PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Z Magdaleną Boczarską, odtwórczynią głównej roli w filmie "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej", rozmawia Albert Kiciński.
Albert Kiciński: Jak zaczęłaś swoją przygodę z Michaliną Wisłocką. Od jej książki na półce rodziców?

Magdalena Boczarska: Jestem dzieckiem komuny, więc miałam w domu rodzinnym pierwsze wydanie. Moja przygoda z tą książką rozpoczęła się w wieku zaledwie sześciu lat. Kuzynostwo mnie uświadomiło, że taka pozycja istnieje. Oglądaliśmy te obrazki, które z dzisiejszego punktu widzenia mają wielkość znaczków i są kompletnie nieatrakcyjne. Ale wtedy naprawdę rozpalały wyobraźnię - szczególnie w czasach, kiedy nie było w ogóle dostępu do Internetu, kiedy seks był owiany tajemnicą. Trochę za tym tęsknię.
Kolejny raz sięgnęłam po „Sztukę…” w momencie, kiedy wiedziałam, że zagram Wisłocką. Przeczytałam ją od początku do końca. Później wzięłam się za biografię Michaliny „Sztuka kochania gorszycielki” autorstwa Violetty Ozminkowskiej, oglądałam filmy i telewizyjne programy o niej i z nią.

„Sztuka kochania” mieści w sobie już pewną esencję myślenia Michaliny Wisłockiej. To, jak ona postrzegała seksualność, miłość i życie.

Absolutnie - to ważny element do charakterystyki jej osoby. Jeszcze potrzebowałam takiej bazy, która pomoże mi stworzyć wizualny obraz tej postaci. Duża w tym zasługa charakteryzatorki Anety Brzozowskiej i autorki kostiumów Ewy Gronowskiej. Po obejrzeniu wywiadów z Michaliną Wisłocką już jako leciwą staruszką, dowiedziałam się również jaki miała tembr głosu, jak się zachowywała. Później spotkałam się z jej córką Krystyną, która okazała się dla mnie skarbnicą wiedzy. Mam wrażenie, że były podobne, chociaż Krystyna się z tym nie zgadza. Ale jej mąż, czyli zięć Wisłockiej, mówił, że są identyczne.
Zapewniono mi też ogromną ilość czasu. Miałam aż siedem miesięcy na przygotowania. Przeprowadziliśmy też ogromną ilość prób. Mieliśmy czas, żeby improwizować, szukać, nagrywać próby, dyskutować. To był naprawdę duży komfort.


Eryk Lubos i Magdalena Boczarska w filmie "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej", fot. Kino Świat.

W filmie widać ten włożony trud. Wygrywasz znaczące niuanse tej postaci. Wydobywasz ze swojej Michaliny dwuznaczności związane z jej życiem osobistym. Zapewne ówcześnie mogła to być postać bardziej niejednoznaczna niż dziś (np. życie w trójkącie). Na pewno nie było łatwo złapać te elementy. Wręcz uwierzyłem, że to ty jesteś Michaliną Wisłocką.

Dziękuję za te komplementy. Trzeba też pamiętać o ogromnym wkładzie reżyserki i producentów. Miałam sztab osób, które nade mną czuwały i wspólnie ze mną tę postać tworzyły. Dawały mi rady, oceniały moje próby. Więc to też jest zasługa wielu osób, które były przy mnie.

Znalazłaś coś swojego w tej postaci?

Czuję oddech Michaliny na karku. Czuję też, że to jest miłość na całe lata. Oddałam się tej postaci całkowicie. Proces wychodzenia z tej roli i okres po pracy był dla mnie dość trudny. To wszystko było jednak wyjątkowe pod wieloma względami. Rzadko kiedy to mówię, ale zawdzięczam temu filmowi nie tylko spotkanie z Michaliną, ale też ludźmi, których spotkałam na planie i z którymi miałam zaszczyt się przyjaźnić. Wiem, że są to znajomości na całe lata.

Czy Michalina zdawała sobie sprawę, czym stanie się jej książka? Jak wpłynie na społeczeństwo?

Myślę, że ona była trochę bezczelna. Miała poczucie, że ma coś wyjątkowego do zaproponowania. Gdyby nie jej pewność i zaangażowanie, to by się nie udało.


Piotr Adamczyk, Magdalena Boczarska i Justyna Wasilewska w filmie "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej", fot. Kino Świat.

Ona naprawdę przyniosła rewolucję. Mam taką małą nadzieję…


… że ten film wywoła dyskusję. Ja też. Wsadzi kij w mrowisko.

Minęło tyle lat, a my nadal mamy problem w rozmawianiu o seksualności. Wiadomo, że ten problem troszeczkę się zmniejszył przez te kilka dekad. Film Marii Sadowskiej mówi też o tym, że przed publikacją „Sztuki kochania”, była w tym temacie przysłowiowa „czarna dziura”. Ale problem nadal istnieje.

Żyjemy w dziwnych, schizofrenicznych czasach, kiedy wszystko skręca w stronę archaicznego konserwatyzmu. To jest też trend globalny. Maria pięknie powiedziała na konferencji, że za wiele poświęciliśmy serca, za dużo ten film nas kosztował, żeby nie był po coś. Mamy nadzieję, że wywoła dyskusję.

Tego Wam i sobie życzę. Już na to najwyższy czas.


Albert Kiciński
Ostatnia aktualizacja:  26.01.2017
Zobacz również
fot. Kino Świat
Stuhr i Zanussi podsumowują Rok Kieślowskiego
[Wideo] Kwaśny i Chabior w "Wyklętym"
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2019
Scroll