PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
WYDARZENIA
  23.06.2017
Bohaterem wakacyjnego numeru „Magazynu Filmowego” (nr 7-8/2017) jest Andrzej Stachecki. Z producentem rozmawia Bartosz Czartoryski. Oto fragment wywiadu, który w całości będzie można przeczytać na łamach pisma już 10 lipca.
Bartosz Czartoryski: Pańska firma producencka V-Film operuje z Wrocławia i zastanawiam się, czy gdyby zdecydował się pan na przenosiny do Warszawy, kojarzonej jako centrum działań filmowych w Polsce, zmieniłoby to coś w pańskiej działalności?

Andrzej Stachecki
: Myślę, że tak, bo zapewne udałoby się i inicjować, i realizować więcej projektów, gdyż tam znajduje się znaczna część środowiska. A kontakt z twórcami jest zarzewiem każdej myśli producenckiej, który inicjuje kolejne przedsięwzięcia. W Warszawie są też instytucje finansujące, począwszy od Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, są telewizje, potencjalni sponsorzy, bo tak mamy tej kraj scentralizowany. Lecz to, że Wrocław nie jest centrum filmowym daje niekiedy szansę robić rzeczy po swojemu, może czasem nieco dłużej, ale bywa, że z ciekawszymi efektami. Przygotowujemy np., już od paru lat, z Waldemarem Krzystkiem serial „Dom pod Dwoma Orłami” i mam nadzieję, że na początku przyszłego roku produkcja ruszy, bo będzie to nie lada wydarzenie.

Bo...?

Bo takiego wysokonakładowego historycznego serialu z Wrocławiem w tle, który opowiada o poniemieckiej historii tej części Europy, o ludności napływowej, o tym, jak polskość się tutaj rodziła, jeszcze u nas nie było.

I to poniekąd udowadnia, że w kontekście tego, o czym przed chwilą mówiliśmy, Dolny Śląsk nie jest jakąś prowincją polskiego przemysłu filmowego, prawda?

O tak, dzięki temu, że działa tutaj Odra-Film czy Wrocław Film Commission, są środki publiczne, samorządowe i miejskie przeznaczane na produkcję filmową. Niestety, coraz mniej, ale są. I to jest przyczyna, dla której pojawiają się ważne tytuły, jak „Sługi boże” czy „PokotAgnieszki Holland, który również na Dolnym Śląsku był kręcony. Cieszy mnie to, bo pozwala istnieć przemysłowi filmowemu, a ten przemysł to ludzie, fachowcy, ci, którzy są za kamerą, na drugim, trzecim planie, ale dzięki ich umiejętnościom nasze kino nie odbiega od produkcji z reszty Europy.

Czy przynależność do Stowarzyszenia Filmowców Polskich pomaga panu w pracy?

Przy pracy producenckiej członkostwo w Stowarzyszeniu nie przekłada się bezpośrednio na żadne korzyści. Bo teoretycznie producentem może być każdy i liczy się to, czy potrafi dotrzeć do odpowiednich osób i przekonać je do, np. sfinansowania filmu. Nie ma znaczenia, czy jestem członkiem SFP. Stowarzyszenie jest organizacją dla twórców dzieła i ma reprezentować ich interesy przez skuteczne ściąganie tantiem i należności związanych z ich pracą oraz wspomagać w działalności socjalnej, reprezentować w innych instytucjach. Producentom pomaga Krajowa Izba Producentów Audiowizualnych, bo przynależność do tej instytucji jest jednak pewnym wyznacznikiem jakości pracy, trzeba spełnić określone warunki, aby móc się tam zapisać. KIPA prowadzi warsztaty, szkolenia, finansuje różne inicjatywy i pomaga w kontaktach zewnętrznych.

Niejednemu kinomanowi wydaje się, że rola producenta jest kontrastowa do roli twórcy, bo jednemu zależy na wartości komercyjnej, a drugiemu na artystycznej, i na tym tle dochodzi czasem do spięć. Ale to nie do końca tak.

Oczywiście, ważne jest dla producenta, żeby gotowy film wywoływał niemałe emocje, bo jednak poświęca się mu czasem parę lat życia. Dlatego, kiedy twórca przychodzi z projektem, który może mnie zainteresować, skupiam na nim całą swoją uwagę, żebyśmy razem mogli coś fajnego z tym pomysłem zrobić. Jestem wtedy kimś, kto stara się reżyserowi pomóc. Szukam źródeł finansowania, stwarzam bazę i ramy produkcyjne, a potem określam sposób dystrybucji. Na każdym etapie tworzenia filmu specjalistyczna wiedza producencka może się przydać. Nie tylko przy samym procesie realizacyjnym, ale i późniejszym, kiedy przychodzi do sprzedaży gotowego już produktu. Innymi słowy, moim zadaniem jest opakowanie pomysłu wychodzącego od twórcy i pokazanie go światu w najlepszy możliwy sposób. Ale bywają sytuacje, kiedy wychodzi się z własną inicjatywą i szuka kogoś, kto chciałby to nakręcić. Na przykład teraz będziemy realizować z Magdaleną Łazarkiewicz, bo akurat ją udało się tym zainteresować, projekt pod tytułem „Trzy kobiety”. Fabuła osadzona jest w czasie drugiej wojny światowej, ale widzianej z perspektywy kobiet. Usłyszałem w III programie Polskiego Radia o Stanisławie Rachwał, która była w obozie koncentracyjnym, a po wojnie w ubeckich więzieniach. I tam spotkała swoją prześladowczynię, Marię Mandel. Losy tych kobiet przecinają się z losami jeszcze jednej, Krystyny Żywulskiej, również więźniarki, późniejszej autorki tekstów literackich. Z tych historii można stworzyć pewną syntezę traktującą o tym, jak człowiek stający naprzeciw różnych totalitaryzmów umie znaleźć godność w skrajnych sytuacjach i, co najważniejsze, przebaczyć.
Bartosz Czartoryski
Magazyn Filmowy 07/2017
Ostatnia aktualizacja:  23.06.2017
Zobacz również
fot. Małgorzata Iwanicka
36. Młodzi i Film: Pamięć o Andrzeju Wajdzie
36. Młodzi i Film: Pozakonkursowe debiuty dokumentalne
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll