PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Z Jackiem Piotrem Bławutem, autorem dokumentu „How to Destroy Time Machines”, w nowym numerze „Magazynu Filmowego” (nr 5/2017), rozmawia Anna Serdiukow. Oto fragment wywiadu, który w całości będzie można przeczytać na łamach pisma 19 maja.

Anna Serdiukow: Twój najnowszy film wymagał złożonego przygotowania logistycznego.

 Jacek Piotr Bławut: Temat niewątpliwie długo dojrzewał, ale to nie był odosobniony przypadek. Zwykle nie spieszę się, pracując. Lubię sobie dać czas na błądzenie. A z drugiej strony prawda o robieniu kina w Polsce jest taka, że przygotowania zwykle trwają długo, bo brakuje pieniędzy. Nim domknęliśmy budżet musiało upłynąć trochę czasu.
 

A ja myślałam, że film o czasie wymaga czasu...

 Chciałbym, żeby to był ten przypadek, ale nie narzekam. Gdy w początkowej fazie opowiadałem o naszym pomyśle, widziałem wokół zdziwione twarze. Miałem wrażenie, że nikomu nie jest potrzebny dokumentalny film muzyczny o jakimś niekonwencjonalnym kompozytorze, który specjalizuje się w field recordingu(muzyka natury – przyp. red.).

 

Temat przerastał ludzi?

 Film o takiej tematyce wydawał się po prostu zbyt dziwny, wręcz zbędny. Ale to mnie nie zniechęcało. W dokumentalnym kinie nigdy nie opowiadam o współczesności w dosłowny sposób. Moje filmy nie są społecznie zaangażowane i przystępne w tezach. Nie mówią wprost o społeczeństwie.  

Do pierwszego spotkania z Jephem Jermanem doszło kilka lat temu.

 Realizując w USA w 2007 roku inny dokument („Wojownik” Jacka Bławuta – przyp. red.), znaleźliśmy się blisko miejsca zamieszkania Jermana. Umówiliśmy się wtedy mailowo na spotkanie. Już po pierwszej rozmowie wiedziałem, że mam bohatera. Szybko poczułem że to człowiek wyjątkowy i charyzmatyczny. W sposobie bycia bardzo filmowy. Wiedziałem, że kamera – tym bardziej widz – za nim podąży. Jeph – z lekką rezerwą – zgodził się od razu na współpracę. To on traktował mnie jak dziwadło z Polski. Bez ekscytacji, a wręcz ze spokojem podszedł do pomysłu, że polski reżyser chce realizować film o tym, jak gra na kaktusach.   

Wróciliście do Polski i...?

Zaczęliśmy szukać pieniędzy. W 2012 roku zostałem współautorem zdjęć do filmu „Wirtualne wojny” Jacka Bławuta. Znów wylądowałem w Stanach i tym razem spotkałem się z Jephem na dłużej. Spędziliśmy ze sobą dwa dni. To był przełomowy czas. Nakręciliśmy sporo materiału, zmontowałem z tego trailer, który trwał osiem minut. Złożyłem zwiastun do Studia Munka, gdzie uznano, że w zasadzie to jest skończony film. Nie mogłem się z tym zgodzić, wiedziałem, że temat jest mocny, że zasługuje na coś więcej niż na kilkuminutową impresję. Ostatecznie zdjęcia użyte w trailerze nigdy nie weszły do wersji końcowej dokumentu, ale pozwoliły domknąć budżet. Wycofałem film ze Studia Munka i złożyłem go do PISF-u. Budżet umożliwił nam realizację dwutygodniowych zdjęć w Arizonie. To mało, ale wystarczyło. Jechaliśmy do USA z zamkniętą, dopracowaną w każdym szczególe koncepcją.

 

Anna Serdiukow
„Magazyn Filmowy” (nr 5/2017)
Ostatnia aktualizacja:  12.05.2017
Zobacz również
fot. archiwum prywatne
Casting dla dzieci i młodzieży!
Szaflarska | Wypominki. Już 15 maja w TR!
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll