PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Z Michałem Oleszczykiem, wykładowcą Wydziału „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego, byłym dyrektorem artystycznym Festiwalu Filmowego w Gdyni, w nowym numerze „Magazynu Filmowego” (nr 4/2017), rozmawia Dagmara Romanowska. Oto fragment wywiadu, który w całości będzie można przeczytać na łamach pisma już 10 kwietnia.
Dagmara Romanowska: Gdy zadzwonił telefon z informacją, że nie będziesz dalej sprawował funkcji dyrektora artystycznego Festiwalu Filmowego w Gdyni, poczułeś ulgę czy rozczarowanie? Przez jakiś czas myślałeś przecież o rezygnacji z kandydowania na drugą kadencję.

Michał Oleszczyk: Poczułem zdziwienie i zatroskanie – nie ze względu na swoją osobę, ale przez fakt likwidacji samej funkcji. Na każdym festiwalu ma ona przecież duże znaczenie. Jestem przekonany, że jest wielu kandydatów, którzy świetnie by się w niej sprawdzili. Środowiskowy charakter Festiwalu Filmowego w Gdyni sprawia, że istnieje naturalny odruch obronny przed zbyt silnym narzucaniem woli czy gustu jednej osoby. Podejmując decyzję o ponownym ubieganiu się o stanowisko, zaproponowałem co prawda zwiększenie uprawnień dyrektora artystycznego w kształtowaniu Konkursu Głównego, ale bynajmniej nie jego monopolizację. Przez trzy lata swojej pracy wszystkie decyzje podejmowałem w ścisłym porozumieniu z Komitetem Organizacyjnym, Radą Programową i Zespołem Selekcyjnym. Nigdy nie prowadziłem żadnych ruchów, które naruszałyby równowagę tych ciał. Zawsze pojmowałem swoją rolę jako służebną wobec polskich filmowców i nigdy nie starałem się uczynić z gdyńskiej imprezy „swojego festiwalu”. Przeciwnie, starałem się udzielać swojej wiedzy, rozeznania, kontaktów zagranicznych, żeby czynić ją lepszą. Myślę, że każdy dyrektor artystyczny robiłby to samo. Brak takiej funkcji pozostawia mnie więc w stanie zatroskania o przyszłość Gdyni.

Zarówno ty, jak i twój poprzednik Michał Chaciński zrewolucjonizowaliście festiwal. Duży nacisk położyliście na wymóg jakościowy.

Nasze pomysły jednak się różniły. Szanuję zmiany, które wprowadził Michał Chaciński, szczególnie selekcję. Był w niej jednak zbyt ostry: dążył do tego, żeby w Konkursie Głównym liczba filmów nie przekraczała 12-14. Ja byłem mniej surowy. Zawsze zależało mi na bogactwie wyboru, dlatego nie przeszkadzało mi zupełnie, a wręcz cieszyło, gdy w szranki stawało nawet 18 tytułów. Jestem przekonany, że w Gdyni filmów powinno być jak najwięcej. Z tego względu stworzyłem też odrębny konkurs – Inne Spojrzenie, obejmujący obrazy mniej konwencjonalne, ze skromniejszym budżetem, czasem realizowane poza głównymi mechanizmami finansowania. Chciałem, żeby i one odnalazły swoje miejsce w Gdyni. Moja otwartość na wielość, mniejszy rygoryzm niż Michała Chacińskiego, nie oznaczały jednak rezygnacji z kryterium jakościowego.

W skłóconym politycznie kraju, co również odbiło się na środowisku filmowym, obrałeś strategię porozumienia. Nie zawsze się to podobało. W minionym roku przez jeden obóz byłeś krytykowany za brak „Historii Roja” w Konkursie, przez drugi – za specjalny pokaz „Smoleńska”...

Fakt, że ostatni rok mojego dyrektorowania przypadł na okres eskalacji politycznych sporów zadecydował o tym, że był moment, gdy chciałem zrezygnować z ponownego kandydowania na stanowisko. Napięcia były duże i trudne, a ja wybrałem drogę porozumienia, dialogu, koncyliacji. Wierzyłem w to, że Gdynia może być miejscem spotkania różnych opcji światopoglądowych. Dokonywane przeze mnie wybory nie były łatwe i za każdym razem wiązały się z gorącymi komentarzami w mediach i wystawieniem na presję ciągłej oceny. Wierzę jednak, że były słuszne. Pokaz „Smoleńska” wypełnił jedną z największych sal Multikina. Towarzysząca mu dyskusja z twórcami była emocjonująca, ale zarazem utrzymana w cywilizowanych ramach. Wydała mi się bardzo demokratycznym momentem ostatniej edycji festiwalu: gestem niewykluczającym, a zachęcającym do rozmowy.

Gdyni zawsze towarzyszą emocje, nawet bez polityki. Środowisko i komentatorzy oceniają program. Dyrektor artystyczny często zostaje trafiony rykoszetem...

Przez trzy lat nabyłem pewnej odporności. Festiwal zawsze wiązał się ze zranionymi uczuciami: przede wszystkim tych, których filmy się nie dostały. Moją dewizą był jednak szacunek dla polskiego filmowca. Nigdy nie podejmowałem decyzji pochopnie. Wiem, jak ciężką pracę wykonują twórcy, jak niepewny to rynek, i jak dużo wytrwałości wymaga, żeby na nim funkcjonować.

Dagmara Romanowska
Magazyn Filmowy 04/2017
Ostatnia aktualizacja:  31.03.2017
Zobacz również
fot. Sławomir Pultyn/Gdyńska Szkoła Filmowa
Pogrzeb Haliny Paszkowskiej
Przedstawiamy uczestników Doc Lab Poland 2017
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2021
Scroll