PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Rozmowa z Pawliną Carlucci Sforza, reżyserką filmu Wielki strach – pokazanego premierowo na 60. KFF, nagrodzonego Złotym Łucznikiem w Radomiu, szeroko dyskutowanego na wielu festiwalach. Film wszedł właśnie na ekrany kin studyjnych w zestawie "Najlepsze krótkie metraże 2021 vol. 1" wraz z "Noamią" Antonio Galdameza, "We Have One Heart" Katarzyny Warzechy i "Alicją i żabką" Olgi Bołądź.
"Wielki strach", fot. Studio Munka SFP

W jaki sposób trafiłaś na temat mordów Polaków dokonanych przez Polaków w Dębrzynie?

Dzięki Magdalenie Lubańskiej, która jest antropologiem kultury i od kilku lat prowadzi badania na terenie Podkarpacia. Razem zrobiłyśmy nasz poprzedni dokument Nie sądzić, w którym sprawa Dębrzyny jest jednym z wątków. Wówczas tylko jedna osoba zgodziła się z nami porozmawiać na ten temat. Zmieniło się to po premierze Nie sądzić w Przeworsku w 2017 roku. Miejscowi zachęcali nas wręcz do zrobienia kolejnego filmu.

Tak bolesna sprawa musiała spotkać się z dużym oporem społeczności?

Bywało, że ludzie rozmawiali z nami, uzgadnialiśmy termin, a w dniu zdjęć zamykali przed nami bramę. Tłumaczyli, że nie chcą mieć problemów z sąsiadami. Byli jednak i tacy, którzy mieli poczucie, że ta historia musi zostać opowiedziana i chcieli przyjąć za to odpowiedzialność.
 
Jesteście już po pierwszej projekcji w regionie – w Grzęskiej, kilka kilometrów od lasu Dębrzyna. Jakie były reakcje?


W większości reakcje były naprawdę pozytywne. Wśród widzów byli też młodzi mieszkańcy okolicy, którzy dopiero teraz dowiedzieli się, co miało miejsce w Dębrzynie. Wywiązała się ciekawa dyskusja na temat potrzeby opowiadania i wysłuchiwania takich historii. Spośród obecnych na sali kilkudziesięciu osób tylko jedna podważyła sens „rozgrzebywania” przeszłości, argumentując to troską o dobre imię społeczności. Jej głos nie znalazł jednak poparcia. Trochę inaczej wygląda ogólna dyskusja w internecie, gdzie zdarzają się ostre, wręcz pełne nienawiści komentarze. Ale najważniejsze, że w obronie filmu i po stronie prawdy stają sami mieszkańcy.

Pojęcie prawdy ostatnio się zamazuje, a trudno budować przyszłość, jeżeli nie przepracujemy grzechów przeszłości. Mamy w kraju z tym problem.


Wielki strach mówi o pragnieniu rozliczenia sumienia, o potrzebie prawdy jako istotnego aspektu człowieczeństwa i źródła godności. Żyjemy w świecie informacji i dezinformacji, w którym coraz trudniej rozpoznać, co jest prawdą. To nie jest tylko nasza polska przypadłość, lecz problem na skalę światową. Społeczeństwa, które nie mają jednak solidnego fundamentu zbudowanego na prawdzie, na pamięci dobrych i złych doświadczeń poprzednich pokoleń, są tym bardziej na tę „płynną prawdę” narażone. To ma dalsze konsekwencje – dajemy sobą manipulować, gubimy wzajemne relacje społeczne, przestajemy być wspólnotą. Obecny w nas niezidentyfikowany lęk powoduje narastanie agresji. Myślę, że pytania o prawdę i o to, dokąd prowadzi jej brak, są dziś wyjątkowo ważne. Nie można budować swojej tożsamości w oparciu o fałszywą historię lub „bańki informacyjne”. Wypierane problemy nie znikają, lecz tym bardziej determinują nasze zachowania. Myślę, że podświadomie czujemy, jak wielu rzeczy nie wiemy, lękamy się tego i często tym bardziej wiedzieć nie chcemy. Bohaterom filmu zajęło ponad 70 lat wyrwanie się ze „zmowy milczenia” i zawalczenie o prawdę, wykrzyczenia dziecięcej traumy, która zamroziła ich na te wszystkie lata.

A trauma dziedziczona jest genetycznie, przez kolejne pokolenia.

Niektóre badania wskazują, że przepracowana może zostać dopiero w trzecim pokoleniu. Przekazywana jest również w milczeniu i przez emocje, których nie wysławiamy. Młodsze pokolenia wyczuwają rzeczy, których nie potrafią nazwać – nie znają przyczyn zachowania rodziców, dziadków, i ta cisza ma niekiedy jeszcze większy wpływ na ich życie niż słowa. Potem muszą czymś tę pustkę wypełnić. Dzieje się źle, gdy zapełniają ją nienawiścią, uprzedzeniami do jakiejś grupy społecznej, religijnej czy etnicznej.

Pawlina Carlucci-Sforza, fot. Sylwia Olszewska

Czy miałyście jakieś wsparcie lub znalazły dokumentację w IPN?


Prowadząca na ten temat badania Magdalena Lubańska (współautorka scenariusza) dotarła do tych akt. Zbrodnia w Dębrzynie, wcześniej zakwalifikowana jako zbrodnia na tle rabunkowym, nie była jednak badana przez IPN. Napływają informacje, że takich miejsc było w Polsce więcej. Musimy się z tym zmierzyć. Skoro tuż po wojnie sąsiad był zdolny zabić sąsiada Polaka, to jaki był jego stosunek np. do ludności żydowskiej w czasie wojny i po wojnie? Nie wybielajmy historii. W ten sposób nigdy nie staniemy się świadomym społeczeństwem. Będziemy dreptać w miejscu.

"Wielki strach" pokazuje też, jak bardzo wojna coś w głowach przestawiła. Jeżeli nie będziemy o tym otwarcie rozmawiać, nie dostrzeżemy dzisiejszych zagrożeń?

Sądzę, że nie można wszystkiego tłumaczyć wojną, bo jeżeli nie byłoby w ludziach pewnych skłonności, nie zostałby wcześniej przygotowany grunt, nie dokonaliby takich czynów. Dziś też jesteśmy świadkami narastania pewnego rodzaju napięcia i agresji, groźnych przemian, chociaż jeszcze nie jesteśmy w stanie wojny.

Dla ciebie te 30 minut musiało być też wyzwaniem, emocjonalnym i stricte filmowym: ciężar rozmów, wybór fragmentów, tak aby pozostała ich siła, ale jednocześnie, żeby nie przestały być zrozumiałe dla widza.

Same rozmowy trwały długo, nie naciskałam na moich bohaterów, wiedząc, że nie mam narzędzi, by zaopiekować się nimi po otwarciu tak strasznych ran, tak jak zrobiłby to psycholog. Dawałam im czas, którego potrzebowali, żeby coś opowiedzieć. Czasami to był krok do przodu, dwa do tyłu. Jakiś temat się pojawiał, potem znikał, aby wrócić w innych słowach. Kolejnym wyzwaniem było dokonanie wyboru – wiele z opowieści było niezwykle cennych, ale brakowało na nie miejsca w przestrzeni filmu. Były np. za długie, a wycięcie urywka pozbawiałoby je sensu i siły przekazu. Różnie funkcjonowały też w układkach montażowych – nikły w kontekście innych, nie wybrzmiewały, powodowały, że widz w naturalny sposób się wyłączał, zdominowany przez emocje, które zrodziły się w nim wcześniej. A mnie zależało na utrzymaniu jego uwagi przez całe 30 minut. Bardzo cenna była szczera krytyka Pawła Łozińskiego, który był opiekunem artystycznym filmu ze strony Studia Munka-SFP. Niemniej, każda rezygnacja z jakiejś wypowiedzi była dla mnie naprawdę trudna i do dziś żałuję, że nie mógł być włączony szerszy materiał.

Siłą twojego filmu jest również jego formalna prostota – rozmowy ze świadkami niosą o wiele większy ciężar emocjonalny niż zderzenie archiwaliów z rozmowami z badaczami.

Składający świadectwo, którzy udzielają swej twarzy i ręczą własnym cierpieniem, wnoszą olbrzymią wartość nie tylko do filmu. Są tym bardziej potrzebni teraz, gdy ludzie wszędzie doszukują się spisku i nieprawdy. Zobaczenie i wysłuchanie sąsiadów, ludzi, których się zna z widzenia, pomaga przy przepracowaniu traumy przez społeczność. Był to też ostatni moment na zarejestrowanie takiego świadectwa – niektórzy z rozmówców niedługo potem umarli, inni bardzo podupadli na zdrowiu i nie mogliby dziś uczestniczyć w takiej rozmowie. Po premierze kilka osób przyznało, że ich babcie, dziadkowie chcieli mówić, ale oni nie chcieli ich słuchać. Teraz żałują, bo krewni już odeszli. Te nieodbyte, stracone rozmowy w obrębie rodziny pozostawiają bolesną pustkę. Lęki, których źródła nie znamy, są tym trudniejsze do przepracowania, tym mocniej mogą sterować naszym życiem.

"Wielki strach", fot. Studio Munka SFP
Dagmara Romanowska
"Magazyn Filmowy SFP", 111, 2020
Ostatnia aktualizacja:  24.05.2021
Zobacz również
MIKROKOSMOSY, czyli polska wioska widziana z Kosmosu
40. Młodzi i Film. Debiuty zagraniczne
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2021
Scroll