PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
„Z perspektywy blisko 30 lat, jakie od tego czasu już minęły, trudno mi dziś odtworzyć motywacje, które mną wówczas kierowały. Niewątpliwie duże znaczenie miał fakt, że znałem tę instytucję, bo pracowałem w niej trzy lata na początku lat 70. Był to dla mnie powrót do korzeni. Wytwórnia była wówczas w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Organizacyjnie był to bardzo niewydolny twór, atmosfera była bardzo przygnębiająca. W miarę upływu czasu kompletnie przebudowaliśmy Wytwórnię” – wspominał Włodzimierz Niderhaus w wywiadzie do jubileuszowej książki o WFDiF, wydanej z okazji 70-lecia Wytwórni.
W grudniu zorganizował obchody tej doniosłej rocznicy, w marcu miało odbyć się święto WFDiF na Chełmskiej – w tym promocja wspomnieniowej publikacji, wyposażonej w kolekcję wytwórnianych filmów. Niestety. Uroczystość się nie odbyła, pytanie, czy w ogóle się odbędzie? Jak świętować jubileusz bez Niderhausa?

Włodzimierz Niderhaus
był warszawiakiem, urodził się dokładnie w pierwszy dzień Powstania Warszawskiego, 1 sierpnia 1944 roku. Do WFDiF przyszedł z telewizji. Wytwórnia była wówczas w bardzo trudnym momencie. Kinematografia weszła w fazę kryzysu, liczba produkowanych filmów fabularnych malała, co przekładało się na malejące zapotrzebowanie na usługi WFDiF. Pozbawiona państwowego parasola Wytwórnia musiała zacząć konkurować z innymi państwowymi i prywatnymi producentami oraz z coraz prężniej działającymi firmami usługowymi. Włodzimierz Niderhaus miał przed sobą bardzo trudne zadanie, gdyż nie tylko należało opanować organizacyjnie tę instytucję, ale rozkręcić usługi zewnętrzne, wyposażyć, zredukować zatrudnienie a także rozpocząć produkcję własną filmów fabularnych, co dla wielu filmowców było trudne do przełknięcia, tak bardzo było to bowiem sprzeczne z wieloletnią tradycją.
 
Z Januszem Majewski,  fot. Borys Skrzyński/SFP

We wrześniu 2020 roku minęłoby 30 lat pracy Niderhausa w WFDiF.  W tym czasie Wytwórnia stała się największym polskim producentem filmowym, utrzymała status jednego z najważniejszych adresów polskiego kina. Udało się obronić ją przed zakusami deweloperów i przekształcić w instytucję kultury. Niderhaus wiedział, że nigdy nie należy tracić czujności, że byt każdej instytucji państwowej jest obarczony niepewnością.  -  To wielka strata dla kinematografii. Człowiek – instytucja – wspomina prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich Jacek Bromski. - Włodek był z nami od zawsze, aktywny, wszędzie obecny, producent, opiekun młodzieży filmowej, menadżer potężnej instytucji, jaką jest WFDiF.  Ja go pamiętam od mojego debiutu, filmu "Alicja" z 1980 r. Już wtedy zaprzyjaźniliśmy się. Później łączyło wiele wspólnych działań, akcji, bo przecież jego aktywność w kinematografii była dużo szersza, niż zarządzanie Wytwórnią. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale w jego wypadku to powiedzenie nie ma chyba sensu. Nie wiem, kto mógłby go zastąpić.

W 2019 roku wraz z redaktorem Marcinem Zawiślińskim zebraliśmy wspomnienia reżyserów, związanych przez ostatnie 30 lat z WFDiF. Część z nich znalazła się we wspomnianej książce jubileuszowej. Jerzy Antczak opowiadał, że kiedy pojawili się z Jadwigą Barańską na Chełmskiej w 1994 roku, zaskoczeni byli zmianami w Wytwórni. - Z  Włodkiem  Niderhausem łączyły nas  więzy  przyjaźni. Mogliśmy  zobaczyć   z bliska,  jak   diametralnie  zmienił  Wytwórnię w  instrument   niemal doskonały,  robiąc  jak  Bogumił  Niechcic  z  nieużytków  orne  pole.  Wiele  razy  oprowadzał  nas po  rozległych  obszarach  Wytwórni  i widzieliśmy, jak  kipiał  energią  i  w jego  sercu  rosły plany rozwoju  - mówi Jerzy Antczak.

- Czasem WFDiF bywała nawet siatką bezpieczeństwa w sytuacji, kiedy z projektem coś poszło nie tak. Ja doświadczyłem bezpiecznego lądowania, dzięki wyobraźni i profesjonalizmowi dyrektora Niderhausa przy okazji pechowych zdarzeń związanych z filmem „Szwadron” – opowiadał Juliusz Machulski. Decyzją Niderhausa wierzącego w ten film - gdy po nieszczęśliwym  wypadku na planie, zniszczeniu kamery i załamaniu się budżetu, stanął jako producent na skraju bankructwa. Wytwórnia zadziałała jak „complition bond”. Nie dość, że wyłożyła środki na dokończenie postprodukcji,  stała się również niejako ex-post współproducentem filmu.

Machulski podkreślał, że dla Niderhausa najważniejszy był wartościowy projekt. Przez 30 lat zrobili wspólnie 10 filmów fabularnych.

Reżyserzy mówią, że nie bał się ryzyka z jednej strony, a z drugiej – szanował niezależność reżysera. -„Galerianki” wyreżyserowałam tak jak chciałam. Mimo kompletnego braku doświadczenia, miałam wielką wolność tworzenia. Teraz jak o tym myślę, to wszystko wydaje mi się szalone – zastanawiała się Katarzyna Rosłaniec, która w WFDiF zrobiła swój słynny debiut. -  Czyli, Włodzimierz Niderhaus jest szaleńcem. I dlatego wyprodukował tak wiele dobrych filmów!

Kilka lat temu Włodzimierz Niderhaus jako jedyny zdecydował się na realizację debiutu Agnieszki Smoczyńskiej "Córki Dancingu". Smoczyńska wspominała, że przeczytał scenariusz, zaczął się śmiać. - To będzie coś ekstra albo chamskie porno. Mogę to zrobić z panią, ale tylko za 5 mln zł, bo nie jestem w stanie zebrać więcej na debiut – powiedział Smoczyńskiej. Od początku wiedziałam, że ten człowiek zrobi ten film. Włodzimierz Niderhaus nie gada, nie jęczy, ale naprawdę zajmuje się robieniem filmów. Jak mówi, że zrobi, to znaczy, że zrobi film.  Daje ogromną wolność twórczą – mówiła reżyserka. „Oczywiście to jest bardzo trudne, żeby nikomu nie odebrać wolności twórcy, ale jednocześnie młoda osoba, rozbuchana w swoich oczekiwaniach, wyobrażeniach i nadziejach, nie zawsze sama potrafi dokonać właściwych wyborów - mówiąc najogólniej. I tutaj wkracza producent” – mówił Włodzimierz Niderhaus Ani Serdiukow w wywiadzie z okazji 60-lecia WFDiF.

Niderhaus miał pewną ważną i rzadko spotykaną cechę. Szybko podejmował decyzję, jak chciał film zrobić, to robił. Po latach parania się filmem niezależnym, Bodo Kox zdecydował się w końcu podjąć studia w PWSFTviT w Łodzi. Scenariusz „Dziewczyny z szafy” pokazał swojemu opiekunowi, Robertowi Glińskiemu. Daj mi dwa tygodnie – usłyszał. I chwilę później siedział już  spotkaniu. -  „Dyro” ma szczególną, bardzo rzadką  cechę - szybko podejmuje decyzje. Na „tak”, albo na „nie”, ale decyzja jest – zauważył Robert Gliński. Tę cechę dostrzegł także Marek Koterski, który zaproponował film „Siedem uczuć” jednocześnie trzem producentom.  - Dyrektor Niderhaus przebił je jednym listem, który zresztą przyszedł jako pierwszy. Właśnie w tym liście dyrektor Niderhaus zgodził się na o wiele większą ilość dni zdjęciowych i odegranie wszystkich zbiorówek „na sucho”, co było szczególnie ważne, jeśli chodzi o całą sekwencję scen na Agrykoli, te wszystkie przyśpiewki i sceny w klasach. Wszystko to zrobiliśmy najpierw „na sucho”, co sprawiło, że jak robiliśmy trzeci dubel, to mieliśmy poczucie, że coś jest nie tak. A jeszcze wcześniej było pięć miesięcy prób z aktorami – opowiadał. - Ta aura braku pośpiechu, jak za dawnych dobrych czasów w teatrach, kiedy robiło się trzy miesiące stolikowych prób, była bardzo ważna.

- Włodek był obiektywnym i sprzyjającym partnerem. Czułem, że mam się na kim oprzeć. Jeździliśmy sporo po kraju, szukając funduszy, których ostatecznie było mniej, niż planowaliśmy. W tej sytuacji Włodek zrezygnował z marży producenckiej, a ja postanowiłem skrócić okres zdjęciowy – wspominał Filip Bajon, który w 2015 roku zrealizował w WFDiF „Panie Dulskie”.


Na 34. Koszalińskim Festiwalu Debiutów Filmowych Młodzi i Film, fot. Sylwia Olszewska

 - Włodzimierz Niderhaus zachowuje się wobec twórców, z którymi współpracuje, tak jak kiedyś Marin Karmitz wobec Krzysztofa Kieślowskiego. Traktuje ich jak swoje dzieci, naprawdę o nie dba – uważa Jacek Petrycki. - Fundamentalną zasługą Dyra jest to, że Wytwórnia przetrwała. Ostrzyli na nią zęby deweloperzy, ministrowie, biznesmeni. Dyro walczył jak Rejtan, dzięki niemu nie poszła pod młotek i na Chełmskiej 21 stoją hale filmowe, a nie apartamentowce – przypominał Robert Gliński. Niestety – Włodzimierz Niderhaus nie doczekał wstrzymanej przez pandemię premiery „Ziei”.

-  Etos WFDiF istniał zawsze i istnieje nadal. Dzisiaj to tu robi się najwięcej filmów. Włodzimierz Niderhaus doczekał się zarzutów, że wręcz za dużo –  zauważył  z pewną dozą ironii Janusz Majewski,  który zrobił tu dwa swoje ostatnie filmy – „Excentryków” i „Czarnego mercedesa”.  Oprócz filmów i fabularnych, w WFDiF Niderhaus produkował opartą o teksty współczesnych dramaturgów „Teatrotekę”, przy której nabijało sobie rękę wielu młodych reżyserów. To było jego oczko w głowie. Kiedy WFDiF wkroczyła w etap instytucji kultury, rozwijał działalność edukacyjną. Był bardzo dumny z cyklu filmowego Marka Brodzkiego „Historia w ożywionych obrazach” i kolejnych edycji Planu Filmowego. W głowie miał nowy projekt – Teatrotekę dla młodego widza.

  "Decyzja o realizacji za każdym razem jest wyzwaniem, zawsze jest ryzykowna i każdy projekt jest dla nas oryginalny. Są pewne parametry, które odpalają mi się w głowie w momencie podejmowania decyzji. – tłumaczył nam rok temu. Wywiadów nie lubił, więc mówił mało i oszczędnie. - Ale dopóki to nasze kolejne wytwórniane dziecko się nie urodzi i nie rozwinie, to musimy uzbroić się w cierpliwość. Jednakże,  jeśli za coś się bierzemy, to kończymy to, taką mam zasadę. Bez zbędnego marudzenia".

Włodzimierz Niderhaus, fot. Jacek Czerwiński


  Cytaty pochodzą z książki "Chełmska 21. 70 lat. WFDiF" z rozdziału "Portret w nowym wnętrzu", aut. A. Wróblewskiej i M. Zawiślińskiego.
Anna Wróblewska
artykuł redakcyjny / WFDiF
Ostatnia aktualizacja:  14.05.2020
Zobacz również
fot. Jacek Czerwiński/SFP
Zofia Ołdak – „Plastusiowy pamiętnik”
Ruszają kina plenerowe i plany filmowe
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll