PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Po raz kolejny wracamy do zakończonego 4 maja 2019 roku festiwalu 12. Mastercard Off Camera i do sekcji Pro Idustry. O tym jak zrealizować polski film „z hollywoodzkim rozmachem” opowiedzieli producenci, którzy niedawno przechodzili doświadczenie współpracy międzynarodowej: Krzysztof Terej, Piotr Woźniak – Starak (Watchout Studio, THE COLDEST GAME), Klaudia Śmieja-Rostworowska (Madants; Polska Gildia Producentów; MR JONES); Joanna Szymańska (Shipsboy, Polska Gildia Producentów; ADVENTURES OF A MATHEMATICIAN); Anna Różalska (Match&Spark, WHO WILL WRITE OUR HISTORY). Dyskusję moderowała Alicja Grawon-Jaksik.
 - O co można się rozbić? Gdzie są zagrożenia, a gdzie szanse – pytała Alicja Grawon-Jaksik. Jak się okazuje, tych pułapek jest wiele i czyhają zupełnie na zupełnie innych, niż się spodziewaliśmy, zakrętach filmowej ścieżki.

- Każdy film, który powstaje u nas, jest szyty jak buty na miarę. Scenariusz „The Coldest Game” pojawił się u nas osiem, dziewięć lat temu, kiedy robiliśmy „Bogów”. Scenariusz dawał okazję stworzenia historii opowiedzianej z perspektywy zewnętrznej, z perspektywy głównego bohatera – mówił Krzysztof Terej. Ostatecznie rolę tę zagrał Bill Pullman, ale nastąpiło to   w dramatycznych okolicznościach, opisywanych zresztą wielokrotnie w mediach. Początkowo rolę tę miał zagrać legendarny William Hurt, ale na moment przed zdjęciami uległ wypadkowi i producenci zostali bez głównej gwiazdy.

Chyba niewielu filmowców w Polsce zdaje sobie sprawę z tego, jak wielkim wyzwaniem jest pozyskanie międzynarodowej gwiazdy do skromnej, niezależnej produkcji. Z punktu widzenia wielkich agencji reprezentujących aktorów, reżyserów, twórców, niezależny europejski film jest na szarym końcu taśmy z projektami. – Mieliśmy reżysera debiutanta, ciężko było przekonać ich, że tu w Polsce po ulicach nie biegają niedźwiedzie – mówił obrazowo Piotr Woźniak-Starak. – Chcieliśmy, żeby nasz film wyglądał, jak z amerykańskiej perspektywy, choć robiony był za polskie pieniądze.

Nazwiska Allana Starskiego i Pawła Edelmana przydały projektowi wiarygodności. Po zgodzie aktora praca z jedną z największych agencji talentów ICM okazała się być wymagająca i proces negocjacji umowy trwał wiele miesięcy. Kiedy doszło do wypadku, jedynym wyjściem okazało się pozyskanie aktora z tej samej agencji. I tu ICM stanęło na wysokości zadania, 48 godzin później Bill Pullman już leciał samolotem do Polski. I jak, to określił Woźniak-Starak, okazał się „chodzącym sercem”, uwielbianym przez ekipę.

Alicja Grawon-Jaksik, Klaudia Śmieja-Rostworowska, Anna Różalska, Piotr Woźniak-Starak, Krzysztof Terej, Joanna Szymańska, fot. E. Terej

Przezwyciężenie tak wielkiego kryzysu wymaga stalowych nerwów. Bardzo podobne doświadczenia mi Klaudia Śmieja-Rostworowska, jedna z producentów ostatniego filmu Agnieszki Holland "Obywatel Jones" ("Mr. Jones"). Scenariusz przyszedł ze Stanów, twórcy filmu od razu założyli, że będzie to koprodukcja większościowa polska. Mieli fundusze z Polski i Ukrainy (tematem jest Wielki Głód). Schody zaczęły się w momencie, kiedy zaczęli szukać aktora ze Stanów. – Młodzi aktorzy chcą grać „avengersów”, a jeśli już decydują się na ambitny film, to za duże pieniądze – opowiadała producentka. Casting trwał 2,5 roku, kolejni aktorzy zgadzali się i odpadali. Aktor zdecydował się i dwa miesiące przed zdjęciami poszedł do serialu. I tu znowu hollywoodzka agencja – William Morris Endeavor– stanęła na wysokości zadania, proponując w ciągu jednego weekendu kilka bardzo dobrych nazwisk, dostępnych w terminach planowanych zdjęć. Dobra dotychczasowa współpraca przełożyła się na  harmonijne rozwiązanie kryzysu, spłynęły propozycje, aktor do głównej roli został znaleziony.

W przypadku filmu "Mr Jones"  rola WME (William Morris Endeavor) była szersza, niż jedynie zapewnienie obsady. Poza trójką głównych aktorów, reprezentowanych przez tę właśnie Agencję, WME wspomagało również w tzw. pakietowaniu filmu czyli połączeniu z agentami sprzedaży, inwestorami z amerykańskiego rynku i w końcu współreprezentacją sprzedażową na terenie Ameryki Północnej.

Klaudia przyznaje, że zachęcona powodzeniem zarówno „Mr. Jonesa” jak i „High Life”, którego była polską producentką, zaangażowała się w kolejny film ze Stanami. W tym przypadku projekt powstawał we współpracy z ICM. Kolejną z cenionych na rynku amerykańskim agencji.  Jak mówi Klaudia, w przypadku tak dużych organizmów jak ICM czy WME, zaangażowanie agencji ma dla nich podwójny wymiar  - z jednej strony mają dostęp do projektów dla swoich klientów (twórcy), stojących za nimi inwestorów a w końcu same zarabiają na wprowadzaniu tych tytułów do dystrybucji, zwiększając tym samym znaczenie twórców z własnej "stajni".

Alicja Grawon-Jaksik, Klaudia Śmieja-Rostworowska, Anna Różalska, fot. E. Terej

Goście panelu przestrzegają jednak – wszelkie kontakty z Hollywoodem muszą być kontrolowane przez dobrych prawników. – My z naszymi polskimi pieniędzmi to dla nich sytuacja „do pożarcia”. Musicie mieć kancelarię, która was wyciągnie z kryzysu, albo dobrego agenta w Stanach – doradzają.  Jeden z zagranicznych producentów zatrudnionych przez Watchout Studio zapewnił projektowi sieć kontaktów oraz pomoc w poruszaniu się w amerykańskich realiach.

Mimo iż produkowany przez Joannę Szymańską film „Geniusze” ("Advenetures of Mathematician") Thorsteina Kleina jest znacznie skromniejszą europejską produkcją, której akcja dzieje się w USA, doświadczenia z  współpracy międzynarodowej wydają się dość podobne.  – Pięć lat temu byłam wciąż nieopierzoną producentką krótkich metraży i dokumentów, ale miałam silne poczucie, że choć taki międzynarodowy projekt jest trudniejszy, to esencja jest podobna – śmieje się Szymańska. W pewnym momencie prywatni inwestorzy brytyjscy przeciągali podpisanie ostatecznych umów, była groźba utraty płynności finansowej. - Otrzymaliśmy wyjątkowo „radykalną” propozycję podziału dochodów z części terytoriów, co było dla nas i naszych polskich partnerów niekorzystne. Czułam, że zagraża to finansowaniu całej produkcji. Musiałam więc przestać myśleć europejskimi kategoriami „wszystko dla dobra projektu”, bo po tamtej stronie myślano biznesowo, „po amerykańsku”. I kiedy powiedziałam, że na proponowane rozwiązanie się nie zgadzam, gdyż mi się to ekonomicznie nie opłaca, moi partnerzy zrozumieli taki język od razu. Podpisaliśmy korzystniejszą dla nas wersję umowy.

I tu nie obyło się bez komplikacji z aktorem. Główną rolę od początku miał grać Polak, Jakub Gierszał, ale gdy współpraca ta okazała się niemożliwa zagraniczni partnerzy naciskali na obsadzenie roli Ulama aktorem zagranicznym. Tu również postawiliśmy wszystko na jedną kartę - dodaje Szymańska. Ulama musiał zagrać dobry polski aktor, dlatego w ciągu 48 godzin polscy producenci znaleźli zastępstwo w postaci Philipa Tłokińskiego, który przyjechał do nich prosto z planu „Kuriera”.

Joanna Szymańska dodaje, że dialogi w filmie są w języku angielskim, a polscy aktorzy sobie z tym świetnie poradzili.

Organizacja zdjęć w Stanach wymaga mnóstwa dokumentów, pozwoleń, co zrujnowałoby finansowo i kosztorysowo „Geniuszy”, producenci poszukali więc patentu i realizowali zdjęcia na prywatnym ranczu, które służyło jako agroturystyczny hotel. A że gośćmi są dziwacy jeżdżący po ranczu z kamerą w zabytkowym samochodzie z lat ’50, to już nikogo nie interesowało.

Anna Różalska jest jednocześnie agentką twórców filmowych, jak i producentką – m.in. koproducentką  znakomitego międzynarodowego filmu dokumentalnego  „Kto napisze naszą historię” ("Who will write our history") Roberty Grossman. - Reprezentujemy młode pokolenie polskich twórców,  których ambicją jest praca przy najlepszych międzynarodowych projektach; dzisiaj nie musimy mówić, że najlepsze filmy to filmy amerykańskie i nie musimy mieszkać w Kalifornii, by spełniać swoje ambicje. współpracujemy ze wszystkimi agencjami twórców w USA, których interesują głównie twórcy generujący wysokie przychody,  ale my w Match&Spark staramy się  łączyć i godzić interesy twórców z ich rozwojem artystycznym.

Bardzo ciekawy jest casus „Kto napisze naszą historię”. Początkowo Amerykanie zaplanowali małą produkcję dokumentu fabularyzowanego, dwa dni na green screenie…. Ostatecznie stanęło na… 19 dniach zdjęciowych, siedmiu dniach na drugim unicie i na  zaangażowaniu całej polskiej ekipy kreatywnej z topowymi polskimi aktorami na czele (i kilkuset statystów). Film zmienił się dzięki Polakom, ich propozycjom, talentom, energii. – Kiedy ekipa pojechała do Łodzi i porozmawiała z łódzką komisją, obejrzała miasto, to z miejsca zmieniła koncepcję filmu z „gadających głów” na film inscenizowany, ze zbudowanym gettem.

- Jesteśmy w stanie z polskim filmem iść za granicę, nasze pokolenie ma takie możliwości i to robi – mówi Piotr Starak. – Jesteś rzucony w ogień walki i albo z niego wyjdziesz  z ranami i siniakiem, ale przetrwasz i będziesz wiedzieć więcej. – Przełamujecie schemat myślenia w przededniu wielkich zmian – zauważyła Alicja Grawon – Jaksik.  - Jesteśmy superambitnym pokoleniem, ale nie możemy myśleć kategoriami skądinąd bardzo kochanego festiwalu w Gdyni. Nie mam poczucia, że mamy robić tylko nasze małe filmy, ale bez kompleksów wchodzić na rynek międzynarodowy. Teraz liczy się pomysł i talent, ale nie to, czy ma się siedzibę w Warszawie na Chełmskiej czy w Londynie w Soho.


fot. E. Terej

Pojawia się też wątek języka. I tu nasi goście byli zgodni –  amerykańcy bohaterowie niech mówią po angielsku, a polscy - po polsku, bo inaczej łatwo o  skuchę.  Watchout Studio zdecydował się na testy widowni w Stanach, żeby zobaczyć, jak widzowie wychowani na amerykańskich filmach reagują na „The Coldest Game” – to taka swoista „matura” produkcji. Producenci zwracają też uwagę na problemy wiążące się z planowaniem i rozliczaniem takiej produkcji. Do dziś zadziwiają hasła typu recoupment plan, a jeszcze niedawno PISF nie chciał przyjmować pewnego rodzaju rachunków i dokumentów, wiążących się z produkcją w Stanach.  – Amerykanie mówią językiem biznesu i  my się tego musimy nauczyć. Jeśli go używamy, wszystko idzie do przodu. Zaczynamy uczyć się dostosowania do systemu anglosaskiego a czasem pracy w kilku systemach jednocześnie – zauważyła Klaudia Śmieja.

Furorę zrobiła metafora Piotra Woźniaka – Staraka. – Kiedy jesteś młodym, początkującym producentem, to jedziesz starym fiatem, pyr pyr pyr, ale jedziesz, do przodu. Potem przesiadasz się do opla, dodajesz gazu, jednak nadal jest to nie najnowszy opel. A produkcja ze Stanami to jakbyś się z tego opla przesiadł do ferrari. Tempo i technika oszałamiają, ale…

  I dlatego, jak sam przyznaje, trzy kolejne filmy to spokojne „ople”, dla odmiany. – Może lepiej roztrzaskać się na małym projekcie, zanim osiągnie się płynność jazdy w  większych produkcjach – zastanawia się Klaudia.

- Nigdy nie będziemy amerykańskimi producentami, bo to nie są nasze historie. Kiedy jednak myślę o tych wszystkich czterech filmach, to widzę, że łączy ich bohater, który – upraszczając – ratuje świat – spuentowała Anna Różalska. – Może warto zastanowić się, jakie dzisiaj opowieści funkcjonują  na świecie. To interesuje świat. Świetnie, że są ludzie, którzy chcą je opowiadać.

Czyli, ostatecznie, znowu wracamy do korzeni – do talentu i dobrze opowiedzianej historii. Tyle że tu widownia więcej i aktorzy z różnych teatrów. Z ferrari nie należy przesadzać, ale nie ma co się ich bać.



Koordynatorką Off Camera Industry Pro jest Joanna Szymańska.



Anna Wróblewska
artykuł redakcyjny
Ostatnia aktualizacja:  27.05.2019
Zobacz również
Forum Krytyki Filmowej: kim jest dzisiaj krytyk?
Rusza 59. Krakowski Festiwal Festiwal Filmowy
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll