PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Rozmawiamy z Agnieszką Dziedzic, producentką filmu „Whatever Happens Next” Juliana Pörksena prezentowanego w sekcji „Perspective Deutsches Kino” 68. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie.

Marcin Radomski: W jaki sposób projekt „Whatever Happens Next” trafił do domu produkcyjnego Koi Studio?

Agnieszka Dziedzic: On znalazł nas. Zadziałały wspólne kontakty i znajomości. Wszystko zbiegło się z premierą „Małych Stłuczek” podczas festiwalu filmowego w Rotterdamie. Tam poznaliśmy niemieckiego producenta Stefana Gierena, który miał nowy projekt i chciał go zrealizować w koprodukcji z Polską. Spodobały mu się „Małe Stłuczki” zrobione z niedużym budżetem. Stefan podobnie myślał o „Whatever Happens Next“. Jednak to co dla Niemców jest niskobudżetowe, niekoniecznie okaże się takie dla nas. Liczyło się jego podejście, energia i duch debiutu. Zaczęliśmy rozmawiać, a potem konkretnie myśleć, jak ułożyć współpracę. Pierwszym krokiem jaki wykonaliśmy, było zgłoszenie projektu do Polsko-Niemieckiego Funduszu Co-Developmentowego. W końcu film otrzymał dofinansowanie z przekształconego programu wsparcia, jakim jest Polsko-Niemiecki Fundusz Filmowy. Niemiecki producent wypróbował wszystkich dróg i zgromadził pieniądze z ich funduszy. Wtedy mogliśmy rozpocząć pracę nad filmem.



A jakie kwestię zaskoczyły Cię przy pracy nad filmem?

W gruncie rzeczy nieporozumienia okazały się drobiazgami w skali całości. Wspólnym mianownikiem była determinacja, że pomimo niewielkich finansów możemy wypracować maksimum jakości.


Whatever Happens Next” to kino drogi,ale też historia o poszukiwaniu siebie.

To coming of age, ale nie gdy masz piętnaście lat, lecz trzydzieści pięć. Paul porzuca swoje mieszczańskie życie i udaje się w podróż bez planu. Za nim podążają żona i prywatny detektyw. Bohater próbuje zrozumieć sens swojej ucieczki, ale prawdopodobnie jest to czysty eskapizm. Podróżujemy razem z nim i zbieramy doświadczenia. Atutem filmu jest absurdalny humor, którym reżyser sprawnie operuje. Film powstał dzięki determinacji bardzo zgranej ekipy, gdzie każdy czuł się odpowiedzialny za cały plan. Pozytywna atmosfera pomogła debiutującemu reżyserowi.


Gdzie planowaliście zrealizować film?

Początkowo reżyser Julian Pörksen chciał kręcić w Warszawie, ale my zaproponowaliśmy zmianę lokacji na Łódź, ponieważ byliśmy świeżo po doświadczeniach realizacji w tym mieście „Małych Stłuczek”. Mieliśmy przetarte szlaki. Reżyser i producent przyjechali do Łodzi i szybko przekonali się do naszego pomysłu. Zdjęcia w Polsce trwały tydzień.


Kogo zaangażowaliście do pracy przy „Whatever Happens Next”?

W ekipie mieliśmy wielu polskich twórców. Departamenty kreatywne miały polskich kierowników. Drugim reżyserem była Emilia Śniegoska, która ma niesamowitą łatwość mówienia w wielu językach, w tym po niemiecku. Reżyserią dźwięku zajęła się Paulina Sacha, ale polski był też pion oświetleniowy, scenograficzny i kostiumowy.


Film ma swoją światową premierę w prestiżowej sekcji „Perspective Deutsches Kino“ podczas 68. Berlinale. To duży sukces dla młodej producentki i miedzynarodowej ekipy.

Oczywiście. Realizujemy plan A dla tego filmu. Reżyser pokazywał pierwszy film krótkometrażowy „Sometimes We Sit and Think and Sometimes We Just Sit” w 2012 roku na Berlinale w tej samej sekcji. „Whatever Happens Next” to z jednej strony mały film jeśli chodzi o skalę produkcji, ale z drugiej to artystyczna perełka. Fantastycznie, że tutaj mamy premierę. Teraz jest czas, aby się cieszyć.


Co dalej zamierzacie zrobić z filmem?

Rozmawiamy z agentami sprzedaży, ponieważ chcemy, aby film miał szerszą dystrybucję. Myślimy o eventowej dystrybucji kierowanej do konkretnego widza, który szuka tego typu filmu. Na pewno „Whatever Happens Next” pojawi się na festiwalach w Polsce i na świecie. 



Tarapaty”, które produkowałaś pobiły rekord frekwencyjny wśród filmów dla widowni familijnej – poszło na nie ponad 300 tysięcy widzów.

Szalenie się cieszę, ponieważ w tym przypadku dystrybucja kinowa była platformą spotkania z widzem. 15 lutego wyszło DVD z „Tarapatami” a w marcu film będzie miał swoją premierę na jednym z największych festiwali kina dziecięcego na świecie – TIFF Kids w Toronto. Myślimy też o tym, żeby zrobić kolejną część filmu. Cechą charakterystyczną dojrzałych rynków kina dziecięcego jest istnienie marek, czyli powracającego tytułu. To realna szansa dla polskiej kinematografii dziecięcej. Widzowie znają już tytuł, polubili bohaterów, chętnie wybiorą się do kina jeszcze raz. Najtrudniej zdobyć uwagę publiczności, a przy drugiej części jest szansa, że dzieci same będą chciały pójść do kina, a nawet same wybiorą polski tytuł zamiast zagranicznej serii.

 

Czy trudno jest być producentką w Polsce?

Trudno, ale każdy zawód składa się z wyzwań. Ciężko jest utrzymać firmę . Źródła finansowania są ograniczone, jesteśmy rozdarci pomiędzy PISF-em i rynkiem. Nasza firma musi prowadzić kilka projektów w tym samym czasie i to jest skomplikowane ale też daje dużo satysfakcji. Lubię moja pracę i to jest duże ułatwienie.

*** 

Agnieszka Dziedzic - producentka filmowa, współzałożycielka Koi Studio. Brała udział w wielu międzynarodowych warsztatach takich jak Sources 2 i MAIA. Skończyła Historię Sztuki i Wiedzę o Kulturze na Uniwersytecie Warszawskim., jest także absolwentką Programu dla Kreatywnych Producentów w Szkole Wajdy. Jej pełnometrażowy debiut „Małe stłuczki” w reżyserii Oli Gowin i Irka Grzyba miał swoją premierę na MFF w Rotterdamie w 2014 roku, był pokazywany i nagradzany na całym świecie. Z kolei produkowane przez nią „Tarapaty" w reżyserii Marty Karwowskiej osiągnęły w kinach w Polsce rekordowy wynik wśród filmów familijnych - poszło na nie ponad 300 tysięcy osób.


68. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie potrwa do 25 lutego 2018.

 



Marcin Radomski z Berlina
artykuł redakcyjny
Ostatnia aktualizacja:  21.02.2018
Zobacz również
fot. archiwum prywatne
Nagrody O 2018: Ewa Braun i Lech Majewski z laurem w kategorii „Teatr”
24. edycja Wiosny Filmów startuje w kwietniu
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2021
Scroll