PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Legendarny Zagłoba z filmu „Ogniem i mieczem” Jerzego Hoffmana, dyrektor Krzakowski z „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz” i Jan Hochwander – kierownik produkcji z „Misia” Stanisława Barei, to tylko trzy z kilkuset niezwykłych kreacji aktorskich Krzysztofa Kowalewskiego.
Na 25 Jubileuszowym Ogólnopolskim Festiwalu Sztuki Filmowej „Prowincjonalia 2018” we Wrześni, ulubieniec publiczności otrzyma honorowego „Jańcia Wodnika” za dorobek artystyczny życia. Odbędzie się retrospektywa twórczości  artysty oraz spotkanie z nim. Nagroda zostanie wręczona 21 lutego we Wrzesińskim Ośrodku Kultury po projekcji filmu krótkometrażowego "Ja i mój tata" (prod. Studio Munka-SFP) w reż. Aleksandra Pietrzaka, w którym aktor wystąpił w jednej z głównych ról, partnerując Łukaszowi Simlatowi


Krzysztof Kowalewski w powszechnym mniemaniu uchodzi przede wszystkim za aktora komediowego. Nie jest to pełna prawda o artyście. Wydaje się bowiem, że w jego przypadku role innego rodzaju pogłębiają wizerunek aktora tego typu. A przecież równie ciekawy i wyrazisty jest on  w kostiumie historycznym czy w rolach poważniejszych, w filmach obyczajowych. Dopiero wszystkie razem sumują się w pełny obraz Krzysztofa Kowalewskiego na scenie i ekranie. No właśnie, nie zapominajmy o wszechstronności artysty – świadczą o niej występy na scenie teatralnej, kabaretowej, w Teatrze Polskiego Radia oraz w kinie i telewizji. Nie ma dziedziny aktorskiej, której nie opanowałby Kowalewski i być może ta różnorodna obecność pomogła mu zjednać wielką sympatię widzów.

Krzysztof Kowalewski urodził się w Warszawie i niemal całe życie zawodowe spędził w stolicy. Studiował sztukę aktorską w tamtejszej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w latach 1955-1960, by w momencie jej ukończenia zadebiutować drobnym epizodem w „Krzyżakach” (1960) Aleksandra Forda jako jeden z łuczników. W tym samym czasie zaczął pracę  na warszawskich scenach teatralnych, najpierw w Teatrze Klasycznym (1960-1961), w którym w 1961 roku zadebiutował, następnie w Dramatycznym (1961-1962), Polskim (1962-1970), STS-ie (1970-1973), Rozmaitości (1974-1977), by ostatecznie związać się z Teatrem Współczesnym (od 1977 roku). Z czasem został także twarzą, a właściwie głosem wspomnianego wyżej teatru radiowego, gdzie zasłynął rolą w kultowym słuchowisku emitowanym w Programie III Polskiego Radia – „Kocham pana, Panie Sułku”. Równocześnie rozwijała się jego kariera telewizyjna i filmowa.

Układała się ona meandrycznie i kapryśnie, nie zawsze też na pierwszym planie, ale zawsze pracowicie (dzisiaj to około 120 ról). Można jednak w jej różnorodności i obfitości znaleźć punkty odniesienia. Początkowo, w latach 60., Kowalewski pojawiał się na dużym ekranie u Witolda Lesiewicza w filmach "Kwiecień" (1961; jako Sulikowski) oraz "Miejsce dla jednego" (1965; jako sierżant MO). Ważna była też o wiele dłuższa przygoda w świecie filmowym Janusza Majewskiego. Warto wymienić tu m.in. role: asystenta kardynała w „Urzędzie” (1969), świadka napadu  w „Zbrodniarzu, który ukradł zbrodnię” czy szefa kompanii w "C.K. Dezerterzy" (1985). Wkrótce okazało się, że aktor najlepiej czuje się w świecie komediowym Stanisława Barei i Stanisława Tyma. Obaj twórcy demaskowali przy pomocy satyryczno-komediowej tonacji absurdy postawionego na głowie państwa PRL-u. Kowalewski był w nich nie tak całkiem zwykłym obywatelem, a to bowiem milicjantem w "Nie ma róży bez ognia" (1974), czy, już w głównych rolach - zdeterminowanym wróżbą Cyganki Michałem Romanem w „Brunecie wieczorową porą” (1976) oraz Krzakoskim, dyrektorem przedsiębiorstwa „Pol-Pim” w "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz" (1978), czy wreszcie Hochwanderem, kierownikiem produkcji filmu w „Misiu” (1981). W wymienionych tytułach, tworzących uniwersum Barei, aktor grał role dość prominentnych, cwanych oficjeli, którzy próbowali na swój sposób odnaleźć się w pozornie twardych, choć tak naprawdę sztucznych regułach tekturowego świata realnego socjalizmu. Jego mali i więksi dygnitarze nie byli w gruncie rzeczy więksi niż świat, w którym funkcjonowali, choć mieli swoje aspiracje (czytaj: kombinacje). Kontynuacjami tych ról okazały się te, które kreował u artystycznego spadkobiercy i przyjaciela Barei, Stanisława Tyma, w „Rozmowach kontrolowanych” (1991) Sylwestra Chęcińskiego (według scenariusza Tyma) oraz „Rysiu” (2007) tegoż ostatniego, w których obu zagrał Molibdena, najpierw oficera SB, a w drugim - już komendanta policji w Suwałkach.

Aktor dobrze odnajduje się też w repertuarze familijnym, czy po prostu skierowanym do młodej publiczności, co potwierdzają takie filmy i seriale telewizyjne, jak "Rodzina Leśniewskich" (1980) czy „Janka” (1989). W ostatnich latach grał już nie tylko głowy rodzin czy dyrektorów szkół, ale także lekarzy w poważniejszych filmach, takich jak "Serce na dłoni" (2008) Krzysztofa Zanussiego oraz "Mniejsze zło" (2009) Janusza Morgensterna czy – odwrotnie – w lżejszym repertuarze komedii romantycznej – Karola, ojca szukającej miłości Judyty w dylogii „Nigdy w życiu” (2004) i "Ja wam pokażę!" (2006). W tej zmienności doboru ról Krzysztof Kowalewski pozostaje zawsze wiarygodny w pełnym profesjonalizmu rzemiośle, ale nie może on przesłonić widzom czegoś więcej, mianowicie artyzmu w kluczowej roli w jego dorobku, Onufrego Zagłoby w sienkiewiczowskim "Ogniem i mieczem" (1999) Jerzego Hoffmana.

Już w 1974 roku aktor wystąpił u tego reżysera w adaptacji innej części Trylogii – „Potopu”, gdzie zagrał Rocha Kowalskiego, omotanego właśnie przez Zagłobę (wtedy wcielił się w niego Kazimierz Wichniarz). Ćwierć wieku później Hoffman i Krzysztof Kowalewski mieli już inny patent na tę postać. Z jednej strony, co wynika ze struktury powieściowej i w następstwie – scenariuszowej, postać Zagłoby łączy w filmie wątki innych, tych pierwszoplanowych, spajając opowieść, ale przede wszystkim narzucając jej własną perspektywę. Zagłoba w interpretacji Kowalewskiego mieni się bogactwem osobowościowym i emocjonalnym, jego rys psychologiczny jest skomplikowany i wieloraki. To nie tylko jowialny samochwała, to nie tylko ktoś pełen fantazji, to ktoś zarazem odważny i tchórzliwy, ale przede wszystkim rozumny. Jednak Jan Onufry Zagłoba wie, kiedy i jak użyć rozumu, ale wie też, kiedy użyć serca lub siły. Tchórzliwy i bohaterski zarazem, Zagłoba został obmyślony przez Sienkiewicza trochę na podobieństwo szekspirowskiego Falstaffa, a Kowalewski dodał do niego rys innej postaci z twórczości wielkiego dramaturga. Była nią, wielokrotnie kreowana przez aktora na scenie, rola sir Tobiasza Czkawki (Tony Belcha), i nagradzana za kunszt rozświetlający spektakl „Wieczór trzech Króli” w reżyserii Macieja Englerta, grany od 1991 roku. Kowalewski chciał w filmie Hoffmana pokazać Zagłobę jako człowieka pełnego, z krwi i kości, duszy i ciała, targanego emocjami, które jednak potrafi niekiedy opanować rozum, najważniejsze i najlepsze narzędzie człowieka. To rola życia Krzysztofa Kowalewskiego, któremu należy życzyć zdrowia i szczęścia w poszukiwaniu równie interesujących aktorskich spełnień.

XXV Jubileuszowy Ogólnopolski Festiwal Sztuki Filmowej Prowincjonalia we Wrześni potrwają od 21 do 24 lutego 2018 roku.

www.prowincjonalia.com.pl



Jacek Nowakowski/AK
Prowincjonalia
Ostatnia aktualizacja:  17.01.2018
Zobacz również
fot. Studio Munka-SFP
Wystawa Ewy Braun w łódzkim Muzeum Kinematografii już otwarta
45 lat filmoznawstwa na UAM w Poznaniu. Wystawa
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll