PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
W dokumencie Piotra Stasika, zatytułowanym po prostu „Wojciech Marczewski”, jego bohater wyznaje, że dla twórcy bardzo ważna jest walka o utrzymanie wrażliwości, prawdy w patrzeniu na świat oraz sposobie przeżywania go, a zwłaszcza szczególnego rodzaju percepcji, jaka towarzyszy każdemu z nas w dzieciństwie . „Niezwykle istotne jest, by umieć zachować w sobie chłopca” – twierdzi Marczewski, znakomity, reżyser, scenarzysta i pedagog, który 28 lutego obchodzi swoje 75. urodziny.
Jest łodzianinem, więc nic dziwnego, że trafił do słynnej miejscowej Szkoły Filmowej, którą ukończył w 1969 roku, ale dyplomowanym reżyserem stał się… trzydzieści lat później (1998), mając już wtedy na swoim koncie tak wspaniałe filmy, jak „Zmory” (1978), „Klucznika” (1979), „Dreszcze” (1981) i „Ucieczkę z kina Wolność” (1990). „Film nie był moją jedyną pasją. Nie traktowałem go jako wielkiej szansy, nadziei, konieczności czy wewnętrznej potrzeby. Trochę pisałem, robiłem grafiki, brałem udział w wystawach amatorskich, publikowałem w prasie studenckiej. Bardzo interesował mnie teatr, także muzyka. Dopiero gdzieś dalej był film. We wszystkich tych dziedzinach, w których próbowałem sił, szybko trafiałem na limit swych możliwości, umiejętności czy nawet zainteresowania. Film to był wybór trochę z kalkulacji. Uświadomiłem sobie, że reżyser powinien zgromadzić właśnie ćwierćtalenty z różnych dziedzin. Gdy w szkole robiłem pierwsze ćwiczenie, zrozumiałem, że to jest właśnie to. I wtedy film zacząłem traktować już jak najbardziej serio, do tego stopnia, że po dwóch latach studiów – do łódzkiej szkoły filmowej dostałem się zaraz po maturze – zrobiłem sobie przerwę” – wyznał mi w rozmowie dla „Magazynu Filmowego” (nr 1/2012).

Zaczął studiować filozofię, gdyż czuł, że profesja reżysera, którą zamierzał w przyszłości uprawiać, wymagać będzie od niego jeszcze „bardziej sprecyzowanej osobowości, wiedzy, doświadczenia, że to jest zawód, w którym własny punkt widzenia, osobowość właśnie są być może najważniejsze”. Tęsknota do kina była jednak tak wielka, że studiów humanistycznych nie skończył, tylko wrócił do przerwanej edukacji w łódzkiej Szkole Filmowej.

Równolegle ze studiami – w latach 1964-1968 – pracował jako asystent w Studiu Małych Form Filmowych „Se-Ma-For” w Łodzi, gdzie zrealizował groteskę aktorsko-animowaną „Lekcja anatomii” (1968), a po ich ukończeniu w warszawskiej Wytwórni Filmowej „Czołówka”, w której nakręcił dwie krótkie fabuły – „Podróżni jak inni” (1969) i „Wielkanoc” (1974) oraz trzyodcinkowy serial telewizyjny „Odejścia, powroty” (1972).

Jako reżyser pełnometrażowego filmu kinowego zadebiutował w 1978 „Zmorami” (nagrody w Gdyni i San Sebastian, Nagroda im. Andrzeja Munka, Złota Kamera), znakomitą ekranizacją głośnej książki Emila Zegadłowicza, rozgrywającą się w małym galicyjskim miasteczku na początku dwudziestego wieku, poświęconą dojrzewaniu – i temu biologicznemu, i temu w sferze świadomości.

Akcja filmu następnego,  „Klucznika” (1979; nagrody w Olsztynie) według dramatu Wiesława Myśliwskiego, toczy się w czasie reformy rolnej. Umierający hrabia udaje, że nie dostrzega zachodzących zmian, a stary klucznik, powodowany miłosierdziem, nie mówi mu całej prawdy o tym, co się wokół dzieje...

Swego rodzaju kontynuacją „Zmór” są „Dreszcze” (1981; Srebrny Niedźwiedź w Berlinie, Nagroda Główna Jury w Gdyni). Rok 1955, 13-letni chłopiec jedzie na obóz młodzieżowy, tam przechodzi psychiczną i ideologiczną metamorfozę, zbliża się październik 1956 roku… To opowieść o dojrzewaniu w czasach szczególnych.

W 1990 roku nakręcił „Ucieczkę z kina Wolność”, groteskową opowieść o próbach ograniczania wolności, a dziesięć lat później „Weisera” (nagrody w Gdyni, trzy Orły), ekranizację „Weisera Dawidka” Pawła Huellego. Film, którego bohater, czterdziestoletni mężczyzna, stara się odtworzyć pewne tajemnicze wydarzenie z własnego dzieciństwa, nie dochowuje litery książki – jak twierdzi pisarz – ale dochowuje jej ducha.

Marczewski wiele czasu poświęca pracy pedagogicznej. W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku pełnił funkcję dziekana londyńskiej szkoły filmowej (The National Film and Television School). Od roku 1998 – wykładowca w łódzkiej Szkole Filmowej. Współzałożyciel i jeden z głównych pedagogów działającej od 2002 roku w Warszawie Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy, którą po śmierci Mistrza kieruje. Od roku 2017 pełni funkcję przewodniczący Rady Programowej Festiwalu Filmowego w Gdyni.

Ma na swym koncie wiele prestiżowych laurów, m.in. Specjalnego Złotego Dinozaura (2006), Złotego Glana (2015), Nagrodę Stowarzyszenia Filmowców Polskich za wybitne osiągnięcia artystyczne (2016), Galion Gdyński za całokształt twórczości (2018), a także Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski za „wybitne zasługi dla kultury narodowej oraz osiągnięcia w twórczości artystycznej" (2011).

Kiedy w Krakowie likwidowano kino Wolność, swój elegijny tekst na łamach lokalnego wydania „Gazety Wyborczej" zatytułowałem „Ucieczka z kina Wolność". Zilustrowano go zdjęciem budynku kina, a w jego gablocie plakat zapraszający na ostatni seans filmowy, grano wówczas amerykański film akcji „Przerwana misja". Przed kilkoma laty zapytałem Marczewskiego, czemu jego reżyserska misja została także przerwana – przez działalność pedagogiczną, festiwalową, społeczną. Zrealizował przecież kilka znakomitych filmów… Na pytanie: „Czemu kręcisz filmy tak rzadko”, odpowiedział: „Filmy powinniśmy kręcić tylko wtedy, gdy wierzymy, że mamy do powiedzenia widzom coś naprawdę istotnego. A na to zazwyczaj potrzeba czasu i pewnie więcej – niż mam w sobie – pychy”. Drogi Wojtku, do urodzinowego wszystkiego najlepszego dołączam jednak uparcie życzenia kolejnych –  tak świetnych jak dotychczasowe – filmów!
Jerzy Armata
SFP
Ostatnia aktualizacja:  26.02.2019
Zobacz również
fot. Borys Skrzyński/SFP
Filmowe asy Kina na Granicy
Dwie książki o Polskiej Szkole Filmowej
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll