PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
„Po latach posuchy polski film dla najmłodszej widowni pomału wraca na srebrne ekrany. Trzeba zrobić wszystko, by ten trend utrzymać” – pisze Jerzy Armata w nowym numerze „Magazynu Filmowego” (nr 6/2017). Oto fragment artykułu, który w całości będzie można przeczytać na łamach pisma już 12 czerwca.
„Czekamy na filmy, czekamy na filmy / Na małych i dużych ekranach / Czekamy na filmy, czekamy na filmy / Czekamy na filmy dla nas” – od lat śpiewają dzieci podczas poznańskiego festiwalu „Ale Kino!”. Śpiewały, śpiewały i się doczekały. Wyraźnie zaczyna się wypogadzać nad naszym kinem skierowanym do młodych widzów. I to zarówno w fabule, jak i w animacji. Jeszcze trzy lata temu, w książce „Polski film dla dzieci i młodzieży” (Warszawa, 2014), napisanej wspólnie z Anną Wróblewską, wspominając złote lata w tej dziedzinie kinematografii, dość niepewnie patrzyliśmy w przyszłość, dostrzegając wprawdzie światełko w tunelu, w jaki wpadł nasz film dla młodego widza w czasach transformacji ustrojowej, ale to światełko raczej się tliło, niż płonęło jasnym blaskiem. Tę sytuację niezwykle trafnie ujął jeden z autorów mistrzowskich fabuł dla najmłodszych: „Dawniej robiliśmy cztery filmy w roku, teraz jeden na cztery lata”. Istotnie tak było, bywały nawet lata tłustsze. Ale bywały i chude, bardzo chude. W 1998 roku miałem przyjemność zasiadać w jury konkursu krajowego Międzynarodowego Festiwalu Filmów dla Dzieci (taką nazwę nosiła wówczas poznańska impreza). W sekcji fabularnej znalazło się pięć filmów, a mieliśmy do rozdzielenia… dziewięć nagród. Na szczęście w konkursie znalazła się „Spona” Waldemara Szarka, udana ekranizacja „Sposobu na Alcybiadesa” Edmunda Niziurskiego, którą mogliśmy obsypać nagrodami, i w ten sposób wybrnęliśmy z tej dość niezręcznej sytuacji, kiedy to liczba członków jury przewyższała liczbę ocenianych filmów. W następnym roku konkursu krajowego, który istniał w Poznaniu od narodzin imprezy, czyli od lat 60., już nie było, a nieliczne udane rodzime filmy prezentowano w konkursie międzynarodowym. I taka sytuacja trwa do dnia dzisiejszego, choć pamiętam lata, w których konkurs krajowy skupiał kilkanaście krótko- i pełnometrażowych fabuł oraz kilkadziesiąt krótkich animacji wybranych (sic!) przez komisję selekcyjną z – oczywiście – o wiele większej rocznej produkcji.
Nowy wiek nie rozpieszcza nas zbytnio realizacjami kierowanymi do młodych widzów, choć sytuacja w kinie podejmującym problematykę nurtującą młodzież wydaje się być zdecydowanie lepsza niż pośród filmów kierowanych do najmłodszych kinomanów. Warto wspomnieć choćby filmy Jacka Borcucha („Wszystko, co kocham”, 2009; „Nieulotne”, 2012), Katarzyny Rosłaniec („Galerianki”, 2009; „Bejbi blues”, 2012), Jana Komasy („Sala samobójców”, 2011; „Miasto 44”, 2014), Leszka Dawida („Jesteś Bogiem”, 2012), Macieja Adamka („Zdjęcie”, 2012), Anny Wieczur-Bluszcz („Być jak Kazimierz Deyna”, 2012), Macieja Pieprzycy („Chce się żyć”, 2013), Roberta Glińskiego („Kamienie na szaniec”, 2014) czy Grzegorza Zaricznego („Fale”, 2016). Do tej listy dorzuciłbym jeszcze dość ekscentryczne formalnie opowieści o dojrzewaniu Kuby Czekaja – „Baby Bump” (2015) i „Królewicza Olch” (2016), a także niebanalne treściowo i formalnie „Wspomnienie lata” (2016) Adama Guzińskiego oraz „Małego Jakuba” (2016) Mariusza Bielińskiego. Nieustannie problemom ludzi młodych przygląda się wnikliwie Dorota Kędzierzawska („Jestem”, 2005; „Jutro będzie lepiej”, 2010; aktualnie realizuje rozgrywający się wśród młodych sportowców „Żużel”, 2017).

We wspomnianej książce rozdział „Od wielkiej przygody do teoretycznie możliwej katastrofy”, poświęcony filmom fabularnym dla dzieci i młodzieży, kończyłem takim oto stwierdzeniem: „Te tytuły uprawniają do powtórzenia za Agnieszką Holland konstatacji, nawiązującej do wspomnianej słynnej wypowiedzi Marczewskiego, skierowanej do publiczności gdyńskiego festiwalu Anno Domini 2013: »Koledzy, dziękuję Wam, że zrobiliście te filmy«. Niestety, jest i łyżka dziegciu, pośród tytułów typowo rozrywkowych, skierowanych do młodej widowni, niczym samotny biały żagiel dryfuje – nagrodzony w Nowym Sączu i Hollywood – film Wiktora SkrzyneckiegoFeliks, Net i Nika oraz teoretycznie możliwa katastrofa”. Katastrofa nadal jest możliwa, nie tylko teoretycznie”.

I teraz – trzy lata po tych słowach – mogę stwierdzić, że katastrofy udało się uniknąć, co więcej, wszystko wskazuje na to, że polski film fabularny dla młodego widza, także ten dla najmłodszych, który był ostatnio w szczególnym kryzysie, płynie w niezwykle interesującym – podobnie jak cała rodzima kinematografia – kierunku. Powstaje coraz więcej, coraz bardziej różnorodnych rodzajowo i gatunkowo, i co najważniejsze – udanych filmów. Zwiastunem zmian okazał się obsypany nagrodami w Los Angeles i Chemnitz – „Gabriel” (2013) Mikołaja Haremskiego, a ostatnie miesiące przyniosły niezwykle efektowną ekranizację bestsellerowej książki Marcina Szczygielskiego „Za niebieskimi drzwiami” (2016), wyreżyserowaną przez Mariusza Paleja. Ten film, utrzymany w słabo obecnej w naszej kinematografii formule kina gatunkowego, zabiera młodych widzów w pełną przygód podróż przez krainę snu „tak realnego – jak określa to reżyser – że można w nim zamieszkać, tak ekscytującego, że chce się go poznawać, i tak tajemniczego, że można się go bać”. To kolejny forszpan odnowy rodzimego kina dla młodych widzów, a niebawem czekają nas premiery kolejnych intrygujących projektów – „Tarapatów” Marty Karwowskiej oraz „Dnia czekolady” Jacka Piotra Bławuta.

Jerzy Armata
Magazyn Filmowy 06/2017
Ostatnia aktualizacja:  3.06.2017
Zobacz również
fot. Borys Skrzyński/ SFP
57. KFF: Dokumenty, które wkrótce trafią na ekrany
Koterski jest jakiś inny
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2021
Scroll