PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Usłyszał Krzysztof Zanussi, gdy szukał kompozytora do „Struktury kryształu”. Tak rozpoczęła się kilkudziesięcioletnia współpraca i przyjaźń, którą teraz w Krakowie uhonorował Festiwal Muzyki Filmowej. Krzysztof Zanussi i Wojciech Kilar byli bohaterami gali „Scoring4Polish Directors”. Reżyser spotkał się też z publicznością. Festiwal docenił również innych polskich kompozytorów – przede wszystkim Bartosza Chajdeckiego, wręczając mu statuetkę dla Polskiej Ścieżki Dźwiękowej 2018 roku.
Postać Wojciecha Kilara dla Festiwalu Muzyki Filmowej ważna jest od początku istnienia imprezy i łączy Kraków z Katowicami. To właśnie na FMF-ie przyznawana jest Nagroda im. Wojciecha Kilara – wręczana wyjątkowym i oryginalnym kompozytorom muzyki filmowej za całokształt twórczości. Dotychczas odebrali ją Elliot Goldenthal, Howard Shore, Michael Nyman i Alexandre Desplat, a teraz Craig Armstrong. Duch patrona statuetki obecny był na festiwalu wielokrotnie, nigdy jednak aż tak mocno. Organizatorzy nie tylko uczcili jego współpracę z Krzysztofem Zanussim – o czym poniżej, ale także doprowadzili do światowej premiery koncertu z jego muzyką do „Drakuli” Francisa Forda Coppoli (z Krakowa wydarzenie pojedzie na inne festiwale na świecie).

Początek współpracy z Wojciechem Kilarem

Ta współpraca rozpoczęła się nieco przez przypadek. „Chciałem zrobić reformę w kinematografii – dostać muzykę, zanim powstanie film” – opowiadał Krzysztof Zanussi w czasie spotkania z publicznością, prowadzonego przez Łukasza Maciejewskiego. „Zwróciłem się do Henryka Góreckiego, który się bardzo nad tym zastanowił. Po paru tygodniach wezwał mnie na spotkanie i na fortepianie przedstawił swój projekt – wspaniały, do dziś żałuję, że go nie nagrałem. Ale to by zupełnie inny film niż ten, który ja chciałem zrobić. Powiedziałem, że motyw jest przepiękny, że może zrobię film pod taką muzykę, ale na razie – robię inny. ‘To niech pan idzie do innego kompozytora’ – usłyszałem. ‘Jeżeli ktokolwiek pana zrozumie, to może Kilar’ – dowiedziałem się”. Wojciech Kilar do pomysłu podszedł sceptycznie – „Sensu to nie ma, ale jak pan bardzo chce, to panu napiszę” – wspominał reakcję muzyka filmowiec. „Napisał. Puszczałem ją w lasach, gdzie kręciliśmy, płosząc ptaki. Jak to zmontowałem, okazało się, że to jest jakiś film animowany – bo co cień przejdzie, to w muzyce pojawia się akcencik. Ja pod ten akcencik wszystko robiłem – sztachety płotu przesuwały się w rytm ksylofonu. Bez sensu wszystko. Kilar tylko skomentował: ‘Ja pana uprzedzałem. Tak się zawsze dzieje, gdy człowiek za blisko chce spotkać muzykę z obrazem’. Poddałem się: ‘Niech pan cokolwiek napisze, ja już się w ogóle nie będę wypowiadał’. I Wojtek napisał przepiękną muzykę do ‘Struktury kryształu’. Zupełnie inną i w innej roli niż to, co ja sobie wyobrażałem. To przestał być film animowany. Gdy zapytałem go, czy mógłbym jeszcze kiedykolwiek się do niego zwrócić, czy zgodzi się, żeby w ogóle po tej klęsce ze mną rozmawiać – po chwili zastanowienia – odpowiedział: ‘Spróbujmy’”.

Zapraszamy do obejrzenia krótkiego reportażu z festiwalu:

Wzajemne zaufanie

Zaraz po „Strukturze kryształu” (1969) twórcy wspólnie pracowali nad „Życiem rodzinnym” (1970). „I od tego czasu wszystko robiliśmy razem” – podsumował Krzysztof Zanussi, przypominając, że komponowanie do filmu było dla Wojciecha Kilara jedynie pobocznym zajęciem. „Był przede wszystkim kompozytorem muzyki koncertowej – to było to, czym żył, czym się przejmował”. Autor „Barw ochronnych” dawał muzykowi pełną swobodę. „’Pisz, co uważasz za stosowne. Ja ci powiem, gdzie oczekuję twojej muzyki, ale jak ją napiszesz gdzie indziej, to też dobrze, jak mi nie napiszesz, to trudno. I tak to się działo. Przyjmowałem wszystko z dobrodziejstwem inwentarza. Czasami tylko pani Małgorzata Przedpełska [również była gościem FMF-u i opowiadała zarówno o swojej współpracy z Wojciechem Kilarem, jak i razem z Katarzyną Figat poprowadziła warsztat na temat muzyki w filmie – przyp. DR], która była odważniejsza ode mnie, chodziła do Kilara i pytała czy nie można by jeszcze czegoś na ksylofonie zagrać”.

Fot. Krakowskie Biuro Festiwalowe.

„Stałość i przyjaźń” – największe wartości

Nigdy Krzysztof Zanussi nie chciał szukać innego kompozytora. „Nie miałem takiej tęsknoty, ponieważ żadna z muzyk, które napisał Kilar, mnie nie zawiodła, a ja uważałem, że jest to człowiek, który – na zasadzie zaufania i przyjaźni – komentuje każdy mój kolejny film. Daje swoje spojrzenie i dodaje mu wymiar muzyczny. Nie miałem ochoty próbować z kimś innym, bo byłem zawsze zadowolony z tego, co on robił. Raz czy dwa trochę pogrymasiłem, bo mi napisał jeden temat, a ja potrzebowałem dwóch i wtedy – tytułem kompromisu – sięgaliśmy do tematu z jego poprzedniego filmu. Tak samo jest u mnie z aktorami – te same osoby grają u mnie przez wiele lat. Lubię budować związki trwałe – mam do tego nawet filozoficzne uzasadnienie. Stałość i przyjaźń są dla mnie wartością. Stałość we współpracy. To, że się wspólnie rozwijamy – co jest równie dobre, jak sięganie po różne doświadczenia. Często ‘spieraliśmy się’ o to z Andrzejem Wajdą. Andrzej głosił swoje przekonanie, że chce korzystać z nowych pokoleń, impulsów, zmieniać ekipę. Ja – na odwrót: zawsze chciałem mieć tę samą ekipę, tych samych ludzi, tych samych współpracowników. I żaden z nas nie miał więcej racji”.

Pokusa współpracy z kimś innym

O ile Krzysztof Zanussi zawsze był zadowolony ze współpracy z Wojciechem Kilarem, o tyle… „Wojtek narzekał na mnie – nie byłem jego ulubionym reżyserem, mówił mi to nieustannie, dlatego że lepiej mu się pisało muzykę do filmów ludzi gwałtownych, którzy mieli w swoich filmach gwałtowne emocje, mocne efekty. A te moje filmy były na ogół przyciszone, rola dla muzyki była w nich bardziej subtelna”.

Krzysztof Zanussi, fot. Krakowskie Biuro Festiwalowe.

Dookoła sztuki: krytyka artystyczna

Jednak nie tylko współpraca z Wojciechem Kilarem była tematem rozmowy z Krzysztofem Zanussim, który w przeddzień koncertu i spotkania ogłoszony został laureatem Platynowych Lwów. Twórca podzielił się też swoimi refleksjami na temat sztuki w ogóle, a kina w szczególności. Sceptycznie reżyser odniósł się do współczesnej krytyki artystycznej. „Mamy do czynienia z upadkiem krytyki” – mówił. „Nie ma kryteriów, punktów odniesienia. Krytyka artystyczna bardzo upodobniła się do krytyki gastronomicznej, a ta jest oczywista. Pani Gessler je zupę i mówi: ‘Nie smakuje mi’. Albo: „Smakuje mi”. Tam już nie można powiedzieć dlaczego. Tak samo można pisać o filmach – stawiać gwiazdki. I tak samo mówić po koncercie – to jest dobry utwór albo słaby. Ale dlaczego – tego już nikt nie potrafi powiedzieć, z tym jest kłopot” – komentował. I dodawał: „Myśmy w tej demokracji za daleko poszli. Ludzie wypowiadają się na tych wszystkich fejsbukach, plotąc bzdury, nie mając do tego żadnego tytułu. Na jakiej podstawie to ci się nie podoba?”.

Czy film zmierza do załamania?

Na to pytanie Krzysztof Zanussi może swoją odpowiedzią niektórych zaskoczył? „Myślę, że film zmierza do załamania, ale jeszcze do tego nie doszło. Już kilka razy przeżywaliśmy pogrzeb, a okazuje się, że nieboszczyk się rusza. Ludzie chodzą do kina i frekwencja faluje – co jakiś czas się powiększa. Ta forma jeszcze cieszy, chociaż kiedyś mówiło się, że to młodzi chodzą do kina, a teraz – że odwrotnie: trzeba robić filmy dla ludzi po 40-tce, a najlepiej dla emerytów, bo ci mają masę czasu i lubią czasem posiedzieć dłużej w kinie. Bywa rozmaicie. Marketing daje nam ciągle nowe, sprzeczne informacje. Natomiast kino w tej postaci, w jakiej obecnie jest, na pewno za chwilę się zmieni. Podejrzewam, że zastąpi go holografia, że będzie to trójwymiarowe złudzenie, że w tym kierunku będziemy się posuwać. Nieważne czy to się podoba czy nie, może tak będzie. Nie odejdziemy na pewno od narracji. Narracja jest podstawą tego, co nas dzisiaj łączy, bo to zakumulowane doświadczenie życia innych ludzi, które jest nam niezbędnie potrzebne, bo sami nie znamy tylu ludzi i tylu losów ludzkich, które by nam pozwoliły wyrobić własne zdanie. Musimy się nauczyć wielu innych historii, żeby sprostać wyzwaniom dzisiejszego świata. A czy narracja będzie ciągle metodą Gutenberga przekształcana w drukowane zdania czy jednak będzie to narracja obrazkowa – tego nie wiem, pewnie nie dożyję. To są przemiany bieżące, my artyści musimy się na to godzić, nie ma co tu wierzgać, bo nic nie potrafimy tu zmienić, możemy tylko uwieść publiczność w jakiejś nowej formie”.

fot. Krakowskie Biuro Festiwalowe.

„Scoring4Polish Directors” – Krzysztof Zanussi

Wielokrotnie w trakcie festiwalu reżyser z dystansem podchodził do mody na słuchanie muzyki filmowej poza kinem, w oderwaniu od obrazu. Być może jego zdanie zmienił koncert „Scoring4Polish Directors”, którego był gościem honorowym. To już kolejna odsłona festiwalowego wieczoru poświęconego polskim twórcom – w minionych latach jego bohaterami byli Andrzej Wajda, Roman Polański i Agnieszka Holland. W tym roku w wypełnionej po brzegi sali Centrum Kongresowego ICE Kraków usłyszeć można było suity Wojciecha Kilara z „Iluminacji”, „Hipotezy”, „Bilansu kwartalnego”, „Kontraktu”, „Obcego ciała”, „Czarnego słońca”, „Cwału”, „Gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest” (w aranżacjach Nikiforosa Chrysolorasa). Dodatkowo zaprezentowano „Humoreskę” Michała Miodka i „Vals” Sandro Ruscio z filmu "Eter".

Bartosz Chajdecki, fot. Krakowskie Biuro Festiwalowe.

„Scoring4Polish Directors” – młodzi. Wydawajmy muzykę filmową

Druga część wieczoru „Scoring4Polish Directors” poświęcona była młodym kompozytorom. Tu bohaterem okazał się Bartosz Chajdecki, który został pierwszym laureatem nowej nagrody Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie – statuetki dla Polskiej Ścieżki Dźwiękowej Roku. Twórca uhonorowany został za swoją muzykę do serialu „Kruk. Szepty słychać po zmroku”. Odbierając nagrodę (a także na wcześniejszym panelu z nominowanymi), apelował, żeby polscy producenci częściej wydawali krążki z naszą muzyką filmową. W tym roku spośród 10 nominowanych, tylko Antoni Komasa-Łazarkiewicz doczekał się wydania swojej muzyki do „Kamerdynera”. Drugi nominowany – Mikołaj Trzaska – zbiera obecnie fundusze na wydanie muzyki do „Kleru”. A jak wielkie pragnienie jest obcowania z polską muzyką filmową koncert „Scoring4Polish Directors” dowiódł dobitnie – brawami, owacjami, entuzjazmem słuchaczy, którzy nie chcieli wypuścić orkiestry ze sceny. To jedyne w swoim rodzaju spotkanie kina i muzyki poza ekranem.

Więcej o 12. Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie wkrótce w „Magazynie Filmowym Stowarzyszenia Filmowców Polskich”.
Dagmara Romanowska
artykuł autorski
Ostatnia aktualizacja:  20.05.2019
Zobacz również
fot. Krakowskie Biuro Festiwalowe
38. Młodzi i Film: Konkurs Pełnometrażowych Debiutów Fabularnych
Dziś upływa termin naboru do konkursów 12. edycji KAMERALNEGO LATA
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll