PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
WYDARZENIA
  2.09.2017
Z Martą Karwowską, reżyserką filmu „Tarapaty” – w nowym numerze „Magazynu Filmowego” (nr 9/2017) – rozmawia Kuba Armata. Oto fragment wywiadu, który w całości będzie można przeczytać na łamach pisma już 11 września.
"Tarapaty" to twój pełnometrażowy debiut reżyserski. Co więcej, jesteś także autorką scenariusza.
Zaczęłam o tym myśleć, kiedy kończyłam Szkołę Filmową w Łodzi. Moja dobra przyjaciółka, z którą znam się od dzieciństwa, opowiedziała mi kiedyś historię dziwnych kradzieży, jakie miały miejsce na Saskiej Kępie. A to tereny mi bliskie, bo chodziłam tam do szkoły. Nie mogę zbyt wiele o tym mówić, żeby nie zdradzić sedna filmu. Pomyślałam, że może to być dobry pomysł na kino dla młodego widza, coś à la „Wakacje z duchami”. Odłożyłam to w czasie, bo urodziłam dzieci, ale jakieś trzy lata temu postanowiłam do tego wrócić. Zaczęło się od wniosku stypendialnego Młoda Polska z Narodowego Centrum Kultury na napisanie scenariusza i zrobienie zwiastuna. Udało się i raptem z jedną stroną treatmentu poszłam do Agnieszki Dziedzic z Koi-Studio. Pierwsze, o co Agnieszka zapytała po przeczytaniu, to jak to się kończy. Zrobiłyśmy razem zwiastun i dostałyśmy się na warsztaty developmentu Film for Kids.Pro.

Jak ważne one były dla ciebie i filmu?
To chyba najlepsze, co mogło nam się przytrafić. Warsztaty trwały rok i składały się z trzech sesji wyjazdowych, które połączone były z festiwalami kina dla dzieci. Pracowaliśmy w grupach nad konkretnymi projektami. Dobrze się w tym czułam, bo przypominało mi to pracę nad dyplomem w Łodzi. Co pewien czas przynosiliśmy kolejny wariant tekstu i wspólnie go omawialiśmy. Dzięki warsztatom scenariusz był gotowy i można było go składać do PISF-u.

Czy tekst w trakcie warsztatów bardzo się zmienił?
Ogromnie. Zmieniły się okoliczności, cała intryga. Początkowo ten film był o reprywatyzacji.

Bardzo aktualny temat.
Też tak czułam (śmiech). Podczas warsztatów zrozumiałam, że robienie filmu dla dzieci „o papierach” jest bez sensu. Czułam, że ważny będzie dom, w sensie budynku. To było podstawą. Sama intryga pojawiła się między kolejnymi warsztatowymi spotkaniami. Wiele też zmieniło się w konstrukcji bohaterów. Ostateczny kształt „Tarapatów” wyklarował się podczas ostatniej sesji naszych prac. To w ogóle była seria fortunnych okoliczności. Najpierw warsztaty, później specjalna komisja w PISF-ie, dzięki czemu nie musieliśmy konkurować z filmami dla dorosłych. Oczywiście, dobry scenariusz obroni się bez względu na to, do kogo jest skierowany. Ale historia dla dzieci jest inaczej opowiedziana, siłą rzeczy trochę prostsza. Posługuje się innymi środkami, metaforami, innym poziomem emocjonalności.

Nie miałaś obaw, żeby zadebiutować filmem dla dzieci? To przecież najbardziej wymagająca publiczność.
To prawda, dziecko wychwyci wszystko, ale to mi się właśnie podoba. Wzrusza mnie, kiedy patrzę na młodych widzów oglądających "Tarapaty". Nie ma tam żadnej maski, nie trzeba mówić, że coś się podoba, bo tak wypada. Dzieci reagują zgodnie z emocjami, jakie w sobie mają. Stanowiło to wyzwanie, ale nie powodowało obaw. Umiem pracować tylko wtedy, gdy naprawdę wiem, że coś chcę zrobić. Tak było z „Tarapatami”, nie miałam żadnych dylematów. Chyba większym wyzwaniem niż to, że robię film dla dzieci, był fakt, że robię film z dziećmi.

Wielu reżyserów podkreśla, że to niełatwe.
Nie była to łatwa praca, ale na pewno przyjemna. Ważna w tym kontekście była też dorosła obsada. Wiedziałam, że muszę mieć dobrych aktorów, bo nie będę mogła poświęcić im 100 procent uwagi. W moim łódzkim dyplomie grała ośmiolatka i dokładnie pamiętam, jak to wyglądało. Dorosłym wystarczy powiedzieć dwa zdania i rozumieją, z dziećmi to jedna wielka niewiadoma. Nie masz pewności, że kiedy naciśniesz określony guzik, dostaniesz efekt, na jaki czekasz. Co też może być interesujące. Pamiętam, że w czasach szkolnych rozmawiałam ze Stanisławem Jędryką o jego współpracy z młodymi aktorami. Powiedział wtedy ważną rzecz, że tak naprawdę wszystko jest kwestią castingu. Kiedy nie wybierzesz dobrze, to choćbyś stanął na głowie, dużo nie ugrasz.

Kuba Armata
Magazyn Filmowy 09/2017
Ostatnia aktualizacja:  1.09.2017
Zobacz również
fot. Kamila Szuba
Ars Independent'2017. Szczegóły programu
42. FPFF: Pokazy specjalne, KFF na fali i Filmy z Gdyni
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2021
Scroll