PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Wraz z młodymi reżyserami i producentami do kina wkracza nowa fala kompozytorów. Na zakończonym 5 czerwca 11. Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie obok Jana A.P. Kaczmarka i Zbigniewa Preisnera kinomanów-melomanów swoją pracą zachwycali też Jimek, Bartosz Chajdecki i Antoni Komasa-Łazarkiewicz, a także zagraniczni artyści. Wszyscy spotkali się w trakcie koncertu „Scoring4PolishDirectors”.
„Scoring4…” to już marka sama w sobie. W minionych latach gośćmi koncertu byli Andrzej Wajda i Roman Polański. W tym roku główną bohaterką została Agnieszka Holland, ale obok melodii z jej filmów w auli ICE Kraków rozbrzmiały suity z „Ataku paniki” Pawła Maślony, „Sztuki kochania” Marii Sadowskiej, „Twojego Vincenta” Doroty Kobieli i Hugh Welchmana oraz „Człowieka z magicznym pudełkiem” Bodo Koxa. Później młodzi autorzy spotkali się na panelach dyskusyjnych poświęconych ich pracy. Co wnoszą do polskiego kina? Jak podchodzą do wyzwania, jakim jest pisanie muzyki do filmu? Jak powstawała muzyka do ich filmów? Skąd w polskich ekipach pojawiają się zagraniczne nazwiska – Sandro Di Stefano ("Człowiek z magicznym pudełkiem" – Nagroda za muzykę w Gdyni, nominacja do Orła), Clint Mansell ("Twój Vincent" – nominacja do Orła)? To tylko niektóre z tematów podjętych na Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie.

Współpraca z zagranicznym kompozytorem: "Twój Vincent"

Dlaczego – skoro lokalnie talentów nie brakuje – producenci i reżyserzy zapraszają do współpracy kompozytorów spoza Polski? Każdy przypadek jest inny.

Dla Doroty Kobieli zaangażowanie Clinta Mansella było spełnieniem marzenia – to właśnie jego muzyki słuchała, pracując nad scenariuszem „Twojego Vincenta”. – Bardzo podoba mi się jego styl, połączenie muzyki instrumentalnej z klasyką. Chwytał mnie zawsze za serce, jego kompozycje wprowadzały w odpowiedni klimat – mówiła reżyserka w Krakowie. – Przez trzy lata staraliśmy się o kontakt z nim – agent był nastawiony negatywnie. Byłam jednak twarda i nie widziałam żadnej innej opcji. W końcu udało się nam umówić na spotkanie, po którym wszyscy się popłakaliśmy. Było szalenie intensywne. Był to mroczny okres w życiu Mansella. Bał się, że swoją mroczną energią popsuje film. „Mam w sobie coś zepsutego” – stwierdził, ale tej nuty potrzebowałam. Vincent taki był. Clint Mansell swój żal i żałobę wyraził w muzyce, która posłużyła filmowi.

Rota, Morricone i Di Stefano

Inna droga doprowadziła do zatrudnienia przez producentów Romana Jarosza i Izabelę Igel Sandra Di Stefano. – Zadecydował o tym przypadek. Pitchowaliśmy projekt w Rzymie i zainteresowali się nimi włoscy koproducenci – wyjaśniał w trakcie panelu Bodo Kox. – Zaproponowali, że mogą zająć się realizacją dźwięku i muzyki. Ich pierwszą konkretną propozycją był Sandro. Posłuchałem jego kompozycji i uznałem, że nie mam przeciwwskazań. Marzyłem kiedyś, żeby pracować z Nino Rotą i Ennio Morricone, ale teraz są dla mnie Rota, Morricone i Di Stefano, który do komponowania podchodzi przez pryzmat psychologii. Jego doświadczenie wzbogaciło moje doświadczenie. Prywatnie ciągle słucham jego muzyki, która jest moim zdaniem jednym z największych walorów „Człowieka z magicznym pudełkiem”.

– Muzyka dla mnie to aktorka, członkini obsady – swoje doświadczenie i podejście do muzyki opisywał Sandro Di Stefano. – Dźwięk jest dla mnie jak kolor. Jestem kimś pomiędzy malarzem i reżyserem. Ze swoją aktorką staram się wejść do obsady, swoją farbą staram się położyć odpowiedni kolor. Muzykę staram się napisać na samym końcu.

– Czasami współpraca rodzi się z marzenia, kiedy indziej wydarza się przez przypadek. Odkrywanie innej osoby, pomysłów, na które sami byśmy nie wpadli, ma olbrzymią siłę. Zachęcam wszystkich do takiej otwartości na innych twórców. To zawsze działa. Sandro spotkałem przypadkowo, ale trzeba się na przypadki otwierać – dodawał Roman Jarosz. – Ten kot w worku okazał się tygrysem –podsumował Bodo Kox.

Maciej Zieliński: polski kompozytor w amerykańskich produkcjach

Jeszcze inaczej wyglądała droga do współpracy międzynarodowej dla Macieja Zielińskiego – w tym przypadku w odwrotnym kierunku: z Polski do USA. – Działo się to krok za krokiem. Zawsze chciałem spróbować szczęścia poza naszym krajem – mówił kompozytor w Krakowie. – Współpraca pomiędzy twórcami z różnych krajów umożliwia zmierzenie się z innym punktem widzenia, innym podejściem do materii filmowej, z tym, co twórca filmowy chce powiedzieć. Swoją współpracę z niezależnymi filmowcami z Ameryki rozpocząłem poprzez spotkania na festiwalach, ktoś mnie polecił… Nic spektakularnego. Doświadczenie pracy nad produkcjami amerykańskimi dało nowy kontekst moim pracom w Polsce – bardzo wiele się przy tym nauczyłem, musiałem opuszczać swoją strefę komfortu, szukać nowych rzeczy, nieoczywistych, poszerzających mój sposób myślenia i zasób środków.

– Jako osoba, która reprezentuje twórców, w tym Maćka Zielińskiego, patrzę na to z jeszcze innej strony – mówiła Anna Różalska z firmy Match&Spark. – Granice stają się coraz bardziej umowne i Polacy mogą starać się o współpracę z zagranicznymi ekipami. Wiąże się to też z finansami – koproducenci mogą wnosić do projektów właśnie kompozytora.

– Muzyka jest językiem uniwersalnym – uzupełniał Maciej Zieliński. – Muzycy mają nieco więcej szans na poruszanie się w środowisku międzynarodowym. Mieszkam w Polsce, pomysł związany z pracą poza jej granicami był nieco utopijny, ale to działa, chociaż nie jest najłatwiejsze.

Praca w międzynarodowym zespole, w różnych krajach wymaga specyficznej organizacji. Jej duża część odbywała się za pośrednictwem maili – o tym również była mowa w Krakowie. – Zawsze ważna jest dla mnie relacja z reżyserem, możliwość rozmowy o jego świecie, o tym, co o swoim filmie myśli – komentował Maciej Zieliński. – To najważniejsze na początek, potem rozpoczyna się przygoda. Jest Skype, Google Docs, Hangouts, co ma swoje zalety i pozwala skoncentrować się na projekcie, konkretyzuje pracę, nie wnosi elementu rozproszenia, któremu ulegamy przy spotkaniach bezpośrednich. Daje czas na przeanalizowanie, przemyślenie sprawy w kontekstach. Każdy rodzaj pracy ma swoje „zady i walety”.

Agnieszka Holland i Jan A.P. Kaczmarek, fot. Michał Ramus.

Muzyka daje bit i ratuje z tarapatów

Festiwal Muzyki Filmowej od swojego początku tak samo mocno stawia na mistrzów (w Krakowie gościli najwięksi, a Elliot Goldenthal czy Jan A.P. Kaczmarek przyjeżdżają tu właściwie co roku), jak i na młodych. Rozwijane są tu programy edukacyjne, odbywa się konkurs FMF Young Talent Award, działa FMF Youth Orchestra, organizowane są różnego rodzaju warsztaty edukacyjne. Młodzi kompozytorzy z całego świata goszczą na / są bohaterami głównych gal koncertowych. Tutaj po raz pierwszy dano tyle miejsca muzyce do gier, seriali… Nowości ze świata obrazu. W tym roku wyjątkowo mocno usłyszeć dało się nowe pokolenie polskich kompozytorów: Jimek czy Antoni Komasa-Łazarkiewicz.

– Przyszedł czas na młodych kompozytorów. Wnoszą nowy poziom. W trakcie koncertu „Scoring4PolishDirectors” było ich słychać. Młodzi rządzą – entuzjastycznie oceniał na panelowej dyskusji Piotr Woźniak-Starak, producent „Sztuki kochania”. Do pracy nad historią Michaliny Wisłockiej – już na etapie scenariusza – zaangażował Radzimira Dębskiego – Jimka (ur. w roku 1987). – Muzyką ratuje się ujęcia, a my staramy się być krok do przodu – opowiadał w Krakowie. – Zanim powstał film, Jimek napisał „nutę” – puszczałem ją ekipie, żeby znalazła „bit filmu”. Są w tej historii momenty, gdy w jednej scenie bohaterka wychodzi z obozu, w kolejnej idzie ulicą. W ogóle się to „nie montowało”. Byłem przekonany, że będziemy musieli coś tu zmienić, ale Jimek tak napisał muzykę, że to zagrało. Muzyka daje nam bit, ale też ratuje z tarapatów.

"Atak paniki": od impresji do ostatecznej wersji

Odrobinę inaczej, niestandardowo, wyglądała praca Jimka nad „Atakiem paniki”. Do współpracy zaprosił go producent Jan Kwieciński. – Najczęściej komponuje się muzykę pod konkretną scenę, ale nie w tym przypadku – opowiadał w Krakowie Jimek. Inne zobowiązania zawodowe zmusiły go do tego, że zostawił producentowi i reżyserowi półtorej godziny pewnej impresji i wyjechał z kraju. – Przekazałem im pewne elementy, żeby zobaczyć, co z nimi zrobią. Gdy wróciłem, pokazali mi materiał, który stał się dla mnie olbrzymią bazą wiedzy na temat tego, co działa, co nie, gdzie chcą szybciej, gdzie wolniej. Zacząłem kolorowankę od zera, ale na bardzo solidnej bazie. To doskonały system pracy, po który chciałbym też sięgać w przyszłości: najpierw wykonanie pewnej koncepcyjnej części, potem przerwa, następnie powrót. To daje świeże spojrzenie. Bez przerwy efekt nie byłby tak dobry.

– To trio: Janek Kwieciński, Paweł Maślona i Jimek – było sobie pisane i musiało się wydarzyć – przekonywała Patrycja Bukowska, konsultantka muzyczna, która pracowała nie tylko przy „Ataku paniki”, ale i „Planie B”, filmach Patryka Vegi czy cyklu „Listy do M.”. – W innej konfiguracji ten projekt by się nie wydarzył… Film był montowany bez temptracka. Przez chwilę rozważano, żeby w ogóle nie miał muzyki – bazował jedynie na efektach dźwiękowych. Minimalistycznie. Gdy jednak obejrzeliśmy "Atak paniki" z muzyką, okazało się, że jest ona jego kolejnym bohaterem, czymś dla niego tak organicznym, jak gra aktorów czy praca kamery. Jakby była tam od zawsze.

Warto rozmawiać

Prowadzone przez manager Festiwalu Muzyki Filmowej Agatę Grabowiecką oraz dziennikarkę Magdalenę Miśkę-Jackowską rozmowy pozwoliły też przyjrzeć się relacjom na linii reżyser-kompozytor. – Kompozytor najlepiej zna się na muzyce, ale o filmie więcej wiedzą reżyser i producent. Pracowali nad nim od lat – odpowiadał na pytania Bartosz Chajdecki ("Bogowie", "Bikini Blue"). – Największym problemem jest, gdy do danego fragmentu pasuje 15 różnych propozycji. Ważne, w jaki sposób muzyka wchodzi w obraz. Polemika z reżyserem: to pasuje, to nie – to głupia rozmowa. Reżyser wie lepiej. Największe problemy rodzą się między dźwiękiem i muzyką. Z reżyserem i producentem się nie dyskutuje, ale dźwięk i muzyka mogą wchodzić ze sobą w konflikt. Ktoś musi rozsądzić, co wyjdzie na plan pierwszy. Gdy zaczynam pracę, najpierw próbuję się dogadać z dźwiękowcem.

– Wygrywa magia kina. Jako muzycy cieszymy się, że jesteśmy tutaj. Chcielibyśmy robić filmy – dodawał Jimek. – Kino wygrywa ze sztukami audiowizualnymi, malarstwem. Muzyka ma w sobie coś, co w odpowiednim połączeniu z obrazem jest w stanie przynieść większy rozmiar.

– Bardzo podoba mi się idea takich spotkań – podsumowywała Dorota Kobiela. – W naszych środowiskach nie mamy za wielu możliwości, żeby się poznać i wymienić. W Annecy jest pitching kompozytorów dla reżyserów i producentów. Gdyby coś takiego odbywało się też w Polsce… - rzuciła na koniec pomysł. Może za rok, na 12. edycji Festiwalu Muzyki Filmowej?





Dagmara Romanowska
Artykuł redakcyjny
Ostatnia aktualizacja:  7.06.2018
Zobacz również
fot. Dagmara Romanowska
Brave Forbidden Cinema: Obrazy zapomnianych problemów świata
Otwarcie przeglądu polskich filmów historycznych w Nowym Jorku
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll