PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Marcin Koszałka – znakomity scenarzysta, reżyser oraz operator, zarówno dokumentów, jaki i fabuł, także ceniony pedagog, członek Stowarzyszenia Filmowców Polskich, 30 grudnia 2020 roku obchodzi 50. urodziny.
Marcin Koszałka urodził się w Krakowie. I swą karierę filmową zaczynał w tym mieście… jako nocny stróż w kinie Wanda (obecnie delikatesy Wanda). A któż tam wtedy nie pracował: Krzysztof Gierat i Andrzej Kucharczyk jako szefowie, Przemysław Wojcieszek w kasie, Anita Piotrowska w wypożyczalni wideo... A Koszałka w nocy tego całego filmowego interesu pilnował.

Krakowowi zresztą cały czas Koszałka pozostaje wierny. Nie wyobraża sobie, że mogłoby być inaczej. Na filmowe studia dojeżdżał do Katowic. I dojeżdża tam nadal, będąc pedagogiem na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego.

Jako operator ma na swym koncie ponad pół setki filmów różnych rodzajów, gatunków i metraży, są wśród nich fabuły, m.in. „Pręgi” (2004), „Senność” (2008) i „Zbliżenia” (2014) Magdaleny Piekorz, „Kochankowie z Marony” (2004) Izabelli Cywińskiej, „Kochankowie Roku Tygrysa” (2005) i „Uwikłanie” (2011) Jacka Bromskiego, „Rysa” (2008) i „Szczęście świata” (2016) Michała Rosy, „Rewers” (2009) i „Ciemno, prawie noc” (2019) Borysa Lankosza, są dokumenty, m.in. „Rozwój” (2001) Lankosza, „Adrenalina” (2002) Krzysztofa Langa, „Miłość w cieniu Big Brothera” (2003) Leszka Wosiewicza i „Za czapkę gruszek” (2010) Dominiki Montean, są seriale, jak m.in. „Prawo miasta” (2007) Langa i „Ratownicy” (2010) Marcina Wrony, są spektakle telewizyjne, jak m.in. „Korzeniec” (2014) Remigiusza Brzyka i „Ich czworo” (2015) Wrony, a nawet animacje, jak m.in. „Sekwens” (2007) Roberta Sowy i „XOXO Pocałunki i uściski” (2016) Wioletty Sowy. Zdjęcia do wielu z tych filmów festiwalowi jurorzy uhonorowali prestiżowymi nagrodami, m.in. „Rozwój” nagrodzono w Krakowie (2002), „Pręgi” i „Rewers” w Gdyni (2004, 2009), ten drugi także we Wrześni oraz statuetką Orła (2010), „Korzeniec” w Sopocie (2010), a „Zbliżenia” we Wrześni (2015).

Niemal równocześnie z uprawianiem profesji operatorskiej Koszałka zaczął kręcić własne filmy. Zaczynał od dokumentów. Jeszcze w czasie studiów na śląskiej uczelni zrealizował – jako reżyser i operator – „Takiego pięknego syna urodziłam” (1999), który przyniósł mu kilka cennych festiwalowych trofeów w Krakowie, Kazimierzu Dolnym, Berlinie i Nyon, zachwyty części publiczności i słowa potępienia innej jej części. Umieszczając kamerę w mieszkaniu swoich rodziców, z którymi mieszkał pod jednym dachem, zapisał na taśmie autentyczne sceny ze swojego życia rodzinnego, zarejestrował relacje łączące go z matką i ojcem, podzielił także filmowe środowisko. Czy tak można, czy nie zostały przekroczone granice intymności, których naruszać się nie powinno? – padały pytania, często z ust naszych czołowych dokumentalistów. Z biegiem lat – po jego kolejnych osobistych dokumentach („Jakoś to będzie”, 2004; „Ucieknijmy od niej”, 2010) – okazało się, że to Koszałka miał rację. Te realizacje nie wynikały bowiem z chęci szokowania, o co go pierwotnie posądzano, a właśnie szczerości aż do bólu, która w końcu doprowadzała do katharsis. Artystę i odbiorców jego sztuki.

Koszałka lubi kierować kamerę na swoich bliskich, dokumentować ich życie, ale jednocześnie fascynuje go przemijanie, odchodzenie, sprawy ostateczne. Jak w „Śmierci z ludzką twarzą” (2006), gdzie kamerę umieszcza w zakładzie pogrzebowym oraz w spalarni zwłok, czy w „Istnieniu” (2007), wielowymiarowym – bo wykorzystując środki stylistyczne dokumentu, ale też „kreując rzeczywistość” – portrecie Jerzego Nowaka, znanego krakowskiego aktora, który od wielu lat zmagając się z ciężką chorobą, stara się godnie przygotować do śmierci, bo ona przecież kiedyś musi przyjść. „Jedno jest pewne, że wszyscy zdążamy ku jednemu, bez względu na to, co robimy i kim jesteśmy, wszyscy musimy odejść…” – mówi pracownica zakładu pogrzebowego w tym pierwszym filmie. W 2014 roku Koszałka obronił stopień doktora sztuki filmowej na katowickiej uczelni (temat jego pracy brzmiał: „Obsesja śmierci w obrazach mojego kina dokumentalnego”), a dwa lata później Wydział Operatorski łódzkiej Szkoły Filmowej nadał mu tytuł doktora habilitowanego.

Jest jeszcze jeden temat, który go fascynuje. To góry. Koszałka uprawia wspinaczkę, więc nic dziwnego, że bohaterem jednego ze swych najlepszych dokumentów – „Deklaracja nieśmiertelności” (2010) – uczynił Piotra „Szalonego” Korczaka, wspinaczkowego mistrza, prowokując go jednocześnie do refleksji nad tym, jak będzie wyglądało jego życie, gdy nie będzie mógł już się wspinać. To przejmująca opowieść o niemożności pogodzenia się ze starością i pragnieniu nieśmiertelności.

W latach 70. ubiegłego wieku – przy okazji krótkich filmów Wojciecha Wiszniewskiego – pojawił się w piśmiennictwie filmowym termin „dokument kreacyjny”, pozornie sprzeczny, ale jakże trafny w oddaniu specyfiki jego dzieł. Koszałka tworzy pod względem stylistycznym odmienne kino, choć także można je określić tym właśnie terminem. Opowiadanie nade wszystko obrazem (to on w głównej mierze prowadzi narrację opowieści), asceza w budowaniu ścieżki dźwiękowej, niezwykła kondensacja i intensyfikacja kadru, dbałość o najdrobniejszy szczegół w jego budowie to główne cechy filmów Koszałki, które wychodząc od jednostkowych historii – precyzyjnie zdokumentowanych i umiejscowionych w konkretnym czasie i miejscu – stają się czymś więcej, uniwersalnymi, ponadczasowymi opowieściami o sprawach niezwykle istotnych.

„Czerwony Pająk” (2015), jego debiut fabularny, inspirowany historią Karola Kota, psychopatycznego krakowskiego mordercy, to nie tylko pełen suspensu thriller, ale i przenikliwy traktat o istocie zła. Tym, co go wyróżnia – poza trafnością obsady i świetnym aktorstwem (Filip Pławiak, Adam Woronowicz, Julia Kijowska) – jest przede wszystkim własny, autorski charakter filmowego pisma. Bierze się on – bez wątpienia – z dotychczasowej drogi twórczej krakowskiego filmowca.

Za swoje filmy, a także filmy przyjaciół, w których robił zdjęcia, dostał blisko 70 festiwalowych nagród, m.in. w Berlinie, Bratysławie, Chicago, Grazu, Grenadzie, Kairze, Karlowych Warach, Lipsku, Tampere, Teheranie, Vancouver, Wiesbaden, Bydgoszczy, Gdyni, Koszalinie i rodzinnym Krakowie.

Koszałka to człowiek-orkiestra, artysta renesansowo uzdolniony – jest reżyserem, operatorem, scenarzystą, i to zarówno filmów dokumentalnych, jak i fabularnych, które go coraz bardziej interesują. W swym pełnometrażowym reżyserskim debiucie fabularnym był także operatorem. Kiedy go zapytałem, czemu nie powierzył zdjęć komuś innemu – tak robią przecież inni reżyserzy z wykształceniem operatorskim, jak choćby Wojciech Smarzowski, Jan Jakub Kolski czy Jacek Bławut –  odparł, że ma cały film w każdym kadrze przemyślany i zbyt długo musiałby komuś innemu tłumaczyć. Szkoda czasu, a poza tym łatwiej dogadać się z samym sobą.

Drogi Marcinie, dalszego tak dobrego dogadywania się z samym sobą, to gwarancja kolejnych świetnych filmów!!!
Jerzy Armata
SFP
Ostatnia aktualizacja:  28.12.2020
Zobacz również
fot. Borys Skrzyński/SFP
"Boże Ciało" z nominacją do Nagrody Filmowej Europejskiej Publiczności LUX
Zbigniew Domagalski szefem WFDiF!
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2021
Scroll