adamska-Strus. Na animacji soli oparła film Kosmogonia (1974) – poetycką wizję stworzenia świata. Za tę impresję otrzymała wyróżnienie na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w irlandzkim Cork w 1978.
Podstawowym materiałem w twórczości artystki stała się plastelina, której pierwszy raz użyła w filmie W królestwie Plastelinii (1975). „Dzieci uwielbiają lepić figurki z plasteliny, więc cieszą się widokiem plastelinowych postaci na ekranie” – tłumaczy wybór tworzywa Adamska-Strus. Wraz z mężem zainicjowała serial Plastelinki (1980-1990) i pozostała mu wierna do zakończenia produkcji. Wdrożyła w nim własny, innowacyjny sposób animacji, skracający wydatnie czas realizacji poszczególnych odcinków. Ponadto przed rozpoczęciem zdjęć do każdego filmu rozrysowywała go kadr po kadrze w scenopisie obrazkowym.
Plastelinki – opowieść o dwóch śmiesznych ludzikach, oczywiście ulepionych z plasteliny – cieszyły się dużym powodzeniem. „Serial opierał się wyłącznie na obrazie, muzyce i efektach dźwiękowych, nie było w nim dialogów. Dzięki temu był zrozumiały na całym świecie” – mówi Danuta Adamska-Strus. W 1981 roku, na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Młodego Widza „Ale Kino!” w Poznaniu, pierwszy odcinek, Apetyt (1980), przyniósł Eugeniuszowi Strusowi Złote Koziołki (co zachęciło Studio „Se-Ma-For” do kontynuacji serialu), a w 1984 – nagrodę za oprawę plastyczną odcinka Smok (1983). W 1986 nagrodzono – także przez Stowarzyszenie Filmowców Polskich! – animację w odcinku Guzik (1985), zaś dwa lata później w odcinku Termometr (1986). Trzy ostatnie wymienione odcinki wyreżyserowała Danuta Adamska-Strus.
Nie mniej atrakcyjnym serialem wykorzystującym plastelinę, zrealizowanym – już poza „Se-Ma-Forem” – z udziałem małżeństwa Strusów, okazała się Bąblandia (1991-1993).
Danucie Adamskiej-Strus nieobce były także inne techniki animacyjne, np. rysunkowa i kombinowana. Obiema posłużyła się m.in. w filmie Dudek i księżyc (1979), nagrodzonym na Międzynarodowym Festiwalu Animacji „Cinanimaffa” w portugalskim Espinho w 1980. „Kochałam pracę w filmie animowanym. Nie było dla mnie nic ważniejszego od niej” – wyznaje artystka.
Twórczyni filmów animowanych, członkini SFP
Artystka skupiająca w swych rękach reżyserię, scenariopisarstwo, animację, scenografię, opracowanie plastyczne. Jej ulubionym tworzywem stała się plastelina. Szereg filmów zrealizowała z mężem Eugeniuszem Strusem, w tym popularny serial Plastelinki.
Danuta Adamska-Strus pochodzi z Rzeszowa. W szkole podstawowej została wytypowana przez nauczycielkę rysunku na przyszłą uczennicę Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych im. Stanisława Wyspiańskiego w Jarosławiu. W 1966 roku ukończyła studia na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. „Uczyłam się też w Pracowni Rysunku Filmowego na Wydziale Grafiki, którą kierował Kazimierz Urbański, wspaniały nauczyciel. Tak zaczęła się moja przygoda z kinem animowanym” – mówi Danuta Adamska-Strus.
W latach 1967-1968 odbyła staż w Studiu Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej. W roku 1969 poślubiła Eugeniusza Strusa. W 1972 została reżyserem filmów animowanych dla dzieci w Studiu Małych Form Filmowych „Se-Ma-For” w Łodzi. Pracowała w nim – często z mężem –18 lat. W „Se-Ma-Forze” zadebiutowała jako reżyser filmem Przygody kreski (1972). Ożywały w nim narysowane przez dzieci na piasku sylwetki dziewczynki i chłopca. „Pierwszymi tworzywami, jakie animowałam w swoich filmach, m.in. w Trzech kreskach (1972), były materiały sypkie, takie jak piasek czy sól. Budzą one skojarzenia z budową świata z atomów i nadają się do kształtowania różnych form wypowiedzi plastycznej” – mówi Adamska-Strus. Na animacji soli oparła film Kosmogonia (1974) – poetycką wizję stworzenia świata. Za tę impresję otrzymała wyróżnienie na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w irlandzkim Cork w 1978.
Podstawowym materiałem w twórczości artystki stała się plastelina, której pierwszy raz użyła w filmie W królestwie Plastelinii (1975). „Dzieci uwielbiają lepić figurki z plasteliny, więc cieszą się widokiem plastelinowych postaci na ekranie” – tłumaczy wybór tworzywa Adamska-Strus. Wraz z mężem zainicjowała serial Plastelinki (1980-1990) i pozostała mu wierna do zakończenia produkcji. Wdrożyła w nim własny, innowacyjny sposób animacji, skracający wydatnie czas realizacji poszczególnych odcinków. Ponadto przed rozpoczęciem zdjęć do każdego filmu rozrysowywała go kadr po kadrze w scenopisie obrazkowym.
Plastelinki – opowieść o dwóch śmiesznych ludzikach, oczywiście ulepionych z plasteliny – cieszyły się dużym powodzeniem. „Serial opierał się wyłącznie na obrazie, muzyce i efektach dźwiękowych, nie było w nim dialogów. Dzięki temu był zrozumiały na całym świecie” – mówi Danuta Adamska-Strus. W 1981 roku, na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Młodego Widza „Ale Kino!” w Poznaniu, pierwszy odcinek, Apetyt (1980), przyniósł Eugeniuszowi Strusowi Złote Koziołki (co zachęciło Studio „Se-Ma-For” do kontynuacji serialu), a w 1984 – nagrodę za oprawę plastyczną odcinka Smok (1983). W 1986 nagrodzono – także przez Stowarzyszenie Filmowców Polskich! – animację w odcinku Guzik (1985), zaś dwa lata później w odcinku Termometr (1986). Trzy ostatnie wymienione odcinki wyreżyserowała Danuta Adamska-Strus.
Nie mniej atrakcyjnym serialem wykorzystującym plastelinę, zrealizowanym – już poza „Se-Ma-Forem” – z udziałem małżeństwa Strusów, okazała się Bąblandia (1991-1993).
Danucie Adamskiej-Strus nieobce były także inne techniki animacyjne, np. rysunkowa i kombinowana. Obiema posłużyła się m.in. w filmie Dudek i księżyc (1979), nagrodzonym na Międzynarodowym Festiwalu Animacji „Cinanimaffa” w portugalskim Espinho w 1980. „Kochałam pracę w filmie animowanym. Nie było dla mnie nic ważniejszego od niej” – wyznaje artystka.
Magdalena Dipont, fot. East News/SFP
MAGDALENA DIPONT
Scenograf, dekorator wnętrz, członkini SFP
Po pierwszej wizycie na planie filmowym zarzekała się, że nigdy nie będzie pracować w kinematografii. Po latach… pracy w kinematografii, m.in. z Wajdą i Kieślowskim, jest laureatką m.in. czterech Orłów – Polskich Nagród Filmowych – za najlepszą scenografię.
Magdalena Dipont zawdzięcza Orły filmom: Mój Nikifor (2004) Krzysztofa Krauzego, Katyń (2007) Andrzeja Wajdy, Rewers (2009) Borysa Lankosza i Pan T. (2019) Marcina Krzyształowicza. Nominacje do Orła otrzymała także za scenografię w Długu (1999) Krzysztofa Krauzego, Zemście (2002) oraz Wałęsie. Człowieku z nadziei (2013) Wajdy. Scenografia w filmie Michała Kwiecińskiego Jutro idziemy do kina (2007, TV) została nagrodzona na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.
Magdalena Dipont urodziła się w Warszawie, gdzie ukończyła Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych oraz Akademię Sztuk Pięknych (Wydział Projektowania Plastycznego, specjalizacja: wystawiennictwo). Po studiach posłuchała siostry – parającej się krytyką filmową Małgorzaty Dipont – i jednak spróbowała sił w kinematografii. Zaczęła od współpracy dekoratorskiej w Bez znieczulenia (1978) i Pannach z Wilka (1979) Andrzeja Wajdy. „Już na starcie trafiłam w dobre ręce, gdyż scenografem obu filmów był Allan Starski, który dzielił się ze mną rzetelną wiedzą o swej profesji, a za dekorację wnętrz odpowiadała Maria Osiecka-Kuminek, wybitna artystka i bardzo życzliwa osoba” – mówi Magdalena Dipont. Przy dwóch innych tytułach, w tym słynnym Przesłuchaniu (1982, prem. 1989) Ryszarda Bugajskiego, ze scenografią Janusza Sosnowskiego, Dipont podjęła się z kolei współpracy scenograficznej. Jako samodzielny dekorator wnętrz debiutowała Chamem (1979, TV) Laco Adamika. Jako samodzielny scenograf – serialem Andrzeja Trzosa-Rastawieckiego Archiwista (1995, TV). Z czasem jej dorobek twórczy wzbogacił się o ponad 60 filmów i seriali, które artystka uświetniła swym kunsztem scenograficznym, dekoratorskim bądź – np. w Grach ulicznych (1996) Krzysztofa Krauzego – oboma. W jej filmografii są też tak głośne tytuły, jak Z biegiem lat, z biegiem dni… Andrzeja Wajdy i Edwarda Kłosińskiego (1980, TV), Człowiek z żelaza (1981) Wajdy, Baryton (1984) Janusza Zaorskiego, Dekalog (1988) i Podwójne życie Weroniki (1991) Krzysztofa Kieślowskiego, Cud purymowy (2000, TV) Izabelli Cywińskiej czy Czerwony pająk (2015) Marcina Koszałki.
„Z oczywistych względów szczególne znaczenie ma Katyń Wajdy, jednego z najważniejszych dla mnie reżyserów, obok Kieślowskiego, Krauzego i Zaorskiego. Byłam scenografem tego filmu. Poszukiwałam dużej przestrzeni dla głównej dekoracji: wnętrza sowieckiego obozu jenieckiego ze stłoczonymi w nim, zamocowanymi jedna nad drugą, ponad 300 pryczami. Hale zdjęciowe nie wystarczały. Dekorację ulokowałam w dawnej cerkwi grekokatolickiej w Starym Dzikowie. Stoi do dziś, oglądana przez turystów” – mówi Magdalena Dipont.
Artystka podkreśla ważną cechę zawodów scenografa, dekoratora wnętrz i w pewnej mierze także kostiumografa, którą jest konieczność poczynienia przygotowań na długo przed rozpoczęciem zdjęć do filmu. „Mnie pracę ułatwia to, że po lekturze scenariusza wyobrażam sobie, jak ma wyglądać dana scena, więc wiem, czego szukać do jej realizacji. Dekorując wnętrza w Białym małżeństwie (1992) Magdaleny Łazarkiewicz, oczami wyobraźni zobaczyłam obrus w jadalni w pewnym odcieniu błękitu. Tak długo szukałam adamaszku w tym kolorze, aż znalazłam, i on sprawdził się na ekranie” – mówi Dipont.
Niski budżet też nie jest dla niej przeszkodą. Świadczy o tym Lęk (2023) Sławomira Fabickiego, w którym Dolny Śląsk wiarygodnie „zagrały” okolice Warszawy. Filmem tym artystka zapewne nie powiedziała ostatniego słowa.
Scenograf, dekorator wnętrz, członkini SFP
Po pierwszej wizycie na planie filmowym zarzekała się, że nigdy nie będzie pracować w kinematografii. Po latach… pracy w kinematografii, m.in. z Wajdą i Kieślowskim, jest laureatką m.in. czterech Orłów – Polskich Nagród Filmowych – za najlepszą scenografię.
Magdalena Dipont zawdzięcza Orły filmom: Mój Nikifor (2004) Krzysztofa Krauzego, Katyń (2007) Andrzeja Wajdy, Rewers (2009) Borysa Lankosza i Pan T. (2019) Marcina Krzyształowicza. Nominacje do Orła otrzymała także za scenografię w Długu (1999) Krzysztofa Krauzego, Zemście (2002) oraz Wałęsie. Człowieku z nadziei (2013) Wajdy. Scenografia w filmie Michała Kwiecińskiego Jutro idziemy do kina (2007, TV) została nagrodzona na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.
Magdalena Dipont urodziła się w Warszawie, gdzie ukończyła Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych oraz Akademię Sztuk Pięknych (Wydział Projektowania Plastycznego, specjalizacja: wystawiennictwo). Po studiach posłuchała siostry – parającej się krytyką filmową Małgorzaty Dipont – i jednak spróbowała sił w kinematografii. Zaczęła od współpracy dekoratorskiej w Bez znieczulenia (1978) i Pannach z Wilka (1979) Andrzeja Wajdy. „Już na starcie trafiłam w dobre ręce, gdyż scenografem obu filmów był Allan Starski, który dzielił się ze mną rzetelną wiedzą o swej profesji, a za dekorację wnętrz odpowiadała Maria Osiecka-Kuminek, wybitna artystka i bardzo życzliwa osoba” – mówi Magdalena Dipont. Przy dwóch innych tytułach, w tym słynnym Przesłuchaniu (1982, prem. 1989) Ryszarda Bugajskiego, ze scenografią Janusza Sosnowskiego, Dipont podjęła się z kolei współpracy scenograficznej. Jako samodzielny dekorator wnętrz debiutowała Chamem (1979, TV) Laco Adamika. Jako samodzielny scenograf – serialem Andrzeja Trzosa-Rastawieckiego Archiwista (1995, TV). Z czasem jej dorobek twórczy wzbogacił się o ponad 60 filmów i seriali, które artystka uświetniła swym kunsztem scenograficznym, dekoratorskim bądź – np. w Grach ulicznych (1996) Krzysztofa Krauzego – oboma. W jej filmografii są też tak głośne tytuły, jak Z biegiem lat, z biegiem dni… Andrzeja Wajdy i Edwarda Kłosińskiego (1980, TV), Człowiek z żelaza (1981) Wajdy, Baryton (1984) Janusza Zaorskiego, Dekalog (1988) i Podwójne życie Weroniki (1991) Krzysztofa Kieślowskiego, Cud purymowy (2000, TV) Izabelli Cywińskiej czy Czerwony pająk (2015) Marcina Koszałki.
„Z oczywistych względów szczególne znaczenie ma Katyń Wajdy, jednego z najważniejszych dla mnie reżyserów, obok Kieślowskiego, Krauzego i Zaorskiego. Byłam scenografem tego filmu. Poszukiwałam dużej przestrzeni dla głównej dekoracji: wnętrza sowieckiego obozu jenieckiego ze stłoczonymi w nim, zamocowanymi jedna nad drugą, ponad 300 pryczami. Hale zdjęciowe nie wystarczały. Dekorację ulokowałam w dawnej cerkwi grekokatolickiej w Starym Dzikowie. Stoi do dziś, oglądana przez turystów” – mówi Magdalena Dipont.
Artystka podkreśla ważną cechę zawodów scenografa, dekoratora wnętrz i w pewnej mierze także kostiumografa, którą jest konieczność poczynienia przygotowań na długo przed rozpoczęciem zdjęć do filmu. „Mnie pracę ułatwia to, że po lekturze scenariusza wyobrażam sobie, jak ma wyglądać dana scena, więc wiem, czego szukać do jej realizacji. Dekorując wnętrza w Białym małżeństwie (1992) Magdaleny Łazarkiewicz, oczami wyobraźni zobaczyłam obrus w jadalni w pewnym odcieniu błękitu. Tak długo szukałam adamaszku w tym kolorze, aż znalazłam, i on sprawdził się na ekranie” – mówi Dipont.
Niski budżet też nie jest dla niej przeszkodą. Świadczy o tym Lęk (2023) Sławomira Fabickiego, w którym Dolny Śląsk wiarygodnie „zagrały” okolice Warszawy. Filmem tym artystka zapewne nie powiedziała ostatniego słowa.
Małgorzata Przedpełska-Bieniek, fot. East News/SFP
MAŁGORZATA PRZEDPEŁSKA-BIENIEK
Autorka opracowań muzycznych, konsultant muzyczny, reżyser dźwięku,
członkini SFP
Po tym, jak opracowała muzycznie francuską wersję Pana Tadeusza (Polska/Francja 1999) Andrzeja Wajdy, czemu sami Francuzi nie sprostali, koproducentka filmu, Margaret Ménégoz, powiedziała do niej: „Takiego fachowca to my we Francji nie mamy”.
Prof. dr hab. Małgorzata Przedpełska-Bieniek cieszy się też dużym uznaniem w kraju. Otrzymała Nagrodę „Master of Cinemagic” na Międzynarodowym Festiwalu Cinemagic.pl w Warszawie (2011) i Nagrodę Specjalną za dorobek w postprodukcji dźwięku na Festiwalu Filmowym Bluebox w Olsztynie (2017). Mając za sobą ponad 1000 realizacji filmowych, nie ustaje w pracy. Brat (2025) Macieja Sobieszczańskiego oraz Vinci 2 (2025) Juliusza Machulskiego to nowe filmy fabularne, które konsultowała od strony muzycznej.
Filmowcy docenili utworzone przez nią i Martę Broczkowską-Kędzierzawską studio Sonoria. Małgorzata Przedpełska-Bieniek w 1977 roku ukończyła studia na Wydziale Reżyserii Dźwięku PWSM w Warszawie (obecnie: UMFC). Podkreśla, że wiele zawdzięcza Nikodemowi Wołk-Łaniewskiemu.
Pod koniec studiów zatrudniła się w Wytwórni Filmów Dokumentalnych (obecnie: WFDiF) w Warszawie. Tu początkowo doskonaliła się w reżyserii dźwięku. Kiedy na planie Sprawy Gorgonowej (1978) dokonała, w zastępstwie Jerzego Blaszyńskiego, udanych nagrań stuprocentowych, jej talent dostrzegł reżyser filmu Janusz Majewski. Od tamtej pory stale z nią pracował, także, gdy została konsultantem muzycznym.
Przedpełska-Bieniek może również mówić o wieloletniej współpracy z Piotrem Szulkinem, Krzysztofem Zanussim, Juliuszem Machulskim, Robertem Glińskim, Michałem Bukojemskim i Markiem Drążewskim.
U progu lat 80. zajęła się w WFD montażem dźwięku. „Momentem przełomowym było przejście do konsultacji muzycznej i opracowań muzycznych” – mówi Przedpełska-Bieniek. Konsultant muzyczny filmu wyłapuje w scenariuszu ewentualne błędy merytoryczne. Dobiera utwory gotowe, sąsiadujące potem na ścieżce dźwiękowej z muzyką oryginalną, i zabiega o prawa do ich wykorzystania. Organizuje nagrania muzyczne. Podczas zdjęć dogląda realizacji scen z użyciem muzyki. „Rockmani z Imago Olgi Chajdas (2023) często słuchają cudzych kompozycji. Toteż muzykę oryginalną Andrzeja Smolika uzupełniłam utworami gotowymi. Na planie Barytona (1984) Janusza Zaorskiego uwiarygodniłam scenę, w której słabnący głos śpiewaka – podpierającego się płytą gramofonową i nikłym nagłośnieniem – zabrzmiał donośnie. Na potrzeby filmu Janusza Majewskiego Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy (2015), z Wiesławem Pieregorólką i Kasią Figat, przygotowaliśmy Macieja Stuhra do scen, w których miał dyrygować big-bandem” – podaje przykłady Małgorzata Przedpełska-Bieniek.
„Opracowanie muzyczne zaczyna się od decyzji, jakiej muzyki film potrzebuje. Potem trzeba ją w filmie rozplanować. Jeśli jest jej za mało, zwykle prosi się kompozytora o dopisanie brakujących fragmentów. Wojciech Kilar pozostawiał mi tu wolną rękę” – mówi Przedpełska-Bieniek. Pracowała też m.in. z Waldemarem Kazaneckim, Zygmuntem Koniecznym, Andrzejem Korzyńskim, Michałem Lorencem, Jerzym „Dudusiem” Matuszkiewiczem.
Wiedzą dzieliła się ze studentami, m.in. UMFC, Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, Szkoły Filmowej w Łodzi oraz Akademii Filmu i Telewizji w Warszawie. Małgorzata Przedpełska-Bieniek jest autorką książek „Dźwięk w filmie” oraz „Sztuka dźwięku. Technika i realizacja”. Obecnie pracuje nad kolejną – o historii muzyki filmowej.
Autorka opracowań muzycznych, konsultant muzyczny, reżyser dźwięku,
członkini SFP
Po tym, jak opracowała muzycznie francuską wersję Pana Tadeusza (Polska/Francja 1999) Andrzeja Wajdy, czemu sami Francuzi nie sprostali, koproducentka filmu, Margaret Ménégoz, powiedziała do niej: „Takiego fachowca to my we Francji nie mamy”.
Prof. dr hab. Małgorzata Przedpełska-Bieniek cieszy się też dużym uznaniem w kraju. Otrzymała Nagrodę „Master of Cinemagic” na Międzynarodowym Festiwalu Cinemagic.pl w Warszawie (2011) i Nagrodę Specjalną za dorobek w postprodukcji dźwięku na Festiwalu Filmowym Bluebox w Olsztynie (2017). Mając za sobą ponad 1000 realizacji filmowych, nie ustaje w pracy. Brat (2025) Macieja Sobieszczańskiego oraz Vinci 2 (2025) Juliusza Machulskiego to nowe filmy fabularne, które konsultowała od strony muzycznej.
Filmowcy docenili utworzone przez nią i Martę Broczkowską-Kędzierzawską studio Sonoria. Małgorzata Przedpełska-Bieniek w 1977 roku ukończyła studia na Wydziale Reżyserii Dźwięku PWSM w Warszawie (obecnie: UMFC). Podkreśla, że wiele zawdzięcza Nikodemowi Wołk-Łaniewskiemu.
Pod koniec studiów zatrudniła się w Wytwórni Filmów Dokumentalnych (obecnie: WFDiF) w Warszawie. Tu początkowo doskonaliła się w reżyserii dźwięku. Kiedy na planie Sprawy Gorgonowej (1978) dokonała, w zastępstwie Jerzego Blaszyńskiego, udanych nagrań stuprocentowych, jej talent dostrzegł reżyser filmu Janusz Majewski. Od tamtej pory stale z nią pracował, także, gdy została konsultantem muzycznym.
Przedpełska-Bieniek może również mówić o wieloletniej współpracy z Piotrem Szulkinem, Krzysztofem Zanussim, Juliuszem Machulskim, Robertem Glińskim, Michałem Bukojemskim i Markiem Drążewskim.
U progu lat 80. zajęła się w WFD montażem dźwięku. „Momentem przełomowym było przejście do konsultacji muzycznej i opracowań muzycznych” – mówi Przedpełska-Bieniek. Konsultant muzyczny filmu wyłapuje w scenariuszu ewentualne błędy merytoryczne. Dobiera utwory gotowe, sąsiadujące potem na ścieżce dźwiękowej z muzyką oryginalną, i zabiega o prawa do ich wykorzystania. Organizuje nagrania muzyczne. Podczas zdjęć dogląda realizacji scen z użyciem muzyki. „Rockmani z Imago Olgi Chajdas (2023) często słuchają cudzych kompozycji. Toteż muzykę oryginalną Andrzeja Smolika uzupełniłam utworami gotowymi. Na planie Barytona (1984) Janusza Zaorskiego uwiarygodniłam scenę, w której słabnący głos śpiewaka – podpierającego się płytą gramofonową i nikłym nagłośnieniem – zabrzmiał donośnie. Na potrzeby filmu Janusza Majewskiego Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy (2015), z Wiesławem Pieregorólką i Kasią Figat, przygotowaliśmy Macieja Stuhra do scen, w których miał dyrygować big-bandem” – podaje przykłady Małgorzata Przedpełska-Bieniek.
„Opracowanie muzyczne zaczyna się od decyzji, jakiej muzyki film potrzebuje. Potem trzeba ją w filmie rozplanować. Jeśli jest jej za mało, zwykle prosi się kompozytora o dopisanie brakujących fragmentów. Wojciech Kilar pozostawiał mi tu wolną rękę” – mówi Przedpełska-Bieniek. Pracowała też m.in. z Waldemarem Kazaneckim, Zygmuntem Koniecznym, Andrzejem Korzyńskim, Michałem Lorencem, Jerzym „Dudusiem” Matuszkiewiczem.
Wiedzą dzieliła się ze studentami, m.in. UMFC, Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, Szkoły Filmowej w Łodzi oraz Akademii Filmu i Telewizji w Warszawie. Małgorzata Przedpełska-Bieniek jest autorką książek „Dźwięk w filmie” oraz „Sztuka dźwięku. Technika i realizacja”. Obecnie pracuje nad kolejną – o historii muzyki filmowej.
Ryszard Jaworski, fot. Karolina Gmurczyk/SFP
RYSZARD JAWORSKI
Autor zdjęć filmowych, członek SFP
Przez wiele lat związany z TVP, pracował też dla telewizji zagranicznych, głównie amerykańskiej ABC. Operator ponad 70 filmów dokumentalnych, fabularnych i seriali. W dorobku ma także dokumenty, które zrealizował według własnych scenariuszy.
Ryszard Jaworski urodził się w 1942 roku w Warszawie. Od wczesnej młodości był kinomanem i marzył o pracy z kamerą w filmie lub telewizji. Po rozmowie swego sąsiada, pisarza Lucjana Rudnickiego, z operatorem TVP Tadeuszem Romanem, został asystentem obsługi kamery telewizyjnej w studiu przy placu Powstańców Warszawy. Należał również do Sekcji Filmowej w Pałacu Młodzieży. Po emisji w „Dzienniku Telewizyjnym" jego reportażu z juwenaliów w Toruniu przyjęto go do pracy w TVP jako asystenta operatora filmowego.
W 1969 roku Jaworski dostał się na Wydział Operatorski Szkoły Filmowej w Łodzi. Robił zdjęcia do etiud studenckich, m.in. Ryszarda Bugajskiego i Feliksa Falka. Od I roku studiów pracował w czasie wakacji w TVP, już jako operator. Zadebiutował zdjęciami w impresji muzycznej Krystyny Brzoskowskiej i Ryszarda Kubiaka Korowód (1972). Uczelnię ukończył w 1973 roku, dyplom z wyróżnieniem odebrał w 1975. Jego dyplomowe zdjęcia do filmu Mohameda Ben Saida Dwukrotnie się przysłużyć (1973) oceniono w Szkole bardzo wysoko. Zostały też one nagrodzone na Festiwalu Etiud Studenckich w Łodzi w 1975.
Po studiach Jaworski kontynuował pracę w TVP. Był operatorem filmów dokumentalnych, m.in. Antoniego Krauzego, Krzysztofa Kieślowskiego, duetu Lucyna Smolińska – Mieczysław Sroka czy Andrzeja Wasylewskiego.
Najsłynniejszy dokument w operatorskim dorobku Jaworskiego – Stolarz (1976) Wojciecha Wiszniewskiego – powstał w Wytwórni Filmów Dokumentalnych (obecnie: Dokumentalnych i Fabularnych) w Warszawie. „Właśnie taki dokument: nie »czysty«, lecz kreacyjny jest mi bliski” – mówi Ryszard Jaworski, który za zdjęcia do Stolarza otrzymał nagrodę na Ogólnopolskim Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie w 1981.
„Nigdy nie zrobiłem zdjęć do fabuły kinowej, a jeśli chodzi o telewizyjne, mogę się pochwalić filmami: Słodkie oczy (1979) Juliusza Janickiego, Córka albo syn (1979) Radosława Piwowarskiego oraz Stacja (1981, prem. 1987) Antoniego Krauzego czy serialami: Układ krążenia (1977-1978) Andrzeja Titkowa i Jan Serce (1981) Piwowarskiego. Byłem też operatorem kamery głośnego Personelu (1975) Kieślowskiego” – mówi Ryszard Jaworski.
„I w dokumencie, i w fabule patrzę na rzeczywistość, którą filmuję, oczyma przyszłego widza. Postawiłem na dokument, bo od niego zacząłem pracę zawodową, a kiedy nastał w Polsce stan wojenny, za radą Wiktora Mellera, związałem się na 10 lat z amerykańską telewizją ABC, dla której nakręciłem m.in. dwa reportaże z Afganistanu” – mówi Jaworski.
Od lat 90. po rok 2015, w którym zakończył karierę operatorską, robił zdjęcia do filmów dokumentalnych, m.in. Antoniego Krauzego, Marii Dłużewskiej, Jerzego Śladkowskiego, Tomasza Zygadły i własnych. Jeden z tych ostatnich, Ile góra ma lat (1998, TV), zrealizowany z Krystyną Bogusławską, zdobył Grand Prix na festiwalach filmów o tematyce przyrodniczej i ekologicznej w Nowogardzie oraz w macedońskiej Ochrydzie.
Przyszłych operatorów Jaworski kształcił m.in. na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego (obecnie: Szkoła Filmowa im. Krzysztofa Kieślowskiego) w Katowicach.
„Wszystko zawdzięczam mojej nieżyjącej żonie Ewie. Kiedy na świat miał przyjść nasz syn, mimo takiej sytuacji rodzinnej, zgodziła się, żebym zdawał do Szkoły Filmowej. Gdyby nie jej decyzja, nigdy nie zostałbym operatorem” – wyznaje Ryszard Jaworski.
Autor zdjęć filmowych, członek SFP
Przez wiele lat związany z TVP, pracował też dla telewizji zagranicznych, głównie amerykańskiej ABC. Operator ponad 70 filmów dokumentalnych, fabularnych i seriali. W dorobku ma także dokumenty, które zrealizował według własnych scenariuszy.
Ryszard Jaworski urodził się w 1942 roku w Warszawie. Od wczesnej młodości był kinomanem i marzył o pracy z kamerą w filmie lub telewizji. Po rozmowie swego sąsiada, pisarza Lucjana Rudnickiego, z operatorem TVP Tadeuszem Romanem, został asystentem obsługi kamery telewizyjnej w studiu przy placu Powstańców Warszawy. Należał również do Sekcji Filmowej w Pałacu Młodzieży. Po emisji w „Dzienniku Telewizyjnym" jego reportażu z juwenaliów w Toruniu przyjęto go do pracy w TVP jako asystenta operatora filmowego.
W 1969 roku Jaworski dostał się na Wydział Operatorski Szkoły Filmowej w Łodzi. Robił zdjęcia do etiud studenckich, m.in. Ryszarda Bugajskiego i Feliksa Falka. Od I roku studiów pracował w czasie wakacji w TVP, już jako operator. Zadebiutował zdjęciami w impresji muzycznej Krystyny Brzoskowskiej i Ryszarda Kubiaka Korowód (1972). Uczelnię ukończył w 1973 roku, dyplom z wyróżnieniem odebrał w 1975. Jego dyplomowe zdjęcia do filmu Mohameda Ben Saida Dwukrotnie się przysłużyć (1973) oceniono w Szkole bardzo wysoko. Zostały też one nagrodzone na Festiwalu Etiud Studenckich w Łodzi w 1975.
Po studiach Jaworski kontynuował pracę w TVP. Był operatorem filmów dokumentalnych, m.in. Antoniego Krauzego, Krzysztofa Kieślowskiego, duetu Lucyna Smolińska – Mieczysław Sroka czy Andrzeja Wasylewskiego.
Najsłynniejszy dokument w operatorskim dorobku Jaworskiego – Stolarz (1976) Wojciecha Wiszniewskiego – powstał w Wytwórni Filmów Dokumentalnych (obecnie: Dokumentalnych i Fabularnych) w Warszawie. „Właśnie taki dokument: nie »czysty«, lecz kreacyjny jest mi bliski” – mówi Ryszard Jaworski, który za zdjęcia do Stolarza otrzymał nagrodę na Ogólnopolskim Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie w 1981.
„Nigdy nie zrobiłem zdjęć do fabuły kinowej, a jeśli chodzi o telewizyjne, mogę się pochwalić filmami: Słodkie oczy (1979) Juliusza Janickiego, Córka albo syn (1979) Radosława Piwowarskiego oraz Stacja (1981, prem. 1987) Antoniego Krauzego czy serialami: Układ krążenia (1977-1978) Andrzeja Titkowa i Jan Serce (1981) Piwowarskiego. Byłem też operatorem kamery głośnego Personelu (1975) Kieślowskiego” – mówi Ryszard Jaworski.
„I w dokumencie, i w fabule patrzę na rzeczywistość, którą filmuję, oczyma przyszłego widza. Postawiłem na dokument, bo od niego zacząłem pracę zawodową, a kiedy nastał w Polsce stan wojenny, za radą Wiktora Mellera, związałem się na 10 lat z amerykańską telewizją ABC, dla której nakręciłem m.in. dwa reportaże z Afganistanu” – mówi Jaworski.
Od lat 90. po rok 2015, w którym zakończył karierę operatorską, robił zdjęcia do filmów dokumentalnych, m.in. Antoniego Krauzego, Marii Dłużewskiej, Jerzego Śladkowskiego, Tomasza Zygadły i własnych. Jeden z tych ostatnich, Ile góra ma lat (1998, TV), zrealizowany z Krystyną Bogusławską, zdobył Grand Prix na festiwalach filmów o tematyce przyrodniczej i ekologicznej w Nowogardzie oraz w macedońskiej Ochrydzie.
Przyszłych operatorów Jaworski kształcił m.in. na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego (obecnie: Szkoła Filmowa im. Krzysztofa Kieślowskiego) w Katowicach.
„Wszystko zawdzięczam mojej nieżyjącej żonie Ewie. Kiedy na świat miał przyjść nasz syn, mimo takiej sytuacji rodzinnej, zgodziła się, żebym zdawał do Szkoły Filmowej. Gdyby nie jej decyzja, nigdy nie zostałbym operatorem” – wyznaje Ryszard Jaworski.
Andrzej Sołtysik, fot. East News/SFP
ANDRZEJ SOŁTYSIK
Kierownik produkcji, członek SFP
Mówi żartem, że jest filmowcem analogowym, gdyż drogę zawodową przeszedł przed przełomem cyfrowym. Pojawiły się jednak na niej głośne filmy czołówki polskich reżyserów, m.in. Bajona, Falka, Machulskiego, Marczewskiego, Pasikowskiego czy Różewicza.
Andrzej Sołtysik urodził się w 1945 roku w Dąbrowie Górniczej. W 1968 uzyskał dyplom magistra ekonomii w SGPiS-ie w Warszawie. Od krewnej dowiedział się o naborze na Studium Organizacji Produkcji Filmowej w Szkole Filmowej w Łodzi. Ukończył je w roku 1969. Dyplom otrzymał w 1976. „Byłem w grupie słuchaczy, którą prowadzili kolejno dwaj wybitni kierownicy produkcji – Ludwig Hager i Zygmunt Król. Klasyk polskiej scenografii filmowej, Anatol Radzinowicz, uczył odczytywania rysunków technicznych i zamysłów scenografa. Jego wskazówki przydały mi się, gdy szykowano wielkie dekoracje do Seksmisji (1983) i Kingsajzu (1987) Juliusza Machulskiego” – mówi Andrzej Sołtysik.
Praktykę zawodową odbył na planie II serii serialu Konrada Nałęckiego Czterej pancerni i pies (1969, TV). Przy serii III (1970, TV) pracował już jako asystent kierownika produkcji. „Wiele nauczył mnie Jerzy Nitecki, kierownik produkcji, z którym często pracowałem. Zwłaszcza dbałości o dokumentację i prowadzenia tzw. cmentarza, czyli czuwania nad ruchem osobowym w grupie zdjęciowej, co przełożyło się potem na moją dobrą współpracę ze wszystkimi pionami w ekipach filmowych i z aktorami” – mówi Sołtysik. Nitecki zaufał mu i powierzył kierowanie pod swoją nieobecność produkcją dwóch tytułów naraz – Przez dziewięć mostów (1971, TV) Ryszarda Bera i Egzaminu (1971, TV) Zbigniewa Raplewskiego, a potem Hubala (1973) Bohdana Poręby i Głów pełnych gwiazd (1974) Janusza Kondratiuka. Sołtysik nie zawiódł zaufania swego mentora. Hubal – pierwszy film, przy którym pracował jako II kierownik produkcji – był epopeją wojenną; trasa przerzutu ludzi, koni i sprzętu między lokacjami mierzyła nieraz 80 km. „Odpowiadałem – wspomina – m.in. za realizację sceny ogromnej przeprawy 30 aktorów i 100 koni przez rzekę. Bałem się, czy scena się uda, bo światło dzienne było tamtego mżystego dnia słabe. Uratowało ją, a więc i mnie, mistrzostwo operatora Tadeusza Wieżana”.
Jako samodzielny kierownik produkcji filmów kinowych Andrzej Sołtysik zadebiutował Granicą (1977) Jana Rybkowskiego. Od tamtej pory kierował blisko 30 produkcjami. Wśród nich jest 17 kinowych fabuł, które zdobyły łącznie około 80 trofeów festiwalowych. Liderami są tu filmy: Wizja lokalna 1901 (1980) Filipa Bajona, Vabank (1981), Seksmisja i Kingsajz Machulskiego, Ucieczka z kina Wolność (1990) Wojciecha Marczewskiego, Kroll (1991), Psy (1992) i Psy 2. Ostatnia krew (1994) Władysława Pasikowskiego. W większości odniosły one też sukces kasowy oraz zdobyły uznanie krytyki.
„Kiedy z lektury scenariusza wnioskowałem, że tkwi w nim potencjał na dobry film, nie było dla mnie przeszkód nie do pokonania. Zaryzykowałem wsparcie Machulskiego debiutującego Vabankiem, który okazał się wielkim hitem. Dla filmu Feliksa Falka Był jazz (1981, prem. 1984) pozyskałem prawa do 15 standardów jazzowych. Produkcję Pensji Pani Latter (1982) Stanisława Różewicza doprowadziłem do końca, choć zawieszono ją w stanie wojennym. Produkcję Ucieczki z kina wolność ukończyłem mimo hiperinflacji. To wszystko było możliwe dzięki wsparciu wybitnych twórców filmowych i moich współpracowników z pionu produkcji” – mówi Andrzej Sołtysik. Od 2010 roku jest głównym specjalistą ds. inwestycji w Szkole Filmowej w Łodzi, zaś od 2012 – członkiem, a obecnie zastępcą przewodniczącego Sądu Koleżeńskiego Stowarzyszenia Filmowców Polskich.
Kierownik produkcji, członek SFP
Mówi żartem, że jest filmowcem analogowym, gdyż drogę zawodową przeszedł przed przełomem cyfrowym. Pojawiły się jednak na niej głośne filmy czołówki polskich reżyserów, m.in. Bajona, Falka, Machulskiego, Marczewskiego, Pasikowskiego czy Różewicza.
Andrzej Sołtysik urodził się w 1945 roku w Dąbrowie Górniczej. W 1968 uzyskał dyplom magistra ekonomii w SGPiS-ie w Warszawie. Od krewnej dowiedział się o naborze na Studium Organizacji Produkcji Filmowej w Szkole Filmowej w Łodzi. Ukończył je w roku 1969. Dyplom otrzymał w 1976. „Byłem w grupie słuchaczy, którą prowadzili kolejno dwaj wybitni kierownicy produkcji – Ludwig Hager i Zygmunt Król. Klasyk polskiej scenografii filmowej, Anatol Radzinowicz, uczył odczytywania rysunków technicznych i zamysłów scenografa. Jego wskazówki przydały mi się, gdy szykowano wielkie dekoracje do Seksmisji (1983) i Kingsajzu (1987) Juliusza Machulskiego” – mówi Andrzej Sołtysik.
Praktykę zawodową odbył na planie II serii serialu Konrada Nałęckiego Czterej pancerni i pies (1969, TV). Przy serii III (1970, TV) pracował już jako asystent kierownika produkcji. „Wiele nauczył mnie Jerzy Nitecki, kierownik produkcji, z którym często pracowałem. Zwłaszcza dbałości o dokumentację i prowadzenia tzw. cmentarza, czyli czuwania nad ruchem osobowym w grupie zdjęciowej, co przełożyło się potem na moją dobrą współpracę ze wszystkimi pionami w ekipach filmowych i z aktorami” – mówi Sołtysik. Nitecki zaufał mu i powierzył kierowanie pod swoją nieobecność produkcją dwóch tytułów naraz – Przez dziewięć mostów (1971, TV) Ryszarda Bera i Egzaminu (1971, TV) Zbigniewa Raplewskiego, a potem Hubala (1973) Bohdana Poręby i Głów pełnych gwiazd (1974) Janusza Kondratiuka. Sołtysik nie zawiódł zaufania swego mentora. Hubal – pierwszy film, przy którym pracował jako II kierownik produkcji – był epopeją wojenną; trasa przerzutu ludzi, koni i sprzętu między lokacjami mierzyła nieraz 80 km. „Odpowiadałem – wspomina – m.in. za realizację sceny ogromnej przeprawy 30 aktorów i 100 koni przez rzekę. Bałem się, czy scena się uda, bo światło dzienne było tamtego mżystego dnia słabe. Uratowało ją, a więc i mnie, mistrzostwo operatora Tadeusza Wieżana”.
Jako samodzielny kierownik produkcji filmów kinowych Andrzej Sołtysik zadebiutował Granicą (1977) Jana Rybkowskiego. Od tamtej pory kierował blisko 30 produkcjami. Wśród nich jest 17 kinowych fabuł, które zdobyły łącznie około 80 trofeów festiwalowych. Liderami są tu filmy: Wizja lokalna 1901 (1980) Filipa Bajona, Vabank (1981), Seksmisja i Kingsajz Machulskiego, Ucieczka z kina Wolność (1990) Wojciecha Marczewskiego, Kroll (1991), Psy (1992) i Psy 2. Ostatnia krew (1994) Władysława Pasikowskiego. W większości odniosły one też sukces kasowy oraz zdobyły uznanie krytyki.
„Kiedy z lektury scenariusza wnioskowałem, że tkwi w nim potencjał na dobry film, nie było dla mnie przeszkód nie do pokonania. Zaryzykowałem wsparcie Machulskiego debiutującego Vabankiem, który okazał się wielkim hitem. Dla filmu Feliksa Falka Był jazz (1981, prem. 1984) pozyskałem prawa do 15 standardów jazzowych. Produkcję Pensji Pani Latter (1982) Stanisława Różewicza doprowadziłem do końca, choć zawieszono ją w stanie wojennym. Produkcję Ucieczki z kina wolność ukończyłem mimo hiperinflacji. To wszystko było możliwe dzięki wsparciu wybitnych twórców filmowych i moich współpracowników z pionu produkcji” – mówi Andrzej Sołtysik. Od 2010 roku jest głównym specjalistą ds. inwestycji w Szkole Filmowej w Łodzi, zaś od 2012 – członkiem, a obecnie zastępcą przewodniczącego Sądu Koleżeńskiego Stowarzyszenia Filmowców Polskich.
*****
Gala Rozdania Nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich była dofinansowana przez Polski Instytut Sztuki Filmowej.
gw
SFP
Ostatnia aktualizacja: 9.12.2025
Startuje Tydzień Polskich Filmów w Wietnamie
Krótkie metraże Studia Munka SFP na festiwalu ŻUBROFFKA
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2026
