PORTAL
start
Aktualności
Filmy polskie
Box office
Baza wiedzy
Książki filmowe
Dokument
Scenarzyści
Po godzinach
Blogi
Konkursy
SFP
start
Wydarzenia
Komunikaty
Pożegnania
Zostań członkiem SFP
Informacje
Dla członków SFP
Kontakt
ZAPA
www.zapa.org.pl
Komunikaty
Informacje
Zapisy do ZAPA
Kontakt
KINO KULTURA
www.kinokultura.pl
Aktualności
Informacje
Repertuar
Kontakt
STUDIO MUNKA
www.studiomunka.pl
Aktualności
Informacje
Zgłoś projekt
Kontakt
AKTORZY POLSCY
www.aktorzypolscy.pl
Aktualności
Informacje
Szukaj
Kontakt
FILMOWCY POLSCY
www.filmowcypolscy.pl
Aktualnosci
Informacje
Szukaj
Kontakt
MAGAZYN FILMOWY
start
O magazynie
Kontakt
STARA ŁAŹNIA
www.restauracjalaznia.pl
Aktualności
Informacje
Rezerwacja
Kontakt
PKMW
start
Aktualności
Filmy
O programie
Kontakt
Portal
SFP
ZAPA
Kino Kultura
Studio Munka
Magazyn Filmowy
Stara Łaźnia
PKMW
Aktorzy Polscy
Filmowcy Polscy
MENU
Z Marią Sadowską, reżyserką filmu „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej”, w nowym numerze „Magazynu Filmowego” (nr 1/2017), rozmawia Artur Zaborski. Wywiad w całości będzie można przeczytać na łamach pisma już 16 stycznia.

Artur Zaborski: Michalina Wisłocka to dla Polski Ludowej postać kultowa. Co ciebie w niej zainteresowało, że postanowiłaś poświęcić jej film?

 

Maria Sadowska: Muszę przyznać, że to nie był mój pomysł, tylko producentów, którzy zaproponowali mi wyreżyserowanie tego obrazu. Kiedy zaczęłam zagłębiać się w tę postać, nie mogłam uwierzyć, że sama wcześniej nie odkryłam jej historii. Wisłocka ma w sobie wszystko to, czego potrzebuje kinowy bohater: jest niejednoznaczna, działa w słusznej sprawie, walczy o wolność, poświęca życie dla innych. Jest to też postać tragiczna. Z jednej strony stoi za nią ogromny sukces. Sprzedała siedem milionów książek, była uwielbiana przez pacjentki, a do tego odznaczała się miłością do psów i oryginalnym sposobem ubierania się. W jej szafie znajdowały się stroje zrobione z zasłonek, obrusów i obić mebli. Wyglądała inaczej niż wszyscy dookoła. Z drugiej strony jednak nigdy nie znalazła tego, o czym pisała, a więc prawdziwej, szczerej miłości, i nigdy nie została zaakceptowana przez środowiska naukowe jako kobieta. Kino kocha takie historie.


 

Maria Sadowska Fot. Żelazna Studio/SFP 

 


Jej walka o akceptację i prawo do decydowania rymuje się z walką współczesnych Polek, które wychodzą na ulice. Myślałaś o tej analogii, kiedy pracowałaś nad filmem?


W historii Wisłockiej jest wiele wątków dotyczących również naszej współczesności. Ona przez sześć lat walczyła o wydanie książki z najpotężniejszymi instytucjami Polski Ludowej – partią i Kościołem, a także z całym towarzystwem seksuologów, zasilanym przez mężczyzn. Wszystkie te środowiska odrzucały ją w pierwszej kolejności za to, że była kobietą, a dopiero w drugiej za jej poglądy. Uważam, że polskiemu kinu brakuje historii silnych, niezależnych kobiet, takich, które nie są ustawione w roli ofiary czy histeryczki, tylko takich, które potrafią poświęcić się walce. 

 

Chciałaś stworzyć w ten sposób komentarz do tego, co dzieje się aktualnie w naszym państwie?


Zaczynaliśmy robić ten film jeszcze w innej rzeczywistości. Nie mam wątpliwości, że gdyby Michalina żyła teraz, to stałaby w pierwszym rzędzie czarnego protestu. Byłaby przerażona, że robimy tak potworny krok wstecz i wracamy właściwie do jej punktu wyjścia w latach 70. W czasie pracy nad filmem świat dookoła zmieniał się na naszych oczach. Kiedy kręciliśmy, miałam wrażenie, że to, co dzieje się na planie, jest właściwie rejestracją wydarzeń z rzeczywistości. Już wtedy wiedzieliśmy z ekipą, że tworzy się nam metafora współczesności. „Sztuka kochania” ma szansę stać się filmem uniwersalnym, chociaż jest to kino historyczne, nie tylko ze względu na wątek Wisłockiej, podany tu zresztą lekko, z humorem i dystansem, ale także przez wzgląd na to, że opowiada o miłości, czyli o tym, czego wszyscy poszukujemy bez względu na czasy, w których żyjemy.

 

 

Artur Zaborski
artykuł redakcyjny
Ostatnia aktualizacja:  15.01.2017
Zobacz również
fot. Żelazna Studio/SFP
Film "Moja wina" - rusza akcja crowdfundingowa
„Ja, Olga Hepnarova”: dwa plakaty
Copyright © by Stowarzyszenie Filmowców Polskich 2002 - 2020
Scroll