PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Z Ksawerym Szczepanikiem, reżyserem filmu dokumentalnego „Po złoto” rozmawia Marcin Radomski. Film o Władysławie Kozakiewiczu pokazywany jest na trwającym online 20. MFF WATCH DOCS.
Marcin Radomski: Co cię zainspirowało, by zrealizować dokument "Po złoto"?
Ksawery Szczepanik: Chciałbym wspomnieć o filmie sprzed kilku lat brytyjskiego reżysera Asifa Kapadii pt. Senna. To pełnometrażowy dokument, złożony z samych materiałów archiwalnych. Uznałem, że to fajny pomysł, który warto przenieść na nasze podwórko. Kariera tyczkarza Władysława Kozakiewicza to nie tylko triumfy, ale też rozczarowania.

Czy to powód, dla którego postanowiłeś o nim opowiedzieć?
Zdecydowanie. Władysław Kozakiewicz – przesiedleniec, dziś człowiek aktywny społecznie, angażujący się w polską politykę po stronie opozycyjnej – z ogromną determinacją i poświęceniem piął się na sportowy szczyt. Pomimo szeregu przeszkód, kontuzji, niedostatku, wreszcie niesprzyjającej mu publiczności na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Moskwie w 1980 roku, zrealizował swoje największe marzenie – zdobył olimpijskie złoto. Wraz z triumfem w Moskwie rozpoczęło się, jak mówi jeden z bohaterów mojego filmu, życie po życiu Władysława Kozakiewicza: karuzela kolejnych startów, ogromna sława, wielkie pieniądze... Ale kiedy przyszedł kryzys formy, a przy takim trybie życia musiał przyjść, działacze sportowi przypomnieli Władkowi, kto tu rządzi. To spowodowało nietyle rozczarowanie mojego bohatera, ale wręcz złość i poczucie upokorzenia. Złamany los. Uznałem, że warto o nim opowiedzieć.

Ksawery Szczepanik, fot. R. Jaworski/WFF

Jaki charakter ma Władysław Kozakiewicz?
Jest ekstrawertykiem. To wyjątkowo otwarty na filmowców człowiek. Jednak pod maską uśmiechów i uprzejmości ekstrawertycy potrafią sporo ukryć. Ciekawiło mnie, co on może skrywać.

Na olimpiadzie w Montrealu w 1976 roku Kozakiewicz był murowanym kandydatem do zwycięstwa, ale na drodze do złota stanęła niespodziewana kontuzja. Jak bardzo zależało mu na sukcesie?
To okazuje się w filmie, kiedy Kozakiewicz opowiada o okolicznościach jego pierwszej olimpijskiej walki o złoto. Tamte wydarzenia – sprzed ponad 40 lat! – siedzą i żyją w nim do dziś. Bardziej niż w medalistach olimpijskich, których miałem zaszczyt poznać podczas kręcenia tego filmu. Fakt, iż Kozakiewicz tak emocjonalnie opowiadał zarówno o Montrealu, jak i swoich dalszych zmaganiach na drodze po olimpijskie złoto, bez wątpienia podnosi temperaturę dokumentu.

Kilka lat później Kozakiewicz na olimpiadzie w Moskwie w 1980 roku zdobywa złoty medal. Tam pokazuje słynny „gest”. W filmie mówi, że wynikał on z jego sportowej złości. Dla wielu to jednak gest polityczny. A ty jak go interpretujesz?
To był spontaniczny odruch, z tej „sportowej złości”. Cała nadbudowa powstała później – igrzyska były transmitowane w telewizji, zainteresowali się nimi również zachodni dziennikarze, którzy z pewnością szukali elektryzujących widza i czytelnika wydarzeń na pierwszej w historii olimpiadzie za żelazną kurtyną. Do popularyzacji gestu w zbiorowej świadomości Polaków przyczynił się także jego autor, który – jak sądzę – uznał w pewnym momencie, że skoro tak bardzo kojarzy się Polakom z moskiewskim „wałem”, to pociągniemy ten temat dalej. 

Jak popularność wpłynęła na Kozakiewicza?
To ciekawe i ważne pytanie. Myślę, że bardzo. Wraz z osiągnieciami sportowymi popularność utwierdziła go w poczuciu, że coś znaczy. Wcześniej – m.in. z racji statusu „Ruska”, jaki miał wśród sąsiadów – mógł mieć wątpliwości, czy na pewno cokolwiek znaczy. Jednocześnie popularność odciągnęła go nieco od tyczki i kolejnych osiągnięć sportowych. Gdyby nie ona, być może zbliżyłby się jeszcze bardziej do magicznej granicy 6 metrów.


W pewnym momencie nastąpił konflikt Kozakiewicza z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki. Przyszedł też kryzys formy. Jak one wpłynęły na twojego bohatera?
Mobilizująco. Władysław Kozakiewicz jest sportowcem, którego trudności napędzały, a nie paraliżowały. „Skoro działacze w PZLA chcą mnie usadzić i wymagają ode mnie niewykonalnego, to znajdę inne rozwiązanie” – mówił. Bez względu na cenę. Myślę, że tak mógł kombinować.

W 1985 wyjechał na stałe do Niemiec. Jak tam wyglądało jego życie?
Władysław Kozakiewicz po raz kolejny zaskakuje rodaków. I widzów. O tym opowiada trzecia część mojego filmu. Czy wyjazd za granicę – a może ucieczka? – i w ogóle emigracja mogą przynieść wolność, to osobne pytanie. „Emigracja? Nikomu nie życzę” – powiedział bodaj Herling-Grudziński. Emigracja Kozakiewicza mogła mieć słodko- -gorzki smak. Ja powiedziałbym, że do dziś pozostaje on w swoistym rozkroku pomiędzy starą i nową ojczyzną. Tam gra w golfa i dba o zdrowie, a tu odwiedza rodzinę i czuje się u siebie.

Zadziwiła mnie scena ze skokiem o tyczce podczas wystawnej kolacji w restauracji. Jak to wyglądało?
Dlaczego brał udział w takich wydarzeniach? Było to wbrew pozorom znaczące wydarzenie w życiu Kozakiewicza. „Obcy” zza żelaznej kurtyny, rodak tych, co kradli w RFN samochody, skacze na niemieckim Balu Mistrzów Sportu. I sam kanclerz Kohl wstrzymuje oddech, żeby zobaczyć, czy polski mistrz zdoła przefrunąć ponad poprzeczką. Niejedna gwiazda RFN-owskiego sportu by tak chciała. Jednak dla wielu znajomych Kozakiewicza, z którymi rozmawiałem podczas robienia filmu, ów „skok do kotleta” był dowodem na ostateczny upadek gwiazdy. Tamten skok był – w moim odczuciu – koniecznością, elementem nowego życia Władysława Kozakiewicza; w wolnorynkowych realiach, w których jak dziś dobrze wiemy ogromną rolę odgrywają pieniądze i umiejętność wypromowania siebie. Kozakiewicz to rozumiał.

Władysław Kozakiewicz, fot. materiały prasowe

W dokumencie pojawiają się utytułowani lekkoatleci – Jacek Wszoła i Marian Kolasa, oraz starszy brat bohatera – Edward Kozakiewicz.
Jestem im bardzo wdzięczny, że zgodzili się wziąć udział w tym przedsięwzięciu. Zależało mi bardzo, żeby przed kamerą wypowiadali się ludzie ze świata sportu: tyczkarze, dziennikarze sportowi, fotoreporterzy, bo tylko oni mieli dostęp do zaplecza tego świata i mogli zdradzić jego tajniki. Starszy o 5 lat od Władysława Edward Kozakiewicz, jak nikt inny, opowiedział więc o mało obiecujących początkach swojego brata. Wspomnienie Jacka Wszoły uratowało nam sekwencję dotyczącą igrzysk w Montrealu, nie zachowały się bowiem odpowiednie archiwalia. Wreszcie Marian Kolasa ze swadą wspominał złote lata Władka w szarym PRL-u. Pan Marian był wówczas młodym wilczkiem w stadzie, któremu „Kozak” przewodził.

W filmie zadajesz ciekawe pytanie: co dalej po złocie olimpijskim? Jak po zakończeniu kariery odnaleźć się w życiu?
Każdy sportowiec – prędzej czy później – musi odpowiedzieć sobie na pytanie: co po sporcie? Kiedy mniej już zależy od mięśni, a więcej od głowy. Nagle sportowcy z drugiego szeregu wychodzą na plan pierwszy – okazują się np. znakomitymi trenerami. Gwiazdy gasną i zostają zapomniane. Mogą to być przeżycia trudniejsze niż niejedna przegrana na stadionie. O tym, z czym Władysław Kozakiewicz zmagał się po zakończeniu kariery sportowej, być może jeszcze kiedyś opowiem w "Po złoto 2".
Marcin Radomski
"Magazyn Filmowy SFP" 11/2020
Ostatnia aktualizacja:  4.12.2020
Zobacz również
fot. materialy prasowe
Zakończyły się zdjęcia do nowego filmu Wojciecha Smarzowskiego
Rusza WATCH DOCS. Jakie polskie filmy obejrzymy na festiwalu?
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2021
Scroll